Jezus Chrystus i kapłaństwo – ks. Janusz Królikowski

Do wielu posoborowych doświadczeń Kościoła należy także poważny kryzys kapłaństwa. Co więcej, kryzysu tego nie można przypisać tylko przyczynom zewnętrznym w stosunku do Kościoła. Nie miałyby one takiej siły, jeśli nie zostałyby zachwiane podstawy teologiczne posługi kapłańskiej, które dość łatwo da się zidentyfiko­wać.

 

W nowej sytuacji kulturowej powrócono do starych argumen­tów reformatorów z XVI wieku, do których doszły niektóre „nowin­ki” dostarczone przez ideologicznie nastawioną egzegezę biblijną. Teologia katolicka nie od razu znalazła odpowiednie odpowiedzi, które mogłyby zostać zaproponowane w tej kryzysowej sytuacji. Trudność podjęcia tej kwestii została pogłębiona przez potrzebę zajęcia się wieloma innymi zagadnieniami, które w zmienionych okolicznościach również jawiły się jako bardzo pilne. Siła apologetyczna teologii uległa więc rozproszeniu, a zatem i osłabieniu.

Pojawiły się w teologii opinie, że w Kościele pierwotnym posłu­gi nie obejmowały elementu sakralnego, lecz miały tylko charakter funkcjonalny. Wychodząc z tego założenia, wyprowadzono wniosek, że śmierć Chrystusa definitywnie zlikwidowała wszelki podział na sacrum i profanum oraz że w Nowym Testamencie jedyną możliwą liturgią jest liturgia miłości przeżywanej w konkretnej codzienności. Takie przekonanie oparto na błędnej interpretacji teologii św. Pawła, właściwej dla wielu nurtów reformacyjnych, według której przeciwstawienie między Ewangelią i Prawem zakłada także obalenie kapłaństwa i kultu (ofiary), a tym samym sprowadzenie wszystkiego w chrześcijaństwie do profetyzmu i przepowiadania. Kryzys pojawił się, ponieważ w teologii katolickiej, która w wielu przypadkach bez­krytycznie przyjęła wnioski egzegezy współczesnej, zabrakło właś­ciwej instancji hermeneutycznej, która pozwoliłaby na odpowiednie ustosunkowanie się do nich. Dzisiaj w poszukiwaniach teologicz­nych dotyczących kapłaństwa osiągnięto już wystarczającą równo­wagę, dzięki której lepiej widać związek zachodzący między posłu­gą przepowiadania i posługą celebracji Eucharystii, a więc między słowem i kultem.

SAKRAMENTALNE UCZESTNICZENIE W POSŁANIU JEZUSA CHRYSTUSA

Szukając biblijnych podstaw kapłaństwa w Kościele, trzeba prze­de wszystkim uwzględnić nowość teologiczną Starego i Nowego Testamentu oraz widzieć dogłębną jedność całej, to znaczy staro­testamentalnej, nowotestamentowej i eklezjalnej, historii zbawie­nia. Ta nowość nie tyle polega na nowych ideach, ale dotyczy osoby Syna Bożego, który stał się człowiekiem, by włączyć ludzi do wspól­noty życia Bożego, którą wyraża i splata rzeczywistość zbawienia.

Kapłaństwo w Kościele można właściwie pojąć, tylko wychodząc od chrystologii, która stanowi fundament całego życia Kościoła. Chodzi tutaj oczywiście o chrystologię niezdeformowaną przez interpretacje oparte na uprzedzeniach, do których wyłonienia się doprowadziły epoka liberalna i marksizm. Według interpretacji liberalnej Chrystus przeciwstawia czysty etos deformacjom reli­gii obrzędowej, wolną odpowiedzialność osobistą religii kolektyw­nej, osobistą świadomość przed Bogiem wszelkiemu pośrednicze­niu kultycznemu. Natomiast marksizm widzi w Chrystusie tylko rewolucjonistę i wyzwoliciela społecznego, który przede wszystkim walczy z dominacją kapłanów. Interpretacje te rażą nie tylko jed­nostronnością, lecz także oczywistym nastawieniem antykapłańskim, którego konsekwencją jest wyeliminowanie wszelkiego zain­teresowania chrystologią Listu do Hebrajczyków – chrystologią ewidentnie kapłańską – oraz rzucenie podejrzeń na kapłaństwo rozumiane instytucjonalnie.

