Objawił się Król – ks. Marcin Duś

Czas Bożego Narodzenia. Czas wpatrywania się w „Słowo, które stało się Ciałem” i które „rozbiło namiot pośród nas”. To Słowo kontemplowali Trzej Mędrcy, którzy przybyli ze Wschodu, oddając pokłon i składając przyniesione ze sobą dary.

 

W całym nadmiarze pracy duszpasterskiej w czasie Świąt możemy przejść obojętnie obok Jezusa Chrystusa będącego odwiecznym Słowem Ojca. Przez prostych pasterzy było Ono przyjęte z wielką radością. Z pośpiechem udali się do Betlejem, aby zobaczyć to, o czym im powiedział anioł. Podobnie Mędrcy przybywają ze Wschodu, aby oddać pokłon Nowonarodzonemu. Idąc za znakiem, jakim jest gwiazda podejmują trud poszukiwania. To poszukiwanie kończy się odnalezieniem Pana.

Patrząc na postawę Mędrców i prostych pasterzy można zadziwić się ich pragnieniem zobaczenia Tego, którego pragnęli ujrzeć prorocy i którego przepowiadali. Ich oczom ukazał się już nie blask gwiazdy, ale Światłość Świata, „Światło na oświecenie pogan”. Żeby przybyć do Jezusa, opuścili swój świat, zabierając z niego cenne dary w postaci złota, kadzidła i mirry. Nie były to jednak wielkie bogactwa, dla Tego który w swoich dłoniach dzierży cały wszechświat. Składając dary oddali równocześnie pokłon Jezusowi, uznając w Nim swojego Pana.

W naszych kapłańskich dłoniach każdego dnia trzymamy Ciało Pana. Oczami wiary adorujemy Boga, który w swej pokorze dał się położyć na sianie i który posłuszny słowom przez nas wypowiadanymi, w czasie każdej Eucharystii, daje się złożyć w naszych dłoniach i sercach. Ile razy w czasie Mszy  z wiarą kontempluję Najświętsze Ciało i Krew Pana? Może szybko lub niedbale przyklękam. Może jest w tym rutyna, niepotrzebny pośpiech, brak skupienia, niedbałość. Czy przeżywam Eucharystię jako spotkanie z Bogiem, któremu oddaję pokłon? To jest dla mnie jako kapłana codzienne Betlejem, gdzie mogę znaleźć Boga. Ile jest więc dbałości w celebrowaniu Mszy, która jest spotkaniem z Bogiem żywym i prawdziwym? Możemy, jak uczeni w Piśmie, patrzeć, ale nie dostrzegać, możemy znać Pismo i przepisy, ale nie chcieć uwierzyć. Może zbyt wiele miejsca zajmuje w naszym kapłańskim życiu „świat” i jego bogactwa, złoto tego świata i „dary”, które nam świat oferuje? Może nasze oczy cieszy już coś zupełnie innego. Oglądamy „bogactwa” naszych duszpasterskich wysiłków, wypielęgnowane, zachwycające, zajmujące sporą część naszego kapłańskiego życia.

Droga do Jezusa, jaką pokonali Mędrcy była długa i zapewne trudna, gdyż mieli jedynie znak, jakim była gwiazda. Pełni wątpliwości przybywają na dwór Heroda. Cała Jerozolima jest nie tylko zaciekawiona, ale i przerażona. Król Herod wysyła Mędrców do Betlejem, aby znaleźli Dziecię. Sam nie podejmuje wysiłku. Podobnie uczeni w Piśmie, którzy znają i cytują Proroctwa, jednak sami nie podejmują wysiłku, by odnaleźć Dziecię Jezus. Nikt z Mędrcami Go nie szuka. Niekiedy można się spotkać ze smutkiem wiernych czy nawet rozżaleniem, że nasze głoszenie Boga nie ma odzwierciedlenia w naszych czynach i postawie. Smutne jest to, że kapłan nie żyje tym, co głosi, nie żyje Słowem, które daje moc, by stać się dzieckiem Bożym. Czy nasze przepowiadanie nie jest takim właśnie pouczaniem innych jak mają znajdować Chrystusa, a sami nie podejmujemy tego wysiłku? Pouczamy wiernych w czasie kazań, homilii i może narzekamy, że oto kolejne święta a w życiu wiernych nic się nie zmienia, jakimi byli takimi nadal pozostali, jak grzeszyli tak nadal grzeszą. Św. Augustyn, który komentując ten fragment mówiący o hołdzie złożonym Jezusowi w Betlejem przez Mędrców ze Wschodu zauważa pewien szczegół. Uczeni w Piśmie wiedzieli, że w Betlejem mogą spotkać oczekiwanego Mesjasza. Byli tymi, którzy wskazali Mędrcom drogę do Niego. Zauważa, że znawcom Pism „zdarzyło się to, co dotyczy kamieni milowych: wskazując drogę wędrowcom, same pozostają bierne i nieruchome”. Czy sam nie jestem czasem podobny do uczonych w Piśmie wskazującym innym drogę?

