Ubóstwo – o. Jacek Zdrzałek CSsR

Ubóstwo „stateczne i dostateczne”[1] czy „wystarczające, ale umiarkowane”[2]?

Na pozór w ewangelicznej radzie ubóstwa, którą obie­rają osoby konsekrowane, jest wiele sprzeczności. Z jed­nej strony, dokumenty Kościoła mówią nam, że jest to „dar”, a z drugiej jakby „brak czegoś”. Raz mówi się o ubó­stwie indywidualnym, posuniętym czasami aż do „szoku­jącego” radykalizmu, a jednocześnie te same osoby mogą żyć we wspólnotach, które mają wspólne dobro (i to na­wet niemałe). Niektóre wspólnoty ludzi ślubujących ubóstwo mają możliwość posiadania, która jednocześnie ma być świadectwem, że materialne zaplecze nie jest najważ­niejsze. Od ślubujących ubóstwo wymaga się, aby nie za­biegali o środki materialne, ale też wiadomo nie od dziś, że jeśli nie będą o nie zabiegać, to wiele dzieł, na przykład miłosierdzia, które są im zlecone, nie zostanie nigdy zre­alizowanych. Jak to wszystko pogodzić ze sobą?

Sam termin „ubóstwo” jest wieloznaczny i w zależno­ści od tego, w jakim kontekście się nim posługuje, ma inny sens. Istnieje bowiem ubóstwo, które trzeba poko­nać, ponieważ jest złem. Zwykle tak właśnie rozumie je większość ludzi. Coraz częściej mówi się też o formach czy strukturach ubóstwa. Dokumenty Kościoła stwier­dzają, że do tych starych form, raniących całe narody, jak brak żywności, opieki lekarskiej, minimum socjalnego, w ostatnich latach zostały dodane nowe: rozpacz pły­nąca z poczucia bezsensu życia, utraty pracy, niebezpieczeństwo narkomanii, opuszczenie w starości i chorobie, poczucie bezradności, zagubienia, beznadziei, degra­dacja lub dyskryminacja społeczna itd.[3]. Papież mówił także o „niezwykle dotkliwej formie ubóstwa, jaką jest brak formacji kulturalnej i religijnej” (VC 97). Gwałcenie z obojętnością praw osoby ludzkiej jest pierwszym i naj­groźniejszym ubóstwem naszych czasów[4]. Tych wszyst­kich rodzajów ubóstwa jest wokół nas mnóstwo.

Istnieje jednak i inne ubóstwo, którym trzeba żyć – nazywamy je ewangelicznym. Ze zrozumieniem go mają najwięcej problemów ci, którzy wpadli w sidła zmerkantylizowanego społeczeństwa. W tak ukształtowanej cywilizacji ten rodzaj ubóstwa wydaje się niepotrzebny albo bezsensowny. Ubóstwo konsekrowane na pewno jest niezrozumiałe bez Chrystusa. Jezus, wygłaszając Ka­zanie na górze, rozpoczyna je od zachęty do ubóstwa w duchu.

Ubóstwo osób konsekrowanych nie ma więc takiego samego znaczenia, jakie w powszechnym użyciu nadaje się temu terminowi. Nie jest ewangelicznym ubóstwem zwykły brak dóbr materialnych czy duchowych. Stąd niektórzy proponują zmianę terminologii i żądają, by nie mówić o ubóstwie konsekrowanych, lecz o „wspólnocie dóbr” lub „życiu bez posiadania własności”[5]. Nie są to zupełnie nowe idee związane z tym, że żyjemy w zupeł­nie innych i wyjątkowych czasach. Już św. Franciszek, próbując lepiej wyrazić tę rzeczywistość ubóstwa konse­krowanego, posługiwał się wyrażeniem „żyć bez [posia­dania] własności” (vivere sine proprio)[6].

Ostatnio coraz częściej mówi się o „upodobaniu do nicości”, czy też o tzw. teologii nicości (Bóg stworzył świat „z niczego”, Jezus czyni swój pierwszy cud w Ka­nie Galilejskiej, gdy czegoś zaczyna brakować, pustka Samarytanki niosącej pustą amforę wypełnia się na zawsze, pustka syna marnotrawnego, który jedynie po osiągnię­ciu dna biedy i deprawacji jest w stanie ponownie odzy­skać swą godność itd.)[7].

W życiu konsekrowanym ubóstwo jest jednak pojmo­wane przede wszystkim jako dar Boga, a dopiero wtór­nie jako odpowiedź człowieka przyjmującego ten dar, by lepiej naśladować Jezusa. W historii poszczególnych za­konów można spotkać się z sytuacjami, w których nadaje się nawet „przywilej ubóstwa”[8]. Przyjmując tro­chę świecki tryb myślenia, można się zastanawiać, jak same ograniczenia i wyrzeczenia mogą być „darem” czy „przywilejem”. W rekolekcjach głoszonych w Watyka­nie w 1968 roku o. Renè Voillaume mówił o ubóstwie w dwojakim znaczeniu. Po pierwsze, w sensie pozbawia­nia się czegoś przez ubóstwo; stwierdził, że jest to stan odrażający. Mówił też o ubóstwie jako oderwaniu się, jakiego żąda Jezus od wszystkich, a ta właśnie postawa staje się warunkiem koniecznym, by wejść do Królestwa niebieskiego.

Istnieje też ubóstwo jako ślub zakonny, który oprócz zobowiązania do oderwania się od dóbr materialnych żąda pewnego minimum prawdziwego, materialnego i rzeczywistego ubóstwa[9]. Jezus oczekiwał od swych uczniów nie tylko oderwania się od rzeczy ziemskich i wolności wobec nich, ale nakazał im wręcz ubóstwo materialne. „Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, a będziesz miał skarb” (por. Mt 19, 21). Dar ten nie jest rozumiany jako pozbawienie się czegoś, ale jako rezygnacja umożliwiająca zyskanie czegoś więcej. Każdy jednak wybór przekreśla inne możliwości i skutkuje odrzuceniem pewnych wartości. Problem w tym, czy konkretny wybór jest najwłaściwszy.

