Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje. XIII Niedziela Zwykła

XIII Niedziela Zwykła – A

Przyzwyczailiśmy się chyba trochę do tego, że od dawna ludzie traktowali nas z wielkim szacunkiem i wyrozumiałością. W naszej szerokości geograficznej i w naszej Ojczyźnie kapłani przez wiele lat byli otaczani nadzwyczajna estymą. A skutek tego jest również i taki, że w życiu niektórych z nas biorą niekiedy górę rozmaite wady i grzechy, które oddalają nas od naszego Mistrza i sprawiają, że kapłańskie życie – zamiast bycia świadectwem – staje się nierzadko antyświadectwem i tym samym degraduje niektórych z nas do poziomu tych, którzy za wszelką cenę chcieliby przy pomocy dobrego PR robić jakąś efektowną karierę.

Jednakże droga Jezusowego Apostoła nie ma w sobie nic z próżnego i efektownego PR, ale jest drogą krzyża i Golgoty. Widać to szczególnie wyraźnie teraz, kiedy – w czasach budzącej u wielu ludzi paniczny lęk pandemii – wpływowe i wrogie Kościołowi media robią wszystko, aby wdrukować w ludzkie umysły, że Kościół i księża najbardziej ze wszystkich na świecie zarażają ludzi zabójczym wirusem. Trochę zaczyna to przypominać tanią i pustą propagandę z czasów Nerona, usiłującą wmówić wszystkim wokół, że to chrześcijanie podpalili Rzym.

A tymczasem tak jak Rzym podpalił ten, który potem usiłował zrzucić winę na kogoś innego, tak coraz więcej wskazuje na to, że wirus mniej czy bardziej świadomie wymknął się spod kontroli tym (wiemy jaka opcja dzierży władzę w Chinach i jaka opcja dzierży władzę w WHO), których poplecznicy i ideowi wyznawcy robią teraz wszystko, aby znaleźć kozła ofiarnego, a Kościół jest wygodnym celem takiego ataku, bo przecież tam gromadzą się ludzie, a ludzie przenoszą wirusa. Tak, jakby w sklepach wielkopowierzchniowych, na basenach, saunach, w komunikacji miejskiej, w domach weselnych i innych tym podobnych miejscach nie było ludzi i nie było zagrożenia koronawirusem.

I w takich właśnie okolicznościach przyszło dzisiaj żyć i wypełniać swoją misję nam, współczesnym Jezusowym Apostołom. I w takim również kontekście wybrzmiewa mocno Jezusowe zapewnienie, które słyszymy dzisiaj w Ewangelii – Kto was przyjmuje, mnie przyjmuje, a kto mnie przyjmuje, przyjmuje tego, który mnie posłał. Te słowa dotyczą także i nas, współczesnych głosicieli Ewangelii. Jakże często o tym zapominają ludzie, którzy żyją w przekonaniu, że są wierzącymi, ale Ewangelia, głoszona w kościele jest im niepotrzebna. Jakże często zapominamy o tym również i my sami, bojaźliwie bijąc się w piersi za swoje i nie swoje przewiny, byleby tylko zadowolić tzw. opinię publiczną.

Absolutnie nie chcę przez to powiedzieć, że mamy przejść do porządku nad tym, co złego, a nawet gorszącego dzieje się również i w naszych kapłańskich szeregach. Każde złe świadectwo chrześcijanina – a tym bardziej kapłana – jest raną zadaną Mistycznemu Ciału naszego Pana. Trzeba się bić w piersi za swoje winy (ale za czyjeś to już nie zawsze i niekoniecznie, bo nawet w prawie ludzkim wykluczona jest zbiorowa odpowiedzialność, a przed Bogiem każdy z nas odpowie osobiście przede wszystkim za swoje czyny), niemniej nie chodzi o to, aby ciągle tylko przepraszać, że żyjemy – bo mam nieodparte przekonanie, że coraz częściej tak bywa – ale trzeba też nieustannie i głośno, choć z wielką pokorą, wołać i przypominać te słowa Jezusa – Kto was przyjmuje, ten Mnie przyjmuje…

Niech zatem ta myśl będzie dla nas pociechą w trudach i przeciwnościach, jakich doświadczają dzisiaj głosiciele Jezusowej Ewangelii. Ale niech będzie również wezwaniem dla nas, abyśmy na tę wielką godność umieli odpowiadać naszą pokorną postawą, jak przystało na tych, którzy reprezentują pokornego Sługę Pańskiego, przyjmującego na swoje ramiona ciężki krzyż dla odkupienia świata.

O. Jerzy Krupa CSsR – misjonarz, rekolekcjonista, aktualnie przebywający na placówce w Głogowie, a pochodzący z diecezji tarnowskiej. Prowadzi misje parafialne i rekolekcje w różnych częściach Polski.

Udostępnij Tweet