Mędrcy pragnęli spotkania z Nowonarodzonym Królem. W Jego poszukiwaniu byli zdeterminowani i nie zatrzymali się na dworze Heroda lecz ruszyli w dalszą drogę. Zastanawia, że po złożeniu darów, Mędrcy inną drogą wracają do swej ojczyzny. Kryje się w tym prawda, że spotkanie z Nowonarodzonym Królem przemienia. Spotkanie z Jezusem zmienia myślenie, zmienia sposób postępowania, zmienia człowieka. Kapłan, który spotkał Boga resztę życia przemierza już zupełnie inną drogą. Czy tegoroczny Adwent doprowadził  mnie do spotkania z Jezusem? Co więcej, czy to spotkanie odnowiło mnie, przemieniło mnie wewnętrznie? My kapłani wiemy, jak wielkim trudem jest rozpoczynająca się tuż po Świętach wizyta duszpasterska. Trzeba jednak spojrzeć na nią z innej perspektywy niż tylko jako zmęczenie czy wysiłek. Może ruszając do domów naszych wiernych warto iść z radością, niosąc Tego, którego spotkaliśmy w czasie Świąt. Jeśli tak nie jest, to nie mamy się co dziwić, że wizyta duszpasterska jest tylko oficjalną wizytą sprowadzającą się do sprawdzenia listy domowników i rozmowy na wybrane „dyżurne” tematy duszpasterskie. Czy zatem moje spotkania z Bogiem w codziennej Eucharystii, w Słowie Bożym, w osobistej adoracji lub nawiedzeniu Najświętszego Sakramentu prowadzą mnie zupełnie inną drogą? Może zostawiłem te duchowe praktyki, bo pochłaniają mnie obowiązki duszpasterskie, bo pochłania mnie wskazywanie drogi innym i prowadzenie innych. Do kogo jednak prowadzę ludzi skoro sam nie spotkałem Jezusa i nie zachwyciłem się Nim? Czy tak naprawdę przemienia mnie spotkanie ze Słowem, które stało się Ciałem? Owocem prawdziwego spotkania z Bogiem jest przemiana życia, jest kroczenie zupełnie inną drogą od tej, którą podążałem wcześniej. Czy tak jak Mędrcy ze Wschodu z wielkim pragnieniem poszukuję Jezusa, przybywam by oddać Mu pokłon i złożyć dary? Czy kroczę inną drogą po spotkaniu z Nim? I wreszcie czy razem z wiernymi szukam Boga czy tylko wskazuję im drogę?

Może w moim kapłańskim życiu „zabija” mnie rutyna, pęd życia a bogactwa tego świata zasłaniają prawdziwe bogactwo, jakim jest Jezus Chrystus. To przecież z Nim związałem swoje życie, a miłość do Niego została przypieczętowana sakramentem kapłaństwa. Nie bój się bracie ruszyć na spotkanie z Jezusem. Patrz na znaki, które Pan każdego dnia ukazuje twoim oczom. Patrz i podążaj do Niego. Szukaj Go, bo On pozwala się znaleźć. Nie pozwól, aby ułuda i bogactwa tego świata zaślepiły Cię, nie pozwalając znaleźć największego skarbu, najpiękniejszego złota jakim jest Jezus Chrystus, twój Pan, Król, Mistrz
i Pasterz.

Jezus mówi do Ciebie, swojego umiłowanego syna – kapłana: „Nie ma mnie już w Betlejem, jestem tam, gdzie Ty jesteś (…) Jeśli na chwilę oderwiesz się od listy rzeczy do zrobienia i posłuchasz serca, znajdziesz mnie. Przyjdę do Ciebie, jeśli zrobisz dla mnie miejsce. Jesteś tym jedynym, z którym chcę być. Jesteś celem, dla którego przyszedłem. A znajdziesz mnie w ciszy, gdy będę szeptał Twoje imię.”

Chryste, odwieczne Słowo Ojca przyciągnij nas do Siebie, byśmy oddali Ci pokłon i odtąd kroczyli już zupełnie inną drogą.

Ks. Marcin Duś – wikariusz parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Biadolinach.

Udostępnij Tweet