Głosiciele i szafarze Bożego Miłosierdzia – kard. Raymond Leo Burke

 

Nasze czasy są naznaczone niemalże całkowitą utratą nadziei. Żyjemy w kulturze, która charakte­ryzuje się przemocą posuniętą aż do tego stopnia, że nawet rodzice stosują ją wobec swoich dzieci, a młodzież, która powinna być napełniona rado­ścią i nadzieją na przyszłość, czci bożka śmier­ci. Rosnąca liczba samobójstw, zwłaszcza wśród młodych, jest jednym z najbardziej przejmujących i najsmutniejszych oznak utraty nadziei współcze­śnie żyjących mężczyzn i kobiet.

Nieobecność ojca w tak wielu rodzinach przyczy­nia się w znacznym stopniu do utraty nadziei wśród w domu i godzi członków rodziny, jeżeli w jakiś spo­sób złamali święte zaufanie w domu. Przypomnijcie sobie ojca z przypowieści o synu marnotrawnym i spróbujcie wyobrazić sobie, co działoby się w duszy młodszego syna, gdyby nie miał ojca?

Pozbawione ojców społeczeństwo przyspieszy­ło wzrost praktycznego ateizmu: żyje się tak, jakby Bóg nie istniał lub tak, jakby nie czuwał opatrzno­ściowo nad życiem każdego człowieka. Katolicki psycholog Paul Vitz, który badał zjawisko spo­łeczeństwa bez ojca, ateizm nazywa religią bez ojca. Opisuje on w pogłębiony sposób stan psy­chiczny tych, którzy ze względu na brak ojcowskiej miłości i dyscypliny nie doświadczyli w swoim ży­ciu ojcostwa Boga.

W obliczu utraty nadziei w obecnej dobie, my kapłani jesteśmy wezwani do bycia zwiastunami i szafarzami Bożej nadziei. Jesteśmy ojcami ducho­wymi, zwłaszcza dla tych, którzy walczą z rozpa­czą lub którzy porzucili nadzieję. Nie oznacza to, że mamy porzucić prawdę w rozmowach z tymi, którzy powierzeni są naszej kapłańskiej trosce, ale że powinniśmy mówić im prawdę z miłością. Podczas ostatniej rozmowy duszpasterskiej, jaką przeprowadziłem z prominentnym urzędnikiem publicznym, będącym katolikiem, który niestety żyje w nieuregulowanym związku małżeńskim, mój rozmówca nawiązał do braku spójności jego życia z prawdą Chrystusową. Powiedział do mnie: „Eminencjo, jestem grzesznikiem i potrzebuję Eminencji jako ojca, aby wskazał mi, w którym momencie grzeszę. Nie chcę, żeby Ksiądz Kardynał mówił mi, że wszystko w moim życiu jest w po­rządku, bo w głębi serca wiem, że tak nie jest”.

W tym momencie należy rozważyć wzajemne relacje, które istnieją pomiędzy sprawiedliwością i miłosierdziem, i których nie należy negować. Czas nie pozwala mi na wyczerpującą refleksję. Odwołam się więc do bogatego nauczania zawar­tego w encyklice św. Jana Pawła II na temat Boga Ojca. Papież, przypomina, że chociaż miłosierdzie Boże jest nieskończone, to „ ograniczyć [je] może (…) od strony człowieka brak dobrej woli, brak gotowości nawrócenia, czyli pokuty, trwanie w opo­rze i sprzeciwie wobec łaski i prawdy”. Dlatego „w żadnym miejscu orędzia ewangelicznego ani przebaczenie, ani też miłosierdzie jako jego źródło, nie oznacza pobłażliwości wobec zła, wobec zgor­szenia, wobec krzywdy czy zniewagi wyrządzo­nej”. Tylko poprzez uwzględnienie tego, czego wymaga sprawiedliwość, możemy jasno zobaczyć, w jaki sposób Boże miłosierdzie wypełnia te wy­magania, a nawet wykracza poza nie.

Chrystus, Wcielony Syn Boga Ojca, miłość Ojca w ludzkim ciele, działa w nas kapłanach, aby zbawić wszystkich, którzy zagubili się w grzechu. Jesteśmy szafarzami misterium Bożej miłości. Przez świętą posługę Chrystusową, której prze­dłużeniem jest kapłańska posługa, Krzyż w świecie pogrążonym w grzechu i śmierci jest ukazywany ludziom jako Drzewo Życia, jako nasza jedyna na­dzieja. Pojednanie i pokój są zasadniczą częścią naszego świętego posługiwania. Tak jak ojcowie w rodzinie mamy misję zleconą nam przez Boga, aby wykonywać władzę, przez którą porządek dóbr w domu Bożym ma być nieustannie zachowywany, a ci, którzy zawiedli zaufanie, jakim Bóg obdarzył ich w chwili chrztu świętego, zawsze, jeśli tylko po­kutują za swoje grzechy, mogą znaleźć przebacze­nie i pojednanie.

