Moc błogosławieństwa Bożego. Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi

Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi – Nowy Rok 

Dzisiejsza lekcja z Księgi Liczb prowokuje mnie do pytania o moje kapłańskie błogosławieństwo – ściślej rzecz biorąc, o moją wiarę w moc kapłańskiego błogosławieństwa. Moc mojego kapłańskiego błogosławieństwa. Mnie jako wikarego, proboszcza, profesora, biskupa.

Bóg już w Starym Testamencie złożył w ręce kapłanów niezwykłą moc. Ich modlitwa błogosławieństwa sięgała po samo niebo, otwierając je i sprawiając, że „oblicze Pana” rozpromienia się i niesie za sobą niezwykłe dary dla tego, nad którym kapłan wyciągał dłonie. Pan sam wyraźnie domagał się od swych sług, by błogosławili Izraelitom, aby mógł hojnie ich obdarowywać swą łaską.

Znamy niedoskonałość kapłaństwa Starego Przymierza. Mimo to Bóg pragnął, by mający w nim udział kapłani hojnie błogosławili Izraelowi, nie skąpiąc im go. Więcej, jawnie tego od nich żądał. Zatem o ileż bardziej Pan domaga się od nas, kapłanów uczestniczących w doskonałym kapłaństwie Jezusa Chrystusa, Jedynego i Najwyższego Arcykapłana, byśmy wyciągali swe ręce nad Nowym Izraelem – Kościołem. Dlatego to słowo jest dla nas tak aktualne.

Może dlatego – podobno – Matka Boża w Medjugorie powiedziała kiedyś, że gdyby kapłani znali moc swego błogosławieństwa, czyniliby to nieustannie?

Czy ja tak naprawdę wierzę w moc mojego kapłańskiego błogosławieństwa? Nie dlatego, jakoby brało swą moc ze mnie, ale z tej racji, że czerpie ono z doskonałości i mocy Jezusowego kapłaństwa, które noszę w sobie jako niedoskonałe, kruche naczynie.

„Jeszcze nigdy nie przeżyliśmy takiej kolędy” – usłyszałem w jednym czy drugim domu. A nie była ona przecież niczym nadzwyczajnym. Modlitwa, wspólna rozmowa, na zakończenie krótka modlitwa serca za domowników zakończona indywidualnym błogosławieństwem z kapłańskim gestem włożenia rąk. Tyle i aż tyle. Nieraz jednak niemal namacalnie doświadczyć mogłem owego „rozpromienienia oblicza Bożego” nad tymi ludźmi. Stąd może warto ten gest błogosławieństwa docenić w naszej kapłańskiej posłudze? Albo po prostu przywrócić mu należytą rangę? Choćby przy okazji wizyty duszpasterskiej? Przecież jako prymicjanci hojnie błogosławiliśmy w geście włożenia rąk.

Moje błogosławieństwo będzie o tyle owocne, o ile ja sam, jako szafarz różnorakiej łaski Bożej, będę wierzył w jego moc; w to, że przez moje ręce błogosławi sam Bóg.

Może warto skorzystać z bogatych formuł błogosławieństwa pod koniec Eucharystii? Kiedy ostatnio tam sięgnąłem? Czy w imię pragmatyzmu po prostu o nich nie zapomniałem? Może zatem warto na zakończenie lekcji religii błogosławić uczniów? Niech Pan ściga ich swą łaską – a my Mu w tym aktywnie pomagajmy. Może warto nasze wizyty w domach czy u znajomych kończyć błogosławieństwem?

Kiedyś mama powiedziała mi, że przeczytała w książce poświęconej duszom czyśćcowym o wizji kapłana, którego prawa ręka była w całości czarna, jakby martwa. Na pytanie, co jest tego przyczyną odparł, że to wskutek tego, iż w swej kapłańskiej posłudze za mało ludziom błogosławił. Czy wierzę w moc kapłańskiego błogosławieństwa, którego jestem szafarzem? Ja wierzę. Dlatego błogosławię wam, bracia w Imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego.

„Amen” należy do Ciebie.

Ks. Michał Sapalski  wikariusz parafii pw. Świętego Andrzeja Apostoła w Porąbce Uszewskiej.

Udostępnij Tweet