Już pobieżna lektura Ewangelii wystarcza do stwierdzenia, że Jezus Chrystus, którego one ukazują, bardzo różni się od tych jed­nostronnych interpretacji. Przeżywa nieustannie, w najwyższym stopniu, szczególną relację z Ojcem i świadomie działa na mocy otrzymanego od Niego posłania, w którym wyraża się Jego tożsa­mość. Całe Jego życie, jak i każda Jego tajemnica, jest odniesione do Ojca, którego objawia i z którym stanowi jedno (por. J 7,16; 5, 30; 10, 30). Tylko w tym kontekście – z kolei – może być zrozumiana posługa apostolska, w której kapłaństwo Kościoła rozpoznaje swój początek i z którą się utożsamia. Aby aktualizować swoje posłanie – które ze swej strony jest kontynuacją posłania, jakie On otrzymał od Ojca (por. J 20,21) – Chrystus przekazuje apostołom szczególne władze. To przekazanie dokonuje się zarówno w czasie Jego pub­licznej działalności, niejako stopniowo, jak również w sposób pełny i definitywny przed Jego wniebowstąpieniem, gdy przekazuje apo­stołom nakaz ewangelizacyjny: „Dana Mi jest wszelka władza w nie­bie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego” (Mt 28, 18). Oni sami nie mogliby odpuszczać grzechów czy mówić: „To jest Ciało moje”. Tylko władza udzielona przez Jezusa Chrystusa uzdalnia ich do pełnienia tego wszystkiego, co zostało im udzielone przez Boga, a co przez Kościół jest nazywane „sakramentem”. Żaden człowiek nie może sam siebie nazwać kapłanem ani zostać ustanowiony kapła­nem na mocy decyzji wspólnoty ludzkiej. Może to dokonać się tylko na mocy sakramentu, który należy do Boga. Posiadające taki zakres uprawnień posłanie może być otrzymane od Chrystusa przez sakra­ment, przez który człowiek staje się Jego narzędziem w świecie. Pełne urzeczywistnienie kapłaństwa w Jezusie Chrystusie sprawia, że udział w nim jest uzależniony tylko od woli i daru Boga.

Nowe posłanie, jakie wiąże się z wyborem dwunastu, od samego początku posiada więc rysy sakramentalne, zakorzeniając się w dzia­łaniu Boga i Jego obdarowaniu na rzecz człowieka. Wpisuje się w ten sposób w sakramentalną strukturę orędzia biblijnego, która jest jego cechą w najwyższym stopniu charakterystyczną i specyficzną.

Jest jednak oczywiste, że posługa zainicjowana przez Chrystusa jest całkowicie nowa i w żaden sposób nie wywodzi się ze Starego Testamentu, chociaż niewątpliwie ma w nim swoje źródła i swo­je przygotowanie. Opiera się na nowej władzy – władzy w pełni zbawczej, którą posiada sam Chrystus Jezus jako Pośrednik między Bogiem i ludźmi. Posługa sakramentalna Kościoła wyraża tę Jego nowość oraz Jego nieustanną i czynną obecność w historii.