Konsekrowane ubóstwo polega na zajęciu postawy oderwania się od rzeczy materialnych i skierowaniu się ku sprawom niebieskim. Postawa ta jest połączona z pewnym stylem życia wymagającym umiarkowanego korzystania z rzeczy ziemskich – to znaczy korzystania dyktowanego prawdziwą potrzebą i zgodnie z funkcją wyznaczoną przez Boga. Postawa ta żąda również pew­nych wyrzeczeń, które powinny być bodźcem umożli­wiającym przezwyciężenie w sobie wrodzonej chęci po­siadania[10]. Aby działanie osób konsekrowanych mogło być skuteczne, potrzeba więc ducha ubogiego, oczysz­czonego z egoistycznych interesów, gotowego do pracy na rzecz pokoju, postawy solidarnej i pełnej współczucia dla cierpień innych[11].

W tej perspektywie wielu ludzi próbowało podać de­finicję konsekrowanego ubóstwa. Według Św. Anieli Merici, jest to całkowite zdanie się na Boga i zawierzenie Jego opatrzności. Paweł VI w przemówieniu do tercjarzy franciszkańskich (19 maja 1971) mówił o ubóstwie jako pomocy w szukaniu Królestwa niebieskiego. Inni zaś wi­dzą w tej radzie szansę całkowitej wolności.

Biorąc pod lupę ślubowane ubóstwo, dostrzeżemy, że ma ono dwa rysy. Jest to bowiem rezygnacja z posiada­nia, ale i zależność od przełożonych w sprawie korzysta­nia z dóbr materialnych[12]. Poza tymi dwoma głównymi cechami niektórzy wyliczają jeszcze jako konieczne kon­sekwencje: poddanie się powszechnemu prawu pracy, odrzucenie nadmiernej troski o sprawy materialne i po­wierzenie się Opatrzności, solidarność z ubogimi, wy­rzeczenie się zysku, przepychu i wszelkich form luksusu (por. PC 13).

Myliłby się jednak ten, kto twierdzi, że każdy przeło­żony jest wykładnią konsekrowanego ubóstwa. Można by bowiem sądzić, że skoro ślubujący ubóstwo jest uza­leżniony od przełożonego, to w zależności od „łaska­wości” serca superiora ubóstwo może nawet pozwalać na ogromne bogactwa. W takim kontekście abp Antoni Baraniak, przemawiając na sesji plenarnej Soboru Wa­tykańskiego II, mówił, że dla zachowania zakonnego ubóstwa nie wystarczy podporządkować się przeło­żonym w tym, co dotyczy korzystania z dóbr. Trzeba także, by zakonnicy mieli ducha ubóstwa i realizowali go w praktyce[13].

Styl naszego życia we wspólnocie musi odpowiadać sytuacji ludzi, wśród których żyjemy i pracujemy; wymaga to od nas do­stosowania się do ich poziomu umysłowego („Communicanda” 1986, nr 4).

Nasze wspólnotowe dzielenie się będzie miało poważny charak­ter jedynie wówczas, gdy każdy będzie się starał ograniczać swoje pragnienia i unikać tworzenia sztucznych potrzeb, przekształca­jąc to, co jest jedynie użyteczne, w niezbędne, a to, co rzeczy­wiście jest zbyteczne, w konieczne. Surowość życia oznacza za­dowalanie się tym, co jest nam do życia konieczne: dostateczne wyżywienie, przyzwoite warunki mieszkaniowe, dostateczne zdrowie, formacja początkowa i ciągła, narzędzia konieczne do pracy duszpasterskiej i właściwe środki odpoczynku i rekreacji („Communicand” 1988, nr 11).

 

Ubóstwo wspólne czy moje?

Istnieje ubóstwo osobiste i ubóstwo wspólnoty, ubó­stwo bez dochodów i własności oraz takie, które do­puszcza posiadanie własności wspólnej. Rozróżnienie na ubóstwo w wymiarze wspólnotowym (które może dopuszczać pewne formy własności) i w wymiarze indy­widualnym (które w życiu osobistym konsekrowanego może być posunięte do granic całkowitego ogołocenia[14]) może sprawiać kłopoty. Istnieją więc różne formy prak­tykowania tej rady ewangelicznej. Obecnie Kościół za­chęca, aby poszukiwać jeszcze innych sposobów, które w dzisiejszym czasie nadawałyby większą siłę praktyce i świadectwu ubóstwa (por. PC 13, ES 23).

Ktoś mógłby podpowiadać, że skoro ubóstwo ma po­móc naśladować Jezusa, to powinno się żyć tak jak On. Z jednej strony jest to racja, ale z drugiej trudno wła­ściwie powiedzieć jednoznacznie, jakie było ubóstwo Jezusa. Miało ono bowiem różne oblicza. Inne było to radykalne ze żłóbka i z krzyża, inne zaś z okresu apo­stolskiej działalności publicznej. O ile można by było po­kusić się o naśladowanie tzw. ubóstwa posiadania, jakie przyjął dla siebie Jezus, żyjąc bardzo ubogo, to trudno przyjąć Jego „ubóstwo istnienia”, bo nikt z nas nie mu­siał rezygnować z atrybutów boskich, których nigdy nie mieliśmy[15].

