Czystość – o. Jacek Zdrzałek CSsR

Czystość bardziej „wymuszona”, czy „konsekrowana”?

Czym jest czystość? Skoro jest ona cnotą zalecaną wszystkim chrześcijanom, to dlaczego tylko niektórzy ją ślubują? Najtrudniej odpowiadać na najprostsze pytania. Choć wszyscy konsekrowani ślubują tę radę ewangeliczną, każdy nadaje jej bardzo osobisty rys. Muszą się one od siebie różnić, gdyż każdy człowiek jest niepowtarzalny i jedyny. Czasami we wspólnotach trudno szczerze porozmawiać na temat tej rady i częściej zleca się to zadanie rekolekcjonistom czy prowadzącym dni skupienia. Zazwyczaj twierdzi się, że na wszystkie wątpliwości w tym względzie powinien już dawno dać odpowiedź czas formacji podstawowej.

To jednak, co w przeżywaniu rady czystości jest naj­istotniejsze, najbardziej wewnętrzne, musi być w jakimś sensie dla nas wszystkich takie samo, choć może być róż­nie ubrane w nasze codzienne doświadczenia. Cóż więc stanowi istotę tej rady?

Kiedy kilka lat temu odchodził z naszej Prowincji je­den z misjonarzy, dość długo rozmawiałem z nim na te­mat wierności ślubom zakonnym. To, co mnie najbar­dziej zaskoczyło, to jego stwierdzenie, że choć odchodzi z kobietą, to nie wydaje mu się, żeby w jakikolwiek spo­sób łamał ślub czystości. Twierdził, że „istotą czystości jest miłość”, a czystość będzie udziałem jego życia tak samo jak do tej pory. On nadal będzie wierny ślubowanej czystości.

Wbrew pozorom w pewnym sensie miał rację. Istotą ślubu czystości jest miłość i bez niej nie ma on sensu. W książce przełożonego nowicjatu franciszkanów z Kalwarii Pacławskiej o. Mariana Gołębia znajduje się stwierdzenie: „Złamaniem ślubu czystości jest nie tyle niezgodne z przykazaniami podejście osoby konse­krowanej do własnego ciała lub ciała kogoś innego, co raczej brak miłości. Jeśli tej podstawowej cnoty zabrak­nie w życiu osoby konsekrowanej, czystość traci swój sens i wartość”[1].

Nad wszystkim jest więc miłość. Czy w takim razie ten współbrat miał rację? Co do istoty tego ślubu – tak. Co do zrozumienia jego formy – oczywiście nie. Wystar­czyłoby przeczytać artykuł o. Wojciecha Bołoza, który ukazuje dwa sposoby realizacji powołania do miłości w świetle adhortacji Vita consecrata. Są to dziewictwo i małżeństwo, dwie drogi różnie przeżywane[2].

Konsekracja poprzez radę czystości wzywa do mi­łości, ale realizowanej w ściśle określonej formie. Rację mają ci, którzy twierdzą, że cnotę czystości mają obo­wiązek praktykować wszyscy, także osoby żyjące w mał­żeństwie, narzeczeństwie i samotności. Są one bowiem obowiązane do zachowania czystości według swego po­wołania. Sposób zaś realizacji tej cnoty jest różny w za­leżności od obranego stanu.

Jak więc jest z tym dziewictwem i małżeństwem? Czytając Ewangelię Mateusza, widzimy, że pierwsze z nich jest dla wielu niezrozumiałe – ale „kto może po­jąć, niech pojmuje” (Mt 19, 10-15). Natomiast Św. Paweł powie już wyraźnie o wyższości dziewictwa nad innymi powołaniami (zob. 1 Kor 7, 25-34).

Choć trudno obecnie mówić o jakiejś hierarchii i waż­ności różnych powołań, bo wiemy, że są one sobie równe i komplementarne, to w historii mamy na nie różne okre­ślenia. Sobór Trydencki uznał: „Jeśli ktoś twierdzi, że stan małżeński należy wyżej cenić niż stan dziewictwa lub ce­libatu i że nie jest lepiej i szczęśliwiej pozostawać w dzie­wictwie lub celibacie niż być związanym węzłem małżeń­skim (por. Mt 19, 11 n; 1 Kor 7, 25 n, 38-40) – n.b.w.” [3]. Oczywiście dziś przyznajmy też rację bohaterowi Sien­kiewiczowskiej Trylogii, który twierdził, że „gdyby wszy­scy czystość ślubowali, tedy by rodzaj ludzki zginąć mu­siał”. Jak można sądzić, przed końcem świata w planach Bożych raczej się na to nie zanosi. Nie chodzi więc o to, który stan życia jest ważniejszy, ale nie wolno też zakładać, że są to te same rodzaje po­wołania i ta sama forma ich realizacji. Dziewictwo jest jednym ze sposobów realizacji czystości. Dziewictwo to nie czystość, a jedynie jej specyficzna forma.

