Ksiądz. Samotny? Osamotniony? – ks. Tomasz Rąpała

Podczas rozmów z osobami rozeznającymi powołanie do kapłaństwa, często pada pytanie dotyczące samotności w życiu księdza. Wydaje się, że obserwacja ludzi młodych, albo dzielenie się osobistymi doświadczeniami kapłana z nimi powoduje, że ich wyobrażenie o samotności jest progiem, przez który trudno przejść bez lęku. Czy tak jest w rzeczywistości? Czy ksiądz jest naprawdę samotny? I czy samotność jest destrukcyjna? Czym ona jest w życiu kapłana?

Samotność czy osamotnienie?

Dla lepszego zrozumienia podejmowanej kwestii podążymy za rozróżnieniem Henriego J. M. Nouwena, który przyjmuje podział na samotność i osamotnienie[1]. Warto zauważyć, że samotność może dotyczyć płaszczyzny zewnętrznej i wewnętrznej. Mówimy także o samotności psychologicznej, czyli poczuciu samotności i potrzeby obecności drugiego człowieka. Ta samotność rozgrywa się na poziomie uczuć i jest punktem wyjścia w relacjach z drugim człowiekiem. Dla Nouwena przez odosobnienie (samotność wewnętrzna) człowiek rozwija się, buduje swoje dojrzałe człowieczeństwo, relacje z Bogiem. Natomiast osamotnienie ma barwę destrukcyjną[2], ponieważ jest jakąś izolacją, brakiem dobrych więzi, ucieczką przed nimi z egoizmu, albo z lęku o siebie. Nouwen powie, że osamotnienie to główne źródło cierpienia człowieka[3]. Natomiast psychiatrzy i psychologowie twierdzą, że jest ono przyczyną wzrastającej liczby samobójstw, nałogów, depresji, zaburzeń somatycznych, a nawet wypadków samochodowych[4]. Trzeba zauważyć, że żyjemy w świecie, w którym człowiek jest coraz bardziej rozdarty pomiędzy wartościami wewnętrznie sprzecznymi; z jednej strony mamy promocję patologii indywidualizmu, rywalizacji, a z drugiej  ideałów; współpracy, jedności i wspólnoty.  Wpływa to także na naszą mentalność, bo przecież w czasie formacji, mur seminaryjny nie ochrania alumnów przed wpływem mentalności współczesnego człowieka. I to należy przyjąć, jak też trzeba się przed tym bronić. Widzimy przecież, jak choćby rywalizacja, tak szeroko obecna we współczesnym świecie, wpływa destrukcyjnie na relacje między kapłanami. Mówimy oczywiście o niezdrowej rywalizacji. Doświadczamy dzisiaj także ludzkiej pazerności słysząc, że nie ma w tym świecie nic za darmo, a kapłan ma być przecież ofiarnym sługą Chrystusa, który żył w prostocie i uczył miłości bezinteresownej. Tak samo Jezus czyni również dzisiaj. Dochodzi zatem do jakiegoś zderzenia mentalności. Osamotnienie może się w nas pogłębiać, ponieważ słyszymy wokół, że nie warto drugim powierzać swoich problemów, bo może to być zinterpretowane jako słabość, na którą przecież nie wolno sobie pozwolić. Osamotnienie pogłębia się przez to, że człowiek zaczyna myśleć, iż może się w pełni rozwinąć tylko w ścisłej relacji z drugą osobą. Takie myślenie prowadzi do dramatu człowieka. Są i tacy psychoanalitycy, którzy twierdzą, że człowiek może się rozwinąć tylko przez życie seksualne. Jest bardzo dobra książka wybitnego, angielskiego psychiatry i pisarza Anthony’ego Storra pt. Samotność, w której pisze, że człowiek do spełnienia w życiu, doświadczenia szczęścia nie musi nawiązywać intymnych relacji z drugim człowiekiem. Storr zauważa, że zbyt szybkie tworzenie takich relacji to raczej ucieczka przed samotnością i lękiem przed opuszczeniem. Twierdzi, że zdolność do przebywania w samotności jest „jedną z cech dojrzałej osobowości, bez której nasze spotkania stają się zbyt często niespokojnie bliskie”[5]. Pewnie dlatego poeta Reiner Maria Rilke powiedział, że „miłość to dwie samotności, które się spotykają i wspierają”. I to jest prawda, bo kochać drugiego to troszczyć się o jego samotność, która jest częścią miłości, a nie jakimś sprzecznym pragnieniem. Dlatego też dojrzałe i bliskie więzi, np. przyjacielskie są możliwe TYLKO tam, gdzie szanuje się samotność drugiej osoby. Należy docenić inność drugiego i zgodzić się na jego samotność.