Od początków życia konsekrowanego próbowano odkrywać prawdziwe znaczenie ubóstwa duchowego. Miara ubóstwa jest jednak rzeczą względną i zależną od wielu warunków: geograficznych, historycznych, mentalnościowych itd. To, co w Egipcie w IV i V wieku, kiedy rodziło się życie wspólne (cenobiczne), wydawało się umiarem, w Europie XXI wieku uchodzi za głód. W Egipcie bowiem w tamtych czasach wystarczało je­dzenie raz na dzień, i to nie do syta[16].

Ojcowie Kościoła stwierdzali, że każdy chrześcijanin od momentu chrztu jest zobowiązany do wyrzeczenia się rażącego zbytku (łac. pompa diaboli), i dlatego w tym względzie życie każdego wyznawcy Chrystusa niczym się nie różni od życia mniszego[17]. Św. Franciszek z Asyżu stosował i nakazywał zasadę usus pauper[18], czyli umiar­kowanego użytkowania codziennych rzeczy koniecznych do życia. Wykluczała ona jednak dotkliwe braki mate­rialne, biedę i nędzę, choć i bieda otrzymała zaszczytny tytuł „siostry”.

Dziś różnie rozumie się „miary” ubóstwa. Co prawda kanon 598 § 1 KPK pozostawia każdemu instytutowi swobodę określenia zasięgu i sposobu praktykowa­nia ubóstwa, jednak stawia warunek, żeby mieściło się ono w ramach rady ewangelicznej. Paweł VI twierdził, że ubóstwo powinno ograniczać się do używania rzeczy materialnych jedynie w takim stopniu, w jakim jest to konieczne do codziennego utrzymania (por. ET 16). Re­demptorystom powtarza się często, że mają żyć na prze­ciętnym poziomie ludzi, wśród których pracują. Ale czy to jest ideał? Jan Paweł II podczas pobytu w Tarnowie, mówiąc do wszystkich kapłanów, i to nie tylko tych kon­sekrowanych radami ewangelicznymi, zachęcał, aby swoim stylem życia starali się być bliscy przeciętnej ro­dzinie, „raczej biedniejszej”. Czy więc konsekrowane ubóstwo nie powinno zmuszać do czegoś więcej?

W marcu 2004 roku opublikowano w KAI dossier po­święcone seminariom duchownym. Zawarta jest w nim między innymi opinia jednego z wychowawców semina­ryjnych. Wskazuje on na to, że „nigdzie nie jest tak łatwo być księdzem, jak w Polsce. Wystarczy być w miarę po­bożnym i szanować ludzi. Ale nadchodzą czasy, w któ­rych parasol ochronny rozciągnięty nad Kościołem zo­stanie cofnięty. Trzeba się zastanowić, jak realizować postulat Ojca świętego, żeby żyć na poziomie przecięt­nych parafian, a raczej tych uboższych”[19]. Jak więc reali­zować ten postulat w życiu konsekrowanym?

Zdolność wspólnoty do współdzielenia własnych dóbr w taki sposób, by każdy otrzymał to, co mu jest konieczne, by nikt nie czuł się zmuszony szukać pomocy poza wspólnot}, by nikt nie starał się posiadać rzeczy lepszych, niż maję inni, by wszyscy usiłowali współdziałać swym zarobkiem i pracą – nie może nie być znakiem nadziei dla świata („Communicanda” 1988, nr 11; p.38).

Jako ubodzy niech się tak czują poddani prawu pracy, aby każdy wykonując swój obowiązek, przyczyniał się. według możliwości do własnego oraz innych utrzymania (Konstytucja CSsR 64).

 

Problemy z ubóstwem

Wielu twierdzi, że podziały w życiu zakonnym wy­nikały najczęściej z naruszenia ślubu ubóstwa. Dlatego też ruchy reformatorskie w zakonach rozpoczynały się często od powrotu do praktyki radykalnego ubóstwa[20]. Niejeden zakon rozpadał się na odłamy, które przystoso­wały się do nowych czasów, i na te, które pragnęły rady­kalnego powrotu do źródeł. Wiele zakonów w XIV i XV wieku powracało do pierwotnej surowości, a ich człon­kowie stali się tzw. obserwantami, w przeciwieństwie do tzw. claustrales.

O kształt ubóstwa konsekrowanego czy ewangelicz­nego w poszczególnych wiekach spierało się wielu uczo­nych i świętych. Św. Bernard z Clairvaux toczył na przy­kład potyczki słowne z Arnoldem z Brescii (uczniem Abelarda), który postulował, by cały Kościół wyzbył się prawa do posiadania własności, a jego majątek miał być przekazany w ręce władz świeckich. Dla Arnolda z Bre­scii lekarstwem na wszelkie bolączki było absolutne i ra­dykalne ubóstwo (był to XII wiek). Oczywiście taka skraj­ność w krótkim czasie doprowadziłaby do niemożności wypełnienia przez Kościół swej misji, ale o tym już nie pomyślał.

Jak znaleźć złoty środek, którego od wieków szukano? Natura ludzka, skłonna do bardzo radykalnych wyborów, często po pewnym czasie dryfuje w kierunku złagodze­nia sobie niedogodności życia. Tak też było na przykład z peculium w życiu zakonnym. Nazywano tak drobną, „prywatną” sumę pieniędzy, której używano na określone i zwyczajne wydatki w niektórych zakonach. Niekiedy traktowano peculium jako sprzeczne ze ślubem ubóstwa, ale czasami było ono oficjalnie uznane, a nawet uważano je za pożyteczną szkołę oszczędności. Wydaje się, że pe­culium zjawiło się na przykład u benedyktynek polskich w połowie XVII wieku ze względu na zubożenie wywo­łane wojnami i pod naciskiem rodzin. Przetrwało ono aż do wieku XIX, a miejscami i do XX. Niekiedy jednak aż dziw bierze, gdy czytamy, że z owego peculium, które miało stanowić „drobną sumkę”, zakonnice fundowały całe ołtarze, książki czy ornaty[21]. Coś jednak z tego pe­culium dotarło i do naszych czasów – no, może zmieniło tylko nazwę. Do dziś w monastycyzmie prawosławnym istnieje tzw. idiorytmia (gr. idios rythmos). Jest to swo­bodna forma życia mniszego, a raczej rodzaj życia indy­widualnego. Została ona wprowadzona pod koniec XIV wieku na Górze Athos, a była konsekwencją dużej nie­zależności niektórych klasztorów. Mnisi posiadali wtedy własność prywatną, która po ich śmierci przechodziła na rzecz klasztoru. Zakonnicy żyli w tzw. rodzinach, czyli grupach złożonych z sześciu-siedmiu mnichów na czele z proistamenosem, troszczącym się o ich potrzeby ma­terialne i duchowe. W XVIII wieku wszystkie klasztory na Athos praktykowały idiorytmię, przyczyniając się do zaniku karności zakonnej. Jeszcze dziś na Górze Athos istnieje dziewięć idiorytmicznych klasztorów.

