Wychowanie do celibatu – abp Grzegorz Ryś

Nie wiem, czy zawarte w tytule słowo „wychowanie” jest w tym przy­padku najszczęśliwsze. W jakim bowiem stopniu i czy w ogóle można czło­wieka „wychować” do podjęcia decyzji o życiu w celibacie oraz jej konse­kwentnej realizacji? Istnieje, oczywiście, formacja do życia w celibacie – mówią też o niej dokumenty kościelne –  jednak „wychowanie” do celibatu musi zakładać przede wszystkim rzeczywistość wcześniejszą. Celibat jest bowiem charyzmatem, a więc darem –  łaską Ducha Świętego, skierowaną do konkretnej osoby i dla dobra wspólnoty Kościoła.

Charyzmatyczny dar i nakaz prawa kanonicznego

O tym, że celibat jest darem –  charyzmatem mówi wprost Chrystus: Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane (Mt 19, 11). Wskazuje na to także św. Paweł: Pragnąłbym, aby wszyscy byli jak i ja sam, lecz każdy jest obdarowany [gr. χάρισμα] przez Boga inaczej: jeden tak, a drugi tak (1 Kor 7, 7).

Charyzmat celibatu dosłownie „eksplodował” wraz z Nowym Testa­mentem. Nieznany w Starym Przymierzu (przywoływany czasami w tym kontekście przykład bezżenności Jeremiasza koduje zupełnie inne przesła­nie) w pierwszych pokoleniach chrześcijan objawił się w formie masowej. W połowie II wieku św. Justyn, wyliczając wyróżniające cechy wspólno­ty Kościoła, mówił o „wielu mężczyznach i wielu niewiastach sześćdziesięcio-  i siedemdziesięcioletnich, od dzieciństwa zaprawionych w nauce Chrystusowej i trwających w nieskażonej czystości”. Cały dwudziesty dziewiąty rozdział pierwszej Apologii również poświęcił on zagadnieniu wstrzemięźliwości chrześcijan, stawiając w nim za przykład „jednego z na­szych, który niedawno temu zwrócił się do gubernatora Feliksa z petycją o to, by mógł zostać wykastrowany przez jednego z aleksandryjskich chirurgów”. Feliks odmówił. Młodzieniec jednak postanowił trwać w bezżenności, z konieczności zadowalając się aprobatą własnego sumienia oraz tych, „którzy byli z nim jednomyślni”. Najwyraźniej życiowy wybór boha­tera był w takiej samej mierze absurdalny dla rzymskiej władzy, co oczy­wisty dla jego współwyznawców. Zauważmy, że charyzmat, o którym tu mowa, pojawia się w tym kontekście bez żadnego związku z urzędowym kapłaństwem. Funkcjonuje odrębnie jako radykalny znak eschatologicznej nadziei właściwej chrześcijanom. Tak też opisywany jest do dziś: „Celibat […] nie jest charyzmatem, który by istotowo i wyłącznie przynależał do ka­płaństwa; nie jest więc powołaniem koniecznym i jedynym kapłana. Może on być przeżywany w Kościele przez grupy osób, które są wezwane w inny sposób do doświadczenia cnót ewangelicznych[1]”.

Z drugiej strony celibat jest też nakazem prawa kanonicznego w odnie­sieniu do mężczyzn pragnących przyjąć w Kościele rzymskokatolickim święcenia prezbiteratu: „Duchowni obowiązani są zachowywać ze względu na królestwo niebieskie doskonałą i wieczystą wstrzemięźliwość, i dlatego zobowiązani są do celibatu, który jest szczególnym darem Bożym, dzięki któremu święci szafarze mogą niepodzielnym sercem łatwiej złączyć się z Chrystusem, a także swobodniej oddać się służbie Bogu i ludziom” (KPK 277, 1). Prawo więc nie wymusza na kandydatach do kapłaństwa „wypra­cowania” i wykreowania ex nihilo postaw właściwych celibatariuszom. Zobowiązuje ich raczej do rozeznania w sobie, a następnie do zachowania otrzymanego daru – peculiare Dei donum – celibatu. Bez jego odkrycia nie mają moralnych podstaw, by prosić Kościół o święcenia.

