Arcybiskup Fulton J. Sheen: mikrofon Boga i ciało medialne – dr hab. Izabella Parowicz

Dr hab. Izabella Parowicz (nota biograficzna na końcu artykułu)
Europejski Uniwersytet Viadrina, Frankfurt nad Odrą
Katedra Zabytkoznawstwa
parowicz@europa-uni.de

 

Zamieszczony poniżej artykuł pierwotnie ukazał się tutaj. Publikacja na stronie formacja.diecezja.tarnow.pl za zgodą Autora.

Wstęp. Rys biograficzny

W 1999 r. portal internetowy „Daily Catholic” przeprowadził trwające trzy miesiące badania, zmierzające do wyłonienia „stu najbardziej wpływowych katolików XX wieku”. W ankiecie wzięło udział 23 455 respondentów, którzy nominowali 728 kandydatów. Pierwsze miejsce zajął bezapelacyjnie papież Jan Paweł II, drugie – Matka Teresa z Kalkuty, a trzecie – błogosławiony Ojciec Pio z Pietrelciny. Czwarte miejsce przypadło amerykańskiemu arcybiskupowi Fultonowi J. Sheenowi, który wyprzedził m.in. czterech papieży (Piusa X, Piusa XII, Pawła VI oraz Jana XXIII), jak również bł. Faustynę Kowalską, św. Maksymiliana Marię Kolbego oraz św. Teresę Benedyktę od Krzyża (Edytę Stein)[1]. Wysokie miejsce arcybiskupa Sheena mogło zaskakiwać, zważywszy na fakt, że zmarł dwadzieścia lat przed przeprowadzeniem powyższych badań, zatem dla osób mających wówczas mniej niż trzydzieści lat był postacią ledwie pamiętaną bądź znaną jedynie z relacji osób trzecich. Wynikało ono z olbrzymiego wpływu, jaki abp Sheen, pionier ewangelizacji medialnej, wywierał na miliony katolików i niekatolików za pośrednictwem radia, telewizji i słowa pisanego[2].

Ramy niniejszego artykułu nie pozwalają na szczegółowe przybliżenie postaci arcybiskupa Sheena (1895-1979). Zainteresowanych czytelników odsyłam do jego autobiografii[3] oraz do wielu istniejących opracowań, m.in. pracy Thomasa C. Reevesa[4], Marka J. Zia[5], Mylesa P. Murphy’ego[6], Janel Rodriguez[7] lub Hilary’ego C. Franco[8]. Warto też polecić polskojęzyczne opracowania, np. dwa artykuły ks. Marka Piedziewicza[9] oraz książkę ks. Mirosława Włocha[10]. Należy jednak wspomnieć, że Fulton J. Sheen był kapłanem wybitnym i wszechstronnie utalentowanym. Pochodził z bardzo religijnej rodziny irlandzkich imigrantów. Otrzymawszy w 1919 roku święcenia kapłańskie w rodzinnej Peorii, w stanie Ilinois, obronił doktorat na Katolickim Uniwersytecie Ameryki w Waszyngtonie, a następnie wyjechał na uniwersytet w Louvain w Belgii, gdzie zdobył tytuł agrégé oraz jako pierwszy Amerykanin uzyskał nagrodę kardynała Merciera za najlepszy traktat filozoficzny. Ponadto studiował teologię na Papieskim Uniwersytecie Angelicum w Rzymie[11]. Głęboka wiedza oraz intelekt szły u niego w parze z fenomenalnymi zdolnościami oratorskimi i ogromną gorliwością o zbawienie dusz. W 1926 r., jako wikary ubogiej parafii imigrantów irlandzkich w Peorii, dzięki swojej działalności kaznodziejskiej i duszpasterskiej, jak również dzięki pokorze, pasji i kreatywności, w ciągu dziewięciu miesięcy swojej posługi doprowadził do rozkwitu parafii oraz do znaczącego zwiększenia uczestnictwa wiernych w coniedzielnych Mszach Świętych[12]. Przez wiele lat wykładał filozofię na Katolickim Uniwersytecie Ameryki. Jednocześnie zasłynął jako rekolekcjonista, kaznodzieja oraz autor kilkudziesięciu książek, rozlicznych esejów oraz artykułów. W latach 1950-1966 był krajowym dyrektorem Towarzystwa Rozkrzewiania Wiary, troszcząc się o misje katolickie na całym świecie[13]. Otrzymawszy w 1951 r. święcenia biskupie, najpierw służył jako biskup pomocniczy Nowego Jorku, a w latach 1966-1969 był biskupem diecezji Rochester w stanie Nowy Jork. Po swojej rezygnacji został mianowany arcybiskupem tytularnym walijskiego miasta Newport.

Niezależnie od wyżej opisanej, dość standardowej ścieżki kariery kapłańskiej i episkopalnej, Fulton J. Sheen odniósł spektakularny sukces jako ewangelizator radiowy i telewizyjny. Dzięki klarowności przekazu, olbrzymiej wiedzy i błyskotliwości, połączonych z darem apologetycznym i talentem oratorskim[14], stał w tej dziedzinie nie tylko pionierem, ale i niedoścignionym mistrzem. W niniejszym artykule omówione zostaną etapy kariery radiowej i telewizyjnej Fultona J. Sheena. Następnie przedstawione zostaną czynniki, które złożyły się na jego olbrzymią popularność: wizja, jaką roztaczał, jego strategia oratorska, jak również wykreowany przez niego wizerunek katolickiego kapłana-teleewangelisty oraz środki, którymi się posługiwał, by osiągnąć zamierzony efekt kaznodziejski.

Radio

Po pierwszej wojnie światowej komercyjne stacje radiowe stały się ważnym massmedium rozrywkowym i informacyjnym. Jednocześnie radio coraz częściej pełniło rolę edukacyjną. Już w kwietniu 1922 r. stacja Medford Hillside’s WGI Radio zaczęła emitować serię wykładów prowadzonych przez profesorów Tufts College. Były one określane przez prasę mianem “bezprzewodowego college’u” [15]. Kilka lat później Federalna Komisja Komunikacyjna (Federal Communications Commission) wezwała do tego, by zaoferować słuchaczom religijne, niefundamentalistyczne programy radiowe. Na ten apel odpowiedziały stacje NBC i CBS, oferując darmowy czas antenowy katolikom, protestantom oraz żydom. Krajowa Rada Mężczyzn Katolickich (The National Council of Catholic Men) postanowiła zasponsorować nowy program radiowy o nazwie „Godzina Katolicka” („The Catholic Hour”), transmitowany przez nowojorską stację WEAF[16]. Fulton J. Sheen miał już doświadczenie radiowe; w Wielkim Poście 1928 r. został poproszony przez o.o. paulinów o wygłoszenie na żywo serii niedzielnych kazań wieczornych[17]. Ze względu na owo doświadczenie jawił się idealnym kandydatem na gościa „Godziny Katolickiej” i zadebiutował już w drugim odcinku programu, 9 marca 1930 r. Jego wystąpienie zostało tak dobrze przyjęte, że zagwarantowało mu regularny udział w słuchowisku. Format programu przewidywał również serię pytań od słuchaczy i odpowiedzi. W tej części Sheen miał okazję naprawdę zabłysnąć, demonstrując swą inteligencję, błyskotliwość i olbrzymie pokłady wiedzy[18]. Choć czas antenowy Sheena obejmował jedynie dwadzieścia minut z godzinnego programu, słuchacze utożsamiali „Godzinę Katolicką” właśnie z nim. W szczytowym momencie liczba jego słuchaczy dochodziła do czterech milionów osób (z czego jedynie dwie trzecie były katolikami) [19].

Programy radiowe Sheena były skierowane głównie do katolików, a jego przesłanie było mocno zakorzenione w doktrynie katolickiej[20]. Sheen demonstrował głęboką znajomość duchowych potrzeb i trosk swojej publiczności. Stosownie do nich, przedstawiał wizje i cele, które odpowiadały tym potrzebom i umacniały na duchu słuchaczy[21]. Głosił prawdy wiary w sposób zrozumiały, mocny, przejrzysty i inspirujący odbiorców jego programu do refleksji nad własnym życiem i do duchowej przemiany. W ciągu dwudziestu lat obecności Sheena w radio, dzięki postępowi technicznemu, umożliwiającemu odbiór programu przez posiadaczy krótkofalowych odbiorników radiowych na całym świecie, jego nazwisko zyskało międzynarodowy rozgłos[22]. Zaprzyjaźniona z Sheenem aktorka Loretta Young nazywała go „największym oratorem naszych czasów”[23]. Określany był również mianem „Chryzostoma dwudziestego stulecia” [24].

Należy podkreślić, że radio miało wpływ również na styl pisarski arcybiskupa Sheena. W jego książkach, początkowo pisanych naukowym, nieco hermetycznym językiem, coraz bardziej uwidaczniał się jego „radiowy”, bardziej dostępny, ale niezwykle piękny styl i ton, który przysparzał mu popularności i przyczyniał się do zwiększania nakładów jego książek[25]. Kariera radiowa pomogła ponadto Sheenowi udoskonalać jego zdolności oratorskie i zrozumieć, jak poruszać i prowadzić publiczność. Umiejętności te okazały się bezcenne, gdy nadeszła era telewizji[26].

