Sakralna duchowość kapłańska – ks. dr hab. Janusz Królikowski

Gdy następowało otwarcie II Soboru Watykańskiego, był w tym samym czasie również szeroko otwarty w Kościele dyskurs o kryzysie tożsamości kapłana – ten dyskurs był kontynuowany podczas soboru, a po nim został jeszcze dodatkowo zintensyfikowany, a także skomplikowany. Były i ciągle istnieją racje, by mówić o tym kryzysie, chociaż – być może – rozważanie konkretnej rzeczywistości przeważającej większości kapłanów (bardziej niż abstrakcyjnego „kapłana” opisywanego przez socjologów) powinno przyczynić się do zmiany podejścia do kryzysu kapłana. Zbyt często ulegamy presji łatwych uogólnień, które nie służą adekwatnemu rozumieniu żadnej rzeczywistości, w tym także rzeczywistości kapłańskiej. Zbyt często uogólnia się zatem kwestię kapłana w Kościele, wywołując wrażenie, że kryzys jest niemal totalny, zapominając tym samym o szczególnej różnorodności w tej delikatnej materii. Nie chodzi o to, by każdego traktować w najwyższym stopniu, a tym samym przesadnie indywidualnie, ale o to, by każdemu dać do dyspozycji jednoznacznie określoną miarę w spojrzeniu na siebie jako kapłana. Lekcja II Soboru wydaje się być w tym przypadku szczególnie konstruktywna, proponuję więc spojrzeć na jej schemat. Zdaję sobie sprawę, że także szersze potraktowanie tego zagadnienia byłoby jak najbardziej pożądane.

 

Kapłan w doktrynie soborowej

II Sobór Watykański, mimo że debatował pod naciskiem rzeczywistego lub domniemanego kryzysu kapłana, nie podjął wprost dyskusji nad stawianymi wówczas problemami dotyczącymi tożsamości kapłańskiej, ale w swoim nauczaniu oparł się na zdecydowanym i w pełni pozytywnym potwierdzeniu tej tożsamości, na tym tle formułując skonkretyzowane wskazania dotyczące praktycznego postępowania biskupów (dekret Christus Dominus) i prezbiterów (dekret Presbyterorum ordinis). Sobór określił więc podstawy doktrynalne tożsamości kapłańskiej, szczególnie w konstytucji Lumen gentium (nr 20) oraz w konstytucji Sacrosanctum Concilium (6-7, 41-42, 47, 57). Aby jednak wzmocnić jej sens – bądź też ułatwić jego odzyskanie – zdecydował się pokazać wszystkim zainteresowanym odpowiednią metodologię działania.

Działanie lub – mówiąc lepiej – apostolat posługi duszpasterskiej otrzymuje światło i natchnienie z doktryny soborowej, którą – jak się wydaje – można sprowadzić do trzech wielkich zagadnień.

a) Zachodzi więc przede wszystkim korelacja między kapłaństwem katolickim i tajemnicą paschalną Jezusa Chrystusa, która odnawia się w Eucharystii i promieniuje w Kościele wraz z innymi sakramentami. Z tej racji tożsamość kapłana nie może być określona inaczej, jak przez założenie – podzielane i przyjmowane przez każdego, kto przystępuje do świętych święceń – że kapłaństwo jest ustanowione dla składania najświętszej Ofiary Chrystusa na odpuszczenie grzechów. Chociaż II Sobór Watykański tego wprost nie rozwija, to jednak kryterium jego nauczania o kapłaństwie stanowią Chrystusowe słowa z wieczernika: „To czyńcie na moją pamiątkę” (Łk 22, 19), które uznajemy za wpisujące autorytatywnie kapłaństwo w naturę Kocioła i ustanawiające sakrament święceń. Są one tak bardzo ważne, ponieważ stanowią one wyraźne podsumowanie misji Chrystusa, otwierając ją równocześnie na misję kapłańską spełnianą przez apostołów i kontynuowaną przez Kościół. Są one zwornikiem kapłańskich dziejów Chrystusa i kapłańskich dziejów Kościoła, a tym samym do nich i do ich trwałego znaczenia musimy odnosić się, chcąc powiedzieć cokolwiek sensownego na temat kapłaństwa katolickiego.