„Zachowanie” celibatu z całą pewnością nie polega na strzeżeniu skarbu przekazanego raz i na zawsze w gotowej formie przed święceniami. Mo­że być ono jedynie rzeczywistością dynamiczną, zgodną z ewangeliczną dyscypliną troski o talent – powinien zostać pomnożony, jeśli nie ma być odebrany (por. Mt 25, 14-30). Po dwudziestu latach kapłaństwa prezbiter musi mieć pełniejsze doświadczenie celibatu niż w chwili opuszczania se­minarium – większe poczucie obdarowania, konkretniejsze przeżycie war­tości. Być może właśnie w przypadku celibatu widać najpełniej, iż formacja seminaryjna stanowi jedynie pierwszy etap formacji stałej kapłana.

Dar z siebie samego

 Prawo w odniesieniu do celibatu ma więc sens jedynie wtórny – i to nie tylko w porządku historycznym, ale także ontologicznym. Mówienie o ce­libacie kapłańskim wyłącznie na poziomie kanonów stanowi niebezpieczną redukcję typu pars pro toto – „część zamiast całości”. Sprowadza się przy tym do ujęcia zasadniczo negatywnego w formie – „bezżeństwa”. Porusza­jąc się po tej zewnętrznej warstwie – zarówno celibatu, jak i kapłaństwa – określa się ich wzajemną relację jako convenentia – „zgodność, przystawalność”. W takim ujęciu kapłaństwo i celibat zmierzają w jednym kierunku, ale bez wyraźnego związku między sobą. Stąd też, w 1971 roku, w trakcie prac przygotowawczych do Synodu Biskupów poświęconego kapłaństwu służebnemu – a przypomnijmy, że temat celibatu stanowił wówczas głów­ny punkt zapalny – ks. Ignacy Różycki, wybitny dogmatyk, w interwencji przygotowanej w imieniu Episkopatu Polski proponował zastąpienie poję­cia convenentia terminem connaturalitas – „odpowiedniość natur”.

Connaturalitas kapłaństwa służebnego i celibatu nie oznacza, rzecz jasna, iż celibat należy do natury kapłaństwa. Kwestionowałoby to całą tradycję chrześcijaństwa wschodniego. Oznacza natomiast, że w swej naj­głębszej istocie kapłaństwo i celibat skierowane są ku temu samemu – ich celem jest radykalnie dawane świadectwo o tym, że Chrystus jest jedynym Bogiem. Konsekwentnie – jest też najwyższym dobrem, dla którego można pozostawić wszystko – jak Apostołowie: majątek (rada ubóstwa), prawo do wyłącznego decydowania o sobie (rada posłuszeństwa), szczęście życia rodzinnego (dziewictwo i celibat), nawet życie (męczeństwo). Do takie­go świadectwa kapłan jest wezwany mocą i logiką przyjętego sakramen­tu; celibatariusz – mocą odkrytego charyzmatu. Radykalizm świadectwa dawanego Chrystusowi wpisany w powołanie kapłańskie niejako z natury otwiera więc prezbitera w stronę wyboru celibatu. Nie chodzi więc o pra­wo, chodzi o świadectwo porównywalne z męczeństwem –  nie ze względu na miarę cierpienia, lecz z racji czytelności znaku. Stąd też –  jak podkreśla ks. Różycki – Kościół nie waha się formułować prawnego wymogu celi­batu wobec kapłanów. Czyni to w imię nadziei, że Bóg nie zaprzestanie nigdy i to z całą hojnością powoływać do kapłaństwa służebnego takich mężczyzn, którzy z pełną gotowością otworzą się na wpisany w to powoła­nie radykalizm. Zniesienie tego prawa mogłoby znaczyć jedynie obumarcie w nas owej nadziei, a to z kolei oznaczałoby blokadę ludzkiej woli wobec Bożego daru.