Problemy z ubóstwem to jednak nie tylko problemy z posiadaniem czy też brakiem własności prywatnej. Są też przecież pewne braki instytutów związane z innym rodzajem ubóstwa naszych rodzin zakonnych. Chodzi na przykład o niedostateczną liczbę rąk do pracy, o brak środków czy o ubóstwo w znaczeniu braku świętości czy nowych projektów pastoralnych. Ileż wspaniałych dzieł jest zagrożonych, gdyż brak oddanych sprawie serc lub nie dostaje świętości odpowiedzialnym za nie ludziom. Czyż takie ubóstwo nie woła o reformy? Różne choroby mogą je trawić, ale na szczęście są też odpowiednie le­karstwa.

Winniśmy dostrzec, iż także ubóstwo zakonne zostało ciężko zranione przez sekularyzm i konsumizm, który nie tylko oddala nasz poziom życia wspólnotowego od tego, na którym żyje więk­sza część ludzkości, ale czyni nas także niezdolnymi do tego, by­śmy byli wyczuleni na niesprawiedliwość społeczne} („Commu­nicanda” 1988, nr 11).

Nie możemy usprawiedliwiać wydatków z naszych zbytecz­nych dóbr, jakie czynimy dla nas, dla naszych domów, dla na­szych prowincji, podczas gdy można by przy ich pomocy zapła­cić za to, co jest konieczne dla przeżycia innych ludzkich istnień („Communicanda” 1988, nr 11).

 

Korzyści z ubóstwa – bogaci ubodzy!

Chrystus chyba lubi paradoksy. Ubóstwo jest jednym z wielu tego przykładów. No bo jak zrozumieć, że On sam, będąc bogatym, dla nas stał się ubogi, aby nas ubó­stwem swoim ubogacić (por. 2 Kor 8, 9; Mt 8, 20)? Jak można ubogacić brakiem czegoś? Widać można, choć niektórym trudno to zrozumieć. Od samego początku Kościoła na wielu ludzi, i to nie tylko konsekrowanych, patrzono jak na tych, którzy naznaczeni są paradoksami. Z Listu do Diogeneta mówiącego o wyznawcach Chry­stusa żyjących „w świecie” wynika, że chrześcijanie „są ubodzy, a wzbogacają wielu. Wszystkiego im nie dostaje, a opływają we wszystko”[22]. „Opływać we wszystko” – jak zrozumieć to „wszystko”, kto faktycznie ma „wszystko” i „wszystko” potrzebne do „czego”? Sekret ubóstwa musi więc tkwić w bogactwie – ale oczywiście nie takim, o ja­kim myśli świat.

Tak jak różni jesteśmy, tak różne mogą być tęsknoty naszych serc i różnie możemy patrzeć na bogactwa wo­kół nas. Dla wielu bogactwa materialne są celem życia. Także w naszym dzisiejszym społeczeństwie nie są to tylko jednostki. Ci, którzy już mają aż nadto, są autorami nowych afer, przekrętów finansowych, sprzeniewierza­nia i kradzieży kolejnych milionów. A wszystko podobno zaczyna się od kradzieży „pierwszego miliona”. Nienasy­cone jest serce, które zasmakowało w posiadaniu rzeczy materialnych. Przy takich tendencjach dziwne mogą się wydawać świadectwa ubogich mnichów, którzy prawie nic nie mając, nie chcą nawet małych „podarunków”, bo wydają się im one zupełnie nieprzydatne. Kameduli do dziś jeszcze po złożeniu profesji wieczystej wyrzekają się na piśmie dóbr doczesnych. Pod żadnym pretekstem nie wolno im też posiadać pieniędzy. Aż trudno w to uwie­rzyć, że niektórzy ludzie na początku XXI wieku tak właśnie żyją i jakoś sobie radzą. Ale na szczęście to nie kwestia wiary. Czyż nie ma w tym czegoś z mądrości sta­rożytnego filozofa chodzącego po rynku pełnym handla­rzy i dziwiącego się w głos, jak wiele jest rzeczy na tym świecie, bez których spokojnie można się obejść?

Ubóstwo ewangeliczne daje inną perspektywę życia szczególnie względem dóbr materialnych. Pozwala być skoncentrowanym na tym, co przekracza zmysły i żądzę posiadania. Instrukcja wprowadzająca osoby konsekro­wane w trzecie tysiąclecie mówi: „Ubóstwo czyni wol­nymi od zniewolenia rzeczami i złudnymi potrzebami, do których popycha społeczeństwo konsumpcyjne, po­zwala odkryć Chrystusa, jedyny skarb, dla którego na­prawdę warto żyć”[23]. Tak więc liczy się nie tyle rezygnacja z dóbr materialnych, ile znalezienie większego skarbu. Odkrywanie w swoim życiu Chrystusa jako „skarbu bezcennego” to jednocześnie zdobywanie go i gromadze­nie sobie tam, gdzie On jest, czyli w Królestwie niebie­skim. Zawsze w życiu zakonnym twierdzono, że ubóstwo jest gromadzeniem skarbów, które nigdy nie niszczeją, o które nie trzeba się bać, że ktoś je skradnie, zdefrauduje, czy że z powodu upływającego czasu pokryją się śniedzią lub rdzą.