SUKCESJA APOSTOLSKA

W jaki sposób to, co zostało powiedziane, jest rozumiane i prze­żywane w czasie apostołów i jaki rozwój nastąpił w okresie poapostolskim? Święty Paweł jasno rozumie zadanie zlecone wybranym uczniom: „Tak więc w imieniu Chrystusa spełniamy posłanni­ctwo jakby Boga samego, który przez nas udziela napomnień” (2 Kor 5, 20). Z teologii Pawiowej wyłania się bardzo wyraźnie natura tej posługi, którą uważamy za istotę kapłaństwa. Apostoł przepowiada i pojednuje nie na mocy własnej władzy, ale na mocy władzy w pełni i bezpośrednio otrzymanej od Boga (por. 2 Kor 6, 4; 5,18; Ef 2,12). Już w pismach apostolskich jest więc oczywiste roz­różnienie między posługą apostoła i rozmaitymi darami, które mogą otrzymać wszyscy, by móc prowadzić autentyczne życie chrześcijań­skie (por. 1 Kor 4,1; 4, 21; 5, 5). Postać apostoła nie ma nic wspólne­go z tak zwaną „anarchią duchową”, którą niejednokrotnie usiłowali wyprowadzić egzegeci z Pierwszego Listu do Koryntian i zapropo­nować jako prawdziwy obraz Kościoła, czyli taki, który opierałby się tylko na charyzmatach i dystansował od wszelkiego autoryte­tu. Apostoł działa nie na mocy własnej władzy, ale na mocy wła­dzy otrzymanej od Chrystusa; nie działa jako członek wspólnoty i na mocy jej mandatu, ale właśnie jako wyłączony ze wspólnoty, do której mówi autorytatywnie w imieniu samego Chrystusa. Ta jego pozycja pozwala mu na podejmowanie rozstrzygających decyzji oraz stawianie wymagań dotyczących życia wspólnot kościelnych.

Struktura dialogiczna należy do natury objawienia. Widać ją już w przypadku samej wiary, będącej podstawą drogi chrześcijań­skiej. Wiara jest najpierw darmowym darem, który pochodzi od Chrystusa – nie jest wynikiem refleksji, uczciwości lub decyzji czło­wieka. Gdy traci się z oczu to extra divinum, czyli to, co pochodzi od samego Boga, nie należąc w żaden sposób do natury człowieka, jego uzdolnień czy osiągnięć, zostaje zagrożona istotna struktura wiary i wszystkiego tego, co chrześcijańskie. Wspólnota, która sama usiłowałaby ukonstytuować się jako Kościół lub wspólnota eklezjal­na, kwestionowałaby dialogiczną tajemnicę objawienia i daru łaski, która jest zawsze otrzymywana „ab alio – od innego”. We wszystkich sakramentach dar Boży i człowiek stoją naprzeciw siebie, ale niekwe­stionowane pierwszeństwo i inicjatywa należą suwerennie do Boga. Ta sama struktura odnosi się także do słowa Bożego. Wiara rodzi się nie z czytania, ale „ze słuchania – ex auditu” (Rz 10,17). Określenie zastosowane przez św. Pawła w Liście do Rzymian najlepiej wyraża ten wymiar „od innego”, wpisany w naturę wiary chrześcijańskiej. Wymownie wskazuje ono, że nikt nie dochodzi do wiary na mocy swojego osobistego poszukiwania i wysiłku. Przepowiadanie sło­wa przez tego, kto jest do tego posłany, należy do struktury wia­ry, wskazując jednoznacznie na pierwszeństwo działania Bożego.

Zagadnienie sukcesji apostolskiej jest dzisiaj nadal bardzo żywo dyskutowane, ponieważ od sposobu, w jaki zostanie ono ujęte, zależy wiele podstawowych stwierdzeń dotyczących natury i misji Kościoła oraz jego urzeczywistniania się w świecie. Dyskusja wynika z fak­tu, iż w pierwszym okresie rodzącego się Kościoła słowo „apostoł” ma jeszcze bardzo szerokie znaczenie. Dopiero pod koniec pierw­szego wieku w teologii św. Łukasza zostaje ono odniesione do dwu­nastu wybranych przez Chrystusa. Inne posługi nie są jeszcze defi­nitywnie określone oraz pojawiają się nowe, które wychodzą poza wspólnoty lokalne (np. nauczyciele i prorocy). Inne jeszcze słu­żą Kościołom lokalnym. Poza tym u chrześcijan wywodzących się z judaizmu pełniący posługę przyjmują miano „prezbiterów”, pod­czas gdy we wspólnotach wywodzących się z pogaństwa znajduje­my po raz pierwszy „biskupów” i „diakonów”.

