Bóg wywyższa pokornych. Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny – B

Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych…

Uroczystość Wniebowzięcia Matki Bożej jest dla nas bardzo ważnym i zarazem bardzo wymownym znakiem. Jest znakiem bardzo ważnym, bo Maryja – wzięta z Ciałem i Duszą do chwały niebieskiej – całą swoją Osobą wskazuje nam, gdzie jest cel naszej ziemskiej wędrówki. Jest także znakiem wymownym, bo Maryja przykładem swego życia przemawia do nas bardzo mocno i pokazuje nam jasno, że tylko poprzez posłuszeństwo wobec Bożych planów i zamierzeń oraz poprzez wierną i pokorną służbę Bogu i ludziom możemy dojść do szczęśliwej wieczności z Bogiem.

Każdego dnia wraz z całym Kościołem modlimy się słowami maryjnego hymnu Magnificat. I wraz z Maryją wychwalamy Boga za to, że strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych. Słowa te w pierwszym rzędzie odnoszą się do Matki Najświętszej i dotyczą tajemnicy Jej wywyższenia przez Boga za pokorne wypełnianie tych zadań, które Bóg dla Niej zaplanował. Ale czyż te słowa nie odnoszą się również i do nas, którzy także zostaliśmy przez Boga powołani do bardzo szczególnych zadań? Maryja niesie ludziom Zbawiciela, swojego Syna, którego z wiarą przyjęła i wydała na świat, tak jak chciał tego od Niej Bóg. Ale również i przed nami Bóg stawia to zadanie, aby nieść i przybliżać ludziom Odkupienie, które Jezus wysłużył nam na krzyżu.

A do tego potrzeba wielkiej pokory! Bo jakże inaczej możemy nieść ludziom Tego, który istniejąc w postaci Bożej nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, ale uniżył samego siebie, przyjąwszy postać sługi? Jakże inaczej nieść ludziom Tego, którego wydała na świat pokorna Służebnica Pańska, dziś oglądana przez nas w niebieskiej chwale? Jakże inaczej głosić temu światu Dobrą Nowinę, pochodząca od Tego, który strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych. Zaiste, bez ducha pokory niemożliwe jest wypełnienie tak wzniosłego i świętego posłannictwa jakim jest głoszenie Ewangelii i niesienie ludziom Zbawiciela.

Jednak dzisiejsza mentalność podpowiada nam uparcie coś zgoła zupełnie innego. W naszych czasach pokora nie cieszy się zbyt wielkim uznaniem. Człowiek pokorny bywa uznawany za słabeusza, który niewiele może w życiu osiągnąć, kiedy wokół tylu innych ludzi rozpycha się rękami i nogami idąc przebojem przez życie. Wstyd przyznać, ale nam – kapłanom – też niekiedy zagraża taka mentalność. I sami wiemy jak trudno się bronić przed tego typu postawami. Również i w naszych relacjach, i w naszych kapłańskich środowiskach bywają takie sytuacje, które prowokują nas do tego, że pokora schodzi gdzieś na margines, a człowiek próbuje funkcjonować tak, jak nam to podpowiada mentalność tego świata.

Jednak chyba nie tędy droga! Świat nie za bardzo potrzebuje dziś kolejnej grupy, która rękami i nogami będzie sobie i Ewangelii torować drogę na tej ziemi. Nawet tacy ludzie, którzy są przeniknięci ową mentalnością, cenią sobie w nas właśnie pokorę i niechęć do wywyższania się nad innych. Może się to wydawać paradoksalne, ale ludzie chcą widzieć w nas to, do czego sami nie zawsze dorastają. Nic jednak dziwnego! Skoro Zbawienie daje Ten, którego wydała na świat pokorna Służebnica Pańska i który uniżył się bez granic, to również w głosicielach Bożego Słowa ludzie chcą widzieć podobne cechy. Bo tylko pokora toruje drogę Dobrej Nowinie, jak tego przykład daje nam Zbawiciel i Jego Matka.

Tak więc całe życie kapłańskie jest wielką szkołą pokory. Uczymy się jej od pierwszych lat kapłaństwa i nie możemy osiąść na laurach nawet wtedy, gdy lata lecą, a człowiek nabiera doświadczenia i coraz większej pewności siebie. Pokory potrzeba nam na ambonie, najpierw przez sam fakt dobrego przygotowania do głoszenia Słowa, a także przez to, że nie będziemy próbować uchodzić za ekspertów, którzy z wysokości ambony mają receptę na wszystkie ludzkie biedy i problem. Pokory potrzeba w kancelarii, zwłaszcza wtedy, gdy trafiamy na trudnych petentów. Pokory potrzeba też na katechezie, gdy młodzież robi wszystko, by katechetę wyprowadzić z równowagi. Pokory trzeba również we własnych osiągnięciach, gdy ktoś na przykład po wybudowaniu czy generalnym remoncie kościoła zaczyna go traktować niemal jako swoją własność. Nie jest łatwo tak żyć, ale pięknym wzorem jest nam tutaj Maryja Wniebowzięta, która jest żywym przykładem i dowodem na to, że Bóg strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych.

o. Jerzy Krupa CSsR – misjonarz, rekolekcjonista, aktualnie przebywający na placówce w Zamościu, a pochodzący z diecezji tarnowskiej. Prowadzi misje parafialne i rekolekcje w różnych częściach Polski.

Udostępnij Tweet