Ubogi duchowo to ten, dla którego Bóg jest naj­większym bogactwem. Ślub ubóstwa ma niejako służyć uczuleniu na problem obecny w życiu każdego czło­wieka, a mianowicie problem „zaciemnienia horyzontu transcendencji”. Jest uwrażliwieniem na to, by więcej wagi przywiązywać do jakości życia niż do jego po­ziomu materialnego. Jest wezwaniem do przestrzegania praw Bożych, do moralnego doskonalenia się i do gro­madzenia skarbów duchowych[24]. Przeor kamedułów na Srebrnej Górze w Krakowie o. Maksymilian bardzo trafnie oddał tajemnicę ubóstwa w słowach: „Ubóstwo zawsze było trampoliną, by dostać się do Pana Boga”[25]. Coś w tym jest.

Paweł VI w przemówieniu do tercjarzy franciszkań­skich mówił o znaczeniu ubóstwa, które staje się poszu­kiwaniem Królestwa niebieskiego[26]. W takim kontekście pojawia się pojęcie „ubóstwa duchowego”. Jego przeja­wem jest postawa „bardziej być, niż mieć”. Ubóstwo zawsze bowiem stawiało na „być”. Dlatego też w życiu osoby konsekrowanej ubóstwo duchowe powinno uzewnętrz­nić się w ubóstwie materialnym. Ubóstwo przemienia także całą rzeczywistość. Sens życia osiąga się bardziej przez bycie niż przez posiadanie. Osoby konsekrowane przez swoją wytrwałą, ofiarną służbę ubogim wnoszą znaczny wkład w dzieło humanizacji świata (por. VC 89). Skutkiem ewangelicznego ubóstwa jest również uwrażli­wienie na drugiego człowieka. Tak często słyszymy we­zwanie do nowej wizji czy nowej „wyobraźni miłosier­dzia”. Jej przejawem jest „nie tyle i nie tylko skuteczność pomocy, ale zdolność bycia bliźnim dla cierpiącego czło­wieka, solidaryzowania się z nim, tak aby gest pomocy nie był odczuwany jako poniżająca jałmużna, ale jako świadectwo braterskiej wspólnoty dóbr” (NMI 50). Dla Jana Pawła II sytuacja, w której ubodzy będą się czuli we wspólnocie Kościoła „jak u siebie w domu”, stanie się największą i najbardziej skuteczną formą głoszenia Dobrej Nowiny o Królestwie Bożym. A droga do takiej wi­zji Kościoła wiedzie między innymi poprzez świadectwo chrześcijańskiego ubóstwa (zob. NMI 50).

Często można usłyszeć oskarżenia, że zakonnicy nie muszą się tak bardzo troszczyć o podstawowe sprawy jak inni ludzie: gdzie będą mieszkać, jaką i czy w ogóle znajdą pracę, czy będą mieli co jeść itd. Ubóstwo konse­krowane uwalnia od trosk o dobra osobiste. To w pew­nym sensie prawda. Ale przede wszystkim jest to kwe­stia zaufania względem Boga. Ubóstwo ewangeliczne to świadomość, że Bóg troszczy się o mnie, że wie, czego mi najbardziej potrzeba. W tak zmerkantylizowanym świe­cie jak nasz bycie wolnym od tego pędu za mamoną jest znakiem proroczym. Szczególnym świadectwem takiego zaufania jest ubóstwo świeckich konsekrowanych, żyją­cych „zewnętrznie” tak jak inni. Papież Paweł VI obja­śniał, że to właśnie ono „dowodzi światu, że można żyć wśród dóbr doczesnych i można korzystać ze zdobyczy cywilizacji i postępu, nie oddając się im w niewolę”[27].

Ubóstwo jest właściwym uporządkowaniem wszystkich mate­rialnych rzeczy w służbie Królestwa, jest ono bardzo potrzeb­nym, znaczącym świadectwem względem materializmu naszego wieku, który przedkłada rzeczy materialne ponad ludzi, a nawet ponad samego Boga (Ratio Formationis Generalis nr 32).

 

Ubóstwo w historii życia konsekrowanego

Do ubóstwa ewangelicznego podchodzono w histo­rii rozmaicie. Można powiedzieć, że w różnych wiekach, w różnych krajach, w różnych instytutach sposób prak­tykowania tego ślubu był zupełnie inny. Co dla jednych było przekroczeniem wszelkich dopuszczalnych norm, dla innych było codziennością i normalnością.

W pamiętniku Kazimierza Sarneckiego znajdujemy żart o tym, jak to rektor jezuitów pokazywał spiżarnię gwardianowi kapucynów. Gwardian się odwzajemnił i pokazał „biedę”, dodając: „My mało mając w spiżarni, prawdziwie post odprawujemy, a wy lepszy będziecie mieli post niż ja zapusty”[28].

Już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa ci, którzy zobowiązywali się do dziewictwa, zachowywali także ubóstwo. Nie zawsze oznaczało to rozdawanie całego ma­jątku. Wtedy ubóstwo wyrażało się w unikaniu wszelkich luksusów. Dziewice konsekrowane żyły tak jak biedni lu­dzie, a nawet nosiły podobny do nich strój[29].

