Stojący na warcie… I Niedziela Adwentu

I Niedziela Adwentu – B

„Jezus powiedział do swoich uczniów: (…)
Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż, zostawił swój dom, powierzył swym sługom staranie o wszystko”

Dobrze jest wciąż sobie przypominać o tym, że jestem domem, mieszkaniem Boga, który On nabył swoją własną krwią. To także Jezus jest tym człowiekiem, który udał się w podróż do domu Ojca, by przygotować mi miejsce. Aby, gdy wszystko będzie gotowe, powrócić i zabrać mnie wraz z Kościołem-Oblubienicą na wieczne gody Baranka. Już jestem w Kościele poślubiony Chrystusowi, do Niego należę i w sposób szczególny mnie powierzył, jako słudze swemu, staranie o wszystko. I zanim powróci, zalecił mi potrójne czuwanie. Jak na obozie młodzieżowym, kiedy trzeba stać nocą na warcie i pilnować, by ktoś spoza obozu nie skradł flagi z masztu. Stojący na warcie ma nie spać, po drugie wszystkie zmysły musi wyostrzyć i po trzecie musi pamiętać, że przeciwnik, w zależności od pory dnia, może różnie wyglądać.

Uważajcie, czuwajcie…

Stojący na warcie nie może zasnąć. Ciągle musi czuwać i mieć kontakt z rzeczywistością Boga, a nie zasypiać, czyli wchodzić w jakąś iluzję, świat fikcji i nieświadomości, rutyny, powierzchowności, ciemności. Tym wszystkim jest także świat grzechu i jego konsekwencji: uzależnienia, nałogi, zniewolenia. Receptą jest wiara, czyli więź z Bogiem, karmiona modlitwą. Bez czuwania nie będzie modlitwy, bez modlitwy nie będzie czuwania, nie będzie relacji z Bogiem. Będzie wszystko inne. Będzie sen grzechu i ciemność jego konsekwencji.

Odźwiernemu przykazał, żeby czuwał…

Stojący na warcie musi wyostrzyć wszystkie zmysły. Każdy mój zmysł musi mieć odźwiernego, który będzie pilnował, czuwał, by nie wchodziły w mój świat bodźce, impulsy, które mogą mi zaszkodzić. Nie wszystko jest  mi potrzebne i korzystne dla mnie. Nie wszystko muszę widzieć, słyszeć, dotykać, smakować i czuć. Potrzebna jest pewna asceza, dyscyplina. Tym się karmi nadzieja. Ona wskazuje wciąż na Boga – mój ostateczny cel w życiu i jego sens. Nadzieja troszczy się, bym wciąż pamiętał po co i dla kogo żyję na tym świecie. Jednocześnie pokazuje drogę do tego celu i daje siłę i bym do tego celu dotarł. Stąd potrzebuję odpowiedniej diety dla zmysłów, ascezy, by inne, małe cele nie przysłaniały tego ostatecznego.

Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie…

Stojący na warcie musi pamiętać, że przeciwnik, w zależności od pory dnia, może różnie wyglądać. Wielu sytuacji w życiu możemy się spodziewać, wiele możemy przewidzieć. Ale jeszcze więcej jest takich, które nas zaskakują. Nie wszystko, co jawi się jako zagrożenie, rzeczywiście nim jest w istocie, a to, co czasem wydaje się bezpieczne, może stać się potencjalną pułapką i wyrządzić duchową szkodę. Trzeba umieć rozpoznać przeciwnika i przyjaciela. Tutaj bardzo ważna jest miłość karmiona regularnym rachunkiem sumienia. To głos Boga, który przemawia w moim wewnętrznym domu, sanktuarium, będzie oceniał moje przewidywane i podjęte wybory oraz pomagał na przyszłość właściwie rozeznawać, rozpoznawać i podejmować decyzje. By zawsze był to wybór miłości, czyli zgodny z Bożą wolą.

By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących…

Kiedy będę dbał o moją więź z Bogiem przez wiarę, nadzieję i miłość, formowane i karmione modlitwą, ascezą i rachunkiem sumienia, wówczas, jak pisze św. Paweł: „łaska i pokój od Boga Ojca naszego i Pana Jezusa Chrystusa” będą ze mną.  Bowiem w Nim to zostanę wzbogacony we wszystko: we wszelkie słowo i wszelkie poznanie, a świadectwo Chrystusowe utrwali się we mnie. Nie doznam też wtedy braku żadnej łaski, oczekując objawienia się Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Ponieważ On sam będzie umacniał mnie aż do końca, abym był bez zarzutu w dzień Pana naszego, Jezusa Chrystusa (por. 1 Kor 1, 3-9).

Ks. Artur Ważny – ojciec duchowny kapłanów diecezji tarnowskiej.

Udostępnij Tweet