Kapłan i świętość – ks. dr hab. Janusz Królikowski

Nie ma w Kościele różnych świętości – świętość jest jedna. II Sobór Watykański przypomniał ten ważny fakt ze skrajną niemal siłą i konsekwencją. Jakie szczególne powołanie mogłoby przekroczyć to jedno jedyne powołanie, którym jest powołanie do komunii z Bogiem w doskonałej miłości, które skierowane jest do wszystkich? Dzisiaj zatem odpowiedź na to pytanie może być tylko jedna, a mianowicie ta soborowa.

 

Kapłaństwo prezbiterów, jak również wyraźnie podkreślił II Sobór Watykański, i to z taką samą mocą, stanowi całkowicie szczególną formę uczestniczenia w kapłaństwie Jezusa Chrystusa. Pełni on całkowicie wyjątkową rolę, a mianowicie troszczy się w Kościele o to, by w świecie były tworzone i umacniane fundamenty pod świętość powszechną. Kapłan nie tylko jest powołany tak jak wszyscy inni do bycia świętym, ale ponosi także odpowiedzialność za takie kształtowanie świata, aby każdy mógł mieć do dyspozycji środki uświęcenia przygotowane przez Jezusa Chrystusa, czyli Jego słowo i Jego sakramenty. Kapłan pozostaje w służbie świętości, o czym należy pamiętać. A jeśli jej brakuje, jeśli pojawia się jakiś deficyt w tym względzie, to kapłan musi zadać sobie poważne pytanie, czy nie ponosi za to jakiejś osobistej odpowiedzialności. Jeśli dzisiaj zauważamy znaki jakiejś „apostazji” w stosunku do wiary i Kościoła, to nieuchronne jest pytanie o to, jakie są tego powody, łącznie z tym, czy nie ma ta sytuacja związku z ewidentnym „kryzysem kapłana”, a zwłaszcza z kryzysem jego świętości.

Wystarczy w każdym razie powiedzieć, że kapłaństwo domaga się od kapłana świętości z całkowicie wyższej i wymagającej racji. Ta odpowiedzialność za świętość, jak zawsze w Kościele, nie tylko jest wymogiem, ale łączy się z Bożą obietnicą. Kapłan nie tylko jest powołany do najwyższej w świecie świętości, ale otrzymuje zarazem od Boga stosowane moce i uzdolnienia, które mu ją umożliwiają. Świętość jest zawsze i przede wszystkim darem, oczywiście odpowiednio przyjętym. Jeśli jest prawdą, że kapłan jest wybrany w ścisłym odniesieniu do ludu chrześcijańskiego i do tego, by mu służyć, to jest zarazem pewne, że został on faktycznie „wybrany” i że ten wybór dotyczy go najbardziej osobiście i głęboko, stawiając go we własnym odniesieniu do Boga. Apostołowie Chrystusa nie są zwykłymi narzędziami, którymi On arbitralnie dysponuje, ale są „przyjaciółmi”, których wybrał, ponieważ tego sam chciał. Można powiedzieć, że mają oni prawo uważać ten wybór za szczególny i uprzywilejowany znak pochylenia się Boga nad nimi.

