Homilia bp. Andrzeja Jeża w czasie Mszy Krzyżma Świętego. Tarnów – Katedra, 18 kwietnia 2019 r.

Czyt.: Iz 61,1-3a.6a.8b-9; Ps 89; Ap 1,4b.5-8; Łk 4,16-21

          Czcigodny Księże Arcybiskupie Henryku, Księża Biskupi!

Drodzy Bracia Prezbiterzy wszelkich urzędów i godności!

Czcigodni Bracia przeżywający złoty i srebrny jubileusz kapłaństwa!

Drodzy Diakoni i Alumni tarnowskiego Seminarium Duchownego!

Wielki Czwartek w bardzo szczególnym sensie jest „naszym dniem”. Dziś wszyscy wracamy do Wieczernika, by oczyma duszy ujrzeć Jezusa i Apostołów zgromadzonych razem z Nim przy stole. Zdumieni przyglądają się gestom Jezusa; ze wzruszeniem słuchają Jego słów, które oznajmiają im niepojętą tajemnicę. Słyszą również, iż w przedziwny sposób będą czynić to samo, na Jego pamiątkę, jakby ten wieczór i ta Ostatnia Wieczerza miały zatrzymać się w czasie by trwać przez wieki. Oczyma duszy patrzymy na Apostołów, w których rodzi się Chrystusowe kapłaństwo.

Oczyma naszej pamięci powracamy też dziś do dnia, w którym w tym naszym wieczerniku katedralnym zrodziliśmy się do kapłaństwa. Myślami biegniemy do pierwszej sprawowanej przez nas Mszy świętej i po raz pierwszy wypowiedzianych przez nas słów konsekracji: „To jest Ciało moje”, „To jest Krew moja”. Jak przejmująco brzmi w naszych kapłańskich ustach owo „moje”, które w pierwszej osobie utożsamia nas z Chrystusem!

Nasza misja kapłańska ma być realizowana w perspektywie, którą nakreślił Chrystus. Podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus poprzez modlitwę jednoczy uczniów z Ojcem; poprzez łamany chleb jednoczy ich ze Sobą i proponuje olejek radości zamiast szaty smutku, nawet w obliczu pojmania i krzyża. Gdy tyle smutków, niesprawiedliwości i cierpień drąży współczesny świat i okrywa szatą smutku nasze kapłańskie serca, my mamy pamiętać, iż przede wszystkim Duch Pański jest ciągle nad każdym z nas, że On nas prowadzi i umacnia. Boski Paraklet, który w dniu naszych święceń namaścił nas, byśmy poprzez sprawowanie sakramentów opatrywali rany serc złamanych, byśmy głosili niewyczerpane bogactwo Ewangelii, byśmy ukazywali światu blask Chrystusowej prawdy, ten Duch Pański stale nam towarzyszy, jak towarzyszył Apostołom i wszystkim pokoleniom naszych poprzedników.

Podczas złotego jubileuszu kapłaństwa ks. Bernardyna Dziedziaka, w Ujanowicach 19 czerwca 1973 roku, biskup Jerzy Ablewicz przedstawiając kapłańskie życie Jubilata, jako owoc działania Ducha Świętego, mówił: „Pięćdziesiąt lat temu przez ręce biskupa został na Ciebie wylany Duch Święty w Katedrze Tarnowskiej. I wszyscy, którzy Cię znają, muszą stwierdzić, że ten Duch Święty został na Tobie tak jak został na Chrystusie po chrzcie Jana… Wracałeś wtedy z katedry pełen Ducha Świętego. I ten Duch Święty rozgrzewał Cię ustawicznie przez 50 lat”.

Świadomość, iż podejmujemy naszą misję kapłańską w mocy Bożego Ducha, jest dla nas bardzo krzepiąca. Czyż Duch Święty miałby być dzisiaj mniej szczodry niż w minionych dziejach Kościoła?

Piękna postać ks. Bernardyna Dziedziaka, prowadzonego drogą kapłaństwa przez Ducha Świętego, była i jest inspirującym wzorcem dla kapłanów naszej diecezji. Widzimy w nim także potencjalnego kandydata do procesu beatyfikacyjnego. Żywa jest pamięć o nim zarówno wśród kapłanów, jak i wiernych świeckich – zwłaszcza w jego parafii ujanowickiej, gdzie podejmowana jest modlitwa o jego beatyfikację.

Pragnę dziś wspomnieć tego wielkiego kapłana, naszego współbrata z prezbiterium tarnowskiego, bowiem poprzez jego życie możemy w wyjątkowy sposób zobaczyć, wokół czego ogniskowała się owa niezwykła siła jego świadectwa i duszpasterskiego odziaływania, którego owoce trwają po dziś dzień.