Telewizja

Na początku lat pięćdziesiątych XX wieku producenci telewizyjni postanowili wprowadzić do ramówki temat, który od lat obecny był w radio: religię. Fulton J. Sheen, który w międzyczasie otrzymał już sakrę biskupią, został od razu wytypowany na potencjalną gwiazdę szklanego ekranu. Cieszył się taką popularnością, że wykłady, na które go zapraszano, musiały być planowane z dwuletnim wyprzedzeniem[27]. Jego telewizyjny program, sponsorowany przez korporację telewizyjną Admiral, został nazwany „Życie warte przeżycia” („Life is Worth Living”) i miał swój debiut 12 lutego 1952 r. w stacji DuMont. Był pod wieloma względami pionierski: był pierwszym telewizyjnym programem religijnym, pierwszym takim programem nadawanym w czasie największej oglądalności (wtorki o godzinie 20.00), był też pierwszym programem religijnym sponsorowanym przez komercyjną firmę, która komunikowała swoje wsparcie w formie reklam. Telewizja znajdowała się w powijakach, a same reklamy były nienachalne; wyświetlano je tylko na początku programu i po jego zakończeniu[28]. Gdy biskup Sheen wziął udział w swoim pierwszym programie, w całym Nowym Jorku było bardzo niewiele odbiorników telewizyjnych[29]. Światła sceniczne roztopiły świeczki, a kamerzysta często stąpał po kablach, przez co dźwięk był okropny, ale biskup Sheen został określony mianem „magnetycznego” i „stworzonego dla mediów”[30].

Mimo ugruntowanej już sławy Fultona J. Sheena, początkowo niewiele osób wierzyło w jego sukces na wizji. Przyczyną wątpliwości był wyznaczony dla jego wystąpienia czas antenowy, w którym stacja CBS nadawała popularny program rozrywkowy Miltona Berle, uznawanego za ojca telewizji. Inny kanał pokazywał w tym samym czasie program Franka Sinatry. Z tego powodu pozostałe stacje telewizyjne określały godzinę dwudziestą we wtorki mianem „martwego czasu”, a sama stacja DuMont, w której zadebiutować miał Fulton Sheen, wyświetlała o tej porze stare filmy[31]. Tymczasem Sheen odniósł zawrotny sukces, gdyż potrafił rozpoznać potrzeby świata podlegającego gwałtownym przemianom, znajdując w nim miejsce na Boga i religię[32]. Już wkrótce jego program był retransmitowany przez siedemnaście, a później przez siedemdziesiąt pięć lokalnych stacji amerykańskich. Po upływie zaledwie dwóch miesięcy od premiery, biskup znalazł się na okładce tygodnika „Time”[33].

W przeciwieństwie do „Godziny katolickiej”, której zadaniem było przedstawianie słuchaczom doktryny katolickiej w prostym, zrozumiałym języku, koncepcja programu telewizyjnego „Życie warte przeżycia” określana była mianem „ekumenicznej”; jego adresatem miała być szersza publiczność obejmująca nie tylko katolików, ale i protestantów, żydów oraz osoby niewierzące[34]. Gama poruszanych tematów była zadziwiająco szeroka i obejmowała psychologię, politykę, sztukę, naukę, wybrane aspekty życia codziennego oraz kwestie moralne, dotyczące w podobnym stopniu przedstawicieli wszystkich grup społecznych i religijnych. Nie oznacza to, że biskup Sheen szedł na jakiekolwiek ustępstwa w kwestiach wiary – nigdy nie sprzeniewierzył się nauce Kościoła[35] –  ale że przedstawiał katolicki punkt widzenia w sposób niebezpośredni. Na przykład, gdy odcinek jego programu poświęcony był tematyce latania, Sheen mógł w nim wspomnieć o aniołach. Ta metoda była wolna od prozelityzmu, a widzowie sami mieli zdecydować, czy Sheen reprezentował coś, czego potrzebowali w swoim życiu[36]. Unikał otwartej polemiki i często powtarzał: „Można wygrać spór kosztem utraty [czyjejś] duszy”[37]. Jak sam twierdził: „Amerykanie są niczym suche drewno, które można rozpalić. Ludzie pragną być dobrzy. Ale potrzebują powodu. Jeśli damy ludziom powód, będą musieli mieć przynajmniej powód ku temu, by się z nim nie zgodzić. To pomaga nam wszystkim”[38].

Według słów samego biskupa, natchnienie spływające na dusze podczas jego programów telewizyjnych pochodziło bardziej od Ducha niż od Sheena[39]. On sam określał siebie mianem „duchowego rolnika, który nawozi glebę[40] dodając, że „na nic nie zdałoby się wszelkie nawożenie na świecie, gdyby Bóg nie upuścił ziarna[41]”. Gdy krytykowany był czasem przez innych kapłanów za to, że nie wykorzystuje telewizji, by bardziej wyraźnie propagować wiarę katolicką, mówił: „Jeśli ziarno upadnie, w naszym kraju jest 52.000 oddziałów Kościoła Katolickiego, w których [osoby zainteresowane] mogą otrzymać nauki”[42]. Również sam Sheen co tydzień oferował w Waszyngtonie oraz w Nowym Jorku kursy przygotowujące do przyjęcia wiary katolickiej[43].

Popularność programu Fultona J. Sheena przerosła wszelkie oczekiwania. We wtorki o godzinie 20.00 ulice wyludniały się, a ludzie zasiadali przed odbiornikami, by oglądać program będący niepowtarzalną mieszanką zdrowego rozsądku, logiki, etyki chrześcijańskiej i humoru[44]. Oglądalność telewizyjnego show Miltona Berle nagle drastycznie spadła, a program Sheena nie ustępował mu pod względem liczby widzów. Berle skomentował to w następujący sposób: „Jeśli mam ustąpić komuś miejsca w telewizji, najlepiej jest przegrać z Tym, w którego imieniu przemawia biskup Sheen” [45].

Program „Życie warte przeżycia” nagrywany był w nowojorskim teatrze Adelphi, który mieścił 1100 widzów. Każdego tygodnia zgłaszało się aż pięć tysięcy osób chcących wziąć udział w nagraniu[46].  W 1954 r. oglądalność programu sięgnęła poziomu ok. 25-30 milionów widzów[47], czyli średnio co piąty-szósty obywatel Stanów Zjednoczonych oglądał co tydzień program biskupa Sheena. Statystyki te robią jeszcze większe wrażenie, gdy zważy się na fakt, że w roku 1954 zaledwie 55,7% rodzin amerykańskich posiadało odbiornik telewizyjny (w 1950 r. telewizor znajdował się w zaledwie 9% gospodarstw domowych w USA, a w 1952 r., gdy biskup Sheen zadebiutował ze swym programem, odsetek ten wzrósł do 34,2%)[48]. Jedną z przyczyn tej popularności była jego umiejętność docierania ze swoim przekazem w równym stopniu do widzów katolickich, protestanckich, żydowskich oraz do niewierzących. Zdarzało się, że niekatolicka publiczność przewyższała katolicką[49]. W swoich wystąpieniach Sheen potrafił zręcznie poruszać się między kwestiami o znaczeniu kosmicznym, międzynarodowym i osobistym, co wprawiało jego słuchaczy w oczarowanie[50] i sprawiało, że wielu z nich notowało zasłyszane myśli na ulotkach, podczas gdy inni – bardziej zapobiegliwi – przynosili notatniki lub magnetofony[51].  Za każdym razem, gdy nauczał w przestrzeni publicznej, kościoły bądź sale wykładowe szczelnie wypełniały się tłumami przychodzącymi po to, by wsłuchiwać się w jego słowa[52]. Przykładem może być nabożeństwo wielkopiątkowe w 1978 roku, w trakcie którego, w kościele św. Agnieszki w Nowym Jorku, Fulton Sheen miał wygłosić kazanie. Nabożeństwo miało się rozpocząć o godzinie 15.00. Niektórzy wierni przybyli pod kościół już o godzinie 11.15 i sądzili, że przyszli wyjątkowo wcześnie, co zagwarantuje im miejsce siedzące podczas nabożeństwa. Ku ich zdziwieniu, zastali wielu ludzi już czekających, opierających się o ściany budynków sąsiadujących z kościołem[53].

Sheen miał zdolność okazywania ludziom osobistego zainteresowania:

Sprawia, że wydaje ci się, iż mówi tylko do ciebie i że tylko ty się liczysz. W efekcie pragniesz postępować zgodnie z tym, co głosi; pragniesz wierzyć w to, w co wierzy on. Ponieważ jeśli to, w co wierzy Sheen, czyni go tak wartościowym człowiekiem, pragniesz być taki jak on i wierzyć w to, w co on wierzy[54].

 

Jego olbrzymie zdolności oratorskie i apologetyczne pomagały milionom ludzi lepiej zrozumieć świat i własną wiarę[55]. Fulton J. Sheen swoim nauczaniem potrafił też rozpraszać nieporozumienia i antykatolickie uprzedzenia, co przyczyniało się do wielu nawróceń, których liczba szacowana jest na kilkadziesiąt-kilkaset tysięcy[56]. Był określany mianem „najsłynniejszego rzecznika katolicyzmu dla Amerykanów niebędących katolikami”[57]. Przywódcy religijni innych wyznań czasem obawiali się skutków jego krasomówstwa: „Jego Ekscelencja powinien być widziany [S(h)een], a nie słyszany” [58]. Należy zaznaczyć, że Sheen nigdy nie przypisywał sobie żadnego z tych nawróceń i niewzruszenie powtarzał, że „żaden kapłan nie może dać nikomu wiary. Wiara jest darem Boga”[59].

