Między parafialnym duszpasterstwem powołaniowym a „nieszkodliwą hipotezą roboczą” – ks. Tomasz Rąpała

W dobie kryzysu powołań do życia kapłańskiego, poświęca się temu tematowi coraz więcej uwagi. Prowadzimy wiele debat, refleksji i jak ufam – zadajemy sobie też wiele pytań albo raczej jesteśmy pytani: dlaczego tak się dzieje, co się stało?

 

W niniejszym opracowaniu używając słowa „powołanie” (w różnych jego odmianach) pragnę skupić się na powołaniu do życia kapłańskiego, mając świadomość, że to określenie nie jest przypisane tylko tej drodze życia.

Zacznijmy zatem od cennych słów dokumentu końcowego Kongresu poświęconego powołaniom do Kapłaństwa i Życia Konsekrowanego w Europie pt. „Nowe powołania dla nowej Europy”: „jeżeli duszpasterstwo nie osiąga <<przeszycia serca>>, nie jest duszpasterstwem chrześcijańskim, lecz nieszkodliwą hipotezą roboczą” (nr 26 g).

Z przytoczonych słów wynika, że duszpasterstwo albo jest w całości powołaniowe, albo nie jest duszpasterstwem. Największą „akcją” powołaniową jest… spojrzenie. Ono jest początkiem powołania. Tak czynił Jezus, po co Go poprawiać? Program „powołaniowy” już jest. Spojrzenie wzrokiem i sercem to towarzyszenie drugiemu, bez pośpiechu, uważnie, czytając w głębi duszy, nie osądzając, ale miłując. Nie ma duszpasterstwa powołaniowego bez zatrzymania się przy człowieku, bez relacji. Miejscem odkrywania powołań, wbrew wszelkim pozorom, jest zakrystia. Tam można wielu zyskać, ale również bardzo wielu stracić… I tak się dzieje.

Do czego powołuje Jezus? „Do pójścia za Nim i by działać tak, jak On[1]”. Struktura dojrzałego powołania polega na byciu kontynuacją Jezusa w świecie, czyli na uczynieniu ze swego życia darem[2]. Ważne, aby w tym miejscu postawić sobie pytanie: Czy ja uważam moje życie za dar?

Kolejną kwestią jest dokonanie rachunku sumienia z tego czy ja jako kapłan, kocham powołanie i czy mi osobiście zależy na kształtowaniu podatnego gruntu na zasiew ziarna nowych powołań i czy o to się szczerze modlę i czy zachęcam wiernych do modlitwy w tej intencji?

Postaram się ukazać tę bardzo ważną kwestię naszego powołania kapłańskiego w trzech częściach:

  1. Budowanie na tym, co mamy
  2. Szkoła modlitwy
  3. Trudny projekt

Przejdźmy zatem do punktu pierwszego.

  1. Budowanie na tym, co mamy

„Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem” (por. Mt 25,20). Pierwszorzędną sprawą jest zadanie sobie pytań: jakie my mamy talenty i jakie talenty ma nasza młodzież? Co ja mogę dać młodzieży? Co ja myślę o młodzieży? Jaka jest powierzona mi młodzież? Te pytania są bardzo ważne, bo one pokazują nam na jakiej płaszczyźnie możemy się spotkać!

W dobie głębokiego spadku powołań, kiedy w Europie od 2015 roku więcej kapłanów zmarło niż zostało wyświęconych, trzeba zapytać: kim w ogóle jest ksiądz? Czym on się zajmuje? Takie pytania stawia młodzież. Często rozmawiam o tym z braćmi klerykami. Podkreślają oni, że dzisiaj ich rówieśnicy nie wiedzą tak naprawdę kim jest ksiądz i czym się zajmuje. Wstępując do Seminarium Duchownego sami mają takie właśnie pytania – nie wiedzą do końca kim jest kapłan. O czym to świadczy? Według obliczeń, w naszej Diecezji tylko około 20% młodzieży widzi nas poza szkołą, w parafii. Oni nie wiedzą czym my się zajmujemy, jaki jest nasz charyzmat. Potrzebujemy naprawdę głęboko zastanowić się czy my dzisiaj jesteśmy przekonujący w tym, do czego zostaliśmy powołani? Czy naprawdę zajmujemy się naszą misją? Coraz częściej można mieć wrażenie, że nie interesujemy się tym, co wynika z przyjętego sakramentu kapłaństwa. Chodzi o pasję – o Ewangelię, która jest pasją, a nie dodatkiem do innych zajęć. To Ewangelia ma być punktem odniesienia w duszpasterstwie, źródłem pomysłów duszpasterskich, to ona ma wyznaczać szlak parafii, styl duszpasterski… Program jest gotowy! Trzeba go tylko wydobyć spod gruzu schematów i przyzwyczajeń!