W kapłańskim życiu ks. Dziedziaka fundamentalną rolę odgrywało głębokie zanurzenie w Bogu poprzez modlitwę i medytację, a także duch pokuty i umartwienia. Mimo całej dyskrecji ks. Dziedziaka wiedziano, że wiele nocy spędził na modlitwie w kościele. Umiłowanie modlitwy wyrażało się w jego wierności wobec zasadniczej praktyki duchowej, jaką jest rozmyślanie. Odprawiał rozmyślanie dokładnie do ostatniego dnia swojego życia. W ostatnich tygodniach swojego życia, do rozmyślania posługiwał się książką napisaną przez o. Czesława Kudronia pt. „Światło szarych dni”, a czynione w niej podkreślenia sięgają do samego dnia śmierci, na którym też dniu pozostał w charakterze zakładki obrazek Matki Boskiej Limanowskiej.

Duchowa dojrzałość ks. Bernardyna Dziedziaka wyrażała się w głębokim poczuciu odpowiedzialności za otrzymaną misję kapłańską. O umiłowaniu kapłaństwa świadczą m.in. następujące słowa jego testamentu: „Najpokorniej dziękuję Panu Bogu za największą, po Chrzcie Świętym, łaskę powołania mię do udziału w Kapłaństwie Pana Jezusa Chrystusa, w którym za łaską Bożą pracowałem nad duszami mi powierzonymi przez 58 lat – i to w tej samej parafii przez całe życie – i czułem się zawsze bardzo szczęśliwym”.

Jest to niezwykle budujące świadectwo kapłana o swoim kapłaństwie. Był zawsze bardzo szczęśliwy w kapłaństwie, pomimo bardzo trudnych czasów II wojny światowej a następnie reżimu komunistycznego. Był szczęśliwym kapłanem, gdyż źródło jego szczęścia nie tkwiło w tym, co działo się na zewnątrz, lecz pulsowało w jego głębokim i zażyłym zakotwiczeniu się w Bogu.

Jest to ważna dla nas lekcja, na nasze przeżywanie kapłaństwa w nowych bardzo trudnych i wymagających realiach współczesnego świata. Musimy mieć świadomość, że Kościół Chrystusowy i kapłaństwo Chrystusa, w którym mamy udział, zawsze będą w jakiejś mierze iść pod prąd tego świata, zawsze będą znakiem sprzeciwu, a nawet obiektem nienawiści i prześladowań.

W roku 1937, w jednym z numerów tygodnika katolickiego Nasza Sprawa, zamieszczono wypowiedź na temat Kościoła katolickiego, jaka została wygłoszona podczas jednego z kongresów we Lwowie. Padły tam m.in. takie słowa: „Naszym naturalnym wrogiem jest katolicki Kościół. Dlatego musimy na to przeklęte drzewo wylać ducha niezadowolenia, niewiary, niemoralności i wszelkiego brudu. Musimy wzniecić walkę między różnymi chrześcijańskimi wyznaniami. W pierwszej linii musimy zacząć nieubłagalną walkę na wszystkich odcinkach przeciwko księżom katolickim. Musimy ich obrzucić oszczerstwami i nienawiścią. Musimy z ich prywatnego życia robić skandale, aby ich znienawidzić i ośmieszyć w oczach wszystkich. Dalej musimy opanować szkołę. Religia chrześcijańska musi stamtąd zniknąć. Musimy usunąć nierozerwalność małżeństwa, a wszędzie wprowadzić śluby cywilne. W końcu musimy wzmocnić naszą prasę. Wtedy nasze panowanie będzie umocnione i zapewnione”.

Jest to bardzo wyrazisty tekst, który obnaża najbardziej skrajne i wrogie nastawienie do Kościoła katolickiego i do księży katolickich. Z takim nastawieniem musimy się liczyć także w obecnych czasach. Chrześcijanie są jedynymi, których można mieć w pogardzie, nienawidzić i oczerniać, nie narażając się przy tym na zarzut rasizmu. Dopuszczalne powszechnie jest sprowadzanie Kościoła i katolików do kategorii karykatury czy godnego pogardy stereotypu, co byłoby niedopuszczalne w odniesieniu do jakiejkolwiek innej grupy wyznaniowej czy etnicznej. A wszystko to dzieje się akurat wtedy, gdy w wielu częściach świata chrześcijan – którzy nikomu nie wyrządzają krzywdy, a wręcz przeciwnie: niosą pomoc – prześladuje się, zamyka w więzieniach i morduje.