Podejmując drogę wychowania i formacji w seminarium duchownym, młody mężczyzna wybiera w jakiś sposób samotność.  Ona jest wybrana z miłości. Motywem wyboru samotności jest zatem miłość. Włoski mistyk Carlo Carreto mówi tak: „Stańcie się samotnością, aby stać się miłością”. Arcybiskup Bruno Forte powiedział, że ten, kto chce żyć, aby słuchać i kochać, musi zapłacić cenę samotności. Ale ta samotność jest zamieszkana przez Kogoś innego, przez Kogoś, kto mnie kocha. W tym doświadczeniu samotności przychodzi do nas Słowo Boże[6]. Dlatego jednym z fundamentów seminaryjnej formacji jest doświadczenie codziennego, wieczornego silentium sacrum. Bez szanowania tej przestrzeni samotności alumn pozbawia się umiejętności tworzenia dojrzałych więzi. Natomiast w codzienności życia kapłańskiego warto przyjrzeć się programowi dnia, czy jest w nim miejsce na osobistą samotność, ciszę, przebywanie tylko z Chrystusem. Podobnie w czasie rekolekcji i indywidualnych dni skupienia. To jest przeżywanie własnej samotności, którą przyjmuję, bo wybierałem ją świadomie i dobrowolnie.

Prorocy przychodzą zawsze z pustyni

Rilke pisał, że „miłość to czuwanie nad ludzką samotnością”. Ciekawe! Czuwać, czyli być gotowym, żeby kogoś wysłuchać, milcząco rozumieć, dotrzymać towarzystwa, być przy kimś tak długo, jak wymaga tego okoliczność. Miłość to czas i uwaga. Tak jak kocham siebie, tak kocham innych; „kochaj bliźniego jak siebie samego” (zob. Mt 19,19; Mk 12,31; 12,33; Łk 10,27; Rz 13,9; Ef 5,33; Jk 2,8). Jesteśmy samotni po to, żeby bardziej być z innymi! Samotność rozpala więzi. Jakże to jest ważne w życiu  kapłańskim. Muszę być „trochę” sam, żeby być bardziej „dla”. Samotność jest wpisana w życie kapłańskie. Jeśli nie potrafię być sam, nie potrafię być właściwie z drugim człowiekiem. Głęboka modlitwa, relacja z Chrystusem sprawia, że doświadczenie Jego obecności w codzienności życia kapłana powoduje, że nigdy nie jest on sam. Benedykt XVI powie krótko: „Kto wierzy, nigdy nie jest sam”[7]. Jezus często odchodził w miejsca pustynne, żeby „nakarmić” się słowem Ojca, Ojca, który jest samotnością we wspólnocie Osób. W Bogu jest cisza, z której narodziło się Słowo. Dlatego w ciszy i samotności możemy USŁYSZEĆ Słowo. Ono pokazuje nam najpierw prawdę o nas. Orygenes pisał, że najważniejsze to poznać siebie. Kapłan musi wiedzieć kim jest. Należy czynić tak, jak Jezus – nie bać się pustyni (rekolekcje, dni skupienia). Bez pustyni – kapłaństwo jest stracone! Kościół nie potrzebuje pedantycznych biurokratów. Kościół potrzebuje pasterzy, którzy prowadzą innych do „studni” krystalicznej wody Słowa i sakramentów świętych, z której sami najpierw czerpią życie. Bóg w samotności objawia rzeczy ukryte[8], które są „zakryte dla mądrych i roztropnych” (por. Mt 11,5; Łk 10,21). Prorocy przychodzą zawsze z pustyni, dlatego są realistami żyjącymi pośród gwaru świata.  Przychodząc z pustyni potrafią pośród tego gwaru usłyszeć Słowo Boga, żyć nim i przekazywać je innym. Bez pustyni słyszymy tylko samych siebie.

