Najemnik czy pasterz? IV Niedziela Wielkanocna

Niedziela Dobrego Pasterza – B

Dzisiejsza Ewangelia rysuje przed nami obraz Jezusa jako dobrego pasterza. Dobry pasterz to taki, który jest gotowy do poświęcenia i ofiary dla swoich owiec, jest gotowy oddać za nie życie. Od dobrego pasterza odróżnia się najemnik. Najemnik to ktoś, kto jest zatrudniony do opiekowania się owcami. Nie są one jego własnością, więc traktuje to, jak zwykłą pracę zarobkową, nie zależy mu na dobru owiec. Dlatego w razie pojawienia się niebezpieczeństwa ucieka, pozostawiając owce na pastwę losu. Nie zna też dobrze owiec, nie zna każdej z osobna, traktuje je jak bezimienne stado. Najemnik myśli tylko, żeby odrobić swoje i mieć spokój, nie przejmuje się, jaki będzie dalszy los owiec.

Inaczej jest z dobrym pasterzem. Owce są jego własnością, należą do niego, więc się o nie troszczy. Jest przejęty ich losem, zna każdą po imieniu, interesuje się wszystkimi razem i każdą z osobna. Nie myśli o sobie, o tym, żeby mieć jak najwięcej korzyści dla siebie z owiec, ale zależy mu na ich dobru. Chce by jego owce były szczęśliwe, by im niczego nie brakowało. Jest gotowy do poświęcenia, do trudu i niewygody, aby tylko jego owcom było lepiej, jest gotowy nawet do ofiary z własnego życia. Takim dobrym pasterzem jest przede wszystkim Jezus Chrystus, który oddał życie na krzyżu za nas, swoje owce.

A jakim ja jestem pasterzem? Jak traktuję swoje owce, czyli powierzonych mi ludzi? Jakich cech więcej odnajduję w sobie: cech dobrego pasterza, czy cech najemnika? Czy myślę tylko o tym, żeby „odrobić swoje” i mieć spokój? Czy jestem żywo przejęty losem powierzonych mi owiec? Czy staram się rzeczywiście poznawać ich problemy, rozterki i próbować im pomóc, na ile jestem w stanie? A może traktuję ludzi, do których zostałem posłany, jak „dojne krowy” i szukam tylko własnych wygód i korzyści, nie przejmując się ich losem?

Są to ważne pytania, które jako kapłani musimy sobie często stawiać. Bo nawet jeśli rozpoczęliśmy posługę z dobrym nastawieniem, z pragnieniem rzeczywistego służenia Bogu i ludziom, to nie jest powiedziane, że tej szczytnej motywacji gdzieś po drodze nie zatracimy. Bardzo łatwo ulec pokusie wygodnictwa, pokusie skupienia się na sobie i własnych potrzebach. Dlatego trzeba ciągle na nowo wracać do źródła naszej posługi. Trzeba zwracać się do Jezusa Chrystusa, który jest dla nas najlepszym wzorem dobrego pasterza. Potrzeba ciągłego zanurzania się w przemieniającej miłości Ojca Niebieskiego i nieustannego otwierania się na działanie Ducha Świętego w naszym życiu. Przygotowując młodzież do sakramentu bierzmowania często zachęcamy ich, aby otworzyli swoje serca na działanie Ducha Świętego, którego mają w tym sakramencie przyjąć. Pytanie tylko, czy nasze serca nie są przed Nim zamknięte? Oby nigdy tak nie było. Amen.

Ks. Karol Góra – wikariusz parafii pw. Świętego Floriana Męczennika w Uszwi.

Udostępnij Tweet