Pustelnicy zamieszkujący w IV i V wieku pustynie północnego Egiptu, Syrii czy Palestyny stanowili w tym względzie przykład ogromnej różnorodności. Jedni żyli w skrajnej nędzy, inni mieli własność prywatną, i to niemałą. Wystarczy popatrzeć na niektóre pustelnie z IV wieku, a można się przekonać, że obok wręcz to­talnego ubóstwa w małych jaskiniach czy grotach mamy przykłady pięknych siedmiopokojowych pustelni z pry­watnymi bibliotekami, oratoriami, spiżarniami, pra­cowniami itd.[30]. Mistrz roztropności abba Pojmen przy­pominał jednak, że Pan mieszka w człowieku, którego cechują ubóstwo, cierpliwość i rozsądek[31].

Dobrowolne ubóstwo – jako sposób naśladowania Chrystusa w zorganizowanej formie – weszło do prak­tyki życia pierwszych chrześcijan dopiero po ustaniu prześladowań[32]. W porównaniu ze zwyczajami anachoretów twórca pierwszych wspólnot zakonnych Pachomiusz wprowadza pewną nowość. Zobowiązuje on swoich za­konników do wyrzeczenia się prywatnej własności. Ubó­stwo u niego było „stateczne, lecz dostateczne”[33]. Poziom życia mnichów pachomiańskich był jednak niewątpliwie wyższy niż bardzo biednej okolicznej ludności. Pacho­miusz starał się więc przede wszystkim o solidarność po­między braćmi ze wspólnoty, lecz także ze społecznością z zewnątrz, choćby w przypadku głodu[34]. Zawsze jednak wśród mnichów pachomiańskich przywiązanie do dóbr materialnych uważane było za głupotę[35].

Eksperymenty z nowymi formami ubóstwa inicjo­wano bardzo często. Św. Augustyn pisze w Wyznaniach o nieudanej próbie wycofania się z grupą przyjaciół z dala od trosk świata. „Zamierzaliśmy połączyć cały do­bytek, jaki posiadaliśmy, i mieć wspólny fundusz, który by nam taką spokojną egzystencję umożliwił. W szczerej przyjaźni nie rozróżnialibyśmy, co należy do tego, a co do innego z nas. Wszystko miało należeć i do nas wszyst­kich, i do każdego z osobna”[36]. Projekt ten upadł, gdy przyjaciele zaczęli się zastanawiać, czy zaakceptują go ich kobiety. To pragnienie gościło jednak dalej w sercu Augustyna i w początkowej części jego Reguły, napisa­nej około roku 397, można przeczytać: „A nie nazywaj­cie czegokolwiek własnym, ale niech wszystko będzie dla was wspólne i niech przełożony rozdziela każdemu z was pokarm i odzienie, jednakże nie w sposób równy dla wszystkich, bo nie każdy z was jest tak samo zdrowy, lecz raczej każdemu tyle, ile potrzebuje” (Praeceptum I, 3). Ubóstwo, owszem, tak, ale nawet w tej samej wspólnocie jest ono różne.

W historii było wiele zakonów o bardzo surowym po­dejściu do bogactw materialnych. W krótkim czasie zy­skiwały sobie one ogromne poważanie u ludzi, a z tym, paradoksalnie, związane były liczne przywileje, nadania czy dary. Z powodu swego radykalizmu bądź bezkompromisowości względem bogactw templariusze czy cy­stersi zwalniani byli w pewnych okresach historii nawet od płacenia dziesięciny i innych podatków. Spowodo­wało to ogromny rozwój tych zakonów, a także ich bo­gacenie się[37]. I tak to dziwną koleją rzeczy ten radyka­lizm względem ubóstwa po pewnym czasie skutkował zgromadzeniem dość dużego bogactwa. A potem zwykła ludzka zazdrość doprowadzała do kasaty tych klasztorów czy nawet całych zakonów, gdyż ich posiadłości wielu po prostu „kłuły w oczy”.

Podobnie było z zakonem św. Franciszka, który na­kazał swym braciom nie tylko ubóstwo indywidualne, ale i wspólnotowe. To właśnie „doskonałe ubóstwo” było cechą rozpoznawczą tego zakonu. Lecz z biegiem czasu niektórzy, widząc, że natura ludzka łatwo przyzwyczaja się do dóbr materialnych, zapragnęli surowszej interpre­tacji Reguły św. Franciszka, i dlatego również ten zakon się dzielił i powstały odłamy obserwanckie.

Dziś nie wszystkie osoby konsekrowane podchodzą tak samo do własności prywatnej. Kiedy dopuszczono inne poza ślubami zakonnymi formy oddania się Bogu (np. zobowiązania lub przyrzeczenia), pojawiły się insty­tuty, których członkowie wcale nie rezygnują z własności prywatnej, a nawet muszą ją posiadać, aby we właściwy sposób prowadzić apostolat. Obecnie działa zasada „co kraj, to obyczaj”.

Św. Alfons motywował zachowanie autentycznego ubóstwa opinia ludu: „Jeśli redemptorysta nie będzie ubogim, to co po­myślą ludzie?” (John 0’Donnell CSsR).

Zdarzało się również w pewnych krajach, że „krzyk ubogich” skierował wspólnoty zakonne do głębokiego przemyślenia form i struktur ich życia zakonnego. W pewnych momentach doprowadziło to do powtórnego odnalezienia oryginalnego chary­zmatu ich założyciela i do większej wierności ich charyzmatowi w wyborze priorytetów pastoralnych oraz w formach ich życia zakonnego, co w rezultacie spowodowało nawet zwiększenie liczby powołań („Communicanda” 1986, nr 4).

Mamy pracować dla ubogich nie z podejściem burżuazyjnym, lecz z autentycznym współczuciem, które bardziej odczuwa ich żywotne potrzeby niż oni sami. Ma to być współczucie tak ludzkie, jak było nim współczucie Odkupiciela, który podzielił sytuację upadłej ludzkości (Samuel J. Boland CSsR).