b) Sakramentalność kapłaństwa opiera się na jej ścisłej korelacji z Ofiarą eucharystyczną i jest uobecniana przez jej zakorzenienie w sakramencie święceń, których najwyższą formą wyrazu jest episkopat (LG 21, 26, 28-29). Jest to fakt „obiektywny” uczestniczenia w kapłaństwie Jezusa Chrystusa, jedynego i najwyższego Kapłana (por. Hbr 7, 20nn). Urzeczywistnia się on przez udzielenie wyświęconemu duchowej władzy i charyzmatów w nieprzerwanej linii „tradycji” włożenia rąk sięgającej do apostołów, a przez nich do samego Chrystusa. Fakt sakramentalny, obiektywny w sobie, wywołuje jednak reperkusje „subiektywne” w osobowości kapłana, który upodabnia się do tajemnicy paschalnej Chrystusa i ożywia ją w sobie – gdy ją celebruje, wydobywa ją z siebie; gdy ją przepowiada i gdy rozmaitymi sposobami wprowadza do czynnego w niej udziału, staje się ona jego życiem; gdy potwierdza jej skutki zbawcze, staje się świadkiem pełni eschatologicznej, którą ona otwiera i do której wszyscy zmierzamy.

Wynika z tego centralne miejsce Eucharystii w życiu duchowym kapłana (PO 18) oraz pewna zbieżność wewnętrzna z Chrystusem – jakby wewnętrzne dążenie do całkowitego pójścia za Nim – która konkretyzuje się w najwyższym stopniu w duchu i w praktyce rad ewangelicznych, przyjmowanych w ich istotnej wartości, niejako uprzednio w stosunku do wszelkich reguł kanonicznych i szczególnej formy życia, którą kapłaństwo wyraźnie zakłada i którą postuluje (PO 15-17). Niestety, w polskiej literaturze dotyczącej duchowości kapłańskiej ten temat pozostaje zupełnie niezauważany, a praktyka życia kapłańskiego niejednokrotnie stanowi jego ostentacyjne zaprzeczenie, przy czym nie odnoszę się bynajmniej do celibatu jako kapłańskiej formy przeżywania czystości. Ileż razy, na przykład, biskup zwraca uwagę na taki czy inny aspekt życia kapłańskiego, a w kuluarach słyszy się w reakcji stwierdzenie: „przecież z tego powodu mnie nie suspenduje”. Czy to jest realizowany ślub posłuszeństwa?

Jak życie duchowe, tak i posługa duszpasterska kapłana mają swoją specyfikę i swoją odrębność w relacji do innych zadań pełnionych w Kościele. Posługa kapłańska, jako posługa słowa, pojednania i budowania Ciała Chrystusa, ma swoje źródło w sakramencie święceń, przez co jednoznacznie różni się od zadań spełnianych przez innych członków wspólnoty chrześcijańskiej – ich zadania wynikają z sakramentów chrztu i bierzmowania (LG 34, AA 3-4). W święceniach ma swoje głębokie źródło „ojcostwo”, wyrażające się w miłości kapłańskiej i pasterskiej. Św. Paweł wyraża ten fakt i jego istotę chrystologiczno-eklezjalną, gdy stwierdza: „Zrodziłem was w Chrystusie” (1 Kor 5, 15). Dlatego w języku potocznym kapłana nazywa się ojcem, a jeśli dzisiaj ten fakt jest pomniejszany, to powinno to być dla kapłanów pytaniem, czy właśnie w tym kluczowym aspekcie jednoznacznie realizują swoją posługę. Ojcostwo jest przede wszystkim relacją – jej przeciwieństwem jest, niestety, dzisiejsze uleganie niebezpiecznej pokusie funkcjonalności, kwestionującej to, co kluczowe w posłudze kapłańskiej, która jest i musi pozostać posługą relacyjną.

