O porannym wstawaniu – ks. Krzysztof Iwanicki

Chciałbym, abyśmy podczas tej refleksji zajęli się tematem, który mocno dotyka każdego z nas. Ba, on dotyka każdego człowieka. Jest to temat podejmowany codziennie. Choć rzadko o nim mówimy, to jednak każdy z nim musi się codziennie zmierzyć. Mianowicie chciałbym, abyśmy się dzisiaj zastanowili nad… porannym wstawaniem.

Choć mądrość ludowa głosi, że „kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje”, to w porannym wstawaniu jako takim nie ma nic dobrego, a w późnym wstawaniu nie ma nic złego. „Chciwcy wstają bladym świtem. Za to włamywacze (z tego, co wiem) wstają jeszcze w nocy” (G.K. Chesterton).

Zatem poranne wstawanie nie jest wartością samą w sobie. Można wstać wcześnie po to, by jeszcze w mroku nocy dokonać czynu niegodziwego – św. Marek przekazuje nam: „Zaraz wczesnym rankiem arcykapłani wraz ze starszymi i uczonymi w Piśmie i cała Wysoka Rada powzięli uchwałę” (Mk 15, 1), a św. Jan opisując zaparcie się Piotra podaje, że było to wczesnym rankiem, nawet kogut zapiał (por. J 18, 27-28). Widzimy, że poranne wstawanie może być nawet grzeszne. I wcale nie trzeba podejmować decyzji o zabiciu Jezusa, czy wyparciu się Go. W Księdze Przysłów czytamy: „Kto rankiem głośno błogosławi bliźniego, policzą mu to za przekleństwo” (Prz 27, 14). Wczesne wstawanie jest środkiem do celu, a jego wartość moralna zależy od intencji – od tego po co rano wstajemy. Jeśli jednak mamy dobrą intencję, to nie tylko możemy zostać najęci do pracy w winnicy Pana, jak przekazuje nam św. Mateusz („królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy” – Mt 20, 1), ale możemy być mile zaskoczeni, bo św. Marek pisze o tym, że Pan właśnie wtedy może wrócić („Czuwajcie wiec, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem” – Mk 13, 35).

Dzisiejsza patronka, Maria Magdalena, spotkała Zmartwychwstałego wczesnym rankiem, co przekazują nam ewangeliści: „Po swym zmartwychwstaniu, wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia, Jezus ukazał się najpierw Marii Magdalenie” (Mk 16, 9; por. J 20, 1). Ciekawe jest to, że pierwsi chrześcijanie w poranku widzieli obraz zmartwychwstania. Tak właśnie pisze o świcie jako o „codziennym obrazie zmartwychwstania” w Rozmowie 21. św. Jan Kasjan. Oczywiście – ktoś mógłby powiedzieć: „ale mi porównanie…”. Zmartwychwstanie to jest coś! Ale poranne wstawanie, to przecież najgorsza rzecz pod wschodzącym słońcem… Zauważmy jednak, że „czasowniki, które w naszych przekładach Biblii przetłumaczono na podniosłe i uroczyste „zmartwychwstać”, po grecku oznaczają bardzo prozaiczne czynności: obudzić się, wstać. Podnieść się na nogi” (F. Hadjadj). Wydaje się, że nie ma nic banalniejszego niż stanie na własnych nogach. A jednak – wielu ludzi z powodu niepełnosprawności nie może tego doświadczyć…Choć mówiąc o zmartwychwstaniu oczekiwalibyśmy właśnie wstrząsającego i fantastycznego objawienia, to przecież „nie można powiedzieć, by zmartwychwstały Jezus olśniewał otoczenie. Nie bije od Niego blask taki jak na górze Tabor, wydaje się nawet, że stracił swoją dawną charyzmę. Maria Magdalena bierze Go za prostego ogrodnika, uczniowie idący do Emaus są przekonani, że zostali skazani na towarzystwo najmniej rozgarniętego spośród mieszkańców Jerozolimy…” (F. Hadjadj). Zmartwychwstały Chrystus nie jest na pierwszy rzut oka wyjątkowy. Podobnie nasze poranne wstawanie… Ale może właśnie w tej zwykłości, w tym, że możemy się codziennie obudzić, jest niezwykłość?

ks. Krzysztof Iwanicki – neoprezbiter; wikariusz parafii pw. Krzyża Świętego i MBNP w Tarnowie.

Udostępnij Tweet