Dzisiaj mówi się coraz częściej o przeważającym modelu antropologicznym, którym jest człowiek bez powołania[3]. Wielu młodych w ogóle nie zastanawia się nad kształtem swojego życia. Żyją z dnia na dzień. Doświadczamy jak pogłębia się mentalność, a wręcz przekonanie, że Boga można spotkać bez pośrednictwa Kościoła. Coraz modniejsza staje się duchowość bez Boga. Do tego dochodzą różne wizje świata docierające innymi kanałami niż Kościół. Sytuacja staje się coraz bardziej skomplikowana. Widzimy to na tyle, na ile poznajemy świat młodych, w którym żyją. I poznajemy go na tyle, na ile znamy samych siebie, na ile wiemy kim jesteśmy i jaka jest nasza misja.

Ksiądz musi mieć czas dla ludzi. Powołanie to relacja. Bez relacji nie ma spojrzenia. Bez relacji nikomu nie pomożemy w rozeznaniu powołania. Potrzebna jest nasza otwartość, bliskość… Priorytetem w duszpasterstwie w dzisiejszych czasach powinno być towarzyszenie duchowe. Z jednej strony wiemy, że mamy objąć wszystkich, bo jesteśmy po to posłani, ale wiemy też, że trzeba umieć trafić  do tych, którym trzeba poświęcić więcej czasu, żeby pomóc im w ukierunkowaniu ich życia np. na Kapłaństwo. Młodzi są często pozostawiani w tym sami sobie.

Cytowany już wcześniej dokument tak nas poucza: „Ilu młodych nie przyjęło wezwania powołaniowego nie dlatego, że byli nieszlachetni i obojętni lecz po prostu dlatego, że nie udzielono im pomocy w poznaniu samych siebie, w odkryciu ambiwalentnych i pogańskich korzeni niektórych schematów myślowych i uczuciowych, w wyzwoleniu się ze swoich lęków i działań obronnych, świadomych i nieświadomych wobec samego powołania. Ile dokonało się aborcji powołaniowych z powodu tej pustki wychowawczej[4]”.

Abp Carlos Wong z Watykanu w jednej z konferencji w Warszawie mówił, że „zdolność do rozeznania powołaniowego jest zazwyczaj proporcjonalna do jakości towarzyszenia”[5]. Krótko mówiąc, jakie towarzyszenie, takie rozeznanie powołania.

  1. Szkoła modlitwy

„Panie, naucz nas się modlić” (por. Łk 11,1).

W duszpasterstwie powołaniowym na pierwszym miejscu jest modlitwa. Modlitwa przed działaniem. Działanie z modlitwy. Przed każdym actio musi być contemplatio. Prawdziwe duszpasterstwo czyli zaangażowanie wynika z modlitwy, a aktywizm z pustki wewnętrznej. Aktywizm to herezja (tak nazwał go papież Pius XII), a zaangażowanie to wypełnianie nakazu misyjnego bycia uczniem-misjonarzem. Zaangażowanie rozpala, a aktywizm męczy (dziś mamy do czynienia z patologią zmęczenia…). I tutaj pojawiają się kolejne pytania, na które trzeba sobie szczerze odpowiedzieć: jak ja modlę się Mszą Świętą, nabożeństwami, brewiarzem? Ci, którzy chodzili za Jezusem widzieli, że często odchodził na modlitwę, aż pewnego dnia wybuchnęli prośbą: Panie, naucz nas się modlić! (por. Łk 11,1). Czy ludzie, którzy patrzą na nas kapłanów przychodzą i proszą nas, żebyśmy nauczyli ich jak modlić się? Na jakich nabożeństwach w parafii pojawia się młodzież? Dlaczego ona przestaje chodzić na Mszę Świętą? Czy nie chodzi dlatego, że nie wierzy, czy dlatego, że jest nudno? Ale Bóg nie jest nudny! Czy wiele Eucharystii nie jest sprawowanych tak, jakby Boga nie było? Nudno jest tam, gdzie nie ma w tym wszystkim Ducha! Moje powołanie kształtowało się szczególnie na adoracji, w ciszy. Pamiętam, kiedy ksiądz nas uczył czytania i rozważania Biblii, zanim będzie się czytało jako lektor. Wierni wyczuwają, który kapłan jest autentycznie zanurzony w Bogu i modlitwie, wyczuwają pasterza, który sercem sprawuję Najświętszą Ofiarę; widzą to czy kapłan kocha Kapłaństwo. I takie przykłady pociągają.