Świętość to przede wszystkim wiara. Wiara stanowi podstawę wszelkiej doskonałości w porządku chrześcijańskim. Stanowi więc pierwszą podstawę świętości kapłana, tak samo jak każdego chrześcijanina. Ta wiara musi jednak być wyznawana i pełnić swoją służbę w warunkach szczególnie trudnych, a nawet krytycznych. Kapłan ma nią żyć, zachowywać ją, a także pogłębiać w perspektywie służby pełnionej na rzecz innych. Trzeba pamiętać, że wiara innych w bardzo szerokim zakresie zależy od konkretnej wiary kapłanów i nie ma się co obrażać, mówiąc z przekąsem, że wierzy się w Boga a nie w kapłana. Kapłan jest w najwyższym stopniu reprezentantem wiary Kościoła i jej pośrednikiem. Z tej racji wyzwania, które wiara stawia każdemu człowiekowi, ze szczególną intensywnością dotyczą kapłana. Kapłan w racji miejsca, które zajmuje w Kościele, musi zatem doświadczyć wielu problemów i trudności w sposób bardziej dogłębny niż inni. W takich doświadczeniach trzeba jednak pamiętać, że jest to raczej wyjątkowy znak obecności Boga niż bezsilności człowieka. Gdyby to nawet była bezsilność, to odczytana w perspektywie wiary, niejednokrotnie może okazać się zbawienna. Trzeba sięgnąć w takich wpadkach do doświadczeń świętych, a wtedy można dostrzec, że wiara jest żywsza i gorętsza, gdy przechodzi zwycięsko przez trudności – to zwycięstwo jest możliwe dzięki Bożej łasce, która jest łaską zwycięską. Św. Teresa od Dzieciątka Jezus i Świętego Oblicza, która ze względu na swoje szczególne doświadczenia duchowe może i powinna być także dzisiaj dla nas oparciem i zachętą, pokazuje wyraźnie, że wiara nawet boleśnie i głęboko wystawiona na próbę, odnosi zwycięstwo. Św. Jan słusznie zauważył: „Tym właśnie zwycięstwem, które zwyciężyło świat, jest nasza wiara” (1 J 5, 4). Wydaje się, że to zdanie powinniśmy uczynić kluczem hermeneutycznym odczytywania roli i możliwości duchowych kapłana w dzisiejszym świecie. Powinno być przede wszystkim przed stawianiem na ludzkie środki w naszej działalności. Gdy papież Franciszek w adhortacji Gaudete et exsultate przestrzega przed pelagianizmem, to ta przestroga w najwyższym stopniu odnosi się do posługi kapłańskiej.

Kapłan musi być w najwyższym stopniu pewny, że Bóg daje mu to, co konieczne, aby był godny powierzonego mu zadania. Ma być przekonany, że jak Apostołowie jest powołany do dawania świadectwa; że otrzymał, tak jak oni, zadanie „czynienia tego, co uczynił Chrystus” w czasie ostatniej wieczerzy. Wiara kapłana jest ze swej natury wiarą przeznaczoną do tego, by była gorliwie dzielona z innymi. Byłoby nieszczęściem kapłana – jak podkreśla z naciskiem św. Paweł – gdyby o tym zapomniał: „Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii…” (1 Kor 9, 16). Oznacza to, że na kapłanie spoczywa wymagające zadanie ożywiania swojej wiary i pozostawania bardziej niż każdy inny ochrzczony w kondycji wyznawania jej przed innymi i zdecydowanego „zdawania sprawy” z doświadczenia chrześcijańskiego, jak napisał św. Piotr (1 P 3, 15). Z tej właśnie racji kapłan, który chciałby zignorować pilną i konieczną potrzebę pracy intelektualnej, pozwalającej mu nieustannie pogłębiać to, w co wierzy, oraz czynić innych uczestnikami tej wiary, ignorowałby autentyczną misję kościelną, której sam się podjął. Niestety, brakuje nam zapału w tym względzie – uważamy, że powrócą dawne czasy, gdy wszystko było bardziej czytelne, a więc także prostsze. Musimy sobie jasno powiedzieć, że dawne czasy, gdy było „dobrze”, jak się nam zdaje, stały się już przeszłością. Modny dzisiaj konserwatyzm, kieruje się zupełnie błędnym założeniem, że jeśli powrócimy do starych form, to z tego narodzi się nowe i gorliwe życie kościelne. Kard. Joseph Ratzinger słusznie zauważył, że w Kościele nie ma alternatywy: tradycjonalizm – nowoczesność, ale jest alternatywa: tradycjonalizm – misyjność. Musimy być misyjni, a jej elementem jest zaangażowana interpretacja znaków czasu, czyli ostatecznie zadanie sobie pytania, w którym „miejscu” duchowym dzisiejszy człowiek szuka Boga. Odpowiedź na to pytanie zakłada podjecie wysiłku intelektualnego.

