Synem moim jesteś ty, jam ciebie dziś zrodził – kard. Stefan Wyszyński

W dniu 19 grudnia br. Papież Franciszek podpisał dekret o heroiczności cnót kardynała Stefana Wyszyńskiego. Od tej chwili Prymasowi Tysiąclecia przysługuje oficjalnie tytuł Czcigodny Sługa Boży”. W związku z tym zachęcamy do zapoznania się z fragmentem Jego przemówienia wygłoszonego podczas święceń kapłańskich w Ołtarzewie, 22 czerwca 1957 r.

 

„Jam ciebie obrał…”

Dokonała się przed Wami, wielka tajemnica Boża. Wyraża się ona tym, że Bóg sam wybiera, kogo zapragnie i nie masz u Niego protekcji, ani żadnej innej siły, która mogłaby tutaj czegokolwiek dokonać.

„Jam ciebie dziś obrał!” Kiedy się to stało? – Nikt nie wie! Może wybrał Was jeszcze w łonie matki, jak ongiś proroka? – Nie wiemy! Jest to tajemnica łaski Bożej, która działa w duszy. Kapłan jest w pewnym zakresie całkowicie odosobniony. Bóg tak sprawia, że między przedsion­kiem duszy kapłańskiej, a ołtarzem, staje On sam i mówi: Synu mój, Jam ciebie dziś obrał.

Najmilsi! Każdy z Was, tu dziś stojący, podniósłszy się przed chwilą z prochu posadzki, na której ofiarował się Bogu, dziękując za zaszczyt ka­płaństwa, zna tę tajemnicę. Każdy z Was wie, że zanim autorytatywnie powołał go Kościół Chrystusowy, przedtem powołał go w duszy Bóg, dając odpowiednie usposobienie i łaskę odpowiadania wezwaniu Bożemu.

Można toczyć spory teoretyczne na temat, kto powołuje i kiedy. Na­przód Bóg kształtuje duszę. On ją urabia tak, jak niewiasta urabia zaczy­nem cztery miary mąki, aż wszystka będzie nim przeniknięta. Tak Bóg kształtuje dusze. Gdy już je ukształtuje należycie, sam przedstawia Koś­ciołowi, jak gdyby dając mu do zrozumienia: tych poślij!

Kościół swoją władzą, otrzymaną od Najwyższego i Wieczystego Ka­płana – Jezusa Chrystusa, powiedział Wam głośno, publicznie, wobec wszystkich: „Synem moim jesteś ty, Jam ciebie dziś zrodził”.

To zrodzenie szczególne, to posłannictwo autorytatywne, dokonało się w tej chwili. Ale nie myślcie, Najmilsi, że Wy, z ludu wzięci i dla ludu postanowieni, w tym, co do Boga należy, zostaniecie już tylko własnością ludu. Zapewne, lud będzie miał do Was całkowite prawo, ale ze swego prawa nie zrezygnuje również Bóg. On nadal będzie pracował w twojej kapłańskiej duszy i od twojej uległości tej Bożej pracy, zależeć będzie, czy przyniesiesz owoc piąty, dziesiąty, czy stokrotny. A przecież chwała Boga na tym polega, abyśmy szli i owoc przynieśli i aby owoc nasz trwał.

Kapłan, to drugi Chrystus

Otrzymaliście w tej chwili straszliwą władzę. To jest władza nie tylko nad szatanami, nie tylko nad znakami sakramentalnymi, ale przede wszy­stkim – nad samym Bogiem! Jesteście przecież „spirituales impe­ratores”, a jako tacy, macie władzę rozkazywać nawet samemu Bogu. On tego zapragnął, On tego od Was chciał!

Będziecie Mu rozkazywać, gdy na wasze słowa, zstępować będzie na ołtarze – Bóg żywy, choć zakryty, lecz prawdziwy: gdy życie Boże wracać będzie do dusz, pobitych grzechem. Będziecie mówić do tych, którzy w skrusze zginać będą kolana przed Bogiem: „Idź w pokoju, ja ciebie roz­grzeszam”. Zapewne, Bóg rozgrzesza, ale On mówi przez Ciebie: „Ja ciebie rozgrzeszam”. W czasie konsekracji dzieje się wielka Tajemnica Trójcy Świętej, a jednak powtarzasz: „Hoc est enim corpus meum”. Wiesz, że nie o twoje ciało tu idzie, ale równocześnie wiesz, że masz wspólny język z Twoim Bogiem – Wieczystym Kapłanem. Nie masz już innego języka! Jak dzisiaj, w czasie Mszy świętej, miałeś właściwie wspól­ny język z Biskupem, bo wspólnie z nim konsekrowałeś i wspólnie sprawowałeś świętą Ofiarę, tak od tej chwili ciągle i nieustannie będziesz miał wspólny język z Bogiem.