Zastanawiam się czy modlitwa o powołania, tam gdzie ona jeszcze jest – czy rzeczywiście możemy ją nazwać szczerą modlitwą, płynącą z serca? Czy tak naprawdę chcemy modlić się o powołania? To jest pytanie, które sięga głębiej: czy nam zależy na Parafii, na Diecezji, na Kościele? W tzw. duszpasterstwie „od choinki do choinki” nie myśli się perspektywicznie o następnych trzydziestu latach, bo nie ma się tej szerszej wizji. Dlatego modlitwa o powołania staje się dodatkiem do innych modlitw. Przykładem niech będą ogłoszenia parafialne: gdzie znajduje się zapowiedź modlitwy o powołania? Czy pomiędzy informacją o sprzątaniu kościoła a informacją o organizowanym wyjeździe do kina? Czy ta modlitwa jest szczególnie podkreślona, jako wielkie pragnienie proboszcza? Czy my pragniemy Kapłanów? Tu chodzi o modlitwę serca!

Kolejną kwestią jest kwestia rodzin – czy rodzice modlą się o powołanie syna do kapłaństwa? Coraz częściej słyszy się, że rodzice odradzają, a nawet zabraniają podjęcia takiej życiowej „opcji”. Abp Sheen powiedział, że „modlitwa jest wyrazem wspólnoty chrześcijańskiej i tęsknoty Kościoła. (…) Kościół otrzymuje taki rodzaj i taką liczbę kapłanów, na jaką zasługuje”[6]. To modlitwa, która jest tęsknotą!

Potrzebujemy zatem sami modlić się nie tylko o nowe powołania, ale o umiłowanie Kapłaństwa przez nas samych, by z tej miłości wypływała nasza żarliwa modlitwa o powołania i pragnienie towarzyszenia tym, których Pan może wzywać do pracy w swojej winnicy. Potrzebujemy również uświadamiać sobie i wiernym to, jak wielką łaską jest powołanie do Kapłaństwa i czym jest to powołanie łączące niebo z ziemią, tak by rodziny same z radością powierzały Kościołowi tych, których Pan powołuje i by rodzice z wdzięcznym sercem przyjmowali fakt, że ich syn chce odpowiedzieć na Jezusowe „pójdź za Mną”.

W modlitwie zawsze pierwsze jest słuchanie Słowa Bożego. Jakie słuchanie, taka modlitwa. Mamy pokolenie, które nie potrafi słuchać. Dlaczego? Bo bez bliskiej relacji z Bogiem, oni nie doświadczają, że Bóg ich wysłuchuje. A słuchać potrafi tylko wysłuchany. Niewysłuchany nie będzie słuchał. Towarzyszenie duchowe to wysłuchanie osoby. Ileż razy słyszałem: wreszcie ktoś mnie wysłuchał… Wielką sztuką jest nauczyć młodych modlitwy. Jeden z uczestników rekolekcji –  powiedział mi tak: „odkąd czytamy Biblię w domu, wszystko się zmieniło. Codziennie czytamy, wieczorem”. I ten chłopak rozeznaje drogę życia, rozeznaje powołanie, zadaje pytania – a to jest ważne; on rozmawia z rodzicami, nie przez smsy z pierwszego piętra do kuchni, ale poprzez spojrzenie.