Dla kapłana, bardziej niż dla wszystkich innych – jak trafnie zauważył św. Franciszek Salezy – praca intelektualna jest „ósmym sakramentem”. Ta praca, dobrze traktowana i wypełniana – łączona ściśle z problemami dzisiejszego świata, z wieloma trudnościami doświadczanymi przez wiernych, a także z pytaniami stawianymi przez wątpiących i niewierzących – jest warunkiem głębokiego przeżywania i zaangażowanego głoszenia wiary w sensie ścisłym – wiary, która w klimacie i tajemnicy modlitwy i refleksji nawiązuje żywą więź z Chrystusem i pokornie zanurza się w Jego łasce i Jego słowie. Wiara kapłana, rozwijająca się na gruncie łaski i pokory, za pośrednictwem modlitwy powinna stać się duszą jego misji komunikacyjnej – bez żywej modlitwy na pewno rozminie się ona z adresatami tej misji. Jak w żadnym innym przypadku, mamy tutaj do czynienia z zasadą, która wprawdzie jawi się jako jurydyczna, ale jest ona w najwyższym stopniu duchowa: można przekazać tylko to, co się posiada. A treść wiary posiada się tylko i wyłącznie za pośrednictwem modlitwy.

Papież Pius XI w encyklice skierowanej do kapłanów Ad catholici sacerdotii (2 grudnia 1935 r.) zwrócił najbardziej zwyczajnie uwagę, że pierwszą cnotą kapłana powinna być pobożność. Nie zdumiewa to proste stwierdzenie nikogo, kto zdaje sobie sprawę z tego, że misja kapłana sytuuje się ze swej istoty w porządku religijnym i że Ofiara, którą sprawuje „in persona Christi”, to znaczy w zastępstwie Chrystusa, jest najwyższym dziełem, które zostało mu zlecone. Na próżno szuka się dzisiaj rozróżnienia między Eucharystią i ewangelizacją, aż do przeciwstawienia ich sobie. Całe nauczanie Chrystusa jest ukierunkowane na dzieło Eucharystii, którą miał ustanowić i spełnić w Wieczerniku. W świetle męki i zmartwychwstania Chrystusa także najmniejsze słowa, które wypowiedział w czasie swojej publicznej działalności, nabierają właściwego znaczenia i pada na nie ostateczne światło. Kapłan, który uważałby, że można nauczać, traktując Eucharystię jako aspekt relatywnie drugorzędny, jako dodatek do swojej misji, radykalnie zwodziłby siebie i nie nauczałby na wzór Chrystusa. Zdradzałby także Kościół i jego właściwą misję. Pytań w tym względzie na pewno jest więcej niż w pierwszej chwili zdajemy sobie sprawę.

Z przywołanych dotychczas racji świętość kapłana musi koncentrować się na Eucharystii, którą „sprawuje” – na tej „godzinie”, w której Chrystus posługuje się nim, aby aktualizować i uobecniać w świecie Ofiarę zbawienia. Kapłan musi mieć – dla tego aspektu swego dzieła – nieskończony wprost szacunek. Powinien on kochać Ofiarę Chrystusa całą swoją duszą; powinien uczynić ją żywym centrum swojego myślenia, ośrodkiem swojej refleksji i swoich przedsięwzięć, ponieważ Eucharystia jest źródłem jego miłości, czyli ostatecznie jego świętości.