Odnosząc się do słów ks. Różyckiego, występujący w czasie wspomnia­nego wcześniej synodu kard. Karol Wojtyła również podkreślał, iż o ce­libacie należy mówić nie w kategoriach ujętej prawem przystawalności, lecz w kontekście przeżywanego osobowo powołania: Ty pójdź za Mną! (J 21, 22). Pójść za Chrystusem, to znaczy spróbować w komunii z Nim odwzorować w sobie Jego człowieczeństwo –  stać się „człowiekiem dosko­nałym, zgodnie z miarą wielkości według Pełni Chrystusa” (por. Ef 4, 13). Tę miarę wielkości osoby ludzkiej najlepiej oddaje –  według kard. Wojtyły –  tekst soborowej konstytucji Gaudium et spes: „Człowiek nie może się w pełni odnaleźć inaczej, jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego”[2]. „Dar z siebie samego” –  czyli w języku Ewangelii „zostawić wszystko” – w życiu kapłana przyjmuje formę nie tylko celibatu, ale także przyrzekanego posłuszeństwa i dobrowolnie obieranego ubóstwa. W taki oto sposób celibat zostaje skomponowany z głębokim wpisaniem powoła­nia kapłańskiego w samo uprzednie powołanie do pełni człowieczeństwa objawionego w Chrystusie. Jest też czytelnym i niezwykle pożądanym zna­kiem dla świata. Taki właśnie głęboko humanistyczny wykład celibatu jako drogi do osiągnięcia pełni człowieczeństwa ważny pozostaje także i dziś, kiedy powszechnie ukazuje się go jako „nieludzki” i sprzeczny z potrzeba­mi i naturą człowieka.

Powołanie do miłości Kościoła

 Powyższe tezy wyznaczają duchowość celibatu dla wszystkich chrześ­cijan, którzy obierają ten styl życia ze względu na królestwo niebieskie (por. Mt 19, 12). Trzeba je uzupełnić o refleksję dotyczącą już ściśle celi­batu kapłańskiego. Przez wieki szukano jego uzasadnienia, odwołując się przede wszystkim do sformułowanych w Starym Testamencie wymogów czystości rytualnej. Dziś objaśnienie to porzucono. W jego miejsce podkre­śla się inne, osadzone głęboko w Nowym Przymierzu oraz w oblubieńczej relacji Chrystusa z Kościołem. W adhortacji Pastores dabo vobis Ojciec Święty Jan Paweł II pisze: „Szczególnie ważne jest, by kapłan rozumiał teologiczną motywację kościelnego prawa o celibacie. Prawo jako takie wyraża wolę Kościoła. […] Zaś wola Kościoła znajduje swą ostateczną motywację w związku, jaki łączy celibat ze święceniami kapłańskimi, które upodabniają kapłana do Jezusa Chrystusa Głowy i Oblubieńca Koś­cioła. Kościół jako oblubienica Chrystusa pragnie, aby kapłan miłował go w sposób całkowity i wyłączny, tak jak umiłował go Jezus Chrystus Gło­wa i Oblubieniec. Celibat kapłański jest więc darem z siebie w Chrystusie i z Chrystusem dla Jego Kościoła i wyraża posługę kapłana dla Kościoła w Chrystusie i z Chrystusem”[3].

Jeszcze raz zostało więc podkreślone, iż powołanie do celibatu to po­wołanie do miłości –  nie do rezygnacji z niej. Ściślej rzecz ujmując, jest to powołanie do udziału w miłości, jaką Chrystus Oblubieniec wiąże się z Koś­ciołem Oblubienicą. Papież nazywa również celibat „posługą” Kościołowi. Oznacza to, że kapłan służy Kościołowi nie tylko wtedy, kiedy głosi słowo, sprawuje sakramenty czy gromadzi ludzi we wspólnotę. Służy mu także, ży­jąc w celibacie. Liczy się bowiem nie tylko to, co robi, ale także to, jak żyje. Jedno i drugie dokonuje się in persona Christi. Celibat uświadamia kapłano­wi konieczność całkowitej identyfikacji samego siebie ze swoją misją.

Jak wychowywać do celibatu

Czy do tak pojętego celibatu można dziś wychować młodego człowie­ka? Po pierwsze, można i trzeba otwierać go na takie myślenie o celibacie – nieredukowane wyłącznie do jurydycznego lub praktycystycznego uję­cia. Ks. Różycki w przytaczanym wcześniej tekście stwierdza z precyzją: „Pewnie i niebezpiecznie błądziłby każdy, kto by twierdził po prostu, że celibat kapłański wypłynie tylko z samego prawa, które ogólnie rzecz bio­rąc, można uchylić”. Celibatem może żyć jedynie ktoś, kto odkrył jego po­zytywne znaczenie i wielką wartość –  indywidualną oraz eklezjalną. W tym celu jednak trzeba podjąć refleksję na poziomie o wiele głębszym niż ten podpowiadany i nagłaśniany przez współczesne media.