c) W nauczaniu II Soboru Watykańskiego o kapłaństwie należy także zauważyć, że wyjątkowo mocno została w nim podkreślona „komunia kapłańska – prezbiterium”. Ma ona swoje źródło w sakramencie święceń, który sprawia, że w tę komunię zostają włączeni i w niej uczestniczą wszyscy kapłani. Urzeczywistnia się ona przez wewnętrzną jedność z biskupem, który udziela święceń prezbiteratu, oraz przez zjednoczenie kapłanów między sobą. Prezbiterzy tworzą wokół biskupa jedno ciało i sakramentalną wspólnotę braterską (LG 28, CD 28, PO 2, 7).

Na gruncie tych podstawowych założeń doktrynalnych można by właściwie rozwinąć całą teologię kapłaństwa, pogłębiając ją treściami biblijnymi, liturgicznymi i patrystycznymi, a także dokonać jej wyjaśnienia zarówno teologicznego, jak i antropologiczno-kulturowego. W odniesieniu do tych założeń mógłby zostać znacznie ubogacony tradycyjny korpus doktrynalny dotyczący kapłaństwa katolickiego. Nauczanie soborowe, należy to mocno podkreślić, nie zrezygnowało z żadnego aspektu doktrynalnego dotyczącego świeceń i kapłaństwa, jak błędnie sądzi się niekiedy. Należy wręcz zachwycić się tym, że zagadnienie kapłaństwa zostało w nauczaniu soborowym tak wyjątkowo spójnie i szeroko, choć syntetycznie, ukazane. Oczywiście, trzeba by to nauczanie znać, z czym nie jest wcale łatwo się uporać.

Na pewno w nauczaniu II Soboru Watykańskiego należy dostrzec i docenić, że broni ono jednoznacznie sakramentalnej i sakralnej wizji kapłaństwa w Kościele. W żadnym punkcie kapłan nie jest sprowadzany do świata i do jego spraw, ale jest przed nim otwierane uniwersalne spojrzenie na Boga w Jezusie Chrystusie i na Jego skoncentrowane na misji kapłańskiej dzieło zbawcze. Mamy tutaj otwartość na w pełni religijne i sakralne podejście do rzeczywistości kapłaństwa, które domaga się odpowiedniego dostrzeżenia i przyjęcia właściwego sposobu przeżywania.

Ludzkie i boskie wartości w życiu kapłana

Na gruncie przedstawionych założeń doktrynalnych II Sobór Watykański dokonał szerokiego omówienia duchowości kapłańskiej, która ma właściwie te same wymiary, które znajdujemy w teologii św. Pawła. Jest to duchowość, która pozytywnie uwzględnia i obejmuje zdolności i cnoty ludzkie, takie jak lojalność, dobroć, życzliwość, współczucie; akceptuje dobre przygotowanie kulturowe (OT 13-16); zakłada dobrą organizację, współpracę i życzliwe relacje, widząc potrzebę tych postaw w życiu duchowym i w zaangażowaniu duszpasterskim; przychylnie traktuje przyjaźń i braterstwo zarówno prezbiterów między sobą, jak również między prezbiterami i świeckimi.

Duchowość kapłańska nie zatrzymuje się jednak na tym poziomie, ale jest globalnie przenikana przez wartości nadprzyrodzone, ponieważ jest ożywiana przede wszystkim przez wiarę, która jedynie może wprowadzić do wewnętrznego udziału w kapłaństwie i w ofierze Chrystusa. Św. Tomasz z Akwinu podkreślił we właściwy sobie syntetyczny sposób, że kapłan „quodammodo idem est sacerdos et hostia” (Summa theologiae III q. 83 a. 1 ad 3). Można by powiedzieć, że jest to podstawowa opcja egzystencjalna całej duchowości kapłańskiej, ponieważ jest to najlepsze wyrażenie jej istoty, specyfiki i głównych przymiotów.