To wszystko oznacza, że kapłan musi traktować jako istotny element swojego uświęcenia osobistego rygorystyczną wierność temu wszystkiemu,  czego Kościół domaga się odnośnie do celebracji „wielkiej tajemnicy wiary”. Arbitralne manipulacje liturgią eucharystyczną, pod jakimkolwiek pretekstem, wywołują szkody w świadomości wiernych odnośnie do sensu najwyższego daru Bożego, a kapłan dopuszczający się jakiejkolwiek manipulacji w tym względzie grzeszy ciężko. To nie jest tylko kwestia jakiegoś błądzenia – to jest przestępstwo religijne! Można pytać się, czy w dawne „rybryki” zapisane na początku mszału nie były zbyt rygorystyczne, wskazując jednoznacznie na wiele grzechów, w tym także ciężkich, które mógł popełnić kapłan w czasie celebracji mszy świętej. Jest jednak tak samo dyskusyjne, że dzisiaj w ogóle nie mówimy o odpowiedzialności moralnej w stosunku do „jakości” spełniania norm celebracji liturgicznych, zostawiając wszystko tak zwanej kreatywności, która z autentyczną, akceptowaną w Kościele kreatywnością nie ma nic wspólnego.

Kapłan musi zachować w swoim sercu mocne przywiązanie do tajemnicy ołtarza. Wierni powinni móc znaleźć w nim świadka głęboko naznaczonego przez wielkie dzieło, które spełnia. Musi przekonać ich, że w takim czy innym zadaniu, które podejmuje, Eucharystia jest jego pierwszą inspiracją i celem, do którego wszystko zmierza. Jego świętość powinna być istotowo eucharystyczna w o wiele większym stopniu niż jakiegokolwiek wiernego.

Teologia nigdy nie wahała się uznać, że niejako powraca do kapłana część owoców – nieskończonych w sobie – ofiary składanej przez Chrystusa. W każdym momencie swego życia Kościół – z osiągniętym stopniem miłości – pozostaje otwarty na łaskę, której źródłem jest krzyż Chrystusa. Nikt nie ponosi takiej odpowiedzialność za ten najwyższy dar jak kapłan – szafarz Eucharystii, czerpiąc pierwszorzędną siłę do jej podjęcia z celebracji eucharystycznej.

W naszych dotychczasowych rozważaniach nie pojawiło się słowo miłość. Jest jednak oczywiste, że stanowi ona nieodłączne tło dla tego wszystkiego, co zostało dotychczas powiedziane. Na miłości opiera się istotowo świętość chrześcijańska. Kapłan – aby określić to, co jest mu obiecane i to, co jest od niego wymagane – musi powrócić do długiej tradycji kościelnej, która pokazuje, że kapłaństwo biskupa jest najwznioślejszą drogą doskonałości (status perfectionis). Zbyt łatwo zrezygnowaliśmy w teologii współczesnej z tej kategorii myślenia o posłudze biskupa w imię źle pojętej pokory, a jest ona oświecająca w odniesieniu do konsekwencji, które wynikają z sakramentu święceń.

Nie można pojąć doskonałości biskupa inaczej niż jako zadanie definitywne i radykalne, które dochodzi do akceptacji ofiary z własnego życia na rzecz ludzi, których biskup jest głową. Kapłaństwo prezbiterów ściśle zależy od kapłaństwa biskupa i jest w najbardziej właściwym znaczeniu uczestniczeniem w nim w Kościele. Biskup nie jest kimś, kto przekazuje kapłaństwo prezbiterom, aby potem pozostawić ich samym sobie. Prezbiterzy są ze swej natury „współpracownikami biskupa”. Dlatego też racje, które domagają się od biskupa pełnego daru z siebie, odnoszą się również do prezbiterów. Świętość biskupa i prezbitera jest świętością ofiary składanej z siebie. Jego świętość jest konieczna dla dobra nowego ludu Bożego i Bóg nie domagałby się jej, gdyby nie została mu dana od samego początku. Kościół wyrasta z ofiary Chrystusa, która przedłuża się w Ofierze eucharystycznej, ale także w realnej ofierze każdego wyświęconego. I to jest specyfika miłości kapłańskiej w ramach jedynej świętości Kościoła.

***

Ks. dr hab. Janusz Królikowski – prof. UPJPII w Krakowie, konsultor Komisji Maryjnej Konferencji Episkopatu Polski, dziekan Wydziału Teologicznego Sekcja w Tarnowie.

Udostępnij Tweet