Na czym polega atrakcyjność Mszy „trydenckiej”? – br. Patryk Reczek CSsR

Wraz z udostępnieniem przez Benedykta XVI w 2007 r. możliwości celebrowania Mszy Świętej tzw. Trydenckiej każdemu księdzu, bez potrzeby proszenia o zgodę biskupa, widzimy, że jak grzyby po deszczu powstają w Polsce wspólnoty związane z tą formą rytu rzymskiego. Gdy w 1970 r. bł. Paweł VI promulgował nowy Mszał Rzymski, myślano, że zapotrzebowanie na celebracje wg Mszału św. Jana XXIII  ograniczy się tylko do starszego pokolenia w nim wychowanego, a wraz z jego odejściem zniknie całkowicie. Okazało się jednak, że młode pokolenie również odkryło piękno i wartość tej starożytnej formy rytu rzymskiego. Co więc w takim razie przyciąga coraz więcej ludzi do Mszy „trydenckiej”? Jakie cechy posiada ta forma Mszy Świętej, których nie odnajdują w celebracjach nowej liturgii?

 

„Moc milczenia”

Świat bardzo przyspieszył i nadal przyspiesza. Wraz z rozwojem techniki, ludziom została wydarta z życia cisza. Jednak natura człowieka domaga się jej. Życie wewnętrzne (duchowe) rozwija się w ciszy, niejako karmi się nią. Bóg właśnie w niej przemawia do człowieka. To dlatego Chrystus, gdy chciał się modlić, udawał się na miejsca pustynne, odosobnione. Modlił się również w nocy, kiedy świat jest uśpiony, wyciszony. Sensus fidei, którym obdarzeni są wierni katolicy doskonale to wyczuwa. Tłumaczy to rosnące zainteresowanie życiem monastycznym, rekolekcjami w milczeniu, czy np. spędzanie Sylwestra w klasztornych murach.

Nadzwyczajna forma rytu rzymskiego tą ciszą jest przeniknięta na wskroś. Otwiera ona ogromną przestrzeń dla spotkania Stwórcy ze stworzeniem, Boga z człowiekiem, Ojca ze swoim przybranym dzieckiem. Najważniejszy moment Mszy Świętej – przeistoczenie – dokonuje się w całkowitej ciszy i milczeniu, kiedy wzrok i uwaga wiernych skupia się nie na kapłanie, nie na sposobie wypowiadania przez niego słów, ale na wydarzeniu śmierci Chrystusa, przez którą dokonało się nasze Odkupienie.

Muzyka, która dotyka duszy

W liturgii ogromną rolę odgrywa śpiew. Kościół rzymskokatolicki w ciągu wieków swego istnienia wypracował formy muzyczne, które najlepiej pasują do sposobu sprawowania liturgii i sprzyjają kontemplacji Boga. Wśród nich szczególne miejsce zajmuje chorał gregoriański, który przez Sobór Watykański II oraz dokumenty o muzyce kościelnej po nim wydawane, został uznany za śpiew własny Kościoła i nadano mu pierwsze miejsce wśród innych. W praktyce jednak okazuje się, że na przysłowiowych palcach jednej ręki można policzyć miejsca, gdzie regularnie jest on wykonywany w czasie Mszy Świętych w zwyczajnej formie rytu rzymskiego.

Wspomniałem wcześniej o tym, że ludzie szukają ciszy, by spotkać się z Bogiem. Nic więc dziwnego, że ci sami doceniają również chorał gregoriański, który ze swej natury nie narzuca się człowiekowi swoją formą, ale eksponuje treść, którą niesie. W ten sposób słowo i milczenie wzajemnie się przeplatają tworząc doskonałą harmonię, która stara się być odzwierciedleniem harmonii życia Trójcy Świętej.

Lex orandi, lex credendi

Prawo modlitwy jest prawem wiary. Jak się modlisz, tak wierzysz i jak wierzysz, tak się modlisz. Tę starożytną zasadę przypomnieli w swoim nauczaniu św. Jan Paweł II i Benedykt XVI. Przełom XIX i XX wieku obfituje w liczne konwersje ze wspólnot protestanckich do Kościoła katolickiego. Wspomnijmy tu choćby bł. kard. Johna H. Newmana, ks. Roberta H. Bensona czy Gilberta K. Chestertona. Wielu z tych konwertytów mówiło o tym, że w ich nawróceniu sporą rolę odegrał widok modlących się katolików, którzy sposobem modlitwy i zachowaniem wyrażali wiarę w rzeczywistą, prawdziwą obecność Boga w Najświętszym Sakramencie.