Czy to wszystko może nam odebrać radość kapłaństwa? Z pewnością nie może nas nie boleć, bo przecież chodzi o naszą rodzinę, którą jest Kościół, a w nim o Chrystusowe kapłaństwo. To wszystko nas rani i smuci, podobnie jak również rani nas i zasmuca każde zło, każdy grzech wewnątrz wspólnoty Kościoła i wewnątrz naszej wspólnoty kapłańskiej. Jednak pomimo tego, pomimo nawet najtrudniejszych czasów i najczarniejszego scenariusza przyszłości, nie wolno nam stracić radości z kapłaństwa, które jest darem i tajemnicą przekraczającą wszelkie nasze wyobrażenia.

Arcybiskup Jerzy Ablewicz, którego setna rocznica urodzin przypada w tym roku, w jednej z homilii wygłoszonych podczas święceń prezbiteratu mówił, że „Kapłani są ludźmi w szczególny sposób powołanymi do szczęścia. (…) Bóg czyniąc nas kapłanami chce nas przez to kapłaństwo uszczęśliwić. Chce byśmy tam, gdzie pracujemy jako kapłani, należeli do najszczęśliwszych ludzi”.

W 2015 r. w serii „Biblioteka Pastores” ukazała się książka amerykańskiego badacza ks. Stephena J. Rossettiego pt. „Dlaczego księża są szczęśliwi. Raport o psychicznym i duchowym zdrowiu księży”. Autor dowodzi, że w Stanach Zjednoczonych katoliccy duchowni należą do najszczęśliwszych i najbardziej spełnionych zawodowo i życiowo ludzi. W obiegowych opiniach przeważa przekonanie, że księża nie mogą być szczęśliwi, ponieważ żyją w celibacie, więc ich życie albo jest naznaczone krzyżem wyrzeczeń, albo pełne hipokryzji. Tymczasem zaprezentowany raport przekonuje, że księża czują się tym szczęśliwsi, im głębsza jest ich wiara, im bardziej osobisty stosunek do Jezusa Chrystusa i im bardziej pielęgnują swoje powołanie. Na tym właśnie zasadza się faktyczna radość kapłańska!

Drodzy Bracia! Historia Kościoła potwierdza, że okresy negatywnego przełomu społeczno-religijnego były zarazem początkiem nowej „wiosny” wiary w Boga i jednocześnie „wiosny” Kościoła. Na gruncie wyjałowienia moralnego i religijnego rośnie w wielu ludziach głód pogłębionej duchowości. Rośnie liczba tych, których czeski ksiądz Tomáš Halik, ceniony wykładowca, charakteryzuje w następujący sposób: „Są to ludzie, dla których potrzeba pytania, sięgania do sedna rzeczy, spojrzenia na świat pod nowym kątem jest równie niezbędna jak pożywienie i sen. Właśnie ludzi tego typu sfera wiary i duchowości przyciąga tym bardziej, im bardziej świat wokół nich popada w bezproblemowe funkcjonowanie w wielkiej maszynie biurokratycznego społeczeństwa i technicznej manipulacji we wszystkich dziedzinach. (…) Są to ludzie o sercu po augustyńsku niespokojnym…”.

Spotykamy nadal w naszej praktyce duszpasterskiej wielu ludzi, którzy myślą dalej niż do najbliższej wypłaty czy najbliższego urlopu; którzy nie przechodzą obojętnie obok pytania o Boga, o wiarę w Niego i sens własnego życia. Wrażliwość na te kwestie jest obecna również w młodych ludziach, którzy nierzadko pragną wierzyć, lecz nie potrafią, albo nie dowierzają wszystkiemu, czemu przeczy rozum; pragną doświadczeń duchowych, ale jednocześnie są nieufni wobec instytucji, czyli także wobec Kościoła, takiego, jakim go postrzegają przez pryzmat zasłyszanych opinii i przekazów medialnych, a najczęściej sami nie doświadczywszy tego, co w Kościele jest najistotniejsze.

W 2005 roku, po śmierci Jana Pawła II, młodzież zgromadzona podczas Światowych Dni w Kolonii, wołała do jego następcy Benedykta XVI: „Pomóż nam być uczniami i świadkami Chrystusa w tym skomplikowanym świecie!”. To jest także nasze zadanie, które czyni naszą misję kapłańską stale potrzebną i oczekiwaną przez ludzi głodnych wiary, spragnionych prawdziwej duchowości, a nie jej substytutów.

Każdy czas jest czasem właściwym, owym kairos, w którym Bóg działa skutecznie przez Kościół. Nie możemy się tylko zatrzymać na drodze ewangelizacji; nie możemy się zniechęcić przeciwnościami. Wręcz przeciwnie: niech powstające przed nami współczesne trudności i trudne wyzwania tym bardziej mobilizują nas do oczyszczania siebie z grzechu i odnowy duchowej, do rozpalania gorliwości duszpasterskiej i wielkiego zaufania w dzieło Ducha Świętego, którym jest Kościół.

