Kalwaria i Msza Święta – abp Fulton J. Sheen

 

Istnieją w życiu rzeczy zbyt piękne, by o nich zapomnieć. Taką rzeczą jest miłość matki, dlatego przechowujemy z czcią jej wi­zerunek. Miłość żołnierzy, którzy swoje życie złożyli w ofierze za ojczyznę, również jest zbyt piękna, by o niej zapomnieć, dlatego czcimy ich pamięć w Święto Niepodległości. Lecz najwięk­szym błogosławieństwem, jakie spłynęło na ten świat, było przyjście Syna Bożego w ludz­kim ciele. Jego życie, bardziej niż którekolwiek inne, jest zbyt piękne, aby można było o nim zapomnieć, dlatego też z czcią odnosimy się do Jego Boskich słów zawartych w Piśmie Świę­tym i do laski wysłużonej Jego czynami, która przenika naszą codzienność. Niestety, niektó­re dusze mają w pamięci wyłącznie Jego słowa i Jego uczynki, które – mimo iż są ważne – nie oddają w najdokładniejszy sposób rysów na­szego Boskiego Zbawiciela.

Najdonioślejszym aktem w życiu Chrystusa była Jego Śmierć. Śmierć zawsze jest donio­sła, ponieważ stanowi przypieczętowanie prze­znaczenia. Każdy umierający jest bohaterem dramatu, a dramat umierania jest święty. To dlatego dawna literatura, która opisywała emo­cje towarzyszące śmierci, nigdy nie straciła na aktualności. Lecz spośród wszystkich śmier­ci, jakie miały miejsce na przestrzeni dziejów ludzkości, żadna nie była ważniejsza od śmier­ci Chrystusa. Wszyscy, którzy się kiedykolwiek urodzili, przyszli na świat, aby żyć; jedynie nasz Zbawiciel przyszedł na świat, aby umrzeć. Śmierć była tragicznym kresem życia Sokrate­sa, lecz w życiu Chrystusa była ona koroną. On sam powiedział, że przyszedł, aby „dać swoje życie na okup za wielu” (Mt 20,28); że nikt nie mógł odebrać Mu życia, ale że On sam miał je oddać.

Jeśli zatem śmierć była najważniejszą chwi­lą, dla której Chrystus żył, była ona tym jednym wydarzeniem, które z Jego woli miało zostać zapamiętane. Chrystus nie prosił, aby ludzie zapisali Jego słowa w jakiejś świętej księdze; nie prosił, aby Jego życzliwość dla ubogich zo­stała zapamiętana przez historię; poprosił, aby ludzie pamiętali o Jego śmierci. I aby ta pamięć nie przybrała formy chaotycznej ludzkiej narra­cji, On sam ustanowił dokładny sposób, w jaki należy wspominać Jego śmierć.

Ta pamiątka została ustanowiona w noc po­przedzającą Jego śmierć, w trakcie wydarzenia, które zostało nazwane „Ostatnią Wieczerzą”. Biorąc chleb w swoje dłonie, Chrystus powie­dział: „To jest Ciało Moje, które za was będzie wydane” (Łk 22,19), tzn. wydane na śmierć. Później, nad kielichem z winem, powiedział: „To jest Moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów” (Mt 26,28). W ten sposób, w bezkrwawym symbolu oddzielenia Krwi od Ciała, przez osobną konse­krację Chleba i Wina, Chrystus ofiarował się za nas w obliczu Boga i ludzi, i zapowiedział swą śmierć, która miała nadejść następnego dnia o godzinie trzeciej po południu. Ofiarował On samego siebie jako Żertwę, która miała zostać złożona i – aby ludzie nigdy nie zapomnie­li, że „nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13) – dał Kościołowi Boskie przykazanie: „Czyńcie to na Moją pamiątkę”.