Jeżeli wierzę, że Komunia Święta, Chleb Eucharystyczny, jest prawdziwym ciałem mego Boga – Jezusa Chrystusa, to zrobię wszystko, co w mojej mocy, by najmniejsza jego cząstka nie upadła i nie była znieważona. Z tego wypływają słuszne postulaty części Kościoła, by nie udzielać Komunii Świętej na rękę. Obecnie bardzo mocno podkreśla się obecność Chrystusa w drugim człowieku i wynikającą z tego jego godność, tym bardziej, gdy jest on członkiem Mistycznego Ciała Jezusa. Dlaczego w takim razie nie zatroszczyć się o Jego Ciało Eucharystyczne? Przecież to ciągle ten sam Chrystus! Choć obecny w inny sposób.

W centrum katolickiego kultu stoi Chrystus, który tak ukochał człowieka, że pozostał z nim aż do skończenia świata, ukrywając się w kawałku chleba. Najświętszy Sakrament jest więc dla wierzących najcenniejszym skarbem na ziemi. Wynika stąd, że cześć i szacunek dla Najświętszego Sakramentu nigdy nie będą za duże i powinny być priorytetem każdego wierzącego. Tę prawdę szczególnie mocno podkreśla nadzwyczajna forma rytu rzymskiego. Duża ilość przyklęknięć, dbałość o partykuły, Komunia Święta udzielana wyłącznie na klęcząco i do ust. Wszystko to jest bardzo spójne i logiczne. Zachowania i gesty podczas liturgii nie wykluczają się nawzajem, ani sobie nie przeczą. Jedna wyjaśnia drugą, wzajemnie się uzupełniając i dopełniając.

Teocentryzm

Każdy wierzący przeżywa Mszę Świętą na swój własny, indywidualny sposób, który wynika z jego natury i charakteru oraz z etapu rozwoju życia duchowego na którym się znajduje. Fizycznie nie jest możliwe, by liturgię dostosować do każdego człowieka i jego osobistych uwarunkowań. Dlatego właśnie Kościół skodyfikował sposób sprawowania Najświętszej Ofiary według ściśle określonych norm i przepisów, tak, by katolik, niezależnie od tego gdzie na świecie się znajdzie, mógł uczestniczyć w tak samo sprawowanej Mszy Świętej i bez przeszkód modlić się metodą wypracowaną już przez siebie.

Ludzie uczestniczący w Mszach Świętych w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego podkreślają właśnie tę niezmienność formy kultu, która jest wyrazem powszechności i jedności Kościoła, niezależnej od prywatnej pobożności, czy kreatywności kapłana. O to właśnie chodzi, by kapłan oraz cała tzw. Akcja liturgiczna, nie zatrzymywała naszych oczu na sobie. Zarówno celebrans, jak i służba liturgiczna, chór, organista, muzyka, stroje, język itd. pełnią funkcję służebną wobec Boga i wobec Ludu Bożego. Wszystko to ma jedynie pomóc wiernym spotkać się z Bogiem.

Nieodkryte bogactwo

Jest rzeczą niemożliwą, by w krótkim artykule omówić wszystkie powody, dla których ludzie wybierają regularne uczestnictwo w Mszach Świętych w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego. Opisałem pokrótce jedynie te, które najbardziej rzucają się w oczy i o których najczęściej mówią ludzie, z którymi rozmawiam. Na koniec przytoczę słowa Benedykta XVI napisane w liście do biskupów z okazji publikacji Motu Proprio Summorum Pontificum upowszechniającego Msze Święte „trydenckie”: „Okazało się z całą oczywistością, że młodsze pokolenie też może odkryć tę formę liturgiczną, poczuć jej piękno i odnaleźć w niej ten sposób spotkania z Tajemnicą Najświętszej Eucharystii, który byłby najlepiej do niego dopasowany. (…) To, co poprzednie pokolenia uważały za święte, świętym pozostaje i wielkim także dla nas, przez co nie może być nagle zabronione czy wręcz uważane za szkodliwe. Skłania nas to do tego, byśmy zachowali i chronili bogactwa będące owocem wiary i modlitwy Kościoła i byśmy dali im odpowiednie dla nich miejsce”.

br. Patryk Reczek CSsR – alumn Wyższego Seminarium Duchownego Redemptorystów w Tuchowie.

Udostępnij Tweet