Jak żartobliwie komentował tygodnik „Time”: „Publiczność kochałaby [Sheena] nawet gdyby wyszedł ubrany w beczkę i zaczął czytać książkę telefoniczną”[60]. Jego popularność przejawiała się na rozmaite, zaskakujące sposoby. Gdy podczas pewnego wtorkowego programu poprosił widzów o przesłanie dziesięciu centów na misje, w piątek jego współpracownicy w Krajowym Towarzystwie Rozkrzewiania Wiary tonęli po kolana w dziesięciocentówkach. Gdy raz zdradził na wizji, że lubi czekoladki, pod koniec tygodnia cały hall Towarzystwa wypełniony był nadesłanymi przez widzów bombonierkami[61]. Pewien młody aktor pochodzenia latynoskiego, Ramon Estevez, poprosił Fultona J. Sheena o zgodę na używanie jego nazwiska jako własnego pseudonimu scenicznego. Dziś znany jest jako Martin Sheen; jeden z jego synów, aktor Carlos Estevez, posługuje się pseudonimem artystycznym Charlie Sheen[62].

Popularność biskupa wyrażała się również w objętości korespondencji, która docierała na jego adres; w 1943 r. Sheen osobiście obliczył, że w przeciągu 9 miesięcy otrzymał 742227 listów; w 1947 r. ich liczba została oszacowana jako „znacznie, znacznie większa”[63], a gdy biskup zaczął regularnie pojawiać się w telewizji, objętość korespondencji zaczęła rosnąć w zastraszającym tempie. Wiązało się to częściowo z coraz większą widocznością Sheena w mediach, lecz on sam argumentował, że publiczność jest w stanie lepiej ocenić szczerość prezentera za pomocą zmysłu wzroku niż samego zmysłu słuchu:

 

Sprzedawca odkurzaczy nie mógłby skutecznie zawierać transakcji przez zamknięte drzwi. Dopiero wtedy, gdy pokaże swój odkurzacz, ludzie zaczną go słuchać. To samo dotyczy nadprzyrodzonej prawdy. Słuchanie nie wystarczy, by upewnić się, że chce się ją kupić[64].

 

W krótkim czasie Sheen stał się wpływową osobowością telewizyjną[65]. W 1953 roku, zaledwie kilka miesięcy po swoim debiucie na szklanym ekranie, został uhonorowany nagrodą Emmy w kategorii „Największa osobowość telewizyjna roku”. Sheen był zaskoczony tą nagrodą i – co rzadko mu się zdarzało – w momencie ogłoszenia zwycięzcy w wyżej wymienionej kategorii stracił na chwilę rezon. Jednak już chwilę później, gdy odbierał statuetkę, wygłosił krótkie, błyskotliwe, osławione podziękowania dla swoich czterech scenarzystów: „Mateusza, Marka, Łukasza i Jana”[66]. Aż po dziś dzień Fulton J. Sheen pozostaje jedynym duchownym, który został uhonorowany tą nagrodą; był zresztą jeszcze dwukrotnie do niej nominowany – w 1954 oraz 1957 roku[67].

Ze względu na trudności finansowe stacji DuMont oraz z uwagi na rosnące zainteresowanie programem biskupa Sheena, wykraczające poza granice USA, „Życie warte przeżycia” zostało przejęte przez stację ABC. Jej najważniejsi konkurenci, stacje NBC oraz CBS, pierwotnie nie okazali zainteresowania programem, czego później przyszło im mocno żałować[68]. Sheen okazał się również bezkonkurencyjny wobec innych chrześcijańskich prezenterów telewizyjnych. Na przykład Billy Graham, popularny ewangelicki kaznodzieja, w roku 1951 prowadził program „Hour of Decision”, ale wkrótce zmuszony był zastąpić ten format innym, wykupując telewizyjne bloki czasowe jedynie od czasu do czasu[69].

Program Sheena nadawany był do 1957 roku; jego emisja została przerwana na skutek długoletniego konfliktu biskupa z kardynałem Francisem Spellmanem[70]. W późniejszych latach Sheen dwukrotnie prowadził jeszcze programy telewizyjne o zbliżonej formule, jednak nie powtórzyły one sukcesu „Życia wartego przeżycia”.

Publiczność i wizja

Nauczanie Fultona J. Sheena bez wątpienia padało na bardzo podatny grunt. Biskup doskonale rozpoznał psychikę i mentalność amerykańskiej publiczności lat 50-tych dwudziestego wieku, publiczności, która – wciąż naznaczona traumą II wojny światowej – tęskniła za uporządkowanym, idealnym światem. Dlatego katolikom owej epoki nie przychodziło z dużym trudem dostosowywanie się do wyższych standardów tradycyjnego społeczeństwa i okazywanie szacunku wobec autorytetu[71]. Sheen bezbłędnie wyczuwał emocjonalną kondycję swej publiczności oraz jej predyspozycje[72]. Był mistrzem praktycznej syntezy psychologii z teologią[73] i doskonale rozumiał napięcie między sferą świecką a duchową. Głosił swą naukę w społeczeństwie, które nierzadko było w konflikcie z reprezentowaną przez niego teologią katolicką, lecz potrafił zainspirować je do tęsknoty za królestwem, które nie pochodziło z tego świata[74]. Wizja, którą przedstawiał, była odpowiedzią na ową tęsknotę za ideałem. Była to wizja jaśniejącego miasta na wzgórzu – średniowiecznego miasta – takiego jak Rheims, Paryż, Canterbury lub Kolonia – którego punkt centralny zawsze stanowiła katedra z wieżą sięgającą ku niebu niczym ramiona rozpostarte w geście błagalnym[75]. Dla średniowiecznego podróżnego katedra, łącząca niebo z ziemią, była schronieniem przed fizycznym niebezpieczeństwem i źródłem odnowy duchowej; pod jej dachem grzesznicy i żebracy mogli znaleźć miłosierdzie. Jako miejsce spotkania biskupa z królem, legitymizowała życie społeczne. Podobnie jak w średniowiecznym „mieście na wzgórzu”, w mieście Sheena dbano o tolerancję religijną. Jednakże duchowość katolicyzmu zajmowała w nim miejsce nadrzędne[76].

Ideał ten odpowiadał ówczesnym nastrojom jeszcze w innym obszarze świadomości społecznej; w przeprowadzonym w 1949 roku w USA badaniu opinii społecznej, 77% respondentów stwierdziło, że niemożliwe jest jednoczesne bycie dobrym chrześcijaninem i komunistą[77]. Sheen zawsze utrzymywał, że odrodzenie duchowe Zachodu jest najlepszym sposobem na pokonanie komunizmu[78].

Strategia

Scholastyczne wykształcenie Sheena, zakorzenione w filozofii Arystotelesa, pozwoliło mu na dogłębne zapoznanie się z arystotelesowskim kanonami dobrego oratora[79]: inwencją (główne idee, linia argumentacji, treść oraz perswazja: etos, logos i patos), organizacją (ogólna struktura wystąpienia, np. chronologiczny porządek przedstawiania problemu i rozwiązania), stylem (dobór zwykłych lub kwiecistych zdań, obrazów i innych środków wyrazu), wykonaniem (sposób prezentacji, postawa, ruch, gestykulacja i kontakt wzrokowy) i pamięcią (znajomość rzeczy i zdolność przywołania zaplanowanej treści mowy przez oratora) [80]. We wszystkich tych aspektach Sheen wspiął się na szczyty umiejętności.

Komentując sukces swojego oratorstwa, Sheen wymieniał trzy warunki dobrej przemowy: szczerość, jasność i elastyczność. Za najważniejszy postrzegał pierwszy z tych aspektów: „Mówię z przekonaniem” [81]. Nie mówił niczego, w co osobiście nie wierzył[82]. Napominał: „Nie naśladujcie biskupa Sheena. Żadna imitacja nie jest szczera. Bądźcie sobą!”[83]. Jasność osiągał dzięki gruntownej znajomości tematu. Często powtarzał, że przyczyną, dla której wykłady uważane są za nudne i mało klarowne, jest to, iż niektórzy profesorowie nie rozumieją wykładanego przez siebie przedmiotu[84]. Elastyczność w wykonaniu Sheena polegała na zdolności dostosowywania się do potrzeb ludzi, którzy go słuchali; w tym celu unikał uczenia się danego tekstu na pamięć.

W swoich wystąpieniach Sheen osiągał najlepsze efekty oratorskie, gdy posługiwał się emocją jako formą perswazji[85]. W takich sytuacjach tempo jego wypowiedzi niepostrzeżenie przyspieszało. Budował intelektualne mosty między jedną frazą a drugą, między kolejnymi spostrzeżeniami i często kończył swą wypowiedź emfatycznym, grzmiącym słowem, podkreślonym odpowiednio dobranym gestem[86].

