Życie według Słowa. XXXI Niedziela Zwykła

XXXI Niedziela Zwykła – A

Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią (Mt 23, 2-3).

Tekst ten poprzedza Jezusowe biada wam wypowiedziane aż siedem razy pod adresem uczonych w Piśmie i faryzeuszy. W rozdziale 23 swojej Ewangelii Mateusz umieszcza mowę sądową na religijnymi reprezentantami Izraela w obliczu zburzenia Jerozolimy. Zarzuca im: rozdźwięk między nauczaniem a życiem, samo satysfakcjonującą zewnętrzną pobożność, usprawiedliwianie się w przestrzeganiu prawa żydowskiego przez wykonywanie uczynków ale bez wewnętrznej postawy miłosierdzia.

Ta Ewangelia, w której padają mocne słowa Jezusa o uczonych w Piśmie i faryzeuszach, skłania nas – a może nawet zmusza – aby odnieść je do nas samych, kapłanów. Należymy przecież do – podobnej do żydowskiej – elity kształtującej życie religijne wiernych. Ocena Jezusa tamtych elit jest bardzo surowa: Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Gdybyśmy tak na serio i głęboko – doświadczając naszych słabości i ograniczeń – popatrzyli na nasze życie, to żaden z nas nie miałby odwagi stanąć na ambonie, mając świadomość jak dalece odbiega jego własne życie od ideałów Ewangelii. A jednak trzeba ją głosić; to jest nasze powołanie, jakie otrzymaliśmy od Jezusa Chrystusa i zarazem nasze posłanie, aby ewangelizować. Dobrze, jeżeli kapłan ma świadomość, że sam swoim życiem nie dorasta do tych prawd, które głosi. Dobrze, że ma takie odczucie, bo wtedy głosi Ewangelię w postawie pokory, czyli w przekonaniu, że mnie, grzesznika, wybrał Pan, abym szedł i głosił Jego Słowo, i abym to czynił Jego mocą, a nie swoją. Staję na ambonie nie po to, żeby się ludziom pokazać, nie po to, aby stać na tym zaszczytnym miejscu, nie po to, aby mnie ludzie nazywali nauczycielem, czy mistrzem. Staję na ambonie jako sługa tych, do których mówię. Prawdziwy sługa ma świadomość swojej ograniczoności i nieudolności, ale ma też głębokie przekonanie, że misja otrzymana od Pana uprawnia go do tej służby.

Rozdźwięk miedzy nauką Jezusa zawartą w Ewangelii, a naszym własnym życiem odczuwa każdy z nas w większym lub mniejszym stopniu. Dobrze, jeśli tak jest. Chodzi o to, aby ta rozbieżność z jednej strony nie była bagatelizowana w stylu „nie ma się czym przejmować, trzeba grzmieć” lub też, aby poczucie przesadnej niegodności nie hamowało, czy nawet paraliżowało zapał ewangelizacyjny. Wieczorny rachunek sumienia kapłana kształtuje na odpowiednim poziomie jego postawę jako głosiciela Ewangelii. W ogóle, gruntowny rachunek sumienia, odprawiany na zakończenie dnia, jest podstawowym warunkiem rozwoju duchowego kapłana.

Może już dawno temu odprawiłem taki solidny rachunek sumienia!? Dziś wieczorem, w chwili ciszy, poproszę Ducha Świętego, abym mógł w Jego świetle ocenić miniony dzień. Przed moimi oczami przesuwać się będą ludzie i wydarzenia oraz moje na nich reakcje. Dam sobie czas – pośpiech spłyca tę praktykę – na tę „wędrówkę” po minionym dniu. A potem popatrzę na moje dłonie i wglądnę w moje serce, modląc się: „Boże miłosierny, oddaję Ci wszystko to, co dzisiaj przynoszę w moich rękach i w moim sercu. Przyjmij, Panie, trud tego dnia, przemień to wszystko, co mnie oddaliło od Ciebie, pomnóż chwile bliskości z Tobą. Bądź uwielbiony, Boże wszelkich darów!”

Uświadomię sobie na nowo fundamentalne znaczenie rachunku sumienia dla rozwoju mojego życia duchowego. Chodzi o to, abym – wsłuchując się w słowa Jezusa z tej Ewangelii – coraz wyraźniej czynił to, co mówię. Wtedy głoszone przeze mnie Słowo Boże będzie coraz mocniej docierać do serc słuchających.

Warto od czasu do czasu otworzyć 23 rozdział Ewangelii Mateusza – uczy pokory!

Ks. dr Roman Stafin – pomocniczy ojciec duchowny kapłanów diecezji tarnowskiej.

Udostępnij Tweet