Pod koniec czasów apostolskich struktura sukcesji osiąga swo­ją wstępną dojrzałość, o czym świadczą dwa bardzo ważne teksty. Pierwszym, który na to wskazuje, jest przede wszystkim pożegnanie św. Pawła z Efezjanami. Wynika z niego, że określenia „prezbiterzy” i „biskupi” są równoważne znaczeniowo (por. Dz 14,17. 28). Pozwala to również uznać, że tradycje chrześcijańskie wywodzące się z juda­izmu i z pogaństwa przeniknęły się już wzajemnie, przekształcając się w jedną posługę sukcesji apostolskiej. Duch Święty – a nie wspól­nota (!) – ustanowił ich pasterzami, aby kierowali Kościołem Boga, który Chrystus nabył własną krwią i im powierzył (por. Dz 20, 28). Z tych stwierdzeń wynika, że posługa prezbiterów i biskupów zostaje w sposób istotny utożsamiona z posługą apostołów. Święty Łukasz określa tę istotną tożsamość, która opiera się na zasadzie sukce­sji, uwzględniając zarazem zachodzenie w niej różnicy formalnej. Według niego miano „apostołów” przysługuje tylko dwunastu, a szczególny charakter ich początku różni się od stałego charakte­ru sukcesji. W tym znaczeniu posługa prezbiterów i biskupów jest różna od posługi wybranych na początku uczniów Jezusa – są ich następcami, a nie apostołami w sensie właściwym. Doświadczenie apostolskie w sposób jednorazowy należy do Kościoła, chociaż ma ono także pewną ciągłość. Do struktury objawienia i Kościoła nale­ży więc pewne „semel – raz na zawsze” i pewne „semper – zawsze”. Władza udzielona przez Chrystusa Jego apostołom, uzdalniająca do pojednywania, rządzenia, nauczania, trwa nieustannie i niezmiennie w ich następcach, ale są oni prawdziwymi następcami tylko wtedy, jeśli „trwają w nauce Apostołów” (Dz 2, 42).

To samo wynika z Pierwszego Listu św. Piotra (por. 5,1-4). Na­zywając się „współstarszym” – współprezbiterem, autor stwierdza tożsamość posługi apostolskiej i posługi prezbiterów, teologicz­nie powiązanych ze sobą na zasadzie ciągłości. Uznając w ten spo­sób prezbiterów za ustanowionych do tej samej posługi, do której zostali ustanowieni apostołowie, wprowadza pryncypium sukce­sji apostolskiej. Także Piotr, który uznaje Chrystusa za „Pasterza i Stróża dusz” (1 P 2, 25), posługując się tym samym językiem, okre­śla Go mianem „Najwyższego Pasterza” (1 P 5, 4). Apostoł, zakłada­jąc takie samo znaczenie słowa episcopus – to znaczy „stróż, który stoi na czele i opiekuje się” – widzi utożsamianie się owego znacze­nia ze słowem „pasterz”. W ten sposób słowo episcopus, zaczerp­nięte z języka świeckiego, zaczęło oznaczać Chrystusa Pasterza. Wyłania się w tym miejscu także nowa terminologia chrześcijańska i nowe rozumienie sakralności w wierze chrześcijańskiej. Jak okre­ślenie „współstarszy” łączy apostołów i prezbiterów jako ich następ­ców, tak słowo episcopus łączy tych następców z Chrystusem oraz określa podstawę chrystologiczną posługi biskupów i prezbiterów. Można więc zdecydowanie powiedzieć, że na końcu epoki apostol­skiej, o czym świadczą pisma Nowego Testamentu, została wypraco­wana i spójnie określona teologia kapłaństwa nowotestamentowego. Stanowiła ona ośrodek każdej teologii kapłaństwa katolickiego w ciągu wieków, niezależnie od zmieniających się historycznych form jego urzeczywistniania i od pogłębienia doktrynalnego, któ­re miało miejsce w kolejnych epokach, według zmieniających się okoliczności.