W swoich przemówieniach publicznych Sheen nigdy nie ignorował potężnej mocy patosu[87]. Przykładem może być przemówienie, jakie wygłosił pod koniec życia podczas Narodowego Śniadania Modlitewnego (National Prayer Breakfast) w Waszyngtonie:

 

„Panie Prezydencie” –  rozpoczął Sheen, zwracając się do Jimmy’ego Cartera i jego żony – „jest pan grzesznikiem”. Skupiwszy na sobie uwagę wszystkich osób na sali, wskazał na siebie i rzekł: „i ja jestem grzesznikiem”. Rozejrzał się po ogromnej sali balowej wypełnionej ważnymi, wpływowymi osobami i kontynuował: „wszyscy jesteśmy grzesznikami i wszyscy musimy zwrócić się ku Bogu…”. Obecny na tym spotkaniu amerykański pastor ewangelikalny Billy Graham napisał: „Następnie [Fulton J. Sheen] wygłosił jedno z najbardziej wymagających i elokwentnych kazań, jakie kiedykolwiek słyszałem”[88].

 Jak wspomniano, programy telewizyjne Fultona J. Sheena były adresowane do szerokiego grona publiczności reprezentującej katolików, przedstawicieli innych wyznań oraz osoby niewierzące. Sheen musiał zakładać, że wśród jego słuchaczy znajdą się osoby usposobione wrogo lub przynajmniej nieufnie wobec prezentowanej przez niego tezy. Jako wytrawny orator wiedział, że najbardziej kontrowersyjny argument należy zostawić na sam koniec; jego metoda polegała na tym, by „rozpocząć od wspólnego mianownika i wspinać się po drabinie ku duchowemu celowi”[89]. Dobrze zilustruje to poniższy przykład: jak wspomniał odbierając nagrodę Emmy, jego scenarzystami byli Ewangeliści. To stwierdzenie brzmiało wiarygodnie dla protestantów postrzegających Pismo Święte jako autorytet. Mówiąc o dziewictwie Maryi, Sheen argumentował posługując się świadectwem i autorytetem św. Łukasza. Ponieważ sugestie o nadprzyrodzonym macierzyństwie Maryi zostałyby uznane przez niekatolików za co najmniej kontrowersyjne, Sheen przywołał wiarygodnego świadka – lekarza – aby nadać wiarygodności wykładanej przez siebie tezie. Interesujące przy tym są czynione przez Sheena, świadome pauzy, które dodatkowo wzmacniają jego stwierdzenia[90]:

 

Szczególnie interesujące jest [pauza], jest zaiste interesujące [pauza], że święty Łukasz, który był lekarzem, czyli miał wiedzę w dziedzinie położnictwa, który posiadał szeroką wiedzę na temat życia i śmierci, czyli był jedynym spośród ewangelistów, po którym można się było spodziewać, że zaprzeczy jednemu z fundamentalnych faktów chrześcijaństwa, jest właśnie tym, który jako pierwszy go potwierdził, potwierdził dziewicze narodziny Jezusa [ręka Sheena unosi się ku górze, dłoń jest zaciśnięta, a jego głos brzmi donośnie. Spogląda w obiektyw kamery i czeka przez długie cztery sekundy, aż publiczność zacznie klaskać. Aplauz jest entuzjastyczny][91].

 

Sheen bez wątpienia był mistrzem przedstawiania teologii w sposób obrazowy i, jak napisał Tom O’Brien, redaktor czasopism kulturalnych, „jeśli przyjmiemy, że retoryka jest sztuką, Sheen był jednym z największych amerykańskich artystów katolickich wszechczasów”[92].

Erudycja Sheena porażała jego słuchaczy. On sam porównywał potrzebę posiadania głębokiej wiedzy do oddychania: podobnie jak poza płucami znajduje się więcej tlenu niż wewnątrz nich, tak wiedza, którą wykładowca pozyskał na dany temat, musi być większa niż wiedza przez niego komunikowana. Gdy zapomniał o jakimś aspekcie omawianego tematu, zawsze mógł go zastąpić czerpiąc z zasobu wiadomości nagromadzonych w jego umyśle. Jego dwudziestoośmiominutowe  wystąpienia poprzedzane były trzydziestogodzinnymi przygotowaniami[93]. Podczas swoich prelekcji polegał wyłącznie na swojej pamięci, nie chcąc, aby ograniczał go zapisany tekst. Niszczył wszystkie notatki poczynione w trakcie przygotowań, zapamiętując to, co chciał powiedzieć. Dążył do tego, by wiedza, którą zamierzał podzielić się z publicznością, była „przetrawionym pokarmem, a nie pokarmem na regale”[94].

Sheen porównywał relację oratora i słuchacza do relacji dwóch osób, które pływają w wodzie; są podtrzymywane, spotykają się i dotykają dzięki czemuś poza nimi, co dźwiga je ku górze. Podobnie Duch sprawia, że orator i słuchacz spotykają się, choć oni sami są przekonani, że spotkanie zawdzięczają samym sobie. Szczególnie w przypadku, w którym oratorem jest kapłan, słuchacz poruszany jest przez Ducha, który działa w kapłanie i przez kapłana. Dlatego, jak konkludował Sheen, gdy głosił swą naukę współczesnym ludziom, nie tyle przynosił im Chrystusa, ile wydobywał Chrystusa z nich samych[95]. Podkreślał, że każdy kaznodzieja jest powiernikiem Bożej prawdy: „Gdy przemawiamy, jesteśmy jedynie fletem, w który dmie Bóg. My jesteśmy odpowiedzialni jedynie za jakość dźwięku – za nic innego”[96]. Aspektem niestrudzenie podkreślanym przez Sheena była prawda:

 

Światło i żar są ze sobą nierozerwalnie związane w ogniu i powinny być nierozłączne w każdym, kto przemawia. Światłem jest prawda Boża; żarem jest wielka miłość, z którą powinniśmy komunikować prawdę. Aby móc kochać to, co głosimy, musimy głosić prawdę. Żeby chcieć głosić prawdę, trzeba ją kochać[97].

 

Omawiając strategię oratorską Fultona J. Sheena, nie można nie wspomnieć o źródle, z którego czerpał wszelką inspirację. Zawsze przygotowywał swoje wystąpienia przed Najświętszym Sakramentem, zwykle w swojej prywatnej kaplicy lub w kościele. Mawiał: „Podobnie jak najlepiej i najefektywniej odpoczywamy w promieniach słonecznych, tak kreatywność homiletyczna podsycana jest najbardziej w obecności Eucharystii” [98].

Wizerunek i środki

Cechą wyróżniającą przekaz medialny jest formalne oraz merytoryczne zagęszczenie informacji. Dotyczy to w szczególności przekazu audiowizualnego, który kondensuje rzeczywistość do znaków akustycznych i optycznych, które pozwalają na jej szybkie przyswajanie, i wywołują u widza/słuchacza wrażenie komunikacji twarzą w twarz oraz bezpośredniego udziału w danym wydarzeniu[99]. Istotny cel przekazu medialnego, odpowiedzialny za syntetyzowanie obrazu i dźwięku, polega na sterowaniu uwagą i emocjonalnym zaangażowaniu publiczności. I choć dźwięk z reguły przejmuje rolę wiodącą, dźwięk dopełniany jest estetycznie i percepcyjnie przez obraz, z myślą o realizacji powyższego celu[100]. Sheen świetnie rozumiał tę regułę. Mówił, że radio jest jak Stary Testament, gdyż w jego przypadku słuchamy Słowa nie widząc go. Telewizja natomiast jest jak Nowy Testament, gdyż Słowo jest widzialne, gdy staje się ciałem i zamieszkuje między nami[101].

Programy radiowe Sheena apelowały do emocji słuchacza, charakteryzując się przy tym językiem, który był „niezwykle barwny, opisowy, a momentami był czystą poezją” [102]. Podczas gdy w radio mógł posługiwać się jedynie głosem i treścią, telewizja pozwoliła mu również na wykorzystanie „mowy ciała i wyrazu twarzy, scenografii i pomocy wizualnych” [103] wspierających jego ustny przekaz.

Fulton J. Sheen zdawał sobie sprawę z tego, że staje się niejako „twarzą medialną” Kościoła katolickiego i Chrystusa, i że – w trosce o wiarygodność i efektywność przesłania – jego wizerunek musi być po pierwsze maksymalnie spójny z przekazem, a po drugie – musi wzbudzać zaufanie publiczności. W realizacji tego zadania przyszedł mu w sukurs fakt, że jego medialna ewangelizacja została doceniona przez Watykan. W 1934 r. Sheen został mianowany szambelanem papieskim, a zaledwie rok później został wyniesiony do godności prałata domowego; dzięki temu zaczął mu przysługiwać tytuł Najczcigodniejszego Monsignora (Right Reverend Monsignor) i zaczął pojawiać się w swym słynnym stroju (nieskazitelnie skrojona sutanna, fioletowy pas i peleryna nazywana fariolą). Po tym, jak 11 czerwca 1951 r. otrzymał sakrę biskupią, do swego stroju dodał złoty pektorał na szyi, fioletową piuskę oraz pierścień biskupi. Właśnie w tym stroju występował w swoich programach telewizyjnych. Ksiądz Edwin Broderick, w latach 1967-1969 biskup pomocniczy Nowego Jorku, sądził, że fariola i sutanna będą rozpraszały widzów, którzy „zaczną liczyć guziki na sutannie, zamiast słuchać przesłania”. W tym czasie on oraz inni nowojorscy kapłani sądzili, że będzie lepiej, jeśli Sheen będzie pojawiał się na wizji w czarnym garniturze. Gdy Broderick grzecznie zagadnął go na ten temat, Sheen odparł niewzruszenie, że będzie przywdziewał sutannę i fariolę[104]. Mówił: „Ubieramy się dla Boga. Jesteśmy Jego przedstawicielami”[105]. Fakt, że pojawiał się przed telewidzami w tym samym stroju, w którym występował podczas audiencji papieskich, świadczył o jego szacunku dla publiczności telewizyjnej[106]. Należy przy tym zauważyć, że Sheen nigdy nie postrzegał swych kapłańskich regaliów jako powodu do pychy; traktował je jako dowód prawdziwej radości płynącej z jego powołania[107].

