Juhasi niebieskiego Bacy. XVI Niedziela Zwykła

XVI Niedziela Zwykła – B

Porównując księdza do pasterza, Ewangelia, co oczywiste, pokazuje realia Izraela czasów Chrystusa. Zdumiewające jest jednak, jak wiele o posłudze kapłana może powiedzieć także spojrzenie na – dużo bliższych nam – pasterzy z polskich gór!

Pasterza-górala widać najwyraźniej wtedy, gdy wyrusza redyk – wiosenny czy jesienny. Baca, juhasi, holajnicy najpierw gromadzą skrupulatnie powierzone im przez innych owce i wyprowadzają je tam, gdzie najlepsze pastwisko. Na hali baca rozpala watrę, święty ogień, który daje i ciepło, i światło, i umożliwi przyrządzenie posiłków. Na środku polany wbija zieloną jodełkę, symbol życia i zdrowia, wokół której trzykrotnie oprowadzi kierdel, aby poszczególne owce zespoliły się w jedno i nie oddalały się od siebie. Wreszcie baca wchodzi do środka stada, klęka, a z nim juhasi i holajnicy, i modli się zawierzając Bogu Ojcu i Maryi czas wypasu. A potem jest długa, wierna troska o każdą owcę.

Na hale zwyczajowo wyrusza się 23 kwietnia, w dzień św. Wojciecha, a redyk jesienny rozpoczyna się w dzień św. Michała, 29 września.

Biskup, kapłan, diakon gromadzi ludzi i ma wskazać im duchowe przestrzenie wiary, aby wiedzieli, gdzie są najlepsze środki ich uświęcenia. W centrum umieści blask i ciepło Chrystusowego słowa i drzewo Krzyża, na którym zrodziły się sakramenty. Wokół nich krąży żywy Kościół, od nich nie może się oddalać. Przy nich, na kolanach, trwa każdy duszpasterz.

Na początku drogi duszpasterza i ludu staje martyr – świadek, by sami stawali się świadkami, u kresu jest angelus – posłaniec, bo z doświadczeniem nasycenia się Bożym słowem i pokrzepieni Komunią, są posłani do innych. Ziemskie pastwisko, choćby pełne najlepszej strawy dla ciała i zapierające dech swym wyglądem, jest tylko czasowym przystankiem, nie miejscem przeznaczenia.

W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus lituje się nad ludźmi, bo są jak owce bez pasterza. To samo doświadczenie przeżywał sługa Boży, ks. Franciszek Blachnicki. W 1981 r. mówił: „Ludzie są naprawdę spragnieni Boga. Sfrustrowani, zawiedzeni przez różnych pseudowybawicieli, stojący wobec problemów nierozwiązalnych, są przygotowani na przyjęcie prawdziwego zbawienia, prawdziwego Boga. Przykładów nie trzeba szukać daleko. Popatrzmy na młodzież, która garnie się do oaz rekolekcyjnych, choć częstokroć warunki w nich są prawdziwie spartańskie. Mimo trudnych warunków wszędzie młodzież jest rozśpiewana, pełna radości, entuzjazmu. A przecież nie jest to jakaś młodzież wybrana; to młodzież zwyczajna, jakiej jest pełno wszędzie. I moglibyśmy jej mieć w oazach nie kilkanaście, a kilkaset tysięcy, tylko z powodu braku księży i animatorów oraz odpowiednich pomieszczeń nie przyjmuje się jej więcej. Młodzież po przeżyciu oazy jest zdolna do tego, żeby świadczyć. Słyszeliśmy i słyszymy wciąż wspaniałe świadectwa. Wszystko to ukazuje, że jest ogromny głód Boga. Gdyby większy był wysiłek w celu zaspokojenia pragnienia Boga, o wiele więcej ludzi otrzymałoby to, czego pragnie, o wiele szybciej docierałaby wszędzie radosna nowina o Chrystusie. W tym czasie wielkiego głodu tym bardziej obowiązuje nas wypełnienie nakazu misyjnego Chrystusa, aby z naszej winy ludzie oczekujący Chrystusa i przygotowani na Jego przyjęcie, nie byli Go pozbawieni.

I doświadczenie Jezusa Chrystusa, i obserwacje Jego sługi, ks. Franciszka Blachnickiego, i nauczanie papieży naszych czasów, wołają wciąż o to samo: o kapłanów – dobrych pasterzy. O juhasów czy holajników posłusznych jedynemu niebieskiemu Bacy.

Ks. Paweł Płatek – proboszcz parafii pw. Przemienienia Pańskiego w Koszycach Wielkich, Moderator Diecezjalny Ruchu Światło-Życie Diecezji Tarnowskiej.

Udostępnij Tweet