„Śmierć ukazana jest nam w symbolu, po­przez sakramentalne oddzielenie Krwi od Cia­ła; lecz – poprzez ekspresyjny język świętego symbolu – śmierć jednocześnie została już dana w zastaw Bogu ze względu na całą swo­ją wartość i swą przerażającą rzeczywistość. Dług, który zaciągnęliśmy wskutek naszych grzechów, zostanie spłacony na Kalwarii, ale to w trakcie Ostatniej Wieczerzy Odkupiciel bie­rze za niego odpowiedzialność i potwierdza go własną Krwią”. „W Wieczerniku i na Kalwarii nie było dwóch odrębnych i całkowitych ofiar złożonych przez Chrystusa. Ofiara złożona pod­czas Ostatniej Wieczerzy, była ofiarą odkupień­czą, a ofiara złożona na Krzyżu była kontynuacją i dopełnieniem ofiary z Wieczernika. Wieczerza i Krzyż tworzą jedną, doskonałą ofiarę”.

Następnego dnia Chrystus wypełnił do końca to, co zapowiedział i zwiastował; został ukrzy­żowany pomiędzy dwoma łotrami, a Jego Krew wypłynęła z Jego Ciała na odkupienie świata. Ustanowiony przez Chrystusa Kościół nie tyl­ko zachował pamięć o wypowiedzianych przez Niego słowach i cudach, jakich dokonał; po­traktował też poważnie Jego nakaz: „Czyńcie to na Moją pamiątkę”. I tą świętą czynnością, w której odtwarzamy Jego Śmierć na Krzy­żu, jest Ofiara Mszy Świętej, w której czynimy na pamiątkę to, co Chrystus uczynił podczas Ostatniej Wieczerzy jako zapowiedź swej Męki.

Dlatego Msza Święta jest dla nas ukorono­waniem chrześcijańskiego kultu. Ambona, z której powtarzane są słowa naszego Pana, nie jednoczy nas z Nim; chór, z którego wy­śpiewywane są słodkie, budzące wspomnienia melodie, przybliża nas do Jego Krzyża zaledwie w takim stopniu, w jakim przybliżyłyby nas do Niego Jego szaty. Świątynia, w której brakuje ołtarza ofiary, nie występuje wśród ludów pry­mitywnych, a dla chrześcijan pozbawiona jest sensu. Dlatego w katolickim kościele to ołtarz, a nie ambona lub chór czy też organy, jest cen­trum kultu i to na ołtarzu na nowo odtwarza się Jego Mękę. Jej wartość nie zależy od kapłana, który ją sprawuje lub kto w niej uczestniczy, ale od Tego, który jest Jedynym, Najwyższym Ka­płanem i Żertwą, od Jezusa Chrystusa, naszego Pana.

Mimo naszej nicości jednoczymy się z Nim; w pewnym sensie tracimy na pewien czas naszą indywidualność i tak ściśle jednoczymy nasz intelekt, naszą wolę, serce, duszę, ciało i krew z Chrystusem, że Niebieski Ojciec zdaje się po­strzegać nas nie tyle w świetle naszych niedo­skonałości, co w świetle swego Umiłowanego Syna, w którym ma upodobanie. Dlatego Msza Święta jest największym wydarzeniem w histo­rii ludzkości; jest to jedyny Święty Akt, który utrzymuje gniew Boga z dala od grzesznego świata, ponieważ w centrum tego aktu, między niebem a ziemią, znajduje się Krzyż, odnawia­jąc w ten sposób ową rozstrzygającą chwilę, w której znajdujący się w tragicznym i opłaka­nym stanie rodzaj ludzki niespodziewanie do­stąpił pełni nadprzyrodzonego życia.

Jest zatem kwestią najistotniejszą, byśmy przyjęli odpowiednią postawę wobec Mszy Świętej i byśmy zdali sobie sprawę z tego, że Ofiara Krzyża nie jest czymś, co zdarzyło się dziewiętnaście wieków temu. Ona wciąż się dokonuje. Nie jest ona czymś przeszłym, ni­czym podpisanie Deklaracji Niepodległości; jest trwającym wciąż dramatem, nad którym nie zapadła jeszcze kurtyna. Niech nikt nie są­dzi, że zdarzyła się ona dawno temu i dlatego nie dotyczy nas bardziej niż jakiekolwiek inne wydarzenie w przeszłości. Kalwaria jest obecna w każdym miejscu i w każdym czasie.