Kapłaństwo było w sposób naturalny podstawą medialnego wizerunku Sheena. Biskup katolicki, szczególnie w połowie ubiegłego stulecia, był osobą na piedestale, traktowaną przez wiernych z wielką estymą. Ponadto kapłan katolicki miał funkcjonować w świecie, lecz być nie z tego świata. Szaty, w których występował Fulton J. Sheen, nadawały mu wygląd mistyka zstępującego na ziemię. Okrywały jego ciało i pomagały zamaskować jego człowieczeństwo, podkreślając hierarchiczną pozycję i wysoki status Sheena. Peleryna (fariola) wypełniała przestrzeń wokół niego, stwarzając dystans między nim a każdym, kto chciał się do niego zbliżyć[108].  Dystansu przydawał również dramatyczny ton głosu, przybierany przez Sheena zwłaszcza pod koniec wykładu, gdy konkludował swój wywód na dany temat[109]. Z jednej strony Sheen jawił się zatem jako arystokrata głoszący ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Chrystusa[110], lecz jednocześnie zapraszał widzów do swojej prywatnej sfery. Zwracał się do nich per „przyjaciele” [111]. Jego wystąpienia często rozpoczynały się od anegdoty świadczącej o tym, że wiedzie normalne życie wśród zwykłych ludzi. Gdy operator robił zbliżenie na jego twarz, Sheen zdawał się utrzymywać kontakt wzrokowy z widzem siedzącym przed telewizorem i przemawiać osobiście do niego, co stwarzało wrażenie bliskości i intymności. Nie deprecjonując w żadnym calu swojej pozycji w Kościele i okazując stuprocentową wierność jego nauczaniu, potrafił – gdy uznał to za stosowne – skrócić dystans, żartując od czasu do czasu z samego siebie. Na przykład pewnego razu opowiedział o kobiecie w Brooklynie, która zauważyła go podczas procesji wokół kościoła. Rozczarowana jego widokiem, powiedziała: „Ekscelencjo, ksiądz biskup nie wygląda na żywo nawet w połowie tak dobrze, jak w telewizji”[112]. Mimo tego Sheen nigdy nie posuwał się do fraternizowania się z widzami; schodził z biskupiego i kapłańskiego piedestału, by jak najbardziej zbliżyć się do ludzi i dotknąć ich serc, ale zawsze pozostawał w nadrzędnej roli mistrza, który naucza widzów[113].

Charyzma i osobowość Fultona J. Sheena pozwalały mu zachowywać balans między bliskością a dystansem i doskonale odnajdywać się jednocześnie w obu rolach– hierarchy katolickiego i przyjaciela publiczności, do której się zwracał. Tak umiejętne zarządzanie własnym wizerunkiem było spójne z nauką katolicką; Sheen wierzył, w duchu średniowiecznego scholastycyzmu, że w każdym człowieku istnieje napięcie, które musi zostać zrównoważone[114]. W dodatku jego postawa i sposób bycia pozytywnie wpływały na wizerunek kapłana katolickiego wśród niekatolickiej publiczności, a co za tym idzie – na wizerunek samego Kościoła. 

Przyrodzone dary Fultona J. Sheena – połączenie hipnotycznej charyzmy z magnetyzmem i telegenicznym wyglądem – przyciągały uwagę widzów. Szczególnie przykuwający był jego wzrok; według tygodnika „Times”, Sheen był właścicielem jednej z najbardziej niezwykłych par oczu w Ameryce – głęboko osadzone, z tęczówkami i źrenicami niemal zlewającymi się w dwa czarne, połyskujące węgielki, stwarzały złudzenie, że nie tylko spoglądają na ludzi, ale przenikają na wskroś ich samych i wszystko wokół nich[115]. Jego przenikliwe oczy często pokazane były w zbliżeniu i skupiały się na widzu przed telewizorem, całkowicie absorbując jego uwagę[116].

Kolejnym naturalnym darem Sheena był jego głos, którego w sposób fenomenalny używał jako istotnego, frapującego narzędzia perswazji[117]. Był to głęboki, umiejętnie modulowany, wibrujący głos, który dodawał melodyjności rytmowi i intonacji wypowiadanych przez niego słów i czasem zdawał się hipnotyzować słuchaczy[118]. Skala jego głosu, określanego jako “prawdopodobnie jeden z najpiękniejszych naturalnych głosów naszych czasów, cechujący się ogromnym wachlarzem ekspresji” [119],  rozpościerała się od „drżącego szeptu po starotestamentowy gniew” [120]. Z tego względu nadano mu przydomek Full Tone Sheen[121]. Zapytany pod koniec życia o tajniki swojego warsztatu oratorskiego, podzielił się kilkoma wskazówkami, które ukazują, w jaki sposób czynił użytek ze swego głosu:

 

Mów naturalnie.
Broń zawzięcie.
Szepcz poufnie.
Błagaj żałośnie.
Głoś dobitnie.
Módl się nieustannie.

– Najpierw przedstaw fabułę. Tak robił Homer; tak robił Szekspir.
– Każde położenie nacisku potrzebuje czasu.
– Wszyscy słuchają? Publiczność milczy? Przerwij, jeśli tak nie jest.
– Nigdy nie mów rzeczy oczywistych.
– Płuca napełnione powietrzem wydają drżenie (wyobraź sobie piłkę, która podskakuje na fontannie)[122].

 

W swoim programie telewizyjnym „Życie warte przeżycia” Sheen występował w studio ustylizowanym na plebanię. Znajdowała się w nim figura Matki Bożej oraz czarna tablica, której czasami używał, by zilustrować swój wykład w sposób, w jaki czynią to profesorowie[123]. Choć miał niewiele więcej niż 175 cm wzrostu, jego ekspresyjne gesty oraz peleryna (fariola) sprawiały, iż zdawał się być dużo wyższy. Kamera śledziła każdy jego ruch, zachęcając widzów, by czynili to samo. Sheen kontrolował swoje mruganie i nawet gdy oddalał się od kamery, odwracał głowę, by wpatrywać się w widzów, zachęcając ich do tego, by śmiali się z jego żartów, uczyli się życia z jego diagramów na tablicy i pracowali nad swoim system wartości[124]. Kamera śledziła Sheena wokół sceny przez cały czas trwania programu. Oznaczało to, że uwaga publiczności skoncentrowana była przez cały czas wyłącznie na biskupie. Sheen nie pozostawiał przypadkowi żadnego elementu programu, żadnego aspektu swego wizerunku. Sam ruch był istotnym czynnikiem struktury jego wywodu oraz jego argumentacji, gdyż zapobiegał znudzeniu publiczności. Sheen zaznaczał, że w telewizji możliwe są różne odmiany ruchu:

 

(…) nasz program czerpie korzyść z faktu, że sam rozum jest formą ruchu. Można powiedzieć, że słuchacz odbywa podróż w pewien obszar ludzkiej myśli, przemieszczając się wraz z prezenterem w tym samym automobilu z jednego punktu do drugiego. Ta podróż umysłu widza daje mu poczucie akcji, ponieważ jego własny mózg jest aktywny[125].

 

Wszystko miało znaczenie dla sukcesu programu: sposób wykorzystania przestrzeni przez Sheena, sposób w jaki ustawiał się przed kamerą i to, jak reagował na śmiech oraz aplauz publiczności. Za każdym razem, gdy zapisywał coś na tablicy, rozpoczynał od liter JMJ (Jezus, Maria, Józef) – ten sam znak stawiał na każdej czystej kartce, którą zamierzał zapisać. Cechowała go bardzo bogata gestykulacja; jego gesty były świadome, sugestywne i pełne wdzięku[126]. Zwykle jego dłonie spoczywały na piersiach, na zawieszonym na szyi pektorale. Często rozpościerał ramiona, a swoje wystąpienia kończył głębokim ukłonem, niczym szekspirowski aktor, okraszając go chłopięcym uśmiechem[127]. Na początku i na końcu każdego odcinka stawał przed figurą Matki Bożej, jak gdyby prosząc Ją o błogosławieństwo dla siebie i dla świata[128]. Posiadał wielkie wyczucie czasu; prosił jedynie, aby dano mu sygnał trzydzieści sekund przed planowanym końcem transmisji i zawsze co do sekundy wykorzystywał pozostający czas na zgrabną i zapadającą w pamięć i serca widzów konkluzję omawianego tematu[129].

