Powołanie – Stefan Kardynał Wyszyński

28 maja 1981 r. zmarł Czcigodny Sługa Boży Stefan kardynał Wyszyński, Prymas Polski. 19 grudnia 2017 r. Papież Franciszek podpisał dekret o heroiczności jego cnót, dlatego od tej chwili Prymasowi Tysiąclecia przysługuje oficjalnie tytuł Czcigodny Sługa Boży”. W związku z tym zachęcamy do zapoznania się z fragmentem Jego przemówienia w katedrze gdańskiej z okazji poświęcenia Seminarium Duchownego 4 stycznia 1958 r. na temat powołania.

 

***

„Pójdź za Mną!” – Powołanie do kapłaństwa

Oto (kapłaństwo) odradza się; w ten sposób, jak za czasów Chrystusa. Ongiś Chrystus Pan, przechadzając się nad jeziorem Genezaret, dostrze­gał, to Piotra, to Jakuba, to Jana i mówił: „Pójdź za Mną”. I dzisiaj w duszy młodzieńca, może nawet dziecka, ten uporczywy głos powtarza się nieustannie: „Pójdź za Mną”. Nie da spokoju, aż powołany pójdzie za Nim, opuściwszy wszystko: ojca, matkę, a chociażby i sieci, jak synowie Zebedeuszowi.

Są tacy, którzy chcą być powołani, a Chrystus ich nie powołuje. W Ewangelii jest zapisane, że przyszedł pewien młodzieniec do Chrystu­sa i chciał iść z Nim, a Chrystus go nie powołał. Są i tacy, którzy nie chcą być powołani, a Chrystus ich wzywa. Niekiedy powołanie do kapłaństwa dzieje się ze łzami, z oporem. Człowiek nie chce. Chociaż to wielka łaska, broni się przed nią. A jednak musi pójść, bo głos Boży wola: „Dziś. gdy usłyszysz mój głos, nie zatwardzaj serca swego”. I człowiek idzie.

Są powołania radosne, są powołania bolesne i są nawet niekiedy powo­łania tragiczne. Bóg jest władcą człowieka może go oderwać od całego świata i powiedzieć mu: „Rzuć to wszystko i chodź za Mną”. Tak celnik musiał porzucić złoto, które liczył i wymierzał. To jest   powołanie.

Warunki powołania kapłańskiego

Musi mieć ono pewne warunki. Musi je potwierdzić Kościół. Nie wystarczy, że ktoś czuje w sobie głos wewnętrzny. Ten głos musi, być doświadczony, czy nie jest złudzeniem. Doświadczany jest w seminarium duchownym przez pra­cę wewnętrzną młodego człowieka nad sobą, przez studia rzetelne, przez objawienie, przez nabywanie tych cnót, które są potrzebne do służby ka­płańskiej. I do tego, który wytrwa, biskup mówi: „Idź i ty do winnicy Pańskiej”. Pyta przedtem wychowawcę, który przedstawia kandydata do święceń: „Czy wiesz, że jest on tego godzien?” A wychowawca odpowiada pokornie: „Na ile pozwala mi ułomność ludzka, poświadczam, iż godzien jest tego urzędu i tej godności”.

Ale Kościół pyta jeszcze ludu, czy lud też jest zdania, że ten, który przystępuje do święceń, jest ich godzien. Pyta ludu w każdych święceniach kapłańskich, przez ogłoszenie zapowiedzi przed święceniami. Każdy ma prawo i obowiązek, gdyby wiedział, że ktoś jest niegodnym kapłaństwa, ostrzec o tym i powiedzieć. Tak więc Kościół nieustannie sprawdza powołanie. Gdy komuś, kto sły­szy w sobie głos, biskup powie: „Idź do ołtarza”, dopiero wtedy można uważać, że człowiek ten jest przez Kościół Boży powołany. Muszą [też – przyp. red.] być i inne warunki.

Katolicka rodzina – kolebką powołań kapłańskich. Matki – pierwszy­mi „seminariami duchownymi”.

Gdzie najczęściej rodzą się powołania? Rodzą się w dobrej i katolickiej rodzinie. Z każdym niemal kapłanem jest tak, jak z Chrystusem. Chrystusowe kapłaństwo dokonało się w Maryi, w Jej łonie, pod Jej opieką, jak gdyby przy Jej macierzyńskiej trosce. Tak wszystkie niemal powołania kapłańskie są pielęgnowane przez dobre, kato­lickie matki. Kościół Boży najwięcej dobrych powołań kapłańskich zawdzięcza katolickim matkom. Dobra rodzina katolicka zawsze daje powołania kapłańskie, zakonne, do służby dobroczynnej i do ofiarnej służby apostolskiej. To się rodzi niejako pod sercem dobrych, katolickich matek.

Dlatego Kościół jest wdzięczny matkom za to, że pielęgnują i kształtu­ją powołania, że są niejako pierwszymi seminariami du­chownymi. A tak dalece Kościół jest wdzięczny matkom, że jakkol­wiek nie pełnią one obowiązków kapłańskich, to jednak upoważnia je, gdy udziela sakramentu małżeństwa, do specjalnej misji nauczania swoich dzie­ci. Matki są pierwszymi nauczycielami religii. One uczą swe dzieci znaku Krzyża Świętego. One składają te niezgrabne rączki do paciorka i podnosząc serce ku górze, mówią o Bozi, która jest, gdzieś daleko i patrzy w serduszko. One pierwsze uczą zginać te kolana dziecięce, które później będą się zginały u ołtarza Pańskiego.

Jako wyraz swej wdzięczności dla matek, Kościół to sprawia, że każdy kapłan, który idzie z pierwszą Mszą święta do ołtarza, najpierw klęka przy swej matce, całuje jej ręce i prosi o błogosławieństwo. Prosi o błogosławieństwo ten, który za chwilę sam jej błogosławieństwa udzieli. To wyraz największego szacunku, jaki Kościół każe kapłanom okazywać matkom swoim. Oto wasza wielka zasługa i wasza cześć, Matki Katolickie!

Udostępnij Tweet