Niepodważalną istotą życia kapłana jest więź z Bogiem. W jakim znaczeniu? Ktoś powiedział, że człowiek nie ma więzi z Bogiem, ale człowiek jest więzią z Bogiem. Jeśli w kapłanie nie ma samotności więzi z Bogiem, to wtedy przychodzi pragnienie karmienia się czymkolwiek. Drugi człowiek nie wystarczy. Jest ciągle za mało… Wracam wieczorem po wielu spotkaniach i jestem sam. Mogę zacząć oczekiwać od kogoś zbyt wiele. Dlatego właśnie pojawia się dość często niezadowolenie z relacji, rozczarowanie, lęk o kogoś. Człowiek nie zastąpi Boga. Może dlatego rozpadają się małżeństwa, bo oczekuje się od siebie zbyt wiele. Nie ranią ludzie, ale oczekiwania względem nich! Można ukierunkowywać się także w inną stronę; ubóstwiać coś, co nie jest Bogiem; karierę naukową, pieniądze, ubranie, upiększanie mieszkania. Dlaczego dzisiaj ludzie mają wszystko, co jest potrzebne do życia, a nie są z niczego zadowoleni? Skąd rozpacz, depresja, itd.? Z samotności braku więzi z Bogiem, która stała się osamotnieniem! Jeśli nie potrafimy być samotni z Bogiem, idziemy w stronę osamotnienia, izolacji i wyobcowania. Musimy umieć przeżywać samotność, i tę „pustynną” i tę z drugim człowiekiem, gdzie pomiędzy mną a nim jest samotność.

Charyzmat od Boga dla wspólnoty

Kapłan żyje w celibacie, który jest charyzmatem (!). Trzeba zdawać sobie sprawę, że w kapłanie będzie pewnego rodzaju niespełnienie, jakiś głód jeśli chodzi o możliwość wyrażania siebie przez ciało wobec kobiety. Między innymi z tego względu właśnie bardzo ważne jest głębokie życie duchowe. Bez tego nie ma możliwości uniesienia „błogosławionego ciężaru”, „samotności spragnionego ciała”[9]. Spotkanie z Jezusem Chrystusem wypełnia ten głód, a owocem głębokiej więzi z Nim są dojrzałe relacje z innymi, przyjaźnie a także ofiarne apostolstwo. Radosne, bo ofiarne kapłaństwo jest tam, gdzie ksiądz we właściwy sposób przeżywa dar celibatu. Jeśli kapłan nie wyda się na pastwę Boga, wtedy będzie zgorzkniały, niezadowolony, będą go wyniszczać najdrobniejsze porażki, ludzka niewdzięczność, niezrozumienie przez ludzi. Ksiądz, który jest w całości dla Boga, nie będzie czuł straty czasu dla ludzi (pomimo wszystko) i będzie poszukiwał samotności, żeby osobiście porozmawiać z Bogiem, zobaczyć gdzie się jest.