„Kto Was słucha, Mnie słucha”. Kto ku Wam patrzy, widzi w Was Boga. Kto do Was się zbliża, nie szuka ludzkiego, ale Bożego. Prawdziwie: Sacerdos, alter Christus! Kapłan jest drugim Chrystusem.

Matka Wieczystego Kapłana

Jakże to dla Was pocieszające, Najmilsze Dzieci Boże, że Chrystus otrzymał swoje Kapłaństwo od Ojca Niebieskiego, jako dziedzictwo i jako wyposażenie na swoje posłannictwo, w dniu Zwiastowania, w ło­nie Dziewicy Maryi!

Pamiętajcie o tym, bo odtąd pod Jej opieką ma się dziać wszystko wasze, całe wasze życie kapłańskie! (…) Obyście czuli Jej macierzyńską obecność wtedy, kiedy stoicie przy ołtarzu, kiedy stoicie pod krzyżem Boga żywego! Te słowa Wam poświę­cam, Najmilsi Synowie Kościoła Bożego!

Kapłan jest jak bochen chleba, który można zjeść

A Wam, Dzieci moje, które patrzycie na tę wybraną gromadkę, po­wtórzę to, co mówił kiedyś Chrystus o podobnej gromadce: „Oto ja po­syłam Was, jako owce między wilki”. Oni o tym wiedzą, ale pamiętają również, że są posłani w Imię Ojca i Syna i Ducha Św. – w Imię Trójcy Św… A Trójca Święta jest jedna – w nich i w Was. Wy zapragniecie tych darów, które oni noszą. Wyszarpiecie z ich kapłańskich dusz dla siebie i dla swego życia to wszystko, czego pragniecie. Jesteście głodni, spragnie­ni, a oni niosą dar życia, dar Boży. Nic więc dziwnego, że się do nich tłoczycie, że stawiacie im wielkie wymagania, że pragniecie, aby spiżarnie ich dusz były pełne, bo głodni jesteście. Macie prawo żądać od nich chleba.

Jeden z pisarzy katolickich powiedział, że kapłan jest, jako ten bochen chleba, leżący na stole… Każdy ma prawo przyjść i ukroić sobie tyle, ile potrzebuje. I Wy macie to prawo, Dzieci Boże! My nie jesteśmy dla siebie, ale dla Was. Macie do nas całkowite prawo! Macie więc prawo – że się tak wyrażę – rozszarpać ich na kawały, jak Chrystus rozszarpał swoje ciało, aby je dać głodnym dzieciom swoim. Macie prawo ich zjeść, jak zjada się bochen chleba, bo oni są po to na tej ziemi. Macie prawo domagać się od nich wszystkiego, co Bóg przez krzyż dał światu: ich bło­gosławieństw, modlitw, posługi przepowiadania prawdy, konsekracji. Macie prawo domagać się od nich chleba Bożego, macie prawo domagać się ich świętości. To nie ja daję Wam to prawo, ale sam Bóg. Oni przecież są z ludu wzięci i dla ludu postanowieni. Oni są waszą własnością. Macie prawo przychodzić do nich i oczekiwać, że Was pokrzepią i nakarmią.

A więc, idźcie do głodnego ludu!

Usłyszeliście, Synowie Moi, co Was czeka w waszym przyszłym życiu kapłańskim. Nie wilki może, chociaż i tych  wiele jest na drodze, ale spotkacie głodną, spragnioną rzeszę, bo nie masz, ktoby ją tak miłował, jak Chrystus. A więc, idźcie! Weźcie sobie na drogę Królową Apostołów i niech Ona będzie Wam tarczą. Niech Was kształtuje po macierzyńsku. Niech sprawi, żeby wasze kapłańskie dłonie były niepokalane. Niech od­mieni Wam serca, aby były tak wrażliwe, jak wrażliwe było Jej Macie­rzyńskie Serce.

Źródło: Ateneum Kapłańskie, 2/310, 1960.

Udostępnij Tweet