Sheen był znakomitym pedagogiem. Niewątpliwie można go było określić mianem showmana, ale właśnie tego wymagało telewizyjne medium; przygotowały go do tego zresztą lata spędzone w sali wykładowej. Jego dawny student na Katolickim Uniwersytecie Ameryki wspominał:

 

Gdy okazjonalnie widywałem w telewizji jego programy, przypominałem sobie nauczyciela, którego znałem:  przenikliwy wzrok głęboko osadzonych oczu, delikatny uśmiech, głęboki, dobrze modulowany głos, a przede wszystkim jasność wywodu. Uczynił religię możliwą do przyjęcia przez szeroką publiczność, ponieważ, niczym apologeta z II wieku po Chrystusie, mówił o niej w sposób tak inteligentny, tak sensowny. W sposób tak urzekający[130].

 

John Flesey, biskup pomocniczy diecezji Newark, scharakteryzował Sheena w następujący sposób: „Odnosiło się wrażenie, że przemawia do ciebie jeden z apostołów. I jeśli spóźniłeś się na pierwszych dwunastu, posłuchaj Sheena; będzie miał podobny wpływ na twoje życie.[131]

Umiejętny, doskonały użytek, jaki Sheen czynił ze swojego stroju, wyglądu, głosu, oczu, dłoni oraz ciała sprawiał, że poruszane przez niego w telewizji, trudne tematy jawiły się widzom jako interesujące i fascynujące[132]. Jego bogate, zniuansowane słownictwo, żywy, obrazowy język, poczucie dramatyzmu oraz osobiste zwracanie się do każdego z widzów nieodmiennie budziły zachwyt publiczności[133]. Styl Sheena określany był często następującymi pojęciami: klarowność, plastyczność, siła, precyzja, piękno, lekkość, sugestywność, humor, spontaniczność, obrazowość i poetyczność[134]. On sam twierdził jednak: „Nie skupiam się na stylu. Tym, o co się troszczę, jest dotarcie [do publiczności] z daną ideą. To jest mój styl” [135].

Sheen zawdzięczał swą popularność wszystkim powyższym czynnikom – naturalnym talentom, aparycji, głębokiej mądrości, fenomenalnej pamięci, erudycji oraz poczuciu humoru. Tym, co dopełniało jego wizerunku i co najbardziej stanowiło o jego wiarygodności, było jego własne, świątobliwe życie[136]. Zalety charakteru Sheena, jego osobowość oraz intelekt wprawiały słuchaczy w tak wielkie oczarowanie, że słuchali go z całkowitym zaufaniem, wierząc, że to, co ma im do przekazania, może pomóc im zmienić własne życie na lepsze[137]. Ludzie natychmiast wyczuwali w nim wielką pokorę, serdeczność i ciepło; jednocześnie każdy, kto przebywał w jego obecności, odczuwał emanującą z niego wielką, trudną do opisania moc, płynącą z jego wiary i mądrości[138]. Głoszenie słowa Bożego z tak głęboką duchowością i efekt, jaki wywierał na niezliczonych rzeszach ludzi reprezentujących każdą grupę społeczną, religijną i każdy przedział wiekowy, byłyby niemożliwe, gdyby Fulton J. Sheen w swoim własnym życiu nie dążył ze wszystkich sił do świętości[139]. Jego słuchacze – zafascynowani Sheenem – pragnęli pokochać i przyjąć tę prawdę, którą nie tylko głosił, ale którą żył i uosabiał[140]. W 2002 roku został otwarty jego proces beatyfikacyjny. W 2012 roku papież Benedykt XVI uznał heroiczność cnót Fultona J. Sheena, któremu od tego momentu zaczął przysługiwać tytuł „Czcigodnego Sługi Bożego”. Dwa lata później Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych potwierdziła cud, jaki dokonał się za wstawiennictwem Fultona J. Sheena[141].

Podsumowanie

Jak zauważył Malone, człowiek staje się oratorem dzięki doskonaleniu się w sztuce wygłaszania mów (ang. „orate”), ale bycie oratorem Chrystusa wymaga nauczenia się, jak się modlić (łac. „orare”), gdyż łacińskie słowo „oratio” oznacza nie tylko przemowę, ale też modlitwę. Orator jest sprzedawcą słów i jest niczym krzemień krzeszący własne iskry; orator Chrystusa komunikuje Słowo i przypomina żagiew rozżarzoną od pochodni Boga[142]. Bez wątpienia najważniejszym czynnikiem, który ukształtował Sheena, było jego powołanie do kapłaństwa.  Można się zastanawiać, czy stałby się tak wielkim oratorem, gdyby nie przyjął święceń kapłańskich. To w jego kaznodziejstwie mógł w pełni objawić się jego wszechstronny talent do przemówień publicznych[143]. Mimo iż od jego śmierci (1979 r.) upłynęło niemal czterdzieści lat, wciąż można nazywać go nowoczesnym misjonarzem, który wykorzystywał technologię i media, by głosić Ewangelię[144].

Sheen zawsze prowadził publiczność ku swojej największej miłości, Jezusowi Chrystusowi[145]. Nieustannie utrzymywał, że podstawą jego przesłania „musi być Jezus Chrystus, Syn Boży, Zbawiciel świata poprzez swą mękę, Śmierć, Zmartwychwstanie i zesłanie Ducha”[146]. Sheen uważał, że przyczyną niepowodzenia świętego Pawła, gdy ten głosił swą mowę w Atenach, opisaną w 17. rozdziale Dziejów Apostolskich, było niewymienienie imienia Jezus. Zupełnie pominął Ukrzyżowanie. W rezultacie udało mu się nawrócić jedynie dwie osoby[147]. Według słów samego Sheena, „głoszenie Chrystusa bez krzyża” jest „słabością” lub rodzajem „religijnego lukrowania”, natomiast głoszenie „krzyża bez Chrystusa” jest głoszeniem cierpienia pozbawionego znaczenia i nadziei; tymczasem istotą misji kaznodziei jest nierozdzielanie Chrystusa od krzyża[148].

Zbawienie dusz było jedynym celem przyświecającym działalności kaznodziejskiej Fultona J. Sheena. Realizacja tego celu znajdowała swoje odzwierciedlenie w liczbie osób, która przez wszystkie lata jego posługi kapłańskiej i medialnej słuchała go w kościołach, w radio i w telewizji, znajdowała też odzwierciedlenie w ogromnej rzeszy osób, które w rezultacie nawróciły się na wiarę katolicką[149]. W latach 1951-1961 w Stanach Zjednoczonych przeprowadzono badania dotyczące statystyk wiernych poszczególnych grup religijnych. W tym okresie liczba protestantów wzrosła o 23,53%, żydów – o 7,3%, a katolików – aż o 46,63%[150]. Tych dysproporcji nie sposób przypisać jedynie migracji do USA oraz dużej dzietności rodzin katolickich; kapłani amerykańscy odnotowywali wiele nawróceń na wiarę katolicką. Kaznodziejstwo Fultona J. Sheena odgrywało bardzo znaczącą rolę w tym dziele nawrócenia. Wzrastała również frekwencja na nabożeństwach. W 1940 roku jedynie 37% Amerykanów uczęszczało do kościoła, natomiast w 1955 roku odsetek ten wzrósł aż do 49%[151] (przy czym, jak podawał instytut Gallupa w 1954 roku, 96% obywateli amerykańskich wierzyło w Boga[152]). Nie ulega wątpliwości, że większa gorliwość religijna osób wsłuchujących się w nauczanie Sheena przekładała się na ich praktyki pobożnościowe.

Mimo szkód, jakie media wyrządziły w innych obszarach, Sheen twierdził, że oddały one wielką przysługę religii. Kilka miesięcy przed swoją śmiercią Sheen przewidywał, że, podczas gdy w przeszłości religia przedstawiana była elektronicznemu widzowi z góry, poprzez ukazywanie mu Boga, w przyszłości konieczne będzie podejście antropologiczne, wychodzące od człowieka i jego wewnętrznego nieuporządkowania ku Bogu[153]. Żałował, że nie jest młodszy i że nie może już skutecznie używać owego podejścia, skupiającego się na zbolałym wnętrzu ludzkiego serca. Podkreślał, że istnieje potrzeba zaopiekowania się udręczonymi duszami takimi jak św. Piotr, agnostykami takimi jak św. Tomasz, mistykami takimi jak św. Jan, i sprawienia, aby zapłakali, upadli na kolana i spoczęli na Najświętszym Sercu Jezusa[154].

W drugiej dekadzie XXI wieku przesłanie Fultona J. Sheena odkrywane jest na nowo, wzbudzając wielkie zainteresowanie, gdyż ponownie okazuje się być odpowiedzią na tęsknotę społeczeństwa – tym razem na tęsknotę za bardziej stabilnymi czasami. Sheen potrafił zaoferować bowiem wizję świata, w którym niewinność faktycznie triumfuje nad złem i panuje sprawiedliwość. Po jego śmierci pojawiło się wielu medialnych kaznodziejów, pośród których najbardziej rozpoznawaną postacią w Kościele katolickim jest być może niedawno zmarła Rita Antoinette Rizzo, amerykańska zakonnica z zakonu Klarysek od Wieczystej Adoracji, znana jako Matka Angelica (1923-2016), założycielka stacji telewizyjnej EWTN. Należy jednak zauważyć, że nikomu do tej pory nie udało się powtórzyć sukcesu Fultona J. Sheena[155].