Dla mnie osobiście ciekawym doświadczeniem było, kiedy pewnego razu spacerowałem po kamedulskim lesie na krakowskich Bielanach i usiadłem na ławce, na której wciąż jest wyryty napis dłonią eremity: „Samotni nie jesteśmy. Bóg jest z nami”. A pod tym napisem: „Br.(at) Tyburcy – 1941 rok”. Wokół szaleństwo diabelskiej wojny, a mnich wie, że Bóg jest z nami. To się nie zmienia i nigdy się nie zmieni. W obecnej sytuacji przeżywamy różnego rodzaju wstrząsy, choćby te dotyczące licznych ataków na Kościół, profanacji, bluźnierstw… Wychodzą na światło dzienne koszmarne fakty dotyczące wykorzystywania seksualnego przez osoby duchowne, dokonywane w skrytości minionych lat. To wszystko może w życiu uczciwych i gorliwych kapłanów, których jest większość, powodować poczucie utraconego sensu i braku nadziei. Odchodzenie ludzi od wspólnoty Kościoła katolickiego może wzbudzać w sercach wielu z nich ból i świadomość porażki. Dlatego tym bardziej trzeba być razem i mocą Jezusa Chrystusa ogłaszać orędzie Ewangelii życia. Właśnie w takich czasach potrzeba jeszcze bardziej odważnego, klarownego i wiarygodnego świadectwa życia wiarą. To teraz jest czas dla kapłanów prawdziwie żyjących misją, którą powierzył im Chrystus. Świat się szybko zmienia. I w tym jest niebezpieczeństwo poczucia osamotnienia jako odrzucenia przez społeczeństwo. Ojciec Marian Zawada nazwie to „samotnością tragiczną”[10]. Jest to stan bezsilności, który może – jak sądzę – pójść w stronę wycofania się nawet z powołania, albo pogubienia się na jego drodze. Musimy umieć nadawać sens takiemu osamotnieniu, które jest wynikiem oskarżania się, że zostałem sam, zostawili mnie, itd[11]. Ważne jest tutaj towarzyszenie duchowe i modlitwa. Nie można dać się zapędzić w „kozi róg złych myśli”… Wspólnota kapłańska jest lekarstwem na osamotnienie, w które można wejść zupełnie niepotrzebnie. Kapłani są odpowiedzialni za siebie wzajemnie. Z tej odpowiedzialności nikt nie jest zwolniony. W jedności jest siła. Jako kapłanów powinna nas jednoczyć pasja misji powierzonej nam przez samego Chrystusa! Odnówmy pasję, którą Jezus złożył w naszych sercach w dniu święceń! Każdy z nas ma wiele do zrobienia na polu ewangelizacyjnym. Nie mamy powodów, żeby się ukrywać przed światem. Kapłan uczciwy, modlący się i głoszący Słowo jest bardzo potrzebny ludziom spragnionym Boga, a szczególnie tym, którzy przestali Go szukać żyjąc egzystencjalną pustką.

Przedstawione wyżej kwestie są tylko zarysem problemu, do którego warto powracać, żeby nie skręcać w niewłaściwą uliczkę. Dedykuję kapłanom wiersz ks. prof. Jerzego Szymika pt. Kyrie. Tekst ten ukazuje tęsknotę za Bogiem, która wypełnia samotność spowodowaną zaskoczeniem tym, że zwykle inaczej wyobrażamy sobie przyszłość, a kiedy zderzamy się z rzeczywistością, musimy uważać, żeby nie popaść w pustkę. Trzeba więc wydać się na przepadłe Bogu… Samotność z Bogiem oczyszcza, oczyszcza relacje z NIM, a także relacje z drugim człowiekiem.

Być może nie jeden raz będziesz czytać ten wiersz właśnie wtedy, kiedy będzie inaczej niż być miało… A twoje łzy staną się jak wiosenny deszcz…

Panie,
jest inaczej
niż być miało

ani góry,
ani morwy
nie rzucają się w morze na moje słowo

nieustannie idzie na burzę,
nieustannie czerwieni się zasępione niebo,
fale zalewają łódź, a wichry i jezioro nigdy nie są mi posłuszne

mam kilka ryb,
siedem chlebów
i nieskończoną wielość głodnych do wykarmienia

dotykałem tylekroć
Twojego płaszcza
a nie jestem zdrowy

Ojciec Niebieski
Ma coraz mniej pracy
Z liczeniem moich włosów

A jestem w gorszym
Położeniu niż Jair
Bo nie mam córki

Mam oczy, a nie widzę,
Mam uszy, a nie słyszę;
Często też wpadam w ogień i w wodę

Moje oczy wilgotnieją nieraz, ale nie od Twojej śliny,
stąd też widzę niewyraźnie

ani odcięta prawica,
ani wyłupione oko
nie uczyniły mnie lepszym

tęsknię za Tobą.
Ulituj się nade mną.
Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić[12].

Bibliografia dostępna w redakcji.

Ks. mgr lic. Tomasz Rąpała – ojciec duchowny w WSD w Tarnowie, współpracuje z Centrum Formacji Duchowej Salwatorianów w Krakowie.

Udostępnij Tweet