Liczy się efekt końcowy. XXVI Niedziela Zwykła

XXVI Niedziela Zwykła – A

Kiedy swoją myślą czasami wracamy do pierwszych dni, tygodni i lat naszego kapłaństwa, to zapewne uświadamiamy sobie, jak wiele wtedy było w nas pierwotnej gorliwości, jak wiele zachwytu nad darem kapłaństwa, które otrzymaliśmy od Jezusa, jak wiele mieliśmy wspaniałych planów i wzniosłych ideałów, które przepełniały nasze myśli i serca. Nasze doświadczenie podpowiada nam jednak, że z biegiem czasu to wszystko jakoś zmieniało się w naszym życiu i to niekoniecznie na lepsze. Owszem, to zrozumiałe, że w miarę jak nabieraliśmy kapłańskiego doświadczenia, to w związku z tym wiele ideałów trzeba było urealnić, a pierwotna gorliwość i zachwyt kapłaństwem – zbudowane tylko na ludzkich emocjach – musiały przejść trudną drogę, zanim te emocje dojrzały i zostały oczyszczone przez rozum i wolną wolę, które pozwalają dojrzalej spojrzeć na siebie i dojrzalej oddać samego siebie na służbę naszemu Mistrzowi.

Istnieje jednak niebezpieczeństwo, że pierwotna kapłańska gorliwość i wzniosłe ideały nie zostaną poddane należytej formacji i nie osiągną z czasem właściwej sobie dojrzałości, ale zostaną sprowadzone „do parteru”, a kapłan – zamiast być wiernym i gorliwym heroldem Bożego Słowa i Sakramentów – staje się powoli zwyczajnym rzemieślnikiem, na zimno wykonującym swoją profesję i liczącym tylko na ludzką zapłatę oraz zaspokojenie swoich ziemskich pragnień. Jak mówi pewne dość brutalne powiedzenie – mistyk wystygł, wynikł cynik. Jeśli jednak tak by się miało dziać w życiu takiego czy innego kapłana, to powiedzmy sobie szczerze – jest to droga w niewłaściwym kierunku!

Słowo Boże – które dzisiaj stawia nam Kościół przed oczy – jasno i zdecydowanie pokazuje, że właściwa droga ma kierunek odwrotny. Zarówno starotestamentalny prorok, jak i Jezus w swojej przypowieści ukazują nam właściwy kierunek naszej drogi. A ta droga ma prowadzić od tego co nieraz jest obciążone ludzką słabością, do której zawsze mamy prawo, do tego, co jest owocem nawrócenia i przemiany swojego życia. Właściwa droga to droga od tego, co gorsze do tego, co lepsze i nigdy odwrotnie! Jeśli sprawiedliwy odstąpi od sprawiedliwości, to jest droga donikąd, a jeżeli bezbożny odstąpi od bezbożności, to jest wielkie zwycięstwo. Tak samo, jak owi synowie, z których jeden tylko dawał ojcu puste obietnice, ale nic z tego nie realizował, a drugi – choć najpierw okazywał nieposłuszeństwo – to jednak po dojrzałej refleksji wypełniał wolę ojca i zlecone przez niego zadanie. Jezus mówi jasno, że ta druga postawa jest właściwa, a nasze kapłańskie życie ma być drogą ciągłej refleksji i wzrastania w dobrym oraz wytrwałej pracy nad sobą, która pozwala eliminować nasze rozmaite wady i słabości.

A zatem u Boga liczy się końcowy efekt i to jest dla nas wszystkich bardzo ważna wskazówka. Nie możemy osiąść na laurach i wmawiać sobie, że już doszliśmy do odpowiedniego poziomu i w zasadzie wszystko jest dobrze, a nasz wysiłek w pracy nad sobą nie jest już potrzebny. Takie myślenie prowadzi do regresu i jest niebezpieczne, bo zatrzymuje człowieka w rozwoju, a doświadczenie podpowiada nam, że kiedy stoimy w miejscu to tak naprawdę się cofamy. Zadowolenie z siebie i błogie przekonanie, że jesteśmy już w miarę doskonali może sprawić, że stajemy się jak ów syn, który głośno przytakiwał ojcu i dawał puste obietnice, a tak naprawdę to szedł swoją drogą i robił wszystko po swojemu, a nie w głowie mu było pracować w ojcowskiej winnicy.

Czy ten obraz nie powinien nam być przypadkiem bardzo bliski? Przecież to my jesteśmy w szczególny sposób powołani do pracy w Bożej Winnicy. I w tym wszystkim potrzeba naszego ciągłego wysiłku i czujności, abyśmy się ciągle rozwijali i dojrzewali do jak najlepszego wypełniania tych zadań, które zleca nam Ojciec. Chodzi bowiem przede wszystkim o to, abyśmy nie ustali i aby dokonywał się nasz rozwój, a nie upadek. Nasza droga ma być drogą, na której cały czas będziemy stawać się lepsi a nie gorsi! Pierwotna gorliwość nie może w nas wygasać, a nasze ideały nie mogą sięgnąć bruku. A nawet, gdy upadamy i nie dorastamy do tych naszych ideałów, to nikt nas nie zwolnił z podejmowania ciągłych wysiłków, które będą przynosiły właściwe owoce. Pamiętajmy – u Boga liczy się przede wszystkim efekt końcowy!

O. Jerzy Krupa CSsR – misjonarz, rekolekcjonista, aktualnie przebywający na placówce w Głogowie, a pochodzący z diecezji tarnowskiej. Prowadzi misje parafialne i rekolekcje w różnych częściach Polski.

Udostępnij Tweet