Być blisko człowieka. XIII Niedziela Zwykła

XIII Niedziela Zwykła – B

„…a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd Go ściskali” (Mk 5,24).

Doświadczamy często, że ludzie przychodzą do nas, kapłanów, ze swoimi pytaniami i problemami. Czy mamy dla nich czas? Przecież duszpasterstwo masowe tak nas pochłania!? Zauważa się dzisiaj jednak coraz mocniej potrzebę duszpasterstwa indywidualnego. Widać to na katechezie, gdy po jej zakończeniu uczeń czy uczennica przychodzi z pytaniem, czy problemem, nad którym trzeba się dłużej zatrzymać. Doświadczamy tego w konfesjonale, gdy nie ograniczamy się do stereotypowej krótkiej nauki, lecz delikatnie zagadniemy penitenta o słabość, która prowadzi go do grzechu i która go męczy. Odczuwa się to nawet w czasie przypadkowych spotkań na ulicy, w sklepie, w pociągu, gdy od pozdrowienia i banalnego zagadnięcia rozwija się poważna rozmowa.

Czy dla tych, takich ludzi mam czas? A może szybko uwalniam się od nich dając radę: „Módl się, a wszystko będzie dobrze”. Jest to na pewno piękna rada i skuteczna, ale jakże często ten człowiek potrzebuje czasu, aby mógł otworzyć swoje serce. Na masowe duszpasterstwo – z indywidualnym w zakresie marginalnym – jest coraz mniejsze zapotrzebowanie i przynosi ono coraz mniej owoców; to się wyczuwa w naszych kapłańskich rozmowach.

Nie potrafimy, jak Jezus w dzisiejszej Ewangelii, „wziąć za rękę” i proszącego uzdrowić, czy też sprawić cud przez „dotknięcie się” naszej szaty. Możemy jednak przygotować przemianę serca człowieka, jakiej może dokonać łaska Boża; możemy to uczynić przez podarowanie potrzebującemu naszego czasu, przez uważne i cierpliwe wysłuchanie go, przez wspólną modlitwę i błogosławieństwo na pożegnanie. Rozmowa pełna miłosierdzia, opleciona modlitwą, wzmacnia wiarę i często  uzdrawia, jak kobietę cierpiącą na krwotok. Jeżeli ktoś przychodzi do nas i o coś pyta, czy dzieli się jakimś problemem, to czyni to na pewno z tą ufnością, że kapłan może i potrafi mu pomóc.

Sensowna jest też rada dana na wzór słów Jezusa: „Idź, twoja wiara cię ocali”. Nie jesteśmy cudotwórcami i jakże często nie potrafimy pomóc wprost, ale zawsze, po spotkaniu się  – po ludzku sądząc – z beznadziejną sytuacją, nawet w swojej ludzkiej bezradności, możemy wysłuchać i zachęcić do wypełnionej ufnością wytrwałej modlitwy. Więcej Bóg od nas nie wymaga. On dokona tej „wielkiej reszty”.

Bądźmy otwarci dla tych, którzy chcą „dotknąć się naszej szaty”. Jak to dobrze, że jeszcze przychodzą, że nas „zewsząd ściskają”. Cieszmy się tym darem! W krajach zachodniej Europy tę kapłańską rolę, zastąpili już w przeważającej mierze psychologowie i psychiatrzy. Nasi wierni są jeszcze przekonani, że jesteśmy pośrednikami Bożej łaski.

I jeszcze jedno: opowiadajmy przychodzącym do nas ze swoimi problemami, o tym, co Jezus mówił i co Jezus czynił. Nie bójmy się Jego słów, chociażby tych z dzisiejszej Ewangelii: „Twoja wiara cię uzdrawia”, „Nie bój się, wierz tylko”, „Idź w pokoju”. Gdy je wypowiadamy, to wtedy działa w nas moc Chrystusa i ona jeśli nie sprawi uzdrowienia, to na pewno wyrazi się w mocy uzdalniającej do niesienia swojego krzyża – bo w stosunku do tej osoby taka jest wola Boża.

Tak wiele otrzymaliśmy od naszego Pana Jezusa Chrystusa, dzielmy się tym darem; my, kapłani, możemy naprawdę wiele, Jego mocą!

A czy nie jest tak, że świadomi swojej ludzkiej słabości i ograniczoności, jesteśmy zbyt „ostrożni”, aby głosić z głębokim przekonaniem – więcej: z całkowitą pewnością! – odnawiającą i uzdrawiającą człowieka moc naszego Pana, Jezusa Chrystusa?

Ks. dr Roman Stafin – pomocniczy ojciec duchowny kapłanów diecezji tarnowskiej.

 

Udostępnij Tweet