Z tego względu pojednanie i pokój są istot­nym elementem świętej posługi kapłańskiej. Nasz Pan Jezus wyposażył Kościół w specjalny sa­krament, dzięki któremu Jego owczarnia może mieć dostęp do przebaczenia i miłosierdzia Boga Ojca. Struktura Sakramentu Pokuty, często na­zywanego również Sakramentem Pojednania lub Sakramentem Pokoju, respektuje fundamentalną ludzką potrzebę osobistego zbliżenia się do na­szego Ojca w celu pojednania. Sakrament Pokuty jest przede wszystkim osobowym spotkaniem z Chrystusem, podczas którego wyznajemy nasze grzechy, otrzymujemy naukę i poradę od kapłana działającego w osobie Chrystusa, przyjmujemy nakładaną przez kapłana pokutę jako znak nasze­go pragnienia, aby naprawić szkody spowodowa­ne przez nasze grzechy, a następnie otrzymujemy Boże przebaczenie i odchodzimy w pokoju, aby kontynuować Jego dzieło na tym świecie.

Dyrektorium o posłudze i życiu kapłanów przy­pomina nam o niezastąpionej roli Sakramentu Pokuty w kapłańskim posługiwaniu:

Duch Święty jest darem zmartwychwstania udzielonym Apostołom dla odpusz­czenia grzechów: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”. Chrystus powierzył dzieło pojednania człowieka z Bogiem wyłącznie swoim Apostołom i tym, którzy kontynuują ich misję. Kapłani więc, z woli Chrystusa, są jedynymi szafarzami sakra­mentu Pojednania. Jak Chrystus są powo­łani, by wzywać grzeszników do nawróce­nia i by na nowo prowadzić ich do Ojca, poprzez sąd miłosierdzia.

To oczywiste, że obok sprawowania Mszy Świętej, słuchanie spowiedzi świętej musi być za­sadniczym wymiarem naszej posługi kapłańskiej. W rzeczywistości oba te sakramenty są istotowo ze sobą powiązane, gdyż Sakrament Pokuty zapewnia nas o właściwej dyspozycji serca, kiedy zbliżamy się do Komunii Świętej, a Komunia Święta karmi życie Ducha Świętego w nas, który to Duch po­maga nam poznawać nasze grzechy i wyznawać je z prawdziwym żalem.

W obecnym stanie społeczeństwa i kultury nie powinno nas dziwić, że wielu katolików niere­gularnie szuka pojednania z Bogiem i z bliźnim w Sakramencie Pokuty. Niewłaściwe korzystanie ze spowiedzi powszechnej oraz z ogólnego roz­grzeszenia tylko pogłębiają wśród wiernych eroz­ję świadomości istoty grzechu, spowiedzi, prze­baczenia i zadośćuczynienia. Wiemy, że chociaż spowiedź powszechna i rozgrzeszenie ogólne mają swoje zastosowanie w wyjątkowych okoliczno­ściach opisanych w prawie Kościoła, to równocze­śnie to samo prawo z całą stanowczością i jasnością wskazuje na konieczność odbycia indywidualnej i integralnej spowiedzi, kiedy tylko będzie to moż­liwe.

Ze względu na utratę poczucia grzechu wśród ludzi naszych czasów, my, kapłani, poprzez na­uczanie i własny przykład, musimy pracować z wielkim zaangażowaniem, aby głosić miłosierną miłość Boga. Dopiero, gdy wierni pogłębią rozu­mienie miłosierdzia Bożego, usłyszą wezwanie do nawrócenia, do zwrócenia swojego życia ku Bogu, aby On mógł przebaczyć ich grzechy i umocnić ich w celu przemiany ich życia. Tylko w świe­tle Bożej dobroci możemy zrozumieć, czym jest grzech.

Dokument Kongregacji ds. Duchowieństwa Kapłan Trzeciego Millenium Chrześcijaństwa pod­kreślił konieczność zwrócenia należytej uwagi na Sakrament Pokuty w procesie nowej ewangelizacji naszej kultury i naszych czasów:

Nowa ewangelizacja wzywa do wzmoże­nia wysiłków, aby doprowadzić wiernych do Sakramentu Pokuty. To duszpaster­skie zadanie jest absolutnie niezbędne. Sakrament Pokuty „otwiera drogę wszyst­kim, zwłaszcza tym, którzy popadli w grze­chy ciężkie, aby osobiście doświadczać miłosierdzia, miłości silniejszej od grze­chu”  . Nigdy nie powinniśmy zaprzestać zachęcania i proponowania tego sakra­mentu, starając się inteligentnie odnawiać i ożywiać starą i owocną chrześcijańską tradycję. W pierwszym rzędzie, z pomocą Ducha Świętego, powinno się przywieźć wiernych do nawrócenia, które prowadzi do szczerego i pełnego skruchy uznania tych wad moralnych lub braków, które obecne są w codziennym życiu każdego człowieka. Trzeba nalegać na konieczność częstego indywidualnego wyznawania grzechów, które będzie powiązane, tam gdzie jest to możliwe, z autentycznym oso­bistym kierownictwem duchowym.