 

Cel ubóstwa ewangelicznego

Ubóstwa nie ślubuje się po to, aby być nędzarzem, ale po to, by – między innymi – nabrać odpowiedniego dystansu do dóbr materialnych. Konsekwencją tego ma być właściwa hierarchia wartości. Wielu czuje, że należy postawić dobra duchowe nad materialnymi, ale tak nie­wielu pragnie to wcielić w życie.

Ubóstwo ewangeliczne, tak jak i inne rady, ma prze­mienić przede wszystkim serce człowieka. Wydaje się, że zostało ono zniekształcone już nie tylko przez grzech pierworodny, ale i przez konsumpcyjne nastawienie współczesnego świata. Tak często można spotkać ludzi z zupełnie zmienionym „kodem genetycznym serca”, które już nie kocha, a jedynie pożąda. To właśnie ta rada ma mocno uzmysławiać i wcielać w życie zasadę, aby bar­dziej „być”, niż więcej „mieć”. Bogactwa same w sobie nie są złe – są darem Boga – ale postawienie ich na pierwszym miejscu zacieśnia horyzont widzenia. Właściwa hierarchia wartości podpowiada, że dobrami material­nymi trzeba służyć, a nie jedynie je zdobywać i strzec ich.

Ojcowie Kościoła twierdzili, że kościelne złoto nie jest po to, by je gromadzić, lecz by dzielić się nim z potrzebu­jącymi. Jego rolą nie jest więc pieszczenie oczu, ale po­maganie bliźnim. Tylko ludzie mający odpowiedni dy­stans do dóbr materialnych zdolni byli do radykalnych decyzji w tym względzie. W przeszłości decydowano się nawet na przetapianie bądź sprzedaż kielichów mszal­nych, by uzyskać niezbędne środki na pożywienie dla ubogich. Opat Richard z Reims sprzedał cenne przed­mioty kultu, by pomóc biednym podczas plagi głodu w latach 1032-1033[38].

Świadomość, że własność zakonna należała do in­nych, była dawniej dość rozpowszechniona. Chociażby król Ludwik Pobożny nazywał klasztory „mieniem ubo­gich” (patrimonia pauperum)[39]. Dzielono się więc do­brami, i to hojnie. Czasami taka hojność mogła dziwić, ale nie tych, którzy mieli serce przeniknięte ślubem ubó­stwa. W opactwie w Cluny przez długi czas w rocznicę śmierci mnichów wydawano ich porcje jedzenia ubo­gim. W połowie XII wieku konwent liczył około 300 osób, a 10 tys. ubogich jadło za tyluż zmarłych zakonni­ków. Z czasem przekroczyło to ekonomiczne możliwo­ści klasztoru. Mamy więc z tego okresu skargi mnichów, którzy narzekali na chleb złej jakości i rozwodnione wino, ale przecież wszystkim trzeba było dać coś do je­dzenia[40]. Podobnie czyniono w zakonie templariuszy. Po śmierci zakonnika przez 40 dni żebrak zjadał porcję przeznaczoną dla zmarłego rycerza. Kiedy zaś Bóg po­wołał do siebie wielkiego mistrza, 100 ubogich otrzymy­wało należną mu porcję na obiad i wieczerzę przez cały tydzień[41]. Nadto odzienie zmarłego mistrza oddawano trędowatym[42].

Z terenu Polski też mamy wiele podobnych przykła­dów. W krakowskim klasztorze klarysek przez miesiąc po śmierci siostry kładziono na jej miejscu w refektarzu porcję obiadową, którą następnie oddawano jakiejś ubogiej osobie[43]. W innych klasztorach z okazji pogrzebów zakonnic rozdawano dodatkowe jałmużny[44].

Zabieganie o dobra materialne to rzecz naturalna, ale już cel i sposób używania tych dóbr może być różny dla różnych osób. Zresztą skoro ubóstwo może przybie­rać wielorakie formy, to i szczegółowy cel, któremu ma służyć, będzie uzależniony od rozumienia tej rady. Z instrukcji Rozpoczęć na nowo do Chrystusa, mówiącej, że pierwszym i najgroźniejszym ubóstwem naszych cza­sów jest gwałcenie z obojętnością praw osoby ludzkiej, wynika, iż celem ewangelicznego ubóstwa jest miłość drugiego, przebaczenie i pojednanie zaoferowane przez osobę konsekrowaną, która angażuje się w budowanie bardziej sprawiedliwego świata, dającego nowe i lepsze możliwości życia i rozwoju osób[45]. Dzięki ubóstwu bę­dzie więc można wiele zmienić. Jak wiele – to zależy je­dynie od serca osoby je ślubującej.

Misjonarska miłość wymaga od nich, by prowadzili życie ubo­gie, dostosowane do warunków życia ludzi biednych, których maję ewangelizować. W ten sposób współbracia okazuję solidarność z ubogimi i staja się dla nich znakiem nadziei (Konsty­tucja CSsR 65).

 

Przypisy:

[1] Takie wynikało z Reguły Pachomiusza – por. Pachomiana Latina, dz. cyt., s. 47.

[2] Konstytucje i Statuty Zgromadzenia Najświętszego Odkupi­ciela, Rzym 1986, nr 62.

[3] O tych zagrożeniach mówi też List Metropolity Krakowskiego na 58. Tydzień Miłosierdzia (6-12 października 2002).

[4] Kongregacja Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego, Rozpocząć na nowo…, dz. cyt., nr 35.

[5] E. Gambari, Życie zakonne po Soborze Watykańskim II, Kraków 1998, s. 346.

[6] Por. tamże.

[7] Por. A. Cencini, Wspólnota zakonna…, dz. cyt., s. 67-68.

