Rodzina drogą Kościoła – dr Wanda Półtawska

Rodzina bierze początek w miłości, jaką Stwórca ogarnia stwo­rzony świat (…) (List do Rodzin Jana Pawła II, 2).

 

Taksówkarz, który nas wiózł na lotnisko ni stąd, ni zowąd zaczął narzekać, że „Kościół chce rządzić w Polsce”. Pytam go, w czym to się przejawia? – „No, w tym, że się wtrąca w to, jak ludzie mają żyć”. Jacy ludzie? –  „No, wszyscy”. A pan jest katolikiem? I zaskakująca odpowiedź: „Tak, i chodzę do kościoła; księża mają być w kościele i do ludzi się nie wtrącać!”.

Nie podjęłam dyskusji z taksówkarzem, ale zastanawia­łam się, ilu ludzi w Polsce potrafiłoby tak samo bezmyślnie taki slogan powtórzyć? A tu Ojciec Święty [Jan Paweł II – przyp. red.] pisze, że rodzina ma być, że jest „drogą Kościoła!” Kościół jako hierarchia i Ko­ściół jako wspólnota ludzi!

Losy ludzkości sprzężone z tą drogą Kościoła – ksiądz – świadek przy zawieraniu sakramentu małżeństwa; ksiądz chrzciciel dziecka; ksiądz spowiednik przy pierwszej i potem każdej spowiedzi, i przy bierzmowaniu – tu nawet już nie ksiądz, ale wyższy hierarcha: biskup; ksiądz przy śmierci i pogrzebie i przecież ksiądz w codziennej Mszy Św., w której sprowadza Boga na ziemie i ludziom daje jako pokarm! Istotnie, Kościół wciąż z ludźmi, z rodziną ludzką i z każdą poszczególną rodziną w parafii.

Taksówkarz uważał, że Kościół za dużo się wtrąca w życie rodziny, a Ojciec Święty [Jan Paweł II – przyp. red.] tak podkreśla, że „Kościół służbę rodzinie uważa za jedno ze swych najistotniejszych zadań.”

Podkreśla tak, jakby chciał, żeby nikt o tym nie zapomniał! Kościół rodzinie, ale też i rodzina Kościołowi! I choć Ojciec Święty w tym miejscu o tym nie mówi myślę o takiej wspól­nocie, jaką jest, czy raczej powinna być parafia! Przez para­fię może się realizować służba i pomoc rodzinie. Ludzie mogą poznać swojego księdza proboszcza, swojego pasterza, a on swoich ludzi! Żeby im służyć, musi ich znać i oni muszą się dać poznać. Czasem pytam, kto jest twoim proboszczem – i często okazuje się, że ludzie nie wiedzą ani jak się nazywa, ani jaki jest, albo jeśli coś mówią, to oceny krytyczne!

Kie­dyś w Bieszczadach ulewa zagnała nas do wsi i na skraju był kościółek, a obok, jak się okazało, mieszkał ksiądz. Ledwo wrócił, też zmoczony. Na rowerze objeżdżał trzy małe kościół­ki – bo zarządzono w tej diecezji, że ludzie nie mają mieć da­lej jak 5 km do kościoła, więc powstało wiele małych kościół­ków i ten konkretny ksiądz ma trzy. A ludzie tylko widzą, że ksiądz ma „wygodne życie!”

Ale ile osób w parafii zdaje sobie sprawę, jak absorbuje siły ta służba człowiekowi, rodzinie?

Ileż ludzkich trudnych spraw ogarnia serce duszpasterza? Ksiądz w konfesjonale – przed konfesjonałem kolejka, która zdumiewa ludzi z Zachodu – siedzi i słucha. Ludziom brakuje wyobraźni; jakże rzadko człowiek, nawet ten wierzący, zastanawia się, że ta posługa przecież wymaga ludzkich sił ducha i nerwów – bo choć obdarzony szczególną łaską stanu, to jednak człowiekiem będąc, zwyczajnie musi się zmęczyć ilością spraw, które na niego spływają – ile sku­pienia tam musi być i jaka koncentracja uwagi.

