Kapłan kustoszem Skarbu – bp Wacław Świerzawski

Tekst zamieszczony poniżej stanowi fragment nauk rekolekcyjnych wygłoszonych przez bpa Wacława Świerzawskiego do kleryków jednego z seminariów duchownych w Polsce. Z uwagi na aktualność poruszanych w niej problemów przytaczamy jej treść pragnąc –  zgodnie z życzeniem jej Autora –  pomóc Słuchaczowi (Czytelnikowi) „spotkać się z Tym, który go powołał i przy Nim pozostawić”.

 

Czyście kiedyś pomyśleli, że niedługo dostaniecie klucze od kościoła – własnego jako proboszcz czy wcześ­niej jako wikary, gdy przyjedziecie na parafię – klucze od kościoła, w którym macie Skarb. Ale możecie w tym kościele mieć jednego człowieka albo nikogo, a możecie za chwilę mieć pełno ludzi, jeśli tym ludziom potraficie pokazać, że tu jest Skarb. Pokażcie, że jest Skarb! Ale jeśli wy Skarbu nie widzicie i będziecie siedzieć po dwie, trzy godziny przy telewizorze i wino pić, tak jak niektórzy kapłani robią, i jeśli będziecie zbierać płyty czy kasety i szukać towarzystwa, wsiadać w samochód i „gonić za zającem”, tak jak to inni robią (to są skróty myślowe), jeżeli się będziecie napychać soczewicą (Rdz 25,34), tak jak to robi wielu, którzy nie znają Chrystusa, to nikt nie powie, że ten ksiądz wierzy w Skarb i ma Skarb, że dla niego Hostia jest Skarbem. Bo nie jest Skarbem. Ale niech stanie naprzeciw swoich parafian taki, dla którego to będzie Skarbem — zobaczy­cie, co się będzie działo.

A tym, co otwiera oczy na Skarb, jest wiara nasza (por. 1 J 5, 4). Wiara daje nam oczy, które potrafią sięgnąć poza symbol do rzeczy samej. Znacie wspaniałą książkę Exupery’ego „Mały Książę”, prawda? Narysować skrzynkę i powiedzieć: w środku jest baranek – to jest mniej więcej coś z tego. Popatrzeć na Hostię i pokazać na Hostię, i powiedzieć: to jest Chrystus zmartwych­wstały! I służyć mu wiernie, kochając Go i Jego kapłań­stwo, które dał. To chyba jest wszystko.

Ale nie chciałbym, gdy w tej chwili do was przema­wiam, żebyście popełnili ten błąd, który sam popełni­łem, a o którym wam przed chwilą powiedziałem: wyrzućmy wszystkie książki i czytajmy Ewangelię. Odwrotnie: czytajmy setki książek, abyśmy mogli zrozumieć na końcu Ewangelię. I dlatego, żeby dojść do takiej wiary i do tak głębokiego pojmowania kapłańst­wa, trzeba wpierw krok za krokiem, etap za etapem, rok za rokiem w seminarium żmudnie opanowywać wszystkie drobiazgi. Jak sportowiec, który ćwiczy dzień w dzień, jak muzyk, któremu nauczyciel ustawia palce, żeby uchwycił rzemiosło muzyczne, jak malarz, który zaczyna od najprostszych rzutów – tak i kapłan. Nie przychodzi to wszystko od razu, nagle. Sześć lat semina­rium, ale potem znowu dalej. Kryzysy kapłańskie najczęściej rozpoczynają się później, po dziesięciu, piętnastu latach kapłaństwa, kiedy kapłan zapomina już o tym, że trzeba dalej żmudnie pracować.

(…) do całości tego obrazu, który wam tutaj szkicuję, chciałbym dodać jeszcze na zakończenie drugi szkic: waszej współpracy. Pamię­tajcie, że to dopiero razem z tamtym tworzy tę organiczną syntezę. (…) trzeba, żebyście wiedzieli, że widzenie tego ideału, coraz głębsze przeni­kanie do waszej świadomości ideału dobrego kapłana musi się łączyć z równoczesnym wysiłkiem z waszej strony.

Jak ja to pojmuję? Pamiętajcie o jednym: że ta współpraca dokonuje się również według pewnego planu i według prawa postępu. Raz na rok duże rekolekcje, przemyślenia, modlitwy, notatki, postanowienia, kon­krety, plan który ma być zrealizowany – i ten plan poddać pod działanie tak zwanego prawa małych odcin­ków. Powiecie sobie na przykład: w tym roku przepra­cuję modlitwę, która jest niezbędna do rozumienia planu Boga i do zjednoczenia z Chrystusem, który tym planem kieruje. Odcinki drobniejsze to są kwartalne czy miesięczne  dni  skupienia. Przyjdzie  całkiem inny prelegent, będzie wam o czymś innym mówił, ale zobaczycie wtedy, że to się wam nałoży na ów wątek uchwycony w czasie rekolekcji. Nie zatraćcie tej linii. Tej choćby z Listu do Efezjan. Czy tego, który się streścił w Janie z Ars.

I w tym samym kontekście czytajcie spowiedź tygodniową czy dwutygodniową. Kiedy się wam będzie trudno przygotować albo kiedy nie otrzymacie wystarczającej odpowiedzi czy takiego pouczenia, jak byście chcieli, bo jesteście właśnie na etapie otwarcia i gorliwości, i entuzjazmu – sami sobie dajcie pouczenie klękając przed Chrystusem i prosząc Go o światło.

A wreszcie, sprowadźcie rekolekcyjne sugestie do codziennych spotkań z Chrystusem. Wiecie jak codzienność przemija. Jak woda wartko płynąca. Wiecie jak często wasze rachunki sumienia są jałowe i puste. Jakie są wasze codzienne medytacje. Nie potraficie nic z siebie wykrzesać, wydusić – bo nie macie perspektywy. Ale choćbyście to sobie przypomnieli, co wam w tej chwili szkicuję: sięgnij do spowiedzi, sięgnij do dnia skupienia, sięgnij do rekolek­cji i przypomnij sobie, po co to wszystko. Po to, żeby ideał kapłana odkryć w ideale chrześcijanina, a ideał chrześcijanina odkryć w tej największej rozpiętości planu Boga, do którego spełnienia mnie wezwał.

Gdy to zobaczycie, będziecie gorliwie pracować nie tylko nad kształtowaniem, ale wykuwaniem tego obrazu Chrystusa, który jest tu w kaplicy rzeczywiście wykuty w tragicznym wyrazie XX wieku. Będziecie go wykuwać w sobie i On w was będzie swój obraz wyku­wał, abyście kiedyś byli wierni Jemu do końca. Bo moż­na Jemu być wiernym – i można być Jemu niewiernym.

Bp Wacław Świerzawski – profesor nauk teologicznych, biskup diecezjalny sandomierski w latach 1992–2002, od 2002 biskup senior diecezji sandomierskiej, zmarł 7 października 2017 w Sandomierzu.

Udostępnij Tweet