[8] Taki przywilej otrzymała na przykład wspólnota św. Klary od Innocentego III, a następnie został on potwierdzony przez Grzegorza IX w 1228 roku.

[9] Por. R. Voillaume, Con Gesii nel deserto, Brescia-Morcelliana 1970, s. 207-217.

[10] Por. E. Gambari, Życie zakonne…, dz. cyt., s. 345.

[11] Por. Kongregacja Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzy­szeń Życia Apostolskiego, Rozpocząć na nowo…, dz. cyt., nr 35.

[12]  Por. K. Wojtowicz, Bezcenny dar, dz. cyt., s. 38-39.

[13] Por. A. Baraniak, Armia gotowa do walki, w: B. Hylla, K. Wojto­wicz, Miłość doskonała, dz. cyt., s. 152.

[14] Por. M. Gołąb, Czy zakony są jeszcze Kościołowi potrzebne?, Kra­ków 2002, s. 116.

[15] Por. M. de Carvalho Azevedo, Ucieczka ze świata, zakony dzi­siaj, Kraków 2003, s. 38-39.

[16] Por. M. Borkowska, Abba…, dz. cyt., s. 53.

[17] Por. V. Desprez, Początki monastycyzmu, dz. cyt., s. 12.

[18] Św. Franciszek tę zasadę stosował, choć takiego terminu nie używał.

[19] A. Petrowa-Wasilewicz, Seminaria…, dz. cyt., s. 16.

[20]  Por. E. Gambari, Życie zakonne…, dz. cyt., s. 323.

[21] M. Borkowska, Szkic duchowości benedyktynek Kongregacji Chełmińskiej (1579-1933), w: Duchowość zakonna, red. J. Kłoczowski, Kraków 1994, s. 43.

[22] List do Diogeneta, nr 5-6 (II poł. II w.), w: Liturgia Godzin, t. II, dz. cyt., s. 659.

[23] Kongregacja Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego, Rozpocząć na nowo…, dz. cyt., nr 22.

[24] Por. K. Dębowska, Życie konsekrowane jako odpowiedź na prowokację świata, w: Vita consecrata, życie ofiarowane Bogu i lu­dziom, red. T. Rusiecki, Kielce 2002, s. 105.

[25] W. Krupiński, Jak amen w pacierzu, „Dziennik Polski” (18 243), nr 147, s. 29.

[26] Paweł VI, Przemówienie (19 maja 1971).

[27] E. Kusz, Instytuty życia konsekrowanego w świecie; powołanie i posłannictwo Instytutów świeckich, w: Vita consecrata, życie ofiarowane Bogu i ludziom, dz. cyt., s. 129.

[28] F. Duchniewski, Obecność kapucynów polskich w dziejach i świa­domości społecznej, Lublin 2000, s. 136.

[29] Por. J. Ihnatowicz, Najstarsze formy życia konsekrowanego i ich rola w Kościele dzisiaj, w: Vita consecrata, życie ofiarowane Bogu i ludziom, dz. cyt., s. 15-16.

[30] Por. H. Zander, Święci przestępcy…, dz. cyt., s. 148.

[31] Por. M. Borkowska, Abba…, dz. cyt., s. 52-53.

[32] Por. K. Wojtowicz, Bezcenny dar, dz. cyt., s. 38.

[33] Por. Pachomiana Latina, dz. cyt., s. 47.

[34] Por. tamże, s. 41-47.

[35] Por. tamże, s. 80.

[36] Por. św. Augustyn, Wyznania, Kraków 1994, s. 133.

[37] R. Pernoud, Templariusze, Gdańsk 2002, s. 10.

[38] Por. N. Ohler, Życie pielgrzymów w średniowieczu, Kraków 2000, s. 177.

[39] Por. L. Moulin, Życie codzienne zakonników w średniowieczu, Warszawa 1986, s. 199.

[40] Por. N. Ohler, Życie pielgrzymów…, dz. cyt., s. 166-167.

[41] M. Melville, Dzieje Templariuszy, Warszawa 1991, s. 62.

[42] R. Pernoud, Templariusze, dz. cyt., s. 35.

[43] P. Gąsiorowska, Życie codzienne klarysek, Kraków 2003, s. 68.

[44] M. Borkowska, Życie codzienne polskich klasztorów żeńskich w XVII-XVIII wieku, Warszawa 1996, s. 87.

[45] Por. Kongregacja Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzy­szeń Życia Apostolskiego, Rozpocząć na nowo…, dz. cyt., nr 35.

o. Jacek Zdrzałek CSsR – redemptorysta, doktor teologii UKSW w Warszawie. W pierwszych latach kapłaństwa był duszpasterzem młodzieży w Toruniu, następnie wyjechał na stypendium z zakresu dziennikarstwa w Catholic News Service w Waszyngtonie DC i po powrocie pracował jako członek zespołu redakcyjnego Kato­lickiej Agencji Informacyjnej (KAI). Długoletni wychowawca kleryków w WSD w Krakowie i nowicjatu w Lubaszowej, a także Rektor WSD w Tuchowie. Był członkiem Rady ds. Osób Konsekrowanych diecezji tarnow­skiej oraz Generalnego Sekretariatu Formacji Redemptorystów w Rzymie. Prowadził wykłady i warsztaty na specjalistycznych kursach dla Formatorów Zgromadzenia Redemptorystów w Taj­landii, w Szkocji i w USA. Angażuje się w wykłady i rekolekcje w domach formacyjnych dla osób konsekrowanych w różnych wspólnotach, opactwach, konwentach, prowincjach, także w języku angielskim. Napisał książkę Trynitarne źródła życia konsekrowanego w nauczaniu Jana Pawła II (Kraków 2002). W 2011 r został wybrany na stanowisko Koordynatora Konferencji Redemptorystów Europy i od