NASZA POSŁUGA KAPŁAŃSKA

W świetle tych rozważań zarysowuje się kilka istotnych postula­tów pod adresem formacji i posługi kapłańskiej w naszych czasach. Nie wchodzimy w szczegółowe ich określenie, ponieważ obejmują one właściwie bardzo szeroki zakres zagadnień z dziedziny ducho­wości kapłańskiej, która domaga się mocnego oparcia teologiczne­go. Ponieważ kapłaństwo Nowego Testamentu zakłada prawdziwe i istotne powiązanie z posłaniem Jezusa Chrystusa, także kapłan, który włącza się w to posłanie, przede wszystkim powinien uznać i kształtować swoją bezpośrednią relację z Chrystusem. Jest to spra­wa o podstawowym znaczeniu dla posługi kapłańskiej, określająca zarazem to, co możemy nazwać stylem życia kapłańskiego, będącego gwarancją autentycznego spełniania tej posługi. Formacja kapłań­ska na każdym etapie życia i posługi kapłana powinna więc prowa­dzić do dogłębnie przeżytego i osobiście doświadczonego pozna­nia Jezusa Chrystusa oraz do osobowej miłości do Niego. Kapłan powinien być człowiekiem rzeczywiście duchowym –  czyli żyjącym pełnią życia w Jezusie Chrystusie – gdyż w przeciwnym wypadku nie tylko nie zdoła wypełnić powierzonego mu posłania, ale tak­że nie zdoła w nim wytrwać.

Jak to osiągnąć, podpowiada kard. Joseph Ratzinger, nawiązując do soborowego dekretu Presbyterorum ordinis:
Podstawą jest wewnętrzna komunia z Chrystusem, którego pokarmem było wypełnienie woli Ojca (por. J 4, 34). Jest ważne, by zjednocze­nie ontologiczne z Chrystusem stało się żywe w świadomości, a w ten sposób także w działaniu: Wszystko, co robię, robię w komunii z Nim. Właśnie dlatego, że to robię, jestem z Nim. Moje działania, jakkolwiek byłyby liczne, a często nawet zewnętrznie przeciwstawne, konstytuują jednak jedno jedyne powołanie: Wszystko jest byciem z Chrystusem, działaniem jako narzędzie w komunii z Nim. Wynika potem z tego dru­gie wskazanie – asceza kapłańska nie może być postawiona obok pracy duszpasterskiej, jakby chodziło o zadanie dodatkowe, kolejny obowią­zek, który jeszcze bardziej przeładowuje mój dzień. To właśnie w dzia­łaniu uczę się przekraczać siebie samego, tracić i dawać moje życie; w rozczarowaniu i niepowodzeniu uczę się wyrzeczenia, akceptowania bólu, rezygnacji z siebie. W radości powodzenia uczę się wdzięczności. W celebracji sakramentów ja sam jestem nimi wewnętrznie ubogaca­ny; rzeczywiście, nie wykonuję jakiejś pracy zewnętrznej, ale rozma­wiam z Chrystusem, a przez Chrystusa z Bogiem trynitarnym, a w ten sposób modlę się z innymi i za innych. Ta asceza posługi, sama posłu­ga jako prawdziwa asceza mojego życia, jest niewątpliwie elementem bardzo ważnym, który wymaga jednak ciągłego świadomego ćwicze­nia i wewnętrznego formowania działania w oparciu o byt. Dlatego jest niezbędny trzeci element. Nawet starając się przeżywać służbę, ascezę i działanie sakramentalne jako osobiste spotkanie z Chrystusem, zachodzi potrzeba chwil oddechu, by mogło być rzeczywiście realizo­wane to ukierunkowanie wewnętrzne. Prezbiterzy […] nie osiągną go, jeśli swoim życiem nie wnikają coraz głębiej w misterium Chrystusa. […] Kapłan, jeśli chce dojść do życia prawdziwie kapłańskiego, musi używać do tego odpowiednio dostosowanych środków, to znaczy mod­lić się, pościć, unikać złego towarzystwa oraz szkodliwych i niebez­piecznych zażyłości.

Kapłan nie powinien szukać siebie, swojej korzyści czy też swoje­go sukcesu. Nie powinien ufać własnym siłom i liczyć tylko na swoją pomysłowość. Powinien być gotowy do pełnego, konsekwentnego i niepoddającego się zwątpieniu zaangażowania swojego życia dla Chrystusa i dla człowieka; do siania, pozwalając, by inni zebrali plon; do pracy ze spokojem i radością, zostawiając Panu troskę o owoce. Gdy szuka się własnego sukcesu, nieuchronnie pojawiają się trud­ności. Kapłan troskę o sukces powinien zostawić tylko i wyłącznie Chrystusowi, a sam zająć się troską o życie łaską i ukazywanie jej pierwszeństwa człowiekowi w jego wierze i doświadczeniu ducho­wym. A to wymaga pokory.