Po drugie, wychowywać kogoś do celibatu, to znaczy formować go do otwartości wobec Boga i Kościoła. Oznacza to ukazywanie wiary jako rze­czywistości obdarowania –  doświadczenia łaski, na którą człowiek w całej swej wolności może odpowiedzieć. Wiara staje się wtedy – jak w przy­padku Abrahama, Maryi, Szymona Piotra i innych – zawierzeniem Bożej obietnicy, której treścią staje się doświadczenie szczęścia przez wielu uzna­nego za niemożliwe i nierealne. Na Bożej obietnicy opiera się pełna pokory modlitwa dziękczynna za niezwykły i niczym niezasłużony dar celibatu, który staje się dla księdza drogą do pełni człowieczeństwa i formą służby Kościołowi. Nie ma to nic wspólnego z metodycznym prężeniem „duchowych muskułów”. Modlitwa dziękczynna za celibat to miara sensowności jego podjęcia. Jest ona jednak nieoczywista –  zwłaszcza w „siłowym” i de facto autosoteryjnym wydaniu chrześcijaństwa, kładącym akcent przede wszystkim na zasługę i „technikę”. Co jednak, jeśli one zawiodą? Nadzieja odradza się wyłącznie z charyzmatycznego przeżywania celibatu: bo dary laski i wezwanie Boże są nieodwołalne (Rz 11, 29).

Otwartość wobec Kościoła wyraża się dyspozycyjnością wobec nie­go, wrażliwością na jego potrzeby, gorliwością w ich zaradzaniu. Chodzi o rzeczywistą miłość do Kościoła –  w całej jego konkretności. Nie jest to miłość do „teologicznej abstrakcji” ani miłość do „wszystkich”. To miłość do każdego człowieka, z którym spotykam się dzisiaj, w tym, a nie innym zgromadzeniu wiernych. Do tego potrzebna jest jednak rzeczywista wol­ność, a także ta jej forma, którą jest czystość. Celibat wyraża się wówczas również w zdolności do tworzenia rzeczywistych, głębokich relacji z ludź­mi, umiejętności ich zbierania w Kościół bez przywiązywania do siebie, współtworzenia konkretnych wspólnot: od parafii, przez funkcjonujące w niej grupy, po każdą wspólnotę ruchów eklezjalnych. Im dłuższe kapłań­stwo, tym większa znajomość Kościoła, a więc i większa szansa na dojrzal­sze i pełniejsze przeżywanie celibatu w prawdziwej fascynacji Kościołem, wolnej od idealizowania i zamykania oczu na grzech.

Wychowywać do celibatu to zapewne także pomagać tym, którzy od­kryli w sobie wezwanie do niego, oczyszczać ich rozumienie celibatu i mo­tywy, łącznie z tymi, które pojawiają się wtórnie, po jakimś czasie. Oznacza to również otwieranie powołanych do celibatu na doświadczenie duchowej płodności i rzeczywistego ojcostwa –  w stylu Św. Józefa, którego Maryja nie wahała się nazywać po prostu „ojcem” Jezusa –  bez dodatku „przybra­ny”: Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie (Łk 2, 48).

Czy dziś wszystko to, w świecie równie wszechobecnej, co zbanalizowanej erotyki, jest trudniejsze niż kiedyś? Być może… Myślę jednak, że dane nam jest żyć w czasach, w których Duch doprowadził wreszcie ucz­niów Chrystusa do takiego rozumienia celibatu, które może głęboko rezonować w ludzkiej duszy. Im mniej świat zdaje się z niego pojmować, tym lepiej pojmuje go Kościół. Gdzie […] wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska (Rz 5, 20).

Przypisy
[1] Kongregacja do spraw Wychowania Katolickiego, Wskazania wychowawcze dla formacji do celibatu kapłańskiego, Rzym 1974, 6.
[2] Sobór Watykański II, Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym „Gaudium et spes”, 24
[3] Jan Paweł II, Pastores dabo Vobis, Rzym 1992, 29.

Abp Grzegorz Ryś – metropolita łódzki.

Artykuł ukazał się w pracy zbiorowej pod red. Józefa Augustyna SJ „Sztuka bycia księdzem” nakładem Wydawnictwa WAM. Publikacja na stronie formacja.diecezja.tarnow.pl za zgodą Autora.

Udostępnij Tweet