Nieraz po dyżurze w ambulatorium, gdy pacjenci przy­chodzą jeden po drugim, w pewnym momencie wydaje się, że już człowiek więcej ogarnąć nie może – a ja obserwowa­łam raz w sanktuarium maryjnym księży, którzy cały dzień spowiadali pielgrzymów! A tu zarzut, że ksiądz się wtrąca w życie – jeszcze jak! W każde osobiste ludzkie życie, które żeby mogło być zakoń­czone zbawieniem, przecież potrzebuje tego Kościoła, tego księdza, który da rozgrzeszenie i te grzechy naprawdę są czło­wiekowi odpuszczone!

Rodzina drogą Kościoła! Ba, rodzina też twórcą Kościoła, bo przecież każdy ksiądz pochodzi z rodziny, można dodać – z dobrej rodziny! Ileż razy od księży, od biskupa słyszałam wyznanie: „Po Bogu moje powołanie zawdzięczam mojej matce!” W jakiejś rodzinie rodzi się ten chłopczyk, który potem jest księdzem, a ludzie go tak traktują, jakby pochodził nie wia­domo skąd i nic o rodzinie nie wiedział!

Podczas sesji Papieskiej Rady do spraw Rodziny, gdy była właśnie dyskusja, jak w Roku Rodziny określić zadania ro­dziny, zwróciłam uwagę na to, że nam łatwo jest określić rodzinę, bo polski język – a chyba w ogóle słowiańskie języki mają ułatwioną sytuację: sama nazwa „rodzina” już ją określa, bo rodzina to ta, co rodzi; w językach zachodnich tego związku nie ma – rodzina, bo rodzi. Więc to stwierdzenie, że rodzina jest drogą Kościoła, wskazuje na kierunek je­den i ten sam: Kościół zmierzający do zbawienia przez ro­dzinę, w której ma się realizować jedyny warunek zbawienia – świętość. Kościół na tej drodze stawia drogowskazy – jakże często ludzie nie umieją z nich korzystać, jak sobie nie zdają sprawy z obdarowania tą przynależnością do Kościoła!

Czasem myślę, że ta łatwość, z jaką człowiek w Polsce może mieć do dyspozycji Kościół i księdza, powoduje brak właściwej oceny; już tak jest z człowiekiem, że świadomość wartości do niego najszybciej dociera przez brak – póki jest powietrze, to się o nim nie wie, dopiero jak się człowiek za­czyna dusić!

W ciągu czterech lat, jakie spędziłam w Ravensbrück, raz jeden jakiemuś księdzu udało się do lagru przemycić parę konsekrowanych hostii, które zakonnica będąca z nami po ma­łym okruszku rozdzieliła, na ile się dało osób – cóż to było za przeżycie!

W Bombaju wstydziłam się, że przyjęłam Komunię Św. w dniu 2 lutego, w święto Matki Hożej Gromnicznej. Bo w kościele zapełnionym tłumem ksiądz jeden, który tam był, nie mógł wszystkim rozdać Tana Jezusa, tylko grupie w za­krystii i ja w sposób protekcyjny znalazłam się tam i miałam polem poczucie winy wobec tych tłumów, które nie mogły dostać Pana Jezusa, a ja wracałam do Polski, gdzie tyle ko­ściołów i tylu księży! I tak łatwo być wyspowiadanym, że nikt sobie tego tak nie ceni! I byłam ciekawa dowiedzieć się, ilu Polaków modli się, dziękując Bogu za Kościół? Za to tysiąclecie?

I pomyślałam, że List do Rodzin tym rozdziałem „Rodzina drogą Kościoła” powinien wzbudzać wdzięczność Kościołowi za służbę rodzinie, za to, że jest!

***

Dr Wanda Półtawska – lekarka, doktor nauk medycznych oraz specjalista w dziedzinie psychiatrii, profesor Papieskiej Akademii Teologicznej, harcerka, działaczka pro-life, podczas II wojny światowej więziona w niemieckim obozie koncentracyjnym w Ravensbrück, bliska przyjaciółka Jana Pawła II (obecna przy jego śmierci), dama Orderu Orła Białego.

Na podstawie: Wanda Półtawska, By rodzina była Bogiem silna. Na kanwie „Listu do Rodzin” Ojca Świętego Jana Pawła II”, Wydawnictwo WAM, 2004.

 

 

Udostępnij Tweet