Wydaje się, że kapłanowi powinny być bliskie słowa, które zapisał Hans Urs von Balthasar w rozważaniu o „kapłanie, którego szuka”:
Gdy kapłan osiągnie powodzenie, jest to zawsze cud łaski. Częściej się zdarza, że Kościół musi cierpieć z powodu jego niepowodzeń. Zbyt wie­lu jest takich, którzy wyobrażają sobie, że z katedry czy z ambony prze­kazują światło; trzeba ich unikać. Mówią o Bogu, ale myślą o sobie, Bóg wówczas się nie zjawia. Czy uważają Go za umarłego, czy za żywego, czy twierdzą, że za dużo lub za mało o Nim wiedzą, jest prawie obojętne. Są inni, którzy wymyślają metody, by zwrócić na siebie uwagę, mają prob­lemy językowe; sądzą, że gdyby ludzie nagle słyszeli, że mówią o Bogu codziennym językiem, to zachęciłoby ich do słuchania i coś by zrozu­mieli; jest to jakby podszywanie się pod cud Pięćdziesiątnicy. Ich zwo­lennicy zdumiewają się, ale ci, których chcieliby zdobyć, lekceważą ich. Nie mają oni bowiem nic do powiedzenia. Istnieją też dezerterzy, którzy byli powołani do naśladowania Chrystusa, ale przestraszyli się, że nie zostaną dobrze przyjęci przez ludzi; w krótkiej decyzji zmienili miłość Boga w miłość bliźniego. Nie mają oni nic do głoszenia, żadnego pole­cenia, by wymagać od ludzi czegoś innego niż to, co sami już posta­nowili jako oczywiste. Rozpływają się w humanitarnej anonimowości. I wreszcie mamy lękliwych, którzy w miarę zanikania odziedziczonych form tym silniej czepiają się tego, co z nich jeszcze pozostało. Wiedzą wprawdzie, że Duch ucieleśnia się w formach historii, ale nie mają na tyle swobody, by Mu pozwolić tchnąć tam, gdzie chce, Jego samego biorą za formę. Przez swe antytezy przyznają rację tezom przewyższającym ich.

Z wewnętrznej relacji z Chrystusem rodzi się również miłość do ludzi – by ich szukać i zbliżać do zbawienia, także pośród trudno­ści napotykanych w duszpasterstwie, które jest owocem miłości. Jak zbawienie przyszło przez krzyż Chrystusa, tak też tylko i wyłącznie przez krzyż dokonuje się jego aktualizacja. Taka jest droga Kościoła i kapłaństwa, droga, której wzorem pozostaje na zawsze droga Jezusa Chrystusa, najwyższego Kapłana. W każdym razie chodzi w niej o zbawienie każdego człowieka, które jest misją Kościoła i kapłań­stwa – chodzi o zrodzenie go do życia nadprzyrodzonego.

Ta prawda natchnęła Matthiasa Josepha Scheebena do godnej przypomnienia refleksji nad godnością kapłaństwa w Kościele:
Cała działalność Kościoła i jego kapłaństwa na tym się opiera i w tym objawia swój właściwy charakter, że kapłaństwo w nadprzyrodzony sposób pozostaje do dzieci Kościoła w tak samo prawdziwym, rzeczy­wistym, a może nawet rzeczywistszym stosunku, jak matka do swo­ich dzieci. […] Niewymowna zatem jest godność, która kapłaństwu, a przez nie Kościołowi przypada w udziale, że jest mianowicie matką Boga-Człowieka w Jego sakramentalnym istnieniu oraz matką ludzi odnośnie do ich wyższego, nadprzyrodzonego i ubóstwionego sposo­bu bytowania. Cudowna, niepojęta jest płodność, jaką Kościół obja­wia w tym macierzyństwie, niewymowne jest zjednoczenie Kościoła z Duchem Świętym, który go ożywia i w jego łonie, i przezeń czyni podobne cuda, jak niegdyś w przeczystym łonie Maryi.

Ks. dr hab. Janusz Królikowski – prof. UPJPII w Krakowie, konsultor Komisji Maryjnej Konferencji Episkopatu Polski, dziekan Wydziału Teologicznego Sekcja w Tarnowie.

 

Udostępnij Tweet