Liturgia a codzienność – kl. Krzysztof Iwanicki

…czyli o tym, jak „załatać” dziurę między modlitwą a życiem.

 

Liturgia vs codzienność

Bardzo często zauważamy w naszym życiu rozdźwięk między tym, co celebrujemy w kościele, a tym, jak żyjemy w pozostałych chwilach dnia. Mamy oczywiście ogromne pragnienia, żeby uczestnictwo w liturgii „zasypało” tę powiększającą się przepaść między ideałem chrześcijańskiego życia a faktycznym postępowaniem. Niejednokrotnie może nam się wydawać, że modlitwa nas nie zmienia, nie wpływa realnie na naszą codzienność. Choć głęboko wierzymy, że „liturgia jest szczytem i źródłem” całej działalności Kościoła, to jesteśmy świadomi, że jest ona jakby daleka od naszej codzienności. Jak uczynić ją czymś najważniejszym w życiu? Jak sprawić, by całe nasze życie stało się liturgią? Co uczynić aby moja codzienność stała się święta? Czy to w ogóle możliwe?

Prymat Boga = prymat liturgii

Aby sprawić, by nasza codzienność była święta musimy (paradoksalnie) dokonać radykalnego zwrotu: nie skupiać się na sobie, odwrócić się od własnego „ja” i zwrócić całkowicie na Boga. Nie chodzi o to, co zrobić, aby liturgia zmieniała moje życie, ale jak żyć i celebrować liturgię, aby Bóg był uwielbiony. Jak postawić Boga na pierwszym miejscu? Jak żyć, czyniąc Eucharystię centrum życia? Jak nie pogrążyć się w „czystej kultowości”, nie oderwać od codziennego życia i jego wyzwań? Jak nie ulec pokusie klerykalizmu, nie zamknąć się na świat? Św. Augustyn pisał w De Civitate Dei: Hoc est sacrificium Christianorum: multi unum corpus in Christo (czyli, że ofiara chrześcijan to jednoczenie się przez miłość Chrystusa w jedności jedynego Ciała Chrystusa). Musimy pamiętać, że w Najświętszej Ofierze urzeczywistnia się ten wielki dramat Boga, który ogołaca samego siebie. Ofiara polega właśnie na przekraczaniu siebie, na włączaniu się w komunię. Powinniśmy zawsze celebrować i przeżywać Eucharystię jako lekcję uwalniania się od własnego „ja”. Czy głębokie przeżywanie Eucharystii nie jest zatem najlepszym sposobem na sprostanie wyzwaniom codzienności, szkołą życia, najpewniejszą ochroną przed wszelkimi pokusami klerykalizmu? Jest zatem tylko jeden sposób, żeby nasza codzienność stała się święta: Bóg musi stać się pierwszy, jedyny, najważniejszy.

Modlitwa vs praca

Modlitwa i praca to dwie rzeczywistości, które cała tradycja chrześcijańska rozróżniała jako nierówne pod względem godności. Nie możemy zapominać, że praca nie jest święta sama z siebie. Może ona jednak zostać uświęcona przez modlitwę. To modlitwa jest szkołą życia i równocześnie sama wyrasta z autentycznego życia. Nie będzie ona prawdziwa i dobra, gdy będziemy źle żyli. Na tym oderwaniu życia od modlitwy polega dramat współczesnego człowieka. Skupienie w ciągu dnia jest nie tylko przedłużeniem modlitwy, ale jest konieczne, by modlitwa w ogóle mogła zaistnieć. Nie dziwmy się rozproszeniom i jakości modlitwy, jeśli nie potrafimy dobrze przeżyć czasu bezpośrednio ją poprzedzającego, a w miejscu świętym (i to nawet podczas liturgii!) nie potrafimy powstrzymać się od rozmów i komentarzy. Oczywiście – ktoś mógłby powiedzieć: „uświęcam się przez swoje obowiązki”. Nie można jednak nigdy zapomnieć, że pierwszym i podstawowym obowiązkiem każdego człowieka jest uwielbianie Boga. Św. Benedykt pisał w swojej Regule: Operi Dei nihil praeponatur (niczego nie należy stawiać ponad sprawy Boże). Ten aksjomat powinien stanowić program życia każdego człowieka.

Modlitwa w codzienności

Nicolaes Maes, uczeń Rembrandta, na obrazie Stara kobieta na modlitwie uchwycił coś, co można by nazwać „świętą codziennością”, zwyczajnością przesiąkniętą Bogiem. Światło, symbol Bożej obecności, jest w całości skierowane na twarz zatopionej w modlitwie kobiety. Jej oblicze promienieje Bogiem. Złożone ręce i zamknięte oczy podkreślają, że w tym momencie ważny jest tylko Pan. Jej codzienność jest nakierowana na Boga i właśnie dlatego promieniuje ona Światłem. Człowiek jest obrazem Boga niczym wizerunek w lustrze. Musi być zwrócony całym sobą do Boga, aby Jego obraz stawał się w nim coraz wyraźniejszy i intensywniejszy. Kobieta promieniuje Bożą chwałą, choć czynność, przy której zatopiła się w modlitwie jest z pozoru banalna – zwykły posiłek, ukrojona kromka chleba, łyżka włożona do miski zupy. Jak zatem „załatać” dziurę między modlitwą a życiem? Ukierunkowanie na Stwórcę w każdej chwili życia – to sposób na połączenie liturgii z codziennością.

Krzysztof Iwanicki – alumn V roku Wyższego Seminarium Duchownego w Tarnowie.

Udostępnij Tweet