Duchowość kapłańska jest więc w najwyższym stopniu duchowością religijną i „ofiarną”, mającą swój istotny moment w ofiarowaniu siebie Bogu razem z Chrystusem, kontynuowanym w miłości i w postępowaniu drogą rad ewangelicznych. II Sobór Watykański niezwykle trafnie dowartościował znaczenie rad ewangelicznych w życiu kapłańskim, wskazując – co niestety nie spotyka się z łatwym przyjęciem – że ich praktykowanie jest po prostu wewnętrznym wymogiem duchowości kapłańskiej i owocności posługi. Rady ewangeliczne opisują najlepiej wymiar ofiarny życia ludzkiego, a czynią to oczywiście w relacji do Jezusa Chrystusa, którego kapłaństwo opiera się na ofierze całego życia ubogiego, czystego i posłusznego. Ponieważ takie było życie Chrystusa, dlatego mogło ono znaleźć zwieńczenie na krzyżu ofiary.

Duchowość kapłańska jest więc duchowością sakralną, która opisuje kapłana jako człowieka religii i kultu oraz włącza go w ramy działań religijnych, które konstytuują w świecie sferę sakralną. Nie przypadkiem w języku łacińskim pojęcie sacrum stanowi kluczowy element pojęcia sacerdotium, czyli kapłaństwo. I pomyśleć, że są tacy oświeceni, którzy twierdzą, że w Piśmie Świętym nie ma pojęcia sacrum, z czego wyprowadzają potem bałamutne wnioski i snują niebywałe propozycje teologiczne, sprowadzające wszystko do profanum, albo profanum uznające za jedyne sacrum. Jeśli dodamy do tego, że pojęcie sacrum należy integralnie do pojęcia sacrificium, w którym wypełnia się sacerdotium, to nie ulega najmniejszej wątpliwości, że duchowość kapłańska albo jest duchowością sakralną, albo jej po prostu nie ma, kapłan albo jest człowiekiem należącym wewnętrznie i zewnętrznie do sfery sacrum, albo nie jest kapłanem, o jakiego chodzi samemu Chrystusowi i jakiego potrzebuje Kościół.

Kto wie, że należy do sfery sacrum, ten pod żadnym pozorem nie zgodzi się na te liczne propozycje reformy posługi kapłańskiej, które oddalają od modlitwy i od samej myśli o Bogu. Co więcej, nawet uznając, że jest wiele sposobów pozwalających służyć królestwu Bożemu – nauczanie, przepowiadanie, działalność charytatywna, zaangażowanie społeczne i polityczne – i że bez trudności można wskazać cały szereg działań i praktyk zgodnych z jego powołaniem i charyzmatem jako członka Kościoła oraz z jego przynależnością do instytucji apostolskich i religijnych promujących Kościół, to jednak kapłan katolicki przede wszystkim akceptuje w swoim życiu prymat bezpośredniej relacji z Bogiem na drogach modlitwy i kontemplacji, a potem za wszelką cenę go realizuje w swoim życiu. Co więcej, można powiedzieć, że tylko obrona tego prymatu Boga w swoim życiu pozwoli potem jasno opowiadać się za tym prymatem w życiu społecznym. Nie przypadkiem Kościół stale domaga się, aby kapłan był specjalistą od Boga i Jego sprawy w życiu ludzkim. To jest także najlepsza apologia kapłaństwa i jego znaczenia w świecie, co odkryto już w bardziej rozwiniętych religiach pogańskich.