Przesłanie Sheena, zakorzenione w Chrystusie, który jest „wczoraj i dziś, ten sam także na wieki” (Hbr 13, 8), cechuje ponadczasowość umacniająca jego reputację proroka; współcześni czytelnicy są porażeni aktualnością wypowiedzi[156]. W istocie rzeczy, które mówił, były tak stare jak Kościół katolicki; to sposób, w jaki je głosił, był wyjątkowy[157]. W ostatnich latach fenomen arcybiskupa Sheena zyskuje na sile. Jego książki są drukowane na nowo i przekładane na inne języki, a jego programy radiowe i telewizyjne, głównie za pośrednictwem internetu, docierają do nowych pokoleń słuchaczy na całym świecie. Fulton J. Sheen wciąż ma coś do powiedzenia na temat Boga, wiary i wolności; wciąż znajduje nowych słuchaczy[158].

Przypisy:

[1] A. Apostoli, Preface, w: G.J. Ladd, Archbishop Fulton J. Sheen. A Man for All Media, San Francisco 2001, s. 9.

[2] Tamże, s. 9.

[3] F.J. Sheen, Treasure in Clay. The Autobiography of Fulton J. Sheen, Nowy Jork 1980.

[4] T.C. Reeves, America’s Bishop: The Life and Times of Fulton J. Sheen, San Francisco 2002.

[5] M.J. Zia, The Enduring Faith & Timeless Truths of Fulton Sheen, Cincinnati 2015.

[6] M.P. Murphy, The Life and Times of Archbishop Fulton J. Sheen, Nowy Jork 2000.

[7] J. Rodriguez, Meet Fulton Sheen. Beloved Preacher and Teacher of the World, San Francisco 2006.

[8] H.C. Franco, Bishop Sheen. Mentor and Friend, New Hope 2014.

[9] M. Piedziewicz, Kaznodzieja świata: Życie i działalność arcybiskupa Fultona Sheena, Biuletyn Edukacji Medialnej 2 2016, ss. 62-75; M. Piedziewicz, Ewangelizacja przez media w posłudze arcybiskupa Fultona J. Sheena, Studia Leopoliensia 10 (2017), ss. 251-259.

[10] M. Włoch, Kapłaństwo prezbiterów w ujęciu Fultona J. Sheena, Kraków 2014.

[11] L. Pawlisz, Biogram autora, w: F. J. Sheen, Wstęp do religii, tłum. I. Parowicz, Kraków 2014, s. 177.

[12] F.J. Sheen, Treasure in Clay…, s. 42.

[13] F.J. Sheen, Treasure in Clay…, s. 106.

[14] W latach spędzonych w college’u św. Viatora w Bourbonnais, w stanie Illinois, Fulton J. Sheen był członkiem grupy debatanckiej. Pewnego dnia został wezwany przez swojego trenera, który powiedział: „Sheen, jesteś najgorszym mówcą, jakiego widziałem”. Został ustawiony w kącie i kazano mu do skutku powtarzać fragment przygotowanej uprzednio mowy, dopóki nie zrozumiał, że brzmienie jego słów jest nienaturalne.  Źródło: Microphone Missionary, „Time. The Weekly Magazine”, 14 kwietnia 1952, s. 37.

[15] Tufts College to Give Radio Lecture Course, Olympia (WA) Daily Recorder, 25 marca 1922, s. 5.

[16] J. Rodriguez, Meet Fulton Sheen…, s. 16.

[17] Tamże, s. 15.

[18] Tamże, s. 15.

[19] F.J. Sheen, Treasure in Clay…, s. 359.

[20] Ch. O. Lynch, Selling Catholicism. Bishop Sheen and the Power of Television, Lexington 1998, s. 24.

[21] T.H. Sherwood, The Preaching of Archbishop Fulton J. Sheen. The Gospel Meets the Cold War, Lexington 2010, s. 3.

[22] J. Rodriguez, Meet Fulton Sheen…, s. 17.

[23] T.C. Reeves, America’s Bishop…, ss. 96-97.

[24] T.H. Sherwood, The Preaching of…, s. 1.

[25] J. Rodriguez, Meet Fulton Sheen…,, s. 17.

[26] G. Palmer, Bishop Sheen on Television, „Look”, luty 1953, s. 76.

[27] S.V. Jones, Msgr. Fulton J. Sheen, Catholic Digest, wrzesień 1946, s 81.

[28] J. Rodriguez, Meet Fulton Sheen…, s. 46.

[29] F.J. Sheen, Treasure in Clay. The Autobiography of Fulton J. Sheen, op. cit., s. 63.

[30] Arcybiskup Fulton J. Sheen – sługa wszystkich, biograficzny film dokumentalny, Archbishop Fulton John Sheen Foundation, Converse Marketing, polski dystrybutor: Fundacja Dobro Kultury, Słubice 2018.

[31] M.P. Murphy, The Life and Times…, s. 53.

[32] Ch. O. Lynch, Selling Catholicism…, s. 153.

[33] J. Rodriguez, Meet Fulton Sheen…, s. 48.

[34] M.P. Murphy, The Life and Times…, s. 52.

[35] Ch. O. Lynch, Selling Catholicism…, s. 152.

[36] F.J. Sheen, Treasure in Clay…, s. 73.

[37] Microphone Missionary…, s. 38.

[38] Microphone Missionary…, s. 39.

[39] F.J. Sheen, Treasure in Clay…, s. 73.

[40] Microphone Missionary…, s. 38.

[41] Microphone Missionary…, s. 38.

[42] Ch. O. Lynch, Selling Catholicism…, s. 24.

[43] F.J. Sheen, Treasure in Clay…, s. 254.

[44] J. Rodriguez, Meet Fulton Sheen…, s. 46.

[45] D.P. Noonan, The Passion of Fulton Sheen, Nowy Jork 1972, s. 55.

[46] J.C.G. Conniff, The Bishop Sheen Story, Greenwich 1953, s. 11.

[47] D.P. Noonan, The Passion of…, s. 55.

[48]  Television History – The First 75 Years, http://www.tvhistory.tv/Annual_TV_Households_50-78.JPG,  [16.01.2018].

[49] S.V. Jones, Msgr. Fulton J. Sheen, „Catholic Digest”, wrzesień 1946, s 82.

[50] Thousands at St. Agnes Church Hear Sheen in Good Friday Rite, „New York Times”, 25 mara 1978, s. 23.

[51] Tamże, s. 23.

[53] Tamże, s. 23.

[54] H.E. Malone, The Radio-Preaching Art of Monsignor Sheen, praca magisterska, Catholic University of America, Waszyngton 1949, s. 10.

[55] Graham Mourns Sheen as a ‘Great Preacher’, „New York Times”, 10 grudnia 1979, D13.

[56] Arcybiskup Fulton J. Sheen – sługa wszystkich

[57] E.J. Heffron, Contemporary Catholic Authors: Monsignor Fulton J Sheen, Teologian, Philosopher, Orator, Catholic World Library 12-13 (1940-1941), s. 205.

[58] „His Excellency should be Sheen, but not heard” – trudna do przetłumaczenia gra słów; wyraz „seen” – „widziany”/”widywany” jest bardzo podobny do nazwiska Sheen. T.C. Reeves, America’s Bishop…, s. 98.

[59] K.L. Riley, Fulton J. Sheen: An American Catholic Response to the Twentieth Century, Staten Island 2004, s. 69.

[60] Microphone Missionary…, s. 36.

[61] J. Rodriguez, Meet Fulton Sheen…, s. 58.

[62] Tamże, s. 53.

[63] G. Palmer, Why All These Converts? The Story of Monsignor Fulton Sheen, „Look”, czerwiec 1947, s. 39.

[64] G. Palmer, Bishop Sheen on Television…, s. 76.

[65] J. Rodriguez, Meet Fulton Sheen..., s. 51.

[66] F.J. Sheen, Treasure in Clay…, s. 300.

[67] Emmys – Television Academy, https://www.emmys.com/awards/nominations/ [16.01.2018].

[68] D.P. Noonan, The Passion of..., s. 57.

[69] Ch. O. Lynch, Selling Catholicism…, s. 27.

[70] Omówienie przyczyn i szczegółów tego konfliktu wykracza poza ramy niniejszego artykułu. Osoby zainteresowane tym tematem odsyłam n.p. do opracowania T.C. Reevesa, America’s Bishop…, ss. 254-255.

[71] Ch. O. Lynch, Selling Catholicism…, s. 57.

[72] T.H. Sherwood, The Preaching of…, s. 5.

[73] R. Schuller, Introduction, w: S.A. Falcone (red.), Jesus Christ – Superstar? Superscar! A Sermon by Fulton J. Sheen, Rochester 1984, s. 5.

[74] Ch. O. Lynch, Selling Catholicism…, s. 152.

[75] Tamże, s. 58.

[76] Tamże, ss. 59-60.

[77] M.J. Epple, American Crusader: Bishop Fulton J. Sheen’s Campaign Against Communism, praca doktorska, University of Akron 2001, ss. 123-124.

[78] Tamże, s. 116.

[79] T.H. Sherwood, The Preaching of…, s. 23.

