Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie. Niedziela Bożego Miłosierdzia

II Niedziela Wielkanocna – B

Dziękujcie Panu, bo jest miłosierny…

Nie tak dawno – bo zaledwie przed czterema laty – w naszej tarnowskiej diecezji miała miejsce peregrynacja Obrazu Jezusa Miłosiernego. Jak dobrze pamiętamy towarzyszyły temu wydarzeniu słowa, które wyśpiewała Maryja w hymnie MagnificatJego Miłosierdzie  z pokolenia na pokolenie. Miałem okazję prowadzić w kilku parafiach diecezji misje czy też rekolekcje przygotowujące wiernych do tego wydarzenia. Mogłem zatem doświadczyć nieco z atmosfery tamtych dni, w których widać było, jak bardzo ludzie przeżywali te chwile, kiedy mogli stanąć przed obrazem i skierować swój wzrok na Oblicze Miłosiernego Zbawiciela. Warto więc chyba ciągle wracać swoją myślą do tamtych wydarzeń, bo był to z pewnością czas wielkiej Bożej łaski.

Dziś II Niedziela Wielkanocna, która zgodnie z tym, co objawił Jezus św. Faustynie, jest przeżywana w Kościele jak Święto Miłosierdzia Bożego. I to chyba nie przypadek, że w ten dzień czytamy opis tego wydarzenia, kiedy to Jezus ukazał się swoim uczniom w Wieczerniku w Dniu swojego Zmartwychwstania. I słyszymy, jak Jezus przekazuje swojemu Kościołowi władzę odpuszczania grzechów. Weźmijcie Ducha Świętego. Którym odpuścicie grzechy są im odpuszczone, a którym zatrzymacie są im zatrzymane. Ten wielki Dar, poprzez który Bóg w swoim Kościele udziela nam sakramentalnego przebaczenia grzechów, był pierwszym Darem Jezusa, jaki po Zmartwychwstaniu przekazał On swojemu Kościołowi. Dlatego też liturgia każe nam dziś wyśpiewać wielką wdzięczność Bogu za ten wspaniały Dar. Dziękujcie Panu, bo jest miłosierny. Zaiste, mamy za co dziękować Bogu w tym uroczystym dniu!

Weźmijcie Ducha Świętego. Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone… Ten nakaz Jezusa jest realizowany w Kościele już przez dwa tysiące lat. Jako kapłani odbieramy te Jezusowe słowa jako wielkie wyróżnienie, ale i jako ważny obowiązek. To, że Bóg podzielił się z nami władzą odpuszczania grzechów nie oznacza, że mamy do tego zadania podchodzić z jakimś poczuciem wyższości i władzy nad innymi ludźmi. Wręcz przeciwnie! Do owocnego wypełniania tej misji potrzeba nam pokory i wielkiej cierpliwości, zwłaszcza w tych czasach, w których przyszło nam żyć i tę misję wypełniać. Pychą i okazywaniem swojej domniemanej wyższości w sprawowaniu sakramentu pojednania możemy bowiem uczynić więcej szkody niż pożytku. I to zarówno Kościołowi jak i wiernym, którzy dziś łatwo zniechęcają się do spowiedzi pod byle pretekstem. Wystarczy jakieś nieopatrzne słowo czy jakiś objaw zniecierpliwienia w konfesjonale, a zrażony człowiek zacznie szerokim łukiem omijać to miejsce, gdzie miłosierny Ojciec pragnie przygarniać skruszonego grzesznika. Ojciec święty Franciszek nieprzypadkowo przestrzegał spowiedników, aby nie działali w ten sposób, by konfesjonał kojarzył się penitentom z salą tortur. Nie oznacza to rzecz jasna, że mamy na zło patrzeć przez palce, ale cierpliwe tłumaczenie jest chyba lepsza receptą na chorobę niż terapia wstrząsowa. Tym bardziej, że to nie my sami z siebie udzielamy innym odpuszczenia grzechów, ale czyni to swoją mocą Duch Święty, nas tylko używając jako narzędzi w tym wielkim dziele pojednania człowieka z Bogiem.

Drugą stroną medalu jest nasz osobisty udział w sakramencie pokuty i regularne korzystanie z niego w naszym życiu i posłudze kapłańskiej. Jeśli zachęcamy wiernych do tej praktyki i podkreślamy nieraz dobrodziejstwo częstej spowiedzi, to tym bardziej sami musimy z tego dobrodziejstwa korzystać nie tylko dla swego duchowego dobra ale i po to, aby dawać innym ludziom czytelny przykład w tym względzie. Wielu z nas zapewne tak czyni, ale każdy kapłan musi robić w tym względzie częsty rachunek sumienia. No bo jakże mielibyśmy być pośrednikami w przekazywaniu innym tej wielkiej łaski sakramentalnego pojednania z Bogiem, gdybyśmy sami z tej łaski nie korzystali? Jakże mielibyśmy prowadzić innych do zdrojów Bożego Miłosierdzia, gdybyśmy najpierw sami w nich się nie zanurzali? Szafarz sakramentu miłosierdzia, który sam doświadcza zbawiennych skutków tegoż sakramentu, będzie chętnie i z pełnym zaangażowaniem przekazywał innym obfitość Bożego Miłosierdzia, jakie z pokolenia na pokolenie rozlewa w Kościele Ten, co przyszedł na świat, aby dać nam najwyższy dowód jak wielkie i niepojęte jest to Boże Miłosierdzie.

Jerzy Krupa CSsR – misjonarz, rekolekcjonista, aktualnie przebywający na placówce w Zamościu, a pochodzący z diecezji tarnowskiej. Prowadzi misje parafialne i rekolekcje w różnych częściach Polski.

 

Udostępnij Tweet