Wy dajcie im jeść. XVIII Niedziela Zwykła

XVIII Niedziela Zwykła – A
Mt 14, 13-21

Uczniowie mówią Jezusowi o trudnej sytuacji, w jakiej znaleźli się ludzie, których On nauczał i uzdrawiał – byli głodni. Jednocześnie podsuwają Jezusowi rozwiązanie tego problemu i zarazem uwolnienie się od niego; ludzie powinni odejść i zakupić sobie żywności. Jezus natomiast poleca im ten problem rozwiązać: „Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść.” To wprowadza uczniów w zakłopotanie, gdyż mają tylko pięć chlebów i dwie ryby, a głodnych są tysiące.

My, kapłani widzimy i odczuwamy problemy istniejące w Kościele i doświadczamy ich mocno, szczególnie na naszym parafialnym podwórku: słabnące uczestnictwo we Mszy Świętej niedzielnej, ograniczone praktyki religijne dzieci po przyjęciu pierwszej Komunii Świętej, ucieczka z Kościoła młodzieży po bierzmowaniu, wybiórcze traktowani przykazań Bożych, negatywna krytyka księży i nauki Kościoła. To jest nasz narastający problem!

Ale przecież nie jesteśmy sami; z nami, tak jak z uczniami z dzisiejszej Ewangelii, jest Jezus. Czy czasem nie próbujemy „zaradzić” tym problemom stosując metodę uczniów, tzn. zostawić tych odchodzących od Kościoła ludzi – niech sobie sami radzą – i „pocieszając się”, że jest jeszcze wielu, którzy są z nami?

Jezus mówi do nas wyraźnie: „Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść.” Jak mamy ich nakarmić? Czym możemy zaspokoić ich głód? Poszukajmy, po prostu, owych „pięć chlebów i dwie ryby”. A to przecież możemy: głosić płynące z serca Słowo Boże, gorliwie i duchowo głęboko służyć w konfesjonale, towarzyszyć indywidualnie tym, którzy chcą się duchowo rozwijać, a także tym, którzy błądzą i odchodzą. Tych ostatnich spotykamy w czasie wizyty kolędowej; przecież możemy ich zapamiętać, za jakiś czas do nich wrócić, zapewnić o modlitwie, zaproponować rozmowę; będzie to nasze – idąc za radą papieża Franciszka – wychodzenie  „na peryferie”. Takiego sposobu duszpasterskiej pracy wymaga dzisiejszy świat. To właśnie są owe ewangeliczne „pięć chlebów i dwie ryby”. Resztę, tą wielką resztę, wykona Jezus, tzn. zrobi to, co zrobił w obecności bezradnych uczniów: „wziął te pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości…”.

Jak mogło się to stać, że uczniowie widząc głodnych ludzi, zapomnieli o cudach, które Jezus uczynił, zapomnieli o mocy ich Mistrza? Ich zachowanie można by określić jako postawę „małej wiary”. A czy my, kapłani, mamy wiarę, że Jezus w tym, w czym się w naszym życiu i w naszej posłudze zmagamy i owoców naszej pracy nie widzimy, przyjdzie „spojrzy w niebo, odmowi błogosławieństwo” i głodnych nasyci? Czy mamy taką wiarę? No i czy potrafimy zdobyć się na trud, aby przynieść do Niego owe „pięć chlebów i dwie ryby”; Jezus przecież prosi: „przynieście je tutaj”. Jest to tak niewiele, jest to takie maleńkie, takie znikome w porównaniu do istniejących potrzeb, ale koniecznie, aby łaska Boża mogła dokonać cudownego uzdrowienia Kościoła.

„Nie martw się
że się Kościół przewróci
że znów grzesznik
wierci dziurę w niebie
magistrze doktorze docencie
nie martw się o Boga
ale o siebie”
(Ks. Jan Twardowski, Nie martw się)

„…o siebie, tzn. o to, co jeszcze możesz zrobić, czyli według dzisiejszej Ewangelii o owe „pięć chlebów i dwie ryby”.

Ks. dr Roman Stafin – pomocniczy ojciec duchowny kapłanów diecezji tarnowskiej.

Udostępnij Tweet