Nie powinniśmy tracić żadnej okazji do naucza­nia o Sakramencie Pokuty i do pouczania wiernych o przebaczeniu grzechów, dzięki mocy zwycięstwa Chrystusa nad grzechem i śmiercią, które dokona­ło się na Kalwarii.

Katecheza o sakramencie pokuty jest łatwiej i skuteczniej głoszona, gdy sam kapłan często przy­stępuje do tego sakramentu. Aby być hojnym sza­farzem Bożego pojednania i pokoju, kapłan musi korzystać ze spowiedzi i z sakramentalnego prze­baczenia swoich grzechów. Dzięki mocy łaski, któ­rą otrzymuje w sakramencie pokuty, kapłan będzie wzrastał w miłości do Boga i w miłości do Bożej owczarni, aby coraz gorliwiej praktykować paster­ską miłość Chrystusa. Dyrektorium o życiu i posłu­dze kapłanów mówi nam:

Dla jak najlepszego ukazania skuteczno­ści i piękna Pokuty, jest istotne, by szafarz sakramentu osobiście dawał świadectwo, uprzedzając innych wiernych w przeżyciu przebaczenia. Stanowi to także pierwszy warunek duszpasterskiego dowartościo­wania sakramentu Pojednania. W tym sensie jest bardzo ważne, by wierni wie­dzieli i widzieli, że także ich kapłani spo­wiadają się w sposób regularny: „Całe życie kapłańskie nieubłaganie doznaje uszczerbku, jeśli brak w nim, wskutek niedbalstwa czy z innych przyczyn, re­gularnego, przenikniętego autentyczną wiarą i pobożnością zwrócenia się do Sakramentu Pokuty. Gdyby jakiś kapłan nie spowiadał się, lub spowiadał się źle, bardzo szybko odbiłoby się to na samym jego kapłaństwie i sprawowaniu kapłań­stwa, co dostrzegłaby również Wspólnota, której jest pasterzem”.

Jeśli nie będziemy często korzystali z sakramen­tu pokuty, staniemy się podobni do tych, którzy pozbawieni są Ojca i będziemy postępowali tak, jakby Bóg nie istniał oraz jak ci, którzy stracili na­dzieję w miłosierdzie Boże uwalniające od naszych grzechów.

Wielkoczwartkowy list do kapłanów z 2001 roku Jan Paweł II poświęcił sakramentowi poku­ty; to nauczanie przypomniał jeszcze raz w Novo Miłłennio ineunte, w którym pisał, że pierwszym punktem wszystkich planów duszpasterskich musi być świętość życia. Pamiętamy zapewne zaprosze­nie Ojca Świętego skierowane do wszystkich wier­nych na początku nowej ery duszpasterskiej, aby „ zarzucić sieci na połów” : Duc in altum! Świętość życia zależy od żalu za nasze grzechy, spowiedzi z nich, przyjmowania przebaczenia, które jedna nas z Bogiem i z bliźnimi oraz od zadośćuczynie­nia, którego się podejmujemy, by wynagrodzić za grzechy przez nas popełnione.

Aby nauczyć innych kroczyć po tej głównej dro­dze do świętości, musimy najpierw sami nią iść. O wymogach nowej ewangelizacji, o konieczności uwzględnienia w planach duszpasterskich dążenia do świętości przypominał papież Jan Paweł II:

Dlatego ważne jest, abyśmy na nowo od­kryli Sakrament Pojednania jako pod­stawowe narzędzie naszego uświęcenia. Zwracając się do brata w kapłaństwie z prośbą o rozgrzeszenie, którego tak czę­sto my sami udzielamy naszym wiernym, możemy doświadczyć tej wielkiej i krze­piącej prawdy, że jesteśmy nie tylko sza­farzami, ale przede wszystkim członkami jednego ludu – ludu „zbawionych”. To co mówił św. Augustyn o misji biskupiej, dotyczy także posługi kapłańskiej: „Choć lękam się tego, kim jestem dla was, po­ciesza mnie to, kim jestem z wami. Dla was jestem biskupem, z wami jestem chrześcijaninem (…). To pierwsze miano jest zagrożeniem, drugie wybawieniem”. Dobrze jest móc wyznać grzechy i usły­szeć kojące słowa, które napełniają nas miłosierdziem i pozwalają znów wyru­szyć w drogę. Tylko len, kto zaznał czu­łego uścisku Ojca, opisanego w Ewangelii w przypowieści o synu marnotrawnym – rzucił mu się na szyję i ucałował go” – może przekazywać innym cały jego żar, gdy sam uzyskawszy przebaczenie, staje się jego szafarzem.

Na podstawie: Kard. Raymond Leo Burke, Kapłan według Serca Jezusowego, WDS, 2018.

 

Udostępnij Tweet