[80] S. K. Foss, Rhetorical Criticism: Explanation & Practice, Long Grove 2004, ss. 27-32.

[81] W.J. Hanford, A Rhetorical Study of the Radio and Television Speaking of Bishop Fulton John Sheen, praca doktorska, Wayne State University 1965, s. 214.

[82] T.H. Sherwood, The Preaching of…, s. 26.

[83] F.J. Sheen, How to Talk, w: Life is Worth Living. First and Second Series, New York 1953/1954, s. 194.

[84] T.H. Sherwood, The Preaching of…, s. 24.

[85] R.C. Stager, A Critical Analysis of Bishop Fulton J. Sheen Use of Ethical, Emotional and Logical Proofs in Selected Radio and Television Addresses Regarding Communism from 1936 to 1952, praca magisterska, Bowling Green State University 1955, ss. 32, 62.

[86] W.J. Hanford, A Rhetorical Study of the Radio and Television Speaking of Bishop Fulton John Sheen, praca doktorska, Wayne State University1965, s. 221.

[87] T.H. Sherwood, The Preaching of…, ss. 29-30.

[88] B. Graham, Just as I Am: The Autobiography of Billy Graham, Nowy Jork 1997, s. 693.

[89] N. Hart, Bishop Sheen’s Television Techniques, Today’s Speech, wrzesień 1962 r., s. 20.

[90] Ch. O. Lynch, Selling Catholicism…, s. 94.

[91] F.J. Sheen, My four writers, program telewizyjny wyemitowany w sezonie 1954-1955.

[92] H. Johnson, The Age of Anxiety: McCarthyism to Terrorism, Orlando 2005, s. 162.

[93] T.H. Sherwood, The Preaching of…, s. 23.

[94] F.J. Sheen, Treasure in Clay…, s. 56.

[95] F. J. Sheen, niezatytułowany esej o głoszeniu kazań, Diecezja Rochester NY, Archiwa Arcybiskupa Sheena, b.d. ss. 11-12.

[96] F.J. Sheen, How to Talk…, s. 196.

[97] Tamże, s. 197.

[98] F.J. Sheen, Treasure in Clay…, s. 75.

[99] U. Thiedecke, Medien, Kommunikation und Komplexität. Vorstudien zur Informationsgesellschaft, Opladen/Wiesbaden 1997, s. 42.

[100] K. Fahlerbach, Audiovisuelle Metaphern. Zur Körper- und Affektästhetik in Film und Fernsehen, Marburg 2010, s. 246.

[101] F.J. Sheen, Treasure in Clay…, s. 63.

 

[102] J. Larkin, Fulton J. Sheen: Career on Radio and Television, praca magisterska, University of Wisconsin 1954, s. 102.

[103] Tamże, s. 102.

[104] Ch. O. Lynch, Selling Catholicism…, s. 25.

[105] T. C. Reeves: America’s Bishop…, s. 137.

[106] R. Bartoszko, F.J.Sheen, http://ikomutoprzeszkadzalo.pl/jedwabie-treny-i-gronostaje/f-j-sheen/ [21.01.2018].

[107] J. Rodriguez, Meet Fulton Sheen…, s. 18.

[108] Ch. O. Lynch, Selling Catholicism…, s. 139.

[109] Tamże, s. 133.

[110] Tamże, ss. 146-147.

[111] Tamże, s. 131.

[112] D.P. Noonan, The Passion of…, s. 54.

[113] Ch. O. Lynch, Selling Catholicism…, s. 133.

[114] Tamże, s. 148.

[115] Microphone Missionary w: Time. The Weekly Magazine, 14 kwietnia 1952 r., s. 39.

[116] Ch. O. Lynch, Selling Catholicism…, s. 54.

[117] W.J. Hanford, A Rhetorical Study..., s. 274.

[118] M.J. Yablonsky, A Rhethorical Analysis of Selected Television Speeches of Archbishop Fulton J. Sheen on Communism – 1952-1956, praca doktorska, Ohio State University 1974, s. 130.

[119] E.J. Heffron, Contemporary Catholic…, s. 204.

[120] Tamże, s. 204.

[121] Gra słów: „full tone” oznacza „pełen dźwięk”. W.J. Hanford, A Rhetorical Study…, s. 274.

[122] T. C. Reeves, America’s Bishop…, ss. 381-382. J. Breig, Fulton J. Sheen: And Now a Word with His Sponsor, U.S. Catholic Nr 45, luty 1980 r., s. 24.

[123] J. Rodriguez, Meet Fulton Sheen…, s. 46-47.

[124] Ch. O. Lynch, Selling Catholicism..., s. 2.

[125] G. Palmer, Bishop Sheen on Television…, s. 76.

[126] N. Hart, Bishop Sheen’s…, s. 20.

[127] Ch. O. Lynch, Selling Catholicism..., s. 133.

[128] Tamże, s. 118.

[129] Microphone Missionary…, s. 36.

[130] G. S. Sloyan, Foreword, w: Ch. O. Lynch, Selling Catholicism…, s. VIII.

[131] Arcybiskup Fulton J. Sheen – sługa wszystkich.

[132] M.J. Yablonsky, A Rhethorical Analysis…, s. 130.

[133] M.L. Schaefer, The Rhetoric of Monsignor Fulton John Sheen, praca magisterska, Syracuse University 1948, s. 150.

[134] T.H. Sherwood, The Preaching of…, ss. 36-37.

[135] H.E. Malone, The Radio-Preaching…, s. 55.

[136] M.J. Zia, The Enduring Faith …, s. XIII.

[137] W. A. Curtis, Archbishop Fulton J. Sheen: A Study in Ethos, nieopublikowany artykuł, University of Minnesota, 1973, s. 40.

[138] R.F. Aschettino, Fulton John Sheen: The God Man Speaking Well, praca magisterska, University of Kansas, 1973, s. 10.

[139] P. A. Kossmann, Remembering Fulton Sheen, „America”, 6 grudnia 2004 r., s. 10.

[140] H.E. Malone, The Radio-…, s. 81.

[141] Cud ten dotyczył dziecka, które przyszło na świat w 2010 roku i przez 61 minut nie oddychało. Podejmowane przez lekarzy próby reanimacji oraz przywrócenia funkcji życiowych były bezskuteczne i gdy po upływie godziny miał zostać podany czas zgonu, serce dziecka zaczęło bić. Dziś jest całkowicie zdrowym chłopcem. Źródło: https://abpsheen.pl/2014/03/09/61-minut/ [21.01.2018]. 3 września 2014 roku proces beatyfikacyjny Fultona J. Sheena został zawieszony na czas nieokreślony ze względu na spór między archidiecezją Nowego Jorku, na terenie której został pochowany, a diecezją Peoria, która stara się o jego beatyfikację. Spór dotyczy wydania ciała arcybiskupa Sheena w celu koniecznego przebadania go przez Kongregację Spraw Kanonizacyjnych i obecnie rozpatrywany jest przez świecki sąd Nowego Jorku (por. https://abpsheen.pl/2016/11/24/arcybiskup-sheen-powroci-do-peorii/ [21.01.2018]).

[142] H.E. Malone, The Radio-Preaching…, s. 9.

[143] L. E. Nicasio, The Rhetoric of Fulton J. Sheen. A Fantasy Theme Analysis of the Television Speeches on Russia and Communism, praca doktorska, Indiana University 1991, s. 11.

[144] T.M. Dolan, Foreword, w: H.C. Franco, Bishop Sheen…, ss. XIII-XIV.

[145] R. Aleman, Afterword, in: F.J. Sheen, Justice and Charity, Rochester 2016, s. 177.

[146] T.H. Sherwood, The Preaching of…, s. 28.

[147] Tamże, s. 28., F.J.Sheen, Kapłan nie należy do siebie, przekład: I. Parowicz, Sandomierz 2017, ss. 172-173.

[148] T.H. Sherwood, The Preaching of…, s. 28.

[149] Tamże, s. 66.

[150] L. Canipe, Under God and Anti-Communist: How the Pledge of Allegiance Got Religion in Cold War America, Journal of Church and State nr 2 (wiosna 2003), s. 312.

[151] Tamże, s. 312.

[152] Tamże, s. 312.

[153] F.J. Sheen, Treasure in Clay..., s. 74.

[154] Tamże, s. 75.

[155] Ch. O. Lynch, Selling Catholicism…, s. 160.

[156] A. Apostoli, Preface…, s. 10

[157] A. Rothe (red.), Sheen, Fulton J(ohn), Bishop, w: Current Biography: Who’s News and Why, Nowy Jork 1952, s. 784.

[158] M.P. Murphy, The Life and Times…, ss. 156-157.

Dr hab. Izabella Parowicz  pracownik naukowy (Privatdozentin) na Europejskim Uniwersytecie Viadrina we Frankfurcie nad Odrą, specjalizuje się w dziedzinie marketingu i zarządzania dziedzictwem kulturowym. Koordynator studiów podyplomowych „Ochrona Europejskich Dóbr Kultury” na Wydziale Kulturoznawstwa Europejskiego Uniwersytetu Viadrina (Katedra Zabytkoznawstwa). Od 2011 r. tłumaczy i popularyzuje w Polsce nauczanie arcybiskupa Fultona J. Sheena.

Udostępnij Tweet