Świadek przemijalności. Wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych

Wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych

Koloratka i sutanna. Biel i czerń. Prowokacja. Kontrowersja. Punkt odniesienia. Dla wielu kapłan jest znakiem. Mniej lub bardziej wymownym, ale jednak. Także znakiem przemijalności i niewystarczalności tego świata. Znakiem, odsyłającym do rzeczywistości wykraczającej poza ten doczesność.

„W domu Ojca mego jest mieszkań wiele” – przypomina nam dziś Jezus. Jako kapłani jesteśmy nie tylko zaproszeni, ale wręcz zobowiązani do przypominania o tej prawdzie współczesnemu człowiekowi. Może dziś szczególnie mocno. Współczesność wabi nas na tysiące sposobów. Dobrobyt, z którego niekontrolowane korzystanie kończy się materializmem, mnogość propozycji spędzania wolnego czasu, dziwny pęd – często w myśl zasady: „wszyscy się spieszą, więc ja też”, przesadne zatroskanie o własny los i wiele mniej lub bardziej uświadamianych czynników wpływa na kondycję tych, do których jesteśmy posłani. Kształtuje ich sposób myślenia, postrzegania rzeczywistości, a w efekcie styl życia. Dotyka to także naszych parafian, żyjących w świecie, którzy – chcąc nie chcąc – przesiąkają w jakiejś mierze jego duchem. Dotyka i nas, „synów swej epoki”, zanurzonych pośród tego świata i do niego posłanych…

Dlatego tak ważne jest pytanie o mój sposób życia; o mój sposób kapłańskiego życia. Pierwsze, co przychodzi na myśl, to czy naprawdę mój styl życia jest stylem kapłańskim? Czy przez swój sposób funkcjonowania prawdziwie zasługuję na miano „duchownego”?  „Osoby duchowej”? Czy mój sposób bycia nie przypomina bardziej stylu światowego? Papież Franciszek mówił  w październiku tego roku o subtelnym niebezpieczeństwie światowości: „To właśnie diabeł czyni powoli w naszym życiu, aby zmienić kryteria, aby doprowadzić nas do światowości. Maskuje się w naszym sposobie działania i ledwie zdajemy sobie z tego sprawę. W ten sposób ów człowiek, […], staje się złym człowiekiem, człowiekiem uciśnionym przez światowość. I tego właśnie chce diabeł: światowości”. Ojciec Święty dodał, że gdy diabeł wchodzi „tak delikatnie, grzecznie i bierze w posiadanie nasze postawy”, to nasze wartości zamiast służyć Bogu, skłaniają się ku światowości. W ten sposób stajemy się chrześcijanami letnimi, światowymi, mieszanką „ducha świata i ducha Bożego”. Niestety, nieraz można odnieść wrażenie, że przeżywamy nasze kapłaństwo w instrumentalny sposób. Czy nie dzieje się tak, gdy w naszej posłudze pragniemy bardziej świętego spokoju czterech ścian czy wygodnie urządzonego mieszkania, niż poświęcania swego czasu w sytuacjach nieoczywistych i wykraczających poza „grafik” wyznaczonych obowiązków? Gdy w naszym przepowiadaniu bardziej skupiamy się na tym, co współgra z naszym postrzeganiem Ewangelii, przemilczając trudne i chropowate, nieraz ostre do krwi, fragmenty Słowa Bożego? Gdy innymi słowy, przesiąkamy bardziej duchem tego świata, niż duchem Chrystusowym, dokonując prób – skądinąd niemożliwej – fuzji między duchem tego świata a duchem Bożym?

Kapłan światowy znakiem przemijalności świata? To nie może się udać.

Nierzadko jesteśmy niczym Apostoł Filip: choć towarzyszymy Jezusowi, to jednak ciągle kroczymy po omacku. Jakby nie dostrzegając drogi, którą On nas prowadzi. Jakby bez nieustannego uświadamiania sobie na co dzień celu naszej posługi i podejmowanych wyzwań. Może właśnie dlatego, że światowość bierze nad nami górę? Że ciągle za mało wytrwale zmagamy się w sobie ze „starym człowiekiem”? Że mniej lub bardziej świadomie skłaniamy się ku rzeczom doczesnym, upatrując w nich źródła stabilizacji, bezpieczeństwa? W jakim stopniu jestem przywiązany do wszystkiego, co „moje”, a na ile jestem wewnętrznie wolny?

Dziś Dzień Zaduszny. Kolejna okazja, jaką daje nam Bóg do refleksji nad przemijalnością ziemskiego wymiaru życia człowieka. I moją przemijalnością. Będę czytelnym znakiem niewystarczalności tego świata, jeśli sam rzeczywiście odkryję wartość w tej rzeczywistości, ku której zmierzamy, a której doświadczamy w liturgii i innych formach modlitwy. Jakby to było łatwe, gdyby można zredukować tę kwestię do kapłańskiego ubioru. Ale tak nie jest. Zostawię po sobie dobry ślad jedynie wtedy, gdy będę przesiąknięty duchem Chrystusa, a nie duchem tego świata. Będę skutecznie prowokował do wznoszenia oczu ku górze jedynie wtedy, gdy na co dzień będę przyodziewał się wewnętrznie – nie bez wysiłku – w szatę Bożego człowieka.

Ks. Michał Sapalski – wikariusz parafii św. Andrzeja Apostoła w Porąbce Uszewskiej.

Udostępnij Tweet