Duchowość kapłańska, mimo że w swoim bezpośrednim wyrazie jest duchowością czynną (nie eremicką, nie tylko kontemplacyjną), karmi się przede wszystkim modlitwą i wyprowadza każde działanie z kontemplacji realizowanej w „komnacie serca”, w tym miejscu, w którym dusza trwa w miłującym i milczącym dialogu z Bogiem. Zbyt zuchwale stawiamy w naszych czasach na planowanie, na konferencje, na debaty, na prelekcje i referaty itd., gdy tymczasem potrzeba odetchnięcia tym, co mówi sam Bóg. Hans Urs von Balthasar w tym kontekście trafnie mówił o „zasadzie maryjnej” w życiu Kościoła i w życiu kapłana, bez której „zasada piotrowa”, czyli zasada męska po prostu staje się bezpłodna i umiera. Duch maryjny jest więc właściwym duchem kapłana katolickiego, który broni go przed rozminięciem się z właściwym przeżywaniem kapłaństwa. Pisał H. U. von Balthasar: „Chrześcijaństwu bez mariologii grozi skrycie okrucieństwo. Kościół staje się funkcyjny, bezduszny, przekształca się w rachityczną instytucję pozbawioną miejsca odpoczynku, wyobcowuje się w ciągłym planowaniu. I ponieważ w tym świecie zdominowanym przez pierwiastek męski nieustannie następują po sobie kolejne ideologie, wszystko staje się przedmiotem polemiki, krytyki, gorzknieje, zatraca humor, wreszcie nudzi, ludzie masowo uciekają od takiego Kościoła”. Słowa w najwyższym stopniu warte przemyślenia!

Miłość jest oczywiście duszą każdej duchowości chrześcijańskiej, a więc także duchowości kapłańskiej. Ma to być miłość ojcowska, która na mocy łaski i charakteru sakramentalnego pobudza i skłania do działania, do dawania, do dawania przede wszystkim siebie z zapałem, który św. Paweł wyraził w sposób wyjątkowo przenikliwy, co oddaje wersja łacińska jego wypowiedzi: „Ego autem libentissime impendam, et superimperdar ipse pro animabus vestris” (2 Kor 12, 15). Ks. Jakub Wujek oddał bardzo dobrze sens tego wyznania: „A jać barzo rad nałożę i nad zwyż się wydam sam za dusze wasze”. Jako miłość ojcowska, miłość kapłańska ma być także miłością „męską”, jak podkreślił papież Benedykt XVI w czasie spotkania z polskimi kapłanami w warszawskiej archikatedrze św. Jana: „Chrystus potrzebuje kapłanów, którzy będą dojrzali, męscy, zdolni do praktykowania duchowego ojcostwa. Aby to nastąpiło, trzeba rzetelności wobec siebie, otwartości wobec kierownika duchowego i ufności w miłosierdzie Boże” (25 maja 2006 r.).

Miłość Boga i bliźniego łączą się ze sobą w działaniu, które ze swej istoty ma charakter religijny, nawet jeśli urzeczywistnia się w formach i w sposobach wyrazu właściwych dla życia społecznego i politycznego. Na mocy miłości kapłan działa i powinien nawet działać na każdym polu życia ludzkiego, ale nie pomniejszając istotnej racji misji ewangelicznej, która nawet pośród w wielości funkcji i ról obecnych w dzisiejszych społeczeństwach jawi się jako misja całkowicie jedyna i wyjątkowa. Jako taką kapłan coraz bardziej ją odkrywa, uznaje i urzeczywistnia, gdy konfrontuje się z Ewangelią i pozostaje wierny wskazaniom Kościoła. Kapłan nie może się konfrontować z opiniami medialnymi i z potocznymi odczuciami, aby znaleźć swój sposób obecności i działania w świecie. Niestaty, coraz częściej, podejmując takie czy inne działania, pytamy się, która stacja telewizyjna może być zainteresowana krytycznym nagłośnieniem takiej czy innej inicjatywy, przedsięwzięcia, działania itd., a tym samym pojawia się zjawisko autocenzury.  Musimy pytać się, czy nie ma w tym przypadku naruszania zasady wolności Kościoła i czy my w tym efektywnie nie współdziałamy. Kapłan musi, niekiedy za cenę zakwestionowania, a może nawet odrzucenia, zdobyć się na sprzeciw wobec nacisków zewnętrznych, aby dać świadectwo prawdzie Chrystusowej. Nikt nie musi nas kapłanów kochać ani tym bardziej przytulać – nie ma przykazania: „Mamy być kochani”. Mamy po prostu kochać w prawdzie.