Jest wiele definicji czystości, a najprostsza mówi, że czystość (łac. castitas) to całkowite ukierunkowanie serca ku Bogu. Wyraża więc ona „tęsknotę serca nie znajdującą ukojenia w żadnej miłości stworzonej” (VC 23). W tych sformułowaniach można odnaleźć rzeczywisty sens kon­sekrowanej czystości. Mówi się więc o całkowitości tego ukierunkowania ku Bogu, o wyłączności miłowania czy też, tak jak podaje nam to dokument Idziemy naprzód z nadzieją, o „misterium niepodzielności”[4].

Czystość ma stworzyć w osobie konsekrowanej nie­podzielne serce, które kocha wyłącznie Boga, a innych w Nim. Czystość daje sercu wolność, by bardziej rozgo­rzało miłością do Boga i ludzi (por. PC 12). I nie ma tutaj innej możliwości: trzeba kochać wszystkich, nawet tych, których się „po ludzku” nie chce. Pojawia się w tym kon­tekście pewien paradoks. Sensem czystości jest miłość i choć małżonkowie też ją sobie ślubują, to serce osoby konsekrowanej musi być większe, aby w Bogu pokochać wszystkich. Rezygnuje się z miłości małżeńskiej nie po to, aby uciec od miłości, ale po to, aby pokochać wszyst­kich. Konsekrowana czystość ma bowiem „poszerzyć” serce. Dlatego też w odniesieniu do osób konsekrowa­nych stosuje się termin „czystość doskonała”. Z każdą doskonałością związane są też problemy. Czy jest możliwe, aby zwykli grzesznicy tę „doskonałą” czy­stość osiągnęli?

Na pewno nie jest to takie proste. Czytając opinie znawców życia konsekrowanego, można stwierdzić, że w jakimś sensie ten sposób przeżywania czystości jest wbrew naturze. Każdy został stworzony mężczyzną lub niewiastą, a tym samym w męski lub kobiecy sposób patrzy na świat, przeżywa swą cielesność, relacje itd. Celowe pozbawienie się tego daru bądź jakiejkolwiek istotnej jego części, jak uczy doświadczenie Orygenesa (syna męczennika, znanego „kaznodziei czystości” z Aleksandrii), na zawsze pozbawia możliwości oficjalnego uznania ko­goś za świętego.

Jednak na czystość nie wolno patrzeć tylko i wyłącz­nie jak na walkę. Jest to przecież przestrzeń, w której można kochać. Wolnymi czyni nas nie wyrzeczenie, ale miłość Chrystusa, która zaprasza do pewnych wyrze­czeń. Według ojców kapadockich, „być” oznacza zawsze „być w relacji”. Człowiek jako osoba egzystuje w relacji, wchodząc w kontakt. Relacja jawi się tutaj jako cecha specyficznie ludzka[5]. Osoby ślubujące czystość muszą więc być w relacji, aby prawdziwie kochać. A z relacjami, jak życie pokazuje, może się wiązać pewien ból.

Prawdą jest, że czystość to z jednej strony ból, ale to także przywilej kochania, i to wielu osób. Dlatego zawsze najbardziej denerwują w życiu wspólnym egoiści. Oni nigdy nie pokochają innych. Będą co najwyżej narcyzami potrzebującymi ludzi tylko po to, żeby ich podziwiali.

W grudniu 2003 roku u krakowskich dominikanów odbyła się dyskusja zatytułowana „Czy zakonnik może być mężczyzną o dzikim sercu?”. Była ona momentami wielkim ubolewaniem nad tym, że mężczyźni w Ko­ściele bardzo nam „zniewieścieli”. W tym kontekście bardzo mocno wybrzmiała wypowiedź o. Jana Andrzeja Kłoczowskiego, który na to pytanie odpowiedział do­bitnie, że „zakonnicy powinni być wyłącznie o dzikim sercu”. Jak tę „dzikość serca” rozumieć?

***

Wszystkie uczucia mego serca będą zarezerwowane dla mo­jego Boga, który ukochał mnie, zanim ja mogłem Go ukochać (św. Alfons Liguori)

Bilans zysków i strat – cel czystości

Na spotkaniu z ks. Józefem Tischnerem w Płocku je­den z młodych ludzi zapytał: „Księże profesorze, tylko bez hipokryzji. Na pewno ksiądz wie, że jest atrakcyjnym mężczyzną. Niech ksiądz powie, jak sobie radzi z kobie­tami?” „Jest trudno – odpowiedział Tischner – ale proszę sobie wyobrazić, jak wielka musi być ta Wartość, dla któ­rej wyrzekam się innych wartości”. Te słowa chyba najle­piej ukazują istotę tego ślubu. Są różne wartości i każdy sam musi zdecydować o swej hierarchii.