Drodzy Bracia! Siła naszej radości kapłańskiej zasadza się również na byciu faktyczną wspólnotą kapłańską. Potrzebujemy siebie nawzajem. Mamy tworzyć rzeczywistą wspólnotę uczniów Chrystusa, którzy razem wierzą, razem idą za Nim, razem starają się Go naśladować, razem współpracują; którzy wspierają się nawzajem i dodają sobie otuchy.

Nasze powołanie kapłańskie jest też związane z ludźmi, którym służymy. Żyjemy pomiędzy nimi i wraz z upływem lat nasze życie splata się coraz mocniej z ich życiem. Niezwykle ważne jest budowanie bliskich relacji z wiernymi, opartych na życzliwości, zaufaniu i wysokiej kulturze. Wierni intuicyjne wyczuwają serce „dobrego pasterza” i lgną do niego. Wyczuwają promieniowanie jego duchowego ojcostwa, którego tym bardziej potrzebują, im bardziej świat wokół nich zionie zimnem braku relacji międzyludzkich. Dlatego tak istotne w naszym duszpasterstwie jest budowanie w naszych strukturalnych wspólnotach parafialnych autentycznych relacji między duszpasterzami i parafianami, a także między samymi wiernymi świeckimi. Wspólnota parafialna oparta na takich więziach staje się mocniejsza i zdolna odpierać różne przeciwności i zagrożenia.

Pragnę przy tej okazji serdecznie podziękować naszej diecezjalnej Akcji Katolickiej za inicjatywę solidarności z kapłanami diecezji tarnowskiej, w obliczu prób zdyskredytowania kapłaństwa na kanwie przestępstw seksualnych, popełnionych przez niektórych duchownych wobec nieletnich. Członkowie Akcji Katolickiej stwierdzają m.in.: „Dostrzegamy bowiem bardzo niepokojące zjawisko, będące instrumentalnym wykorzystaniem nielicznych i marginalnych zachowań jako próbę całkowitego zdyskredytowania wartości posługi kapłańskiej.  (…) My, wierni świeccy, zrzeszeni w stowarzyszeniu Akcji Katolickiej Diecezji Tarnowskiej, świadomi dobrych doświadczeń ze współpracy z kapłanami, pragniemy docenić świadectwo życia i posługi kapłanów w naszej diecezji. Dlatego, podjęliśmy decyzję, że począwszy od Wielkiego Czwartku, który jest dniem ustanowienia przez Jezusa Chrystusa Eucharystii i sakramentu święceń, rozpoczniemy wspólną modlitwę za wszystkich kapłanów naszej diecezji. Każdy z członków Akcji Katolickiej otrzyma tekst modlitwy wraz z imieniem i nazwiskiem kapłana, którego będzie polecał Bogu od Wielkiego Czwartku 18 kwietnia 2019 roku do 18 maja 2019 roku”.

Jesteśmy bardzo wdzięczni za tę inicjatywę, która jest przejawem rzeczywistej więzi wiernych świeckich z kapłanami, a także wymownym znakiem tego, że jako wspólnota Kościoła – duszpasterze i wierni świeccy – czujemy się za siebie nawzajem odpowiedzialni.

Drodzy Bracia! Dzień po dniu i rok po roku odnajdujemy nieopisaną wręcz treść i zawartość naszego kapłaństwa w głębinach zbawczych tajemnic Chrystusa. Nasze kapłańskie namaszczenie głęboko wpisane jest w samo Mesjańskie Namaszczenie Chrystusa.

Otwierajmy coraz szerzej wzrok duszy na to, co znaczy podejmować naszą misję w mocy Bożego Ducha; co znaczy działać w imieniu Chrystusa, sprawując Eucharystię oddaną naszym kapłańskim ustom i dłoniom oraz głosząc Ewangelię wszędzie tam, gdzie jesteśmy posłani przez Kościół.

Otwierajmy też coraz szerzej wzrok duszy na to, czym jest tajemnica Kościoła, także w jego partykularnym wymiarze, jakim jest nasza diecezja przeżywająca V Synod. Bądźmy na wskroś ludźmi Kościoła, którzy umiłowali go całymi sobą.

Niech nasza miłość wobec Kościoła, podtrzymywana i rozpalana płomieniem miłości Ducha Świętego, jednoczy nas w dalszym gorliwym budowaniu mistycznego Ciała Chrystusowego. Św. Paweł w Liście do Efezjan stwierdza, iż „Każdemu z nas została dana łaska według miary daru Chrystusowego (…) celem wykonywania posługi dla budowania Ciała Chrystusowego” (Ef 4, 7. 12). Bądźmy wierni tej łasce! Bądźmy heroicznie wierni tej łasce, niosąc zarazem w sobie radość kapłaństwa!

 

Fot. Tarnowski Gość Niedzielny

Udostępnij Tweet