Aby dać temu dowód, nasz Pan, gdy wspiął się na wzgórze Kalwarii, musiał zostać obnażo­ny z szat: miał zbawić świat bez oznak przemi­jającego świata. Jego szaty należały do tamtej epoki, gdyż zdradzały, skąd pochodzi i okre­ślały Go jako mieszkańca Galilei. Dlatego też gdy Mu je zabrano, gdy odebrano Mu wszelkie ziemskie przedmioty, nie należał do Galilei, nie należał do rzymskiej prowincji – należał do ca­łego świata. Stał się ubogim tego świata, nie na­leżącym do żadnego konkretnego narodu, ale do wszystkich ludzi.

„Złożył Ofiarę, aby została przyjęta i my ją tak składamy, jak była przez Niego złożona. Ofia­rujemy wieczystą Ofiarę Krzyża, raz złożoną i trwającą na wieki… Msza Święta jest ofiarą, po­nieważ składamy w ofierze Ofiarę raz na zawsze złożoną, podobnie jak Ostatnia Wieczerza była złożeniem Ofiary, która miała zostać przyjęta”.

Msza Święta jest nie tylko pamiątką; jest ona żywym przedstawieniem ofiary Krzyża. „W Bo­skiej ofierze, dokonującej się we Mszy Świętej, jest obecny i w sposób bezkrwawy ofiarowa­ny ten sam Chrystus, który na ołtarzu krzyża „ofiarował samego siebie” (Hbr 9,27) w sposób krwawy. (…) Jedna przecież i ta sama jest Ho­stia, jeden i ten sam poprzez posługę kapłanów Składający ofiarę, który wówczas ofiarował sa­mego siebie na krzyżu, tylko sposób ofiarowa­nia jest inny” (Sobór Trydencki, sesja XXII).

Aby podkreślić powszechność Odkupienia, Krzyż został wzniesiony tam, gdzie przecina­ły się drogi cywilizacji, w centralnym punkcie między wielkimi kulturami Jerozolimy, Rzymu i Grecji, które ukrzyżowały Chrystusa. Krzyż został ustawiony niczym sztandar przykuwa­jący uwagę obojętnych, przemawiający do bez­myślnych i budzący z letargu światowych. Był to ten wyjątkowy fakt, któremu kultury i cywili­zacje czasu Chrystusa nie mogły się oprzeć. Jest to też ten sam wyjątkowy fakt, któremu i my nie potrafimy się oprzeć.

Postaci u stóp Krzyża symbolizowały wszyst­kich, którzy krzyżują. Były one naszymi repre­zentantami. To, co my dziś czynimy z Chry­stusem wiary, oni w naszym imieniu czynili wobec historycznego Chrystusa. Jeśli innym zazdrościmy łaski i dobra, byliśmy tam w oso­bach Faryzeuszy i uczonych w Piśmie. Jeśli bo­imy się, że przyjmując Bożą Prawdę i Miłość, utracimy jakieś ziemskie korzyści, byliśmy tam w osobie Piłata. Jeśli pokładamy ufność w dobrach materialnych i chcemy odnieść zwycięstwo w świecie, a nie w duchu, byliśmy tam w osobie Heroda. Można tak wymieniać wszystkie typowe grzechy tego świata. Czynią nas one ślepymi na fakt, że On jest Bogiem. To dlatego Ukrzyżowanie było na swój sposób nieuniknione. Ludzie, którzy używali wolności do tego, by grzeszyć, mogli jej użyć do tego, by ukrzyżować. Dopóki istnieje na świecie grzech, dopóty Ukrzyżowaniu nie ma końca. Jak ujął to poeta:

Oto Syn Człowieczy przechodził.
Ujrzałem Go w koronie z cierni.
„Czyż nie wykonało się, Panie” – spytałem –
„i czyż nie skończyła się Twa udręka?”
On zwrócił na mnie swe oczy:
„Czyż nie zrozumiałeś?
Każda dusza jest Kalwarią, A każdy grzech jest Mą męką”.