Od początku życia konsekrowanego widziano w cno­cie czystości wielką siłę. Wśród ojców pustyni był między innymi abba Paweł, o którym właściwie niewiele wiemy poza tym, że mieszkał w Tebaidzie i tępił tam jadowite gady. Czynił to, po prostu chwytając je gołymi rękami i zabijając. Nigdy nie został ani ukąszony, ani w jakikol­wiek sposób poszkodowany. Kiedy inni mnisi chcieli zrozumieć tajemnicę tej szczególnej laski, mawiał: „Wy­baczcie mi, ojcowie: jeżeli ktoś osiąga czystość, wszystko jest mu poddane, jak Adamowi w raju, zanim przekro­czył przykazanie”[6].

„Jeśli ktoś osiąga czystość”. Mimo wszystko osobom konsekrowanym nie radzi się chwytać jadowitych ga­dów w ręce, choć wiernie żyją czystością. Nie chodzi o to, że moc współczesnych osób konsekrowanych jest mniejsza niż ojców pustyni, ale pewne dary mogą być dane tylko niektórym osobom. Bóg nie działa zgodnie z naszymi instrukcjami, lecz rozdziela swe dary według własnych planów.

Zastanawiając się już poważniej nad znaczeniem czy­stości, warto zaznaczyć, że ojcowie pustyni, prowadząc bardzo ascetyczne życie, mieli dwa cele do osiągnięcia. Stanowiły one niejako kamień węgielny całej duchowo­ści monastycznej. Finis nostrae professionis regnum Dei […] destinatio vero nostra, id est scopos, puritas est cordis (Ostatecznym celem naszego sposobu życia jest Kró­lestwo Boże […] środkiem zaś, to znaczy celem bezpo­średnim, jest czystość serca)[7].

Obecnie dokumenty Kościoła mówią o czterech rzeczywistościach będących skutkiem wiernego praktyko­wania doskonałej czystości.

Po pierwsze: prawdziwa czystość zwiększa zdolność do miłowania. Nieczyści pożądają, a czyści kochają. Dzięki czystości łatwiej można niepodzielnym sercem poświęcić się Bogu. Co prawda konsekrowana czystość wyzwala od trosk rodzinnych, to znaczy od odpowie­dzialności za współmałżonka, za wychowywanie dzieci, rozwijanie wspólnoty rodzinnej, kierowanie domem, za­bieganie o dobra materialne i pracę zawodową, ale jed­nocześnie powoduje, że w życiu ziemskim ma się tylko jedną troskę. Trzeba bowiem sprawić, aby serce w swych najgłębszych odczuciach nie było podzielone i kochało Boga ze wszystkich sił[8].

Właśnie takie „poszerzone” serce pozwoliło o. Micha­łowi od św. Józefa, przełożonemu klasztoru trynitarzy na Solcu w Warszawie w XVIII wieku, dokonać heroicz­nego czynu. Zasłynął on tym, że zgodnie z regułą try­nitarzy oddał się w trzyletnią niewolę, aby wykupić An­toninę Błońską wraz z sześciorgiem jej dzieci. Czy ktoś, komu czystość nie „poszerzyła” serca, mógłby tego doko­nać? Biskup w Kamieńcu Podolskim opowiada, że oko­liczna ludność nigdy nie zapomni trynitarzom wykupie­nia z rąk „niewiernych” prawie 30 tys. mieszkańców tych terenów. A gdyby nie ta nadzwyczajna zdolność kocha­nia, czy św. Maksymilian Kolbe oddałby życie za Gajowniczka – ojca rodziny?

Po drugie: czystość jest jakby przedsmakiem rzeczy­wistości, do której dążymy, czyli Królestwa niebieskiego. Czystość ślubowana – jako znak pokazuje światu trans­cendentny i eschatologiczny wymiar Kościoła[9]. Niesie ona ze sobą żarliwe oczekiwanie na „bliskie już” zmar­twychwstanie i ogłasza przyszłą więź z Bogiem. Zatem życie w doskonałej czystości daje możliwość już teraz, tu­taj na ziemi, stania się oblubienicą Chrystusa[10].

Dziewictwo i małżeństwo są też ukazywane w róż­nych perspektywach. Powołanie człowieka do małżeń­stwa dokonuje się w perspektywie „początku”, to znaczy aktu stworzenia człowieka mężczyzną i kobietą. Powo­łanie do dziewictwa ma natomiast miejsce w perspekty­wie „końca”, tj. nowego aktu stworzenia, jakim jest zmar­twychwstanie. „Przy zmartwychwstaniu bowiem nie będą się żenić ani za mąż wychodzić, lecz będą jak anio­łowie Boży w niebie” (Mt 22, 30)[11].

Żyjąc w dziewiczej czystości, człowiek oczekuje tutaj na ziemi eschatologicznych zaślubin Chrystusa z Kościo­łem. Ponadto oddając się całkowicie Kościołowi poprzez czystość, wie, że to właśnie Chrystus jako pierwszy od­daje się Kościołowi na wieki. W ten sposób człowiek bezżenny antycypuje w swym ciele nowy świat przyszłego zmartwychwstania (por. FC 16). Po trzecie: ta rada staje się środkiem ascetycznym uła­twiającym dokładniejsze naśladowanie Mistrza. Obecnie mówi się już nie tyle o naśladowaniu Go, ile o uobecnie­niu i utożsamieniu się z Jezusem. Skoro więc miłość jest więzią łączącą Jezusa z Ojcem, a osoba konsekrowana ma odtworzyć w swym życiu tę relację, to właśnie czystość ma nauczyć i stworzyć w sercu miłość, w której można się spotkać i zjednoczyć z Bogiem.