Jako duchowość miłości, duchowość kapłana ma także charakter wybitnie eklezjalny, prowadząc go do czucia się „człowiekiem Kościoła”, a nie sobą samym bądź też jakimś liderem ziemskim. Jest on człowiekiem Kościoła, ponieważ jest homo Dei, który w pełni odpowiada na wymogi pójścia za Chrystusem (sequela Christi) w posłudze eklezjalnej. Dlatego kapłan ma być uległy wewnętrznym pouczeniom Ducha Świętego, który go prowadzi jako wolnego syna Bożego oraz nadaje spontaniczność i oryginalność osobową jego działaniu. Z tej jednak racji właśnie ta uległość kieruje się przepisami Kościoła, które w najwyższym stopniu gwarantują wierność drogom Ducha. Stara się on zatem uczestniczyć osobiście w dziele Chrystusa, jedynej Głowy, Króla i zasady witalnej, nie odrzucając, nie zdradzając i nie deformując instytucji eklezjalnej, która w swej całości jest narzędziem przyjętym przez Ducha Świętego i Uświęciciela, aby dokonać zbawienia człowieka. Będzie to czynił, gdy stanie się niejako od wewnątrz, na zasadzie utożsamienia, uczestnikiem życia Kościoła traktowanego jako jedyne środowisko życiowe. W kapłanie musi szybko dojrzeć „dusza kościelna” – jak sugestywnie stwierdził Orygenes – bo to jest właściwa perspektywa duchowości kapłańskiej zakorzeniająca się w eklezjalnym wymiarze sakramentu święceń. Prezbiter nie jest i nie może uważać się za najemnika biskupa, gdyż na mocy sakramentu święceń jest jego synem w duchu i uczestnikiem komunii braterskiej z nim i z innymi kapłanami.

Niektóre kwestie praktyczne

Liczne pojawiające się problemy w życiu i w posłudze kapłanów, które w znacznej mierze opisują dzisiejszy kryzys, mogłyby zostać rozwiązane w kluczu teologiczno-duszpasterskim wskazanym przez II Sobór Watykański. Trzeba to docenić w nauczaniu soborowym, zwracając uwagę na jego aspekty „praktyczne”, jak dzisiaj chętnie, choć niewłaściwie się mówi.

Szukane dzisiaj niejednokrotnie sposoby pogodzenia wolności i władzy, spontaniczności działania i struktury instytucjonalnej, zaangażowania osobistego i przynależności wspólnotowej, są ułatwiane przez zmysł wiary, który w pokorze i uniżeniu Jezusa Chrystusa, Prawdy wiecznej, pozwala odnaleźć wolność Ewangelii, a w Kościele jako Ciele Chrystusa skłania wszystkich do podjęcia służby i trudu miłości. List do Filipian, którego syntezą są uroczyste słowa powiedziane o Chrystusie: „Upokorzył samego siebie” (2, 8), powinien stać się pierwszym punktem odniesienia chrystocentryzmu kapłańskiego, jak postulował już św. Augustyn. Nie ma teologii kapłaństwa bez teologii krzyża i to jest najbardziej praktyczny aspekt, na który zwrócił uwagę II Sobór Watykańskie w swoim nauczaniu. Zresztą, dotyczy to, choć nie w takim samym stopniu, każdej formy życia w Kościele.

Pokusa przemiany i deformacji kapłaństwa pod naciskiem sekularyzmu, z którą dzisiaj mamy niemal powszechnie do czynienia w bardzo szerokim zakresie, może zostać przezwyciężona przez kapłana, gdy odzyskuje on świadomość najpełniejszego uczestniczenia w tajemnicach odkupieńczych samego Chrystusa. Konkretyzuje się to wtedy, gdy spełnia się posługę kapłańską z pokorną akceptacją swojej roli w Kościele, gdy wiernie spełnia się codzienne obowiązki, gdy cierpliwie i wytrwale znosi się codzienne próby i niepokoje. Takiej roli trzeba pozostać wiernym, nie poddając się naciskom kultury ludzkiej i lękom, że zostanie się zepchniętym na margines społeczeństwa. Cóż z tego, że jakiś prezydent, wójt, sołtys itd., nie będzie nas zapraszał na takie, czy inne uroczystości. Cieszmy się z tego, że będziemy mieć więcej czasu na modlitwę i kontemplację, która jest ważniejszym dziełem historycznym niż taka czy inna decyzja podejmowana nawet przez głowę państwa. To modlitwa decyduje o biegu dziejów, a nie świeckie ceremoniały i parady próżności!

