Odwaga pójścia za Bożym natchnieniem. Uroczystość Objawienia Pańskiego

Uroczystość Objawienia Pańskiego

Dzisiejsza Ewangelia stawia przed nami obraz trzech Mędrców, którzy przybyli ze Wschodu, by oddać pokłon nowonarodzonemu Królowi Żydowskiemu. Z Pisma Świętego niewiele dowiadujemy się o ich pochodzeniu. Nie wiemy, skąd dokładnie przybyli i jak wyglądała ich wędrówka. Nie znamy też dokładnie ich motywacji, dlaczego postanowili się wybrać w tak długą i niebezpieczną podróż? Raczej nie byli oni Żydami, ale pochodzili z  ludów pogańskich. Zapewne nie znali więc żydowskiej religii i starotestamentalnych zapowiedzi dotyczących Mesjasza, który miał przyjść, by zbawić świat. Przypuszczamy, że mogli to być astrologowie obserwujący gwiazdy i odczytujący z nich różne znaki. Zapewne zaobserwowali pojawienie się nowej gwiazdy i wiedzieni przekonaniem, że oznacza to narodziny kogoś bardzo ważnego, postanowili tego kogoś odnaleźć.

We fragmencie Ewangelii przeznaczonym na dzisiejszą uroczystość odnajdujemy też pytanie, jakie zadawali oni po dotarciu do Jerozolimy: „Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon”. Wiedzieli więc, że to Król Żydowski. Rodzi się więc pytanie, co mędrców pogańskiego pochodzenia z dalekich krajów, obchodzi król Żydów. Wiele krajów miało swoich królów, pewnie ich ojczyste kraje także, po co więc chcieli oddać pokłon królowi żydowskiemu? Na to pytanie Pismo Święte nie daje nam odpowiedzi, ale możemy być pewni, że musieli być oni pociągnięci przez Bożego Ducha. Bóg zesłał na świat swojego Syna, aby nas zbawić. Urodził się On w konkretnym kraju, w konkretnej grupie etnicznej, jako Żyd, ale jego misja nie ograniczała się tylko do wybawienia Żydów. Jego zadaniem było zbawienie wszystkich ludzi, wszystkich ras i narodowości. Dlatego Bóg natchnął serca tych trzech mędrców, którzy reprezentowali wszystkie narody świata, by przez nich objawić całemu światu nowonarodzonego Zbawiciela. To, że prowadził ich sam Bóg potwierdza fakt, że otrzymali od Niego we śnie nakaz, by nie wracać do Heroda.

Wyruszenie w tak daleką i niebezpieczną podróż tylko po to, by pokłonić się przed maleńkim żydowskim dzieckiem, które, według ich obserwacji nieba i wyliczeń, miało być królem żydowskim wymagało od Mędrców wielkiej odwagi i wiary. Musieli oni ponadto zaufać Bożym natchnieniom, które odczuwali, choć znali prawdziwego Boga. Dlatego są oni wzorem dla wszystkich, szczególnie dla nas – kapłanów.

My znamy prawdziwego Boga, wiemy o Nim bardzo wiele, wiemy też już o Jezusie, znamy całe Jego życie na ziemi, wierzymy w Jego zmartwychwstanie, słyszeliśmy wiele świadectw potwierdzających Jego działanie, a mimo to, trudno nam w pełni Mu zaufać, poddać się Jego natchnieniom, przezwyciężyć własny opór i lęk.

Tymczasem prawdziwa wiara usuwa lęk. Merlin Carothers, protestancki kaznodzieja, w swojej książce pt.: „Od lęku do wiary” pisze, że lęk i wiara są ze sobą sprzeczne, nie mogą razem współistnieć. Żyjemy wiarą lub strachem, a to, co wybierzemy, jest najważniejszą rzeczą na świecie. Oczywiście zdrowy, naturalny strach ostrzega nas przed niebezpieczeństwami i pomaga nam przetrwać w tym zepsutym świecie. Ale kiedy lęk jest przesadny lub dotyczy nie tego, co trzeba, cierpimy. Ograbia on nas z wiary, radości, sił, a być może nawet życia.

Biblia powtarza nam 365 razy byśmy się nie bali. Pan Bóg chce usunąć z nas lęk, pragnie byśmy służyli Mu z radością i byśmy byli szczęśliwi. Jednak lęk jest często silniejszy od nas, nie potrafimy go pokonać. Sami sobie nie poradzimy z wszystkimi naszymi lękami i obawami, ale Bóg może nas od nich uwolnić. Dlatego Jemu trzeba je oddać. Powierzajmy Jezusowi wszystkie nasze obawy, niepewności i trudności z jakimi się zmagamy. On jest obiecanym Mesjaszem, którego Bóg posłał, aby nas wybawił, aby uwolnił nas od lęku, który nas ogranicza.

Ks. Karol Góra – wikariusz parafii pw. Świętego Floriana Męczennika w Uszwi.

Udostępnij Tweet