Używając języka sportu, można powiedzieć, że w tym wypadku poprzeczka, którą mają pokonać konsekro­wani, jest umieszczona bardzo wysoko. Tak więc po­trzeba długiego treningu i wiele wysiłku, aby osiągnąć zamierzony cel – doskonałą miłość.

Po czwarte: skoro czystość oddaje nasze serce Bogu, a w Bogu innym, to staje się ona jednocześnie środkiem apostolskim, który umożliwia skuteczniejszą działalność. Tak było od początku życia zakonnego. Patriarcha monastycyzmu zachodniego św. Benedykt łączył kontemplację z apostolstwem. W Subiaco, w grocie skalnej zwanej Sacro Speco, znajduje się napis upamiętniający pracę dusz­pasterską prowadzoną przez niego wśród tamtejszych pasterzy. Napis głosi, że tam właśnie nastąpiło połącze­nie życia kontemplacyjnego i apostolskiego, właściwe dla benedyktyńskiej rodziny zakonnej. Pasterze bowiem, do­wiedziawszy się, kto modli się w ukryciu w grotach, po­prosili o opiekę duchową i ją otrzymali.

A czyż św. Alfons nie zalecił nam odmawiania mo­dlitw wraz z ludem, aby przez ten wymiar naszego życia wspólnotowego również ewangelizować? Czyż „poszerzone” serce nie wymaga podzielenia się darem modlitwy z innymi?

Można oczywiście przytaczać jeszcze inne korzy­ści wynikające z tej cnoty. Na zakończenie warto tylko dodać, że czystość prowadzi do potrójnego zwycięstwa: triumfu miłości Bożej nad miłością ziemską, triumfu ro­zumu nad władzami zmysłowymi oraz zwycięstwa duszy nad ciałem.

***

Ponieważ jesteśmy wezwani jako uprzywilejowani towa­rzysze Chrystusa Odkupiciela, wyrzekamy się miłości i płod­nej szczęśliwości małżeństwa, chociaż rozumiemy, że jego misteryjne znaczenie jest wielkie, jak nam to przypomina św. Paweł. Wyrzekamy się, ponieważ angażujemy się całkowicie ciałem i duszę w sprawy Chrystusa Odkupiciela. Jako uprzy­wilejowani towarzysze Chrystusa, jesteśmy w tym życiu świad­kami świata przyszłego, świata zmartwychwstania, dopeł­nionego Odkupienia, zainaugurowanego przez Chrystusa w poranek wielkanocny. Taki jest sens naszego ślubu czystości (Paul Hitz CSsR).

„Białe” – ale zawsze męczeństwo!

Myli się ten, kto uważa, że głównym powodem porzu­cenia kapłaństwa czy odejścia z życia konsekrowanego są problemy z czystością. O. Amadeo Cencini, kanosjanin, pedagog, psycholog, a nade wszystko znany i ce­niony formator, twierdzi, że statystyki dotyczące odejść osób konsekrowanych (tak członków zakonów kontem­placyjnych, jak i czynnych) mówią coś innego. Z badań przeprowadzanych w latach 80. wynika, że najczęstszym powodem próśb o dyspensę od złożonych ślubów lub o sekularyzację (dla zakonników i księży) nie są trudno­ści z celibatem czy praktykowaniem czystości, ale z ży­ciem wspólnotowym[12].

Nie należy więc wyolbrzymiać znaczenia tej sfery ży­cia, ale też wiadomo, że nie jest prosto zachować czystość. I to nie tylko w naszych czasach – tak obsesyjnie zajętych życiem zmysłowym i seksualnością – które naznaczone są wieloma problemami w tym względzie. Dokumenty Ko­ścioła radzą, aby nie liczyć zbytnio na własne siły w wier­nym dochowaniu ślubów (por. PC 12). Nadto zobowią­zują one odpowiedzialnych za formację, aby ostrzegali kandydatów przed niebezpieczeństwami zagrażającymi czystości (tamże).