Czy w życiu parafii uczymy ludzi prawdziwej modlitwy? Czy ona jest doświadczeniem Boga czy tylko suchej formy odprawionej z zegarkiem w ręku? Kapłan musi się sam modlić, żeby pociągać innych. Tak jak ojciec rodziny modląc się daje wzór modlitwy swoim dzieciom, tak kapłan jako ojciec duchowy daje wzór swoim parafianom.

Dzięki modlitwie odnawia się w nas wiara, że to Jezus powołuje! My musimy wierzyć w to, że to Jezus powołuje! Jezus „wypycha” do przodu – to jest posłanie, powołanie to ecballo co oznacza wyrzucić. Potrzeba wielkiej mocy – mówi abp Sheen – żeby wzbudzić w mężczyźnie kapłaństwo. Ale to jest moc Jezusa, w którą trzeba uwierzyć. Potrzeba zatem dużo modlitwy, bo to tylko Jezus może zmieniać serca. Towarzyszenie powołaniowe to także wprowadzenie młodych ludzi w modlitwę z powołanymi i za powołanych. Jezus najpierw wzywa do wytrwałej modlitwy o powołania. Powołanie jest darem Boga, a nie działaniem czy zasługą człowieka.

  1. Trudny projekt

„Panie, co mam robić, aby osiągnąć życie wieczne?” (Mk 10,17)

Ciekawe spostrzeżenie znajduje się w cytowanym już dokumencie kongresowym: „Młody człowiek potrzebuje pobudzenia przez wielkie ideały, w perspektywie czegoś, co przewyższa i jest ponad jego możliwości, dlaczego warto oddać swoje życie. (…) Młodemu człowiekowi powinno się proponować maksimum tego, co może dać, aby mógł stać się i być samym sobą”[7].

Jednym słowem: duszpasterstwo powołaniowe nie może być banalne, nie może być łatwe. Ale najpierw pojawiają się pytania do nas samych, do mnie samego: czy ja sam stawiam sobie wymagania? Czy ja rozwijam się w tym, co robię? Trud dla i z Jezusem… Czy ja się „pocę” dla Niego i z Nim? Czy ja wiem, w jakim wymiarze duszpasterskim trzeba się trudzić, żeby wysiłek nie poszedł na marne?

Jeżeli ksiądz rozwija się stawiając sobie wysokie wymagania, wtedy pasja głoszenia Ewangelii wzrasta. Chodzi oczywiście o stałą formację. Motywacją jest cel „nieosiągalny”. Kapłan, który ma wielkie cele będzie  zapalał młodych do realizacji ich własnych talentów, które pomaga im rozeznawać. Formacja młodych, to stawianie wymagań. Dlaczego nie interesuje ich Słowo Boże na grupie apostolskiej? „Wszystko tylko nie to.” Dlaczego dla któregoś z uczestników Słowo Boże nic nie znaczy? Oczywiście ważna jest także umiejętność przekazywania Słowa Bożego. Jeżeli ksiądz sam na co dzień żyje Słowem, to będzie to potrafił. Duch Święty w tym wszystkim będzie obecny. Ale jeśli dla kapłana Słowo nie jest najważniejsze, to Ono w jego życiu nie działa. Słowo otwiera się przed nami na tyle, na ile my chcemy nawrócić się do Słowa. Na tym właśnie polega formacja.

Następnie eklezjalność, myślenie kościelne… Dokument Kongresu zauważa, że „kryzys powołaniowy jest również kryzysem jedności w faworyzowaniu i popieraniu wzrostu powołań. Nie mogą rodzić się powołania tam, gdzie nie żyje się duchem autentycznie kościelnym[8]”. Myślenie kościelne, mentalność ewangeliczna. Tutaj potrzeba nawrócenia duszpasterskiego i do tego  zmierza nasz V Synod. Dla kapłana, którego pasją jest Ewangelia, sprawa powołań jest na pierwszym miejscu. Musimy sami być przekonani do projektów, które są proponowane w diecezji, a jest ich wiele.

Duszpasterstwo wszystkich. Duszpasterstwo powołaniowe jest podstawowym wymiarem duszpasterstwa ogólnego. Mamy docierać do wszystkich, ale wydobywać niektórych. Nie można nam łowić wędką siedząc przy akwarium z dobrym samopoczuciem, że wszystko „jakoś się ułoży”;  ale trzeba nam łowić szeroką siecią na rozległym oceanie. I wtedy będziemy mieli ojców i matki, których uformujemy towarzysząc im w drodze, a w takim „klimacie” będą wzrastały powołania do kapłaństwa. Trudny projekt, bo ewangeliczny. Dlatego potrzeba nam łowienia ludzi, szkolenia załogi i wypływania na głębię.