Staliśmy tam podczas Ukrzyżowania. Dra­mat już się dopełnił, tak jak zamierzył Chrystus, lecz nie został jeszcze objawiony wszystkim lu­dziom w każdym miejscu i w każdym czasie. Gdyby taśma filmowa posiadała świadomość, znałaby scenariusz od początku do końca, lecz widzowie w kinie nie znaliby go, dopóki film nie zostałby wyświetlony do końca na ekranie. W podobny sposób, nasz Pan na Krzyżu widział w swym odwiecznym umyśle cały dramat histo­rii, historię każdej duszy i to jak miała ona za­reagować na Jego Ukrzyżowanie, lecz mimo iż wiedział wszystko, my nie mogliśmy wiedzieć, jak zareagujemy na Krzyż, dopóki nie zostali­śmy wyświetleni na ekranie czasu.

Nie byliśmy świadomi naszej obecności owe­go dnia na Kalwarii, lecz Chrystus był jej świa­domy. Dziś znamy rolę, jaką odegraliśmy w dra­macie Kalwarii, poprzez sposób w jaki żyjemy i postępujemy teraz w dramacie dwudziestego stulecia. To dlatego Kalwaria jest aktualna, to dlatego Krzyż jest punktem zwrotnym histo­rii, to dlatego w pewien sposób rany wciąż są otwarte, to dlatego ból wciąż jest „ubóstwiany”, to dlatego Krew, niczym spadające gwiazdy, wciąż kapie na nasze dusze. Nie można uciec od Krzyża nawet poprzez wyparcie się go, jak zro­bili Faryzeusze, nawet przez wydanie Chrystu­sa, jak zrobił Judasz, nawet przez ukrzyżowanie Go, jak zrobili Jego oprawcy. Wszyscy widzimy Krzyż i możemy, albo objąć go dla naszego zba­wienia, albo odwrócić się od niego i popaść w niedolę.

Lecz w jaki sposób Kalwaria staje się dla nas widoczna? Gdzie została uwieczniona i gdzie możemy ją znaleźć? To we Mszy Świętej od­najdziemy Kalwarię odnowioną, odtworzo­ną i przedstawioną na nowo. Kalwaria i Msza Święta, Msza Święta i Kalwaria stanowią jedno, ponieważ w obu jest ten sam Kapłan i ta sama Żertwa. Siedem Ostatnich Słów przypomina siedem części Mszy Świętej. I podobnie jak w gamie muzycznej istnieje siedem nut pozwa­lających stworzyć nieskończenie wiele melodii, tak i w Krzyżu jest siedem Boskich nut, dzięki którym wieść o umierającym Chrystusie staje się słyszalna przez wieki, i które składają się na przepiękną pieśń odkupienia świata.

Każde słowo jest częścią Mszy Świętej. Pierw­sze słowo „Przebacz” – to Confiteor; drugie słowo, „Dziś w raju” – to Offertorium; trzecie słowo „Oto Matka twoja” – to Sanctus; czwarte słowo „Czemuś Mnie opuścił?” – to konsekra­cja; piąte słowo „Pragnę” – to Komunia Święta; szóste słowo „Wykonało się” – to Ite, missa est; siódme słowo „Ojcze, w Twoje ręce” – to Ostat­nia Ewangelia.

Wyobraź sobie zatem Chrystusa Najwyższe­go Kapłana, który opuszcza zakrystię niebios, by przystąpić do ołtarza Kalwarii. Przyoblekł się już w szatę naszej ludzkiej natury, nałożył ma­nipularz naszego cierpienia, stulę kapłaństwa, ornat Krzyża. Kalwaria jest Jego katedrą; ska­lą Kalwarii jest kamień ołtarzowy; zachodzące słońce jest wieczną lampką; Maryja i Jan są żywymi ołtarzami bocznymi; Hostia jest Jego Ciałem, a wino – Jego Krwią. Stoi wyprostowa­ny jako Kapłan, lecz zarazem upada na twarz jako Żertwa. Jego Msza właśnie się rozpoczyna.

 

Źródło: abp Fulton J. Sheen, Kalwaria i Msza Święta, Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu, 2017.

Udostępnij Tweet