A myśmy się spodziewali… III Niedziela Wielkanocna

III Niedziela Wielkanocna – A

Mija już drugi tydzień od tegorocznych – jakże innych od tego wszystkiego, co znaliśmy dotąd – Świąt Zmartwychwstania naszego Pana. W pustych kościołach przeżyliśmy Triduum Paschalne, podczas którego zabrakło takich wydarzeń, jak tradycyjne umycie nóg, długo nieraz trwająca adoracja Krzyża przez wiernych czy też uroczysta procesja rezurekcyjna, w której wierni tłumnie brali udział. I choć wypowiedzianych zostało już wiele słów, które miałyby jakoś wyjaśnić i zinterpretować to, co aktualnie przeżywamy i chociaż w większości są to interpretacje optymistyczne, które pomagają nam w tym, abyśmy nie tracili ducha, to jednak – przyznać trzeba – wszystko to, co widzieliśmy i co widzimy stanowi smutny dla nas widok. No bo przecież opustoszałe kościoły z natury rzeczy nie mogą być dla nas radosnym widokiem.

I może w takiej sytuacji w nas również pojawiają się chwile zwątpienia i stawiamy sobie pytania o sens tego wszystkiego, choć oczywiście oficjalnie staramy się trzymać fason i nie pokazywać na zewnątrz jak wiele nas to kosztuje. W tym roku – chyba jak nigdy dotąd – jesteśmy tak bardzo podobni do tych dwóch uczniów, idących do Emaus, smutnych i upadłych na duchu, bo w ich życiu stało się coś strasznego. Zupełnie inaczej wyobrażali sobie przyszłość z tym Mistrzem i Nauczycielem, za którym poszli, zachęceni Jego wezwaniem. A myśmy się spodziewali, że On miał wyzwolić Izraela. Ich wyobrażenie Mesjasza jako politycznego Króla i Władcy wzięło górę w ich mentalności, pomimo tego, że Jezus wiele razy dawał im do zrozumienia jak błędna jest taka wizja Mesjasza, który miałby być politycznym przywódcą i wyzwolicielem zniewolonego Narodu.

Być może również i nasza wizja pójścia za Jezusem i oddania Mu się na służbę ewangelizacji była zupełnie inna od tego, co teraz od kilku tygodni staje się naszym udziałem. Owszem, przeżywaliśmy nieraz trudne chwile, bo nasza działalność – zwłaszcza po tzw. odzyskaniu wolności przez nasz kraj – napotykała na różnorakie przeszkody i ograniczenia. Antychrześcijański – a zwłaszcza antyklerykalny – wirus tak mocno obecny w naszym społeczeństwie w ostatnich trzech dekadach nieraz dawał się nam mocno we znaki. Jednak nigdy – nawet za odległych czasów brutalnej PRL-owskiej komuny, co pamiętają dobrze niektórzy, zwłaszcza starsi kapłani – nie było takiej sytuacji, aby wierni, którzy pragnęli uczestniczyć w religijnych obrzędach, nie mogli tego uczynić, bo prawo zamknęło dla nich drzwi świątyni.

Niezależnie od tego, czy ktoś identyfikuje się z tymi obostrzeniami czy też nie, widok pustych kościołów – zwłaszcza w czasie Triduum Paschalnego i Wielkanocy – przyprawiał nas o wielki smutek i poczucie bezradności. Ja osobiście jako misjonarz i rekolekcjonista nawet w najczarniejszych snach nie wyobrażałem sobie, że przez dwie trzecie Wielkiego Postu będę siedział w klasztorze, zamiast przeprowadzać trzecią, czwartą, piątą i szóstą serię rekolekcji tak, jak to bywało w moim życiu przez ponad dwadzieścia lat. A myśmy się spodziewali – można by powtórzyć za dwoma uczniami, którzy spotkali Jezusa w drodze do Emaus…

W takiej sytuacji – po ludzku patrząc – pozostaje nam tylko zawiedzione, smutne spojrzenie na tę trudną rzeczywistość i pytanie – co w takim razie będzie dalej? Bo prognozy odnoszące się do dzisiejszego stanu rzeczy raczej nie napawają nas optymizmem. Nikt z nas chyba nie spodziewał się takiego obrotu sprawy, bo ta sytuacja, która się wytworzyła uderza w nas jako kapłanów tak bardzo bezpośrednio i  wielu aspektach. Nie, tego to się zupełnie nie spodziewaliśmy! Nawet jeśli myśleliśmy o tym, że Pan Bóg bez końca nie będzie tolerował tego, że większość ludzi kpiła sobie z Niego w żywe oczy, to jednak wydawało się nam, że trudne chwile, które muszą przyjść na współczesną ludzkość, zostaną nam jednak w jakimś stopniu zaoszczędzone, bo przecież my jesteśmy Bogu posłuszni i staramy się Mu służyć najlepiej jak tylko umiemy. A myśmy się spodziewali…

Bóg jednak ma swoje plany i one nie zawsze pokrywają się z naszymi planami. Tak jak wizja Mesjasza jako politycznego przywódcy, który wyzwoli zniewolony Naród wybrany nie pokrywała się z tym, że Bóg postanowił, iż Mesjasz stanie się Zbawicielem nie jednego Narodu i nie przy użyciu militarnej siły, ale poprzez swoją śmierć i zmartwychwstanie stanie się Zbawicielem, którego Zbawienie dotrze aż do wszystkich ludów i narodów na całym okręgu ziemi. Uczniowie Jezusa długo tego nie mogli zrozumieć, tak jak nam trudno jest zrozumieć i przyjąć to wszystko, co nas spotyka teraz, w czasach zarazy. Niemniej Bóg – i tylko Bóg – nawet ze zła potrafi wyprowadzić dobro. I chociaż teraz przeraża nas ta sytuacja, w której się znaleźliśmy, to nie pozostaje nam nic innego jak tylko ufność, że Bóg wie co robi i że On wyprowadzi z tego jakieś jeszcze większe dobro niż gdybyśmy zachowali dawny status quo, do którego byliśmy przyzwyczajeni i w którym – mimo różnych niedogodności – żyło się nam chyba nienajgorzej.

o. Jerzy Krupa CSsR – misjonarz, rekolekcjonista, aktualnie przebywający na placówce w Głogowie, a pochodzący z diecezji tarnowskiej. Prowadzi misje parafialne i rekolekcje w różnych częściach Polski.

 

Udostępnij Tweet