Musimy, także dzisiaj, towarzysząc kapłanom pomóc im w eliminowaniu dwóch rzeczy, które sprawiają, że zmieniają kurs ze wspinaczki duszpasterskiej na kanapę i przez to zamiast być kapitanami przy sterach, stają się „kucharzami” czyli funkcjonariuszami kultu. Rutyna i pieniądz – to dwie rzeczy, które usypiają czujność ewangeliczną i obniżają gorliwość misyjną. Dwie sprawy, które nałożyły „siatki” na uszy i „klapki” na oczy. To jest zagrożenie, przez które możemy nie słyszeć i nie widzieć. A „ślepy ślepego prowadzić nie może” (por. Mt 15,14b). Nie soli się solą zwietrzałą… Nie wolno.

Bardzo potrzeba wszystkim świadectwa radosnego życia kapłańskiego. Kapłan radosny ma wstęp do wielu serc, do kapłana radosnego owce nie boją się podchodzić, bo głos jego znają. Dlaczego go znają? Bo w tym głosie jest miłość. Miłość „przeszywa serce”. Wymaganie od siebie, to droga do wymagania od innych. Mamy dużo dobrych i wspaniałych kapłanów, dlatego trzeba nam wciąż na nowo „rozpalać charyzmat, który jest w nas przez włożenie rąk biskupa” (por. Tym 1,6).

Zakończenie[9]

Cała formacja religijna jest przesiąknięta wymiarem powołaniowym. By owoce były dobre potrzeba wytrwałej współpracy tych, którzy żyją w różnych powołaniach: małżonków i rodziców, kapłanów i sióstr zakonnych, zakonników i braci zakonnych, przedstawicieli świeckich instytutów życia konsekrowanego, misjonarzy. Nie chodzi tutaj tylko o wzajemną życzliwość i pomoc, ale o wzajemne wspieranie się w modlitwie, w działaniu i zaangażowaniu, ale nie w zwykłym aktywizmie. Chodzi tu o wspólne towarzyszenie młodym, by szli za Jezusem. Nie możemy młodych „wciągać” na siłę do kapłaństwa, nie możemy „agitować”, ale mamy ich konsekwentnie ewangelizować. A gdy w Kościele zobaczą pełne miłości i radości spojrzenie kapłana oddanego Jezusowi – to pójdą za Jezusem w kapłaństwie. Bądźmy pełni wiary i dobrej myśli. „Przeszywajmy serca” miłością OJCA, a wtedy duszpasterstwo nigdy nie będzie „nieszkodliwą hipotezą roboczą”.

[1]    „Nowe powołania dla nowej Europy”. Dokument końcowy Kongresu poświęconego powołaniom do Kapłaństwa i Życia Konsekrowanego w Europie, Rzym 5-10 maja 1997 r., nr 17 b.
[2]    Por. Tamże.
[3]    Tamże, nr 11 c.
[4]    Tamże, nr 35 a.
[5]    Cytat na podstawie własnych notatek.
[6]    Abp Fulton J. Sheen, Kapłan nie należy do siebie, Sandomierz 2018, s. 121.
[7]    Nowe powołania…, dz. cyt. nr 36 a.
[8]    Tamże, nr 29 e.
[9]    W zakończeniu wykorzystałem myśli ks. Marka Dziewieckiego.

Zapraszamy do:

Strona WSD w Tarnowie: https://www.wsd.tarnow.pl/
Strona Rusz-Duszę: http://www.rusz-dusze.pl/
Materiały do rozeznania powołania: https://cudawkanie.pl/pl/produkty
Rekolekcje z Janem Chrzcicielem dla chłopców 16+: 15-17 listopada AD 2019, Krynica (dom „Leśna polana”). Zgłoszenia przez: https://kwestionariusz.diecezja.tarnow.pl/

Ks. mgr lic. Tomasz Rąpała – ojciec duchowny tarnowskiego Wyższego Seminarium Duchownego.

Udostępnij Tweet