Posługa kapłańska zakłada akceptację, a nawet pewien kult samotności, gdyż jest ona znakiem dojrzałości w poszukiwaniu Boga i w opanowaniu siebie; prowadzi ona do coraz większego i sensownego dystansowania się w stosunku do tego wszystkiego, co nie jest Bogiem i nie wpisuje się w religijne pójście za Chrystusem. Dzięki duchowo dojrzałej samotności, czyli samotności wypełnionej Bogiem, dochodzi się do przezwyciężenia frustracji, fobii i rozczarowań, które wywołują poczucie pustki. Dlatego także w trudnościach i próbach, zamiast lamentowania z powodu nieposiadania jakichś przywilejów, społecznego szacunku i uznania, zepchnięcia na margines, kapłan znajduje nowe racje, aby odwołać się do samego Boga i żyć dogłębnie tajemnicą ubóstwa. To samo dotyczy sytuacji braku posiadania autorytetu i sił do spełniania swojej roli w Kościele i społeczeństwie, braku mocy cudotwórczych i środków ekonomicznych, braku protekcji ludzkiej i prawnej, a także braku rodziny, która przy wszystkich ograniczeniach jest dla człowieka najlepszym zapleczem duchowym i miejscem bezpieczeństwa.

Ta zdolność widzenia rzeczywistości na głębszym poziomie, akceptowania siebie i świata, pewnego wystarczania samemu sobie, a więc to wszystko, co opiera się na żywej wierze, jest tym, co liczy się najbardziej dla tego, kto chce dojrzewać jako człowiek i uświęcać się jako chrześcijanin i jako kapłan.

Nie należy zapominać, iż z nauczania soborowego wynika ważne zadanie spoczywające na wszystkich wierzących w Kościele, aby wokół kapłana tworzyć warunki sprzyjające jego posłudze, a więc współdziałać z nim w tym, co sakralne, otaczać przyjaźnią, wsparciem, komunią, pomagać nawiązywać relacje z instytucjami społecznymi i politycznymi, zabezpieczać go pod względem ekonomicznym itd. Te sprawy, nie prowadząc do zapominania o pierwszym prawie krzyża i o chlubieniu się nim, co pozostaje życiową tajemnicą serca kapłańskiego, ułatwia kapłanowi spokojne i wierne pełnienie posługi Chrystusowej i kościelnej, byle było przyjmowane z wdzięcznością i poczuciem wspólnoty z wiernymi. Może zbyt mało mówi się na ten temat w dzisiejszym Kościele, co wywołuje wrażenie, że kapłan z ludzi wzięty i dla ludzi ustanowiony, spotyka się z brakiem ludzi obok siebie, a może nawet wydają mu się niepotrzebni.

W jakichkolwiek jednak warunkach kapłan się znajduje, nawet w godzinie najcięższej próby (która wcześniej czy później dotyka każdego), tym, co ma leżeć mu na sercu jest zjednoczenie z Bogiem i posiadanie siebie w wierze, nawet jeśli jest to wiara ukrzyżowana. Tym zaś, co do tego zachęca i w tym umacnia, jest spojrzenie na szlachetne postacie biskupów, kapłanów, zakonników, świeckich, którzy poświęcili się służebnie dla kapłaństwa Chrystusowego, choć sami go nie wybrali, a którzy świecą w Kościele jak latarnie przy drogach ludzkiego wędrowania.

***

Ks. dr hab. Janusz Królikowski – prof. UPJPII w Krakowie, konsultor Komisji Maryjnej Konferencji Episkopatu Polski, dziekan Wydziału Teologicznego Sekcja w Tarnowie.

Udostępnij Tweet