Kapłan z Jezusem na Krzyżu. Wielki Piątek

Wielki Piątek

„Lecz on był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła nań chłosta zbawienna dla nas, a w jego ranach jest nasze zdrowie” (Izajasz)

Kiedy czytamy opis ukrzyżowania i śmierci Pana Jezusa widzimy jak wiele różnych postaw przyjęli ludzie wobec Ukrzyżowanego na Golgocie. Byli tam przywódcy Narodu Wybranego, aby upewnić się, że Jezus umarł, że zakończyli niewygodną sprawę Jezusa z Nazaretu. Byli obojętni i okrutni żołnierze rzymscy, którzy wykonywali rozkazy Piłata, przybijali Go do krzyża, sprawdzali, czy Skazaniec jeszcze żyje. Był również tłum gapiów i ciekawskich, którzy chcieli widzieć co się dzieje, kogo w przeddzień Paschy krzyżują i dlaczego? Byli i tacy, którzy współczuli Jezusowi, tak po prostu po ludzku. Była wreszcie Maryja Matka Jezusa, były inne dwie Marie, był św. Jan. Oni nie obserwowali, nie byli widzami, lecz uczestniczyli całym sobą w męce i śmierci Jezusa, współcierpieli z Nim, ofiarowali siebie samych Bogu. Choć nie wiedzieli wtedy, że uczestniczą w najważniejszym wydarzeniu w dziejach ludzkości, jednak łączyli swoje serca i umysły z ofiarą Jezusa.

To co kiedyś działo się na Golgocie uobecnia się za każdym razem w Eucharystii sprawowanej przez kapłana. Jest ona nie tylko pamiątką, lecz uobecnieniem ofiary Jezusa. On ofiaruje się podczas każdej Mszy św. za nas, dla naszego zbawienia. Na zewnątrz dokonuje się to pod osłoną znaków, lecz na ołtarzu składamy rzeczywiste cierpiące Ciało i Krew Jezusa. O tej prawdzie przypominają nam ciągle cuda eucharystyczne, jak choćby cud z Sokółki. Badania naukowe małej hostii wykazały, że mamy do czynienia z częścią mięśnia sercowego człowieka w stanie agonii. Tak, uczestnictwo w Eucharystii to inaczej stawanie na nowo na Golgocie, gdzie Jezus wydaje swoje Ciało i Krew za zbawienie świata. Przypomina nam o tym Ojciec św. Franciszek, który w audiencjach środowych porusza temat Mszy św. Przypomina nam, że Msza św. nie jest spektaklem, lecz przeżywaniem jeszcze raz męki i odkupieńczej śmierci Pana. Papież zauważa: „…powiem wam, że mnie to bardzo zasmuca, kiedy odprawiam Mszę św. tutaj na placu albo w Bazylice i widzę wiele podniesionych do góry telefonów, nie tylko wiernych, ale i księży, a nawet biskupów. Ależ proszę! Msza św. to nie przedstawienie: to spotkanie z męką i zmartwychwstaniem Pana”. W ten sposób Ojciec św. wzywa nas, abyśmy podczas Eucharystii nie byli widzami lecz autentycznie – jak Maryja, jak św. Jan – uczestniczyli w ofierze Jezusa.

Warto zapytać siebie jakie jest moje przeżywanie Mszy św.? Do której kategorii ludzi z Golgoty mógłbym się zaliczyć? Może do obojętnych widzów, którzy są na Mszy św. obserwatorami. Może do faryzeuszy, którzy czekają kiedy Msza św. skończy. A może jak żołnierze rzymscy wykonujemy tylko swoje obowiązki i mamy nic lub niewiele wspólnego ze Skazańcem. Daj Boże, abyśmy naśladowali postawę Maryi, św. Jana, innych niewiast spod krzyża.

W książce arcybiskupa Sheena Kapłan nie należy do siebie zadaje on nam, kapłanom bardzo ważne pytanie: „Czy podnosimy Chrystusa na Krzyżu w momencie Podniesienia, pozostając wyłącznie w roli widzów dramatu, w którym powinniśmy grać główną rolę?”. I daje taką odpowiedź: „Konsekrujący kapłan musi modlić się w swojej duszy: „O Jezu, nie jesteś sam; w tej Mszy Świętej jestem z Tobą. Na Krzyżu ofiarowałeś samego siebie niebieskiemu Ojcu; we Mszy Świętej wciąż ofiarujesz samego siebie, lecz ja ofiaruję siebie wraz z Tobą”.

Ks. dr Krzysztof Bułat – Wikariusz Biskupi ds. Formacji Stałej Duchowieństwa Diecezji Tarnowskiej.

Udostępnij Tweet