U samych początków tworzenia się życia wspólnego trzech ojców pustyni: Ewagriusz, Kasjan, Paladiusz, za­mieszkujących Pustynię Nitryjską (północny Egipt), długo dyskutowało nad problemami związanymi z do­chowaniem czystości. Z tych rozmów wyłoniła się szczególna teoria siedmiu stopni osiągania doskonałej czysto­ści. Pierwszy stopień czystości rozpoczyna się według nich w momencie, kiedy asceta w ciągu dnia nie ulega poruszeniom ciała. Na drugim stopniu nie zatrzymuje się on nad tymi poruszeniami nawet w duchu. Na trzecim widok kobiety nie robi na nim najmniejszego wrażenia. Na czwartym całkowicie ustają poruszenia ciała w ciągu dnia. Na piątym może on mówić o sprawach ciała jak o jakiejkolwiek sprawie, na której mu zupełnie nie za­leży. Na szóstym także w nocy jest całkowicie wolny od fantazji seksualnych. Na siódmym mężczyźni i kobiety w odzyskanej niewinności znowu mogą spotykać się ze sobą nago, tak jak Adam i Ewa w raju. Taką koncepcję stworzyli ci pustelnicy. Była to jednak tylko teoria, gdyż każdy z nich przyznawał się, że w praktyce nie osiągnął nawet pierwszego stopnia[13].

Zdarzały się też poglądy, że czystość zależy od szero­kości geograficznej miejsca, w którym się żyje. Egiptolog z przełomu XIX i XX wieku Emile Amelineau twierdził, że na południe od pewnego stopnia szerokości geogra­ficznej w Egipcie nie jest możliwa czystość fizyczna i żad­nymi środkami nie da się jej zaprowadzić[14]. W rzeczywi­stości zaprzeczyły temu setki mnichów tam żyjących.

Skoro więc „białe męczeństwo” nie zależy od czasów, w których się żyje, ani od miejsca, to może ma tutaj zna­czenie wiek osoby. Niewielu jednak starszych zakon­ników zgodziłoby się tak do końca ze św. Grzegorzem Wielkim, który twierdził, że „w młodości pokusy cielesne są bardzo żywe, a po pięćdziesiątce ciało chłodnie”[15]. Do jakiego jednak momentu to ochładzanie następuje, to in­dywidualna sprawa. Niejeden starszy zakonnik mówi, że problemy w tym względzie mijają dopiero 15 minut po śmierci.

Po co Bóg daje te problemy z czystością? Św. Augu­styn sformułował trafną odpowiedź: „Życie bowiem na­sze w tym pielgrzymowaniu nie może trwać bez pokusy, ponieważ właśnie postęp duchowy dokonuje się przez pokusy. Ten, kto nie jest kuszony, nie może siebie po­znać. Nikt też nie potrafi osiągnąć wieńca chwały bez uprzedniego zwycięstwa. Zwycięstwo zaś odnosi się poprzez walkę, a walczyć można jedynie wówczas, gdy się stanie w obliczu pokus i nieprzyjaciela”[16]. Św. Al­fons uważał, że wszelkiego rodzaju pokusy (nie tylko te związane z czystością) mają też i dobrą stronę. Przez nie bowiem lepiej można poznać własną słabość i uświa­domić sobie potrzebę Bożej pomocy. Pokusy w konse­kwencji zmuszają też do oderwania się od spraw czy­sto ziemskich i zwiększają pragnienie nieba. Ponadto Bóg dopuszcza je, aby umożliwić człowiekowi zdobycie zasług[17]. On chce naszego postępu w miłowaniu i dla­tego od początku trzeba sobie uświadomić, że trudności w tym względzie zawsze będą, bo innej drogi, „bardziej ludzkiej”, po prostu nie ma.

Ojciec duchowny seminarium płockiego ks. Sławomir Zalewski, biorąc udział w dyskusji na temat czystości i ce­libatu zatytułowanej „Seminaria na wirażu”, stwierdził: „Klerykom trzeba mówić prawdę o celibacie, nie wolno jej idealizować. Rezygnacja z życia z kobietą – fizyczna i psychiczna – jest cierpieniem. Nie można twierdzić, że nie ma problemu i że modlitwa załatwi wszystko w ułamku sekundy. To życie sprzeczne z naturą, w które wpisana jest bezdomność i bycie włóczęgą”[18].

Trzeba pamiętać, że czystość przeżywana w ślubach, celibacie czy każdym innym powołaniu domaga się od­krycia ciała jako ogromnego daru od Boga. Dzięki niemu można wyrażać swoją miłość, a przecież istotą czystości jest właśnie ona. Ani ciało, ani jego potrzeby nie są zagro­żeniem dla czystości. To, co może jej zagrozić, to pożądli­wość serca, które ucieka od prawdziwego życia i miłości[19].

Czystość najłatwiej zachować, gdy serce prawdziwie kocha Boga. Wtedy właśnie otrzymujmy dar czystości. W pro­blemach z czystością błędem jest koncentrowanie się jedynie na sferze seksualnej czy emocjonalnej. Są one bowiem wynikiem przede wszystkim niedojrzałej miłości.

Skoro jednak pojawiają się trudności, nie powinien dzi­wić fakt, że dziewictwo nazywano „białym męczeństwem”, a rady ewangeliczne „męczeństwem bezkrwawym”.

***

Współbracia starający się żyć wiernie, w czystości niech nie liczą na własne siły, a zawierzą słowu Pana, ufni w Jego pomoc i opiekę Najświętszej Maryi Dziewicy nieustannie nas wspoma­gającej (Statut CSsR 042).

Jak zachować czystość?

Przez wieki zakonnicy szukali złotego środka, który nie tylko pomógłby im wytrwać w czystości, ale też rozwinąć ją do granic doskonałości. Różne stosowano w tym celu środki i na niektóre z nich patrzymy dziś ze zdziwieniem, ale przecież byli to inni ludzie, inne czasy, inne w końcu rozumienie czystości.

Grzegorz Wielki, który opisywał w Dialogach życie św. Benedykta, patriarchy monastycyzmu zachodniego, ukazuje go, jak chcąc zwalczyć pokusy cielesne, rzucał się w cierniowe krzaki i pokrzywy[20]. Umartwienie ciała miało być lekarstwem na problemy w tej materii. Wia­domo też, że słynny opat Antoni, „ojciec mnichów”, zwalczał demona, który przybierał postać pięknej ko­biety, nie czym innym jak postem i modlitwą. Z niektórych kronik zakonnych z XVII i XVIII wieku dowiadujemy się, że puszczanie krwi uważano w żeń­skich wspólnotach za pomocne w zachowywaniu czystości. Podobno zabieg ten był szczególnie skuteczny na wiosnę[21].

Św. Alfons, opracowując prawodawstwo naszego za­konu, poświęcił dość dużo uwagi sposobom zachowania czystości. Podaje dokładne przepisy co do kontroli spoj­rzeń, powstrzymywania ciekawości, ograniczeń w od­wiedzaniu kobiet, zasad skromnego ubioru czy wysyła­nej korespondencji[22].

Dziś próbuje się inaczej zaradzać tym trudnościom. Sposoby te mają bardziej duchowy i ascetyczny wymiar. Skuteczność ich jednak zawsze zależy od serca, od tego, czy jest ono faktycznie do końca oddane Bogu czy też nie. Asceza współczesnych konsekrowanych dotyczy bardziej duchowego wymiaru, choć pewne środki ze­wnętrzne nadal są niezastąpione. Przecież ciało i duch tworzą jedno. W dokumentach soborowych dotyczących zachowania ślubów zwraca się uwagę na pięć rzeczywi­stości: wiarę, roztropność, ćwiczenia ascetyczne, środki naturalne i wspólnotę braterską.

1. Wiara

Konsekrowanej czystości nie można zrozumieć bez wiary. Powołanie jest uznaniem daru od Boga – albo wiąże się on z bezżeństwem, albo nie. W dekrecie o odnowie życia zakonnego Perfectae caritatis zawarto między innymi zasadę: „Najważniejszą postawą w życiu zakonnym jest nie własny wysiłek, lecz wiara w miłość, którą Bóg okazał powołanym”. Jaka powinna być wiara konsekrowanych? Gdy będzie jak ewangeliczne „ziarnko gorczycy”, to czystość stanie się doskonała.

2. Roztropność

Niektórzy twierdzą, że kluczową rolę w życiu dosko­nałą czystością odgrywa roztropność. Niekiedy cnota ta nazywana jest „duchowym instynktem zachowaw­czym[23]. Pewien formator seminaryjny – trzeźwo pa­trzący na życie – mawiał: „Nikt z nas nie jest workiem cementu”, więc lepiej nie wystawiać się na pokusy.

Zdaniem ojców pustyni, właśnie w sprawach ciała roztropność była szczególnie potrzebna. Należało bo­wiem zachować złoty środek między dwoma skrajno­ściami. Z jednej strony, nie powinno się ulegać poku­sie dogadzania ciału i robienia sobie celu życiowego z ziemskich przyjemności. Z drugiej, trzeba było uni­kać przesadnej surowości i robienia dla odmiany bóstwa z własnej ascezy. Jedno i drugie niewiele różniło się od bałwochwalstwa. Abba Antoni uważał nawet, „że są lu­dzie, którzy wyniszczyli ascezą swoje ciało, ale ponieważ zabrakło im roztropności, oddalili się od Boga”[24].

Benedyktyn o. Anselm Grün, mówiąc o tradycji mni­szej, twierdzi, że post bywa przez mnichów stosowany jako sprawdzony środek w zmaganiach o czystość serca[25]. Oczywiście post ma głębsze znaczenie i to nie głód jest tutaj lekarstwem, ale o zwycięstwie stanowi umiejętność zapanowania nad pragnieniem ciała.

Jan Paweł II w Vita consecrata powiedział, że ćwicze­nia ascetyczne pomagają opanować i korygować skłon­ności ludzkiej natury zranionej przez grzech (por. VC 38). Po Soborze Watykańskim II był taki czas, kiedy ma­sowo rezygnowano z pewnych środków ascetycznych. Niestety, gdzieniegdzie źle rozumiejąc tę odnowę ży­cia zakonnego, pozbawiono się wszystkich form ascezy. W niektórych wspólnotach pozostała po niej po pro­stu pustka. A przecież mnisi praktykowali ją od samego początku. Wywodzi się ona z greckiego słowa asketis, etymologicznie związanego z „treningiem” czy „spor­tem”. Fantazja mnichów nie miała w tym względzie gra­nic. Pojawił się nawet specjalny termin: enkratycyzm – w związku z surowym ascetyzmem mnichów wschod­nich. Do dziś może z uśmiechem, ale też z uznaniem my­ślimy o wytrwałości inkluzów, mnichów wolnego powie­trza (tzw. hypaitrio), słupników, dendrytów, mnichów dźwigających żelazo (tzw. świętych łańcuchowych) i se­tek innych, których nie naśladujemy, ale którzy zawsty­dzają nas w głębi serca swym radykalizmem.

Założyciel pierwszego klasztoru Pachomiusz, będąc uczniem surowego pustelnika Palemona, nauczył się czuwać przez połowę nocy, pościć codziennie do wie­czora (z wyjątkiem święta Paschy), jeść co drugi lub trzeci dzień w okresie zimy (bez oliwy, bez wina, bez go­towanych potraw), a jego oficjum obejmowało 60 mo­dlitw w ciągu dnia i 50 w nocy[26]. W czasie procesu ka­nonizacyjnego św. Alfonsa, gdy tzw. advocatus diaboli narzekał, że nasz założyciel zbytnio niszczył swoje zdro­wie ascezą, odpowiedziano mu: „Właśnie tak niszczył, że dożył aż 91 lat”.

Od samego początku wiedziano, że asceza zewnętrzna musi mieć zakotwiczenie we wnętrzu. W jednym z apoftegmatów pytano abbę Agatona, co jest lepsze: asceza fizyczna czy czujność wewnętrzna? Starzec odpowie­dział: „Człowiek jest jak drzewo: asceza fizyczna to liście, a czujność wewnętrzna to owoc. A ponieważ jak napi­sano, każde drzewo, które nie rodzi dobrego owocu, bę­dzie wycięte i w ogień wrzucone (Mt 3, 10) – więc oczy­wiście celem wszystkich naszych wysiłków jest owoc, czyli czujność duchowa. I liści jednak trzeba pilnować, i dbać o nie, to znaczy o zewnętrzną ascezę”[27].

To zakonnikom, a mianowicie jezuitom, zawdzię­czamy rozumowe podstawy i systematyczną strukturę ascezy chrześcijańskiej. Wydaje się jednak, że ciągle jesz cze wolimy rezygnować z wielu form ascezy i tłuma­czyć się, że inne czasy, inne rozumienie teologii ciała, że asceza pozbawi nas tak cennego zdrowia itd.

3. Środki naturalne

Nie od dziś wiadomo, że równowaga psychiczna, wystarczający sen, zdrowe odżywianie, systematyczna i sensowna praca, aktywny wypoczynek, relaks na łonie przyrody, kontakt ze „zdrową” kulturą czy dobra lektura sprzyjają zachowaniu czystości[28]. W czasie jednych z rekolekcji w seminarium redem­ptorystów benedyktyn o. Ludwik Mycielski, mówiąc o czystości, stwierdził, że celibatariusz musi więcej spać. Tak więc nie tylko ten, kto śpi, nie grzeszy, ale i odpo­wiednia dawka snu może bardzo pomóc w zachowaniu czystości.

4. Wspólnota braterska

Powszechnie wiadomo, że jeśli nie znajduje się zrozu­mienia we wspólnocie, to będzie się go szukać poza nią. Jeśli zaś odnajduje się w niej rodzinę, to nie trzeba jej szukać poza klasztorem. Wydaje się to takie zrozumiałe i proste. Może za proste, skoro najwięcej osób konsekro­wanych właśnie z powodu trudności życia wspólnoto­wego zmienia obraną przez siebie drogę. Jeden z uczestników rzymskiego kongresu młodych zakonników (Vidimus Dominum – 1997) mówił: „Zada­waliśmy sobie pytanie: dlaczego jest tak wielu kanonizowanych pojedynczych zakonników, natomiast jak do tej pory na ołtarze nie została wyniesiona żadna wspól­nota (wyjątek stanowi przypadek męczeństwa)?”[29]. Nie ma co długo się rozpisywać: jakość życia wspólnotowego jest najlepszym zabezpieczeniem przed „zanieczyszcze­niami” grożącymi czystości.

***

Aby mogli tajemnicę czystości doskonalej pojęć i nią żyć w spo­sób wolny a zarazem radosny, niech ją usilnie i pokornie wypra­szają razem z Kościołem i niech ją właściwymi środkami wy­trwale pielęgnują (Konstytucja 59).

Niech w tym celu [aby pojąć i żyć doskonałą czystością – J.Z.] stosują środki i pomoce, jakimi dysponuje wiedza, a które sprzy­jają zdrowiu psychicznemu i fizycznemu. Zwłaszcza niech nie zaniedbują stosowania zasad ascetycznych, wypróbowanych doświadczeniem Kościoła. Ponadto niech pamiętają wszy­scy, a zwłaszcza Przełożeni, że czystość można pewniej zacho­wać, kiedy między współbraćmi panuje w życiu wspólnotowym prawdziwa miłość braterska (Konstytucja CSsR 60).

Czystość poświęcona Bogu wymaga szczególnego przygotowa­nia i dojrzałości człowieka (Statut Prowincjalny CSsR 0055).

Przypisy:

  1. M. Gołąb, Czy zakony są jeszcze Kościołowi potrzebne?, Kraków 2003, s. 106.
  2. W. Bołoz, Dziewictwo i małżeństwo jako dwie drogi reali­zacji powołania do miłości w świetle adhortacji Jana Pawła II Vita Consecrata, w: Dar życia konsekrowanego, red. E. Nieradka, S. Haręzga, Rzeszów 1996, s. 37-55.
  3. Breviarium Fidei, S. Głowa, I. Bieda, Poznań 1989, VII, 605, s. 505.
  4. KWPZM i KWPŻZZ, Idziemy naprzód z nadzieją, Kraków 2003, s. 21.
  5. W. Słomka, Źródła postaw i życia chrześcijańskiego, Lublin 1996, s. 71.
  6. Borkowska, Abba, powiedz mi słowo, Kraków 1995, s. 86.
  7. Merton, Chleb na pustyni, Kraków 1998, s. 25-26. Cytat ten pochodzi z Jana Kasjana.
  8. K. Wojtowicz, Bezcenny dar, Kraków 2001, s. 37.
  9. tamże.
  10. KWPZM i KWPŻZZ, Idziemy naprzód z nadzieją, dz. cyt., s. 21.
  11. S. Grygiel, Dziewictwo i małżeństwo, „Commimio” 5 (1985), nr 6, s. 114.
  12. A. Cencini, Wspólnota zakonna wspólnotą świętych i grzesz­ników, Kraków 2003, s. 13.
  13. H. Zander, Święci przestępcy, czyli przedziwne historie Oj­ców Pustyni, Kraków 2002, s. 83-84.
  14. tamże, s. 186.
  15. Św. Grzegorz Wielki, Dialogi II, 2, 4, Kraków 1997, s. 258.
  16. Św. Augustyn, Komentarz do Psalmów, w: Liturgia Godzin, t. II, Poznań 1984, s. 74.
  17. św. Alfons Liguori, Umiłowanie Jezusa Chrystusa w życiu codziennym, Kraków 1996, s. 198-201.
  18. Petrowa-Wasilewicz, Seminaria na wirażu, „Wiadomości KAI” 2004, nr 6, s. 15-16.
  19. J. Augustyn, Rady ewangeliczne, Kraków 2001, s. 59.
  20. św. Grzegorz Wielki, Dialogi II, 2, 2, dz. cyt., s. 257.
  21. Borkowska, Życie codzienne polskich klasztorów żeńskich wXVII-XVIII wieku, Warszawa 1996, s. 273.
  22. T. Moran, Vow oj chastity in the legislation CSsR, „Spicile-gium Historicum” 1983, fasc.l, s. 163.
  23. B. Hylla, K. Wojtowicz, Miłość doskonała, Kraków 2003, s. 93.
  24. Pierwsza Księga Starców – Gerontikon, M. Starowiejski, Kraków 1992, s. 38.
  25. Grün, Post, Kraków 1991, s. 21.
  26. Pachomiana Latina, oprać. M. Starowiejski, Kraków 1996, s. 25.
  27. Desprez, Początki monastycyzmu, t.1, Kraków 1999, s. 409.
  28. B. Hylla, K. Wojtowicz, Miłość doskonała, dz. cyt., s. 94.
  29. Vecchi, Duchowość salezjańska, Warszawa 1999, s. 128.

o. Jacek Zdrzałek CSsR – redemptorysta, doktor teologii UKSW w Warszawie. W pierwszych latach kapłaństwa był duszpasterzem młodzieży w Toruniu, następnie wyjechał na stypendium z zakresu dziennikarstwa w Catholic News Service w Waszyngtonie DC i po powrocie pracował jako członek zespołu redakcyjnego Kato­lickiej Agencji Informacyjnej (KAI). Długoletni wychowawca kleryków w WSD w Krakowie i nowicjatu w Lubaszowej, a także Rektor WSD w Tuchowie. Był członkiem Rady ds. Osób Konsekrowanych diecezji tarnow­skiej oraz Generalnego Sekretariatu Formacji Redemptorystów w Rzymie. Prowadził wykłady i warsztaty na specjalistycznych kursach dla Formatorów Zgromadzenia Redemptorystów w Taj­landii, w Szkocji i w USA. Angażuje się w wykłady i rekolekcje w domach formacyjnych dla osób konsekrowanych w różnych wspólnotach, opactwach, konwentach, prowincjach, także w języku angielskim. Napisał książkę Trynitarne źródła życia konsekrowanego w nauczaniu Jana Pawła II (Kraków 2002). Obecnie jest Koordynatorem Konferencji Redemptorystów Europy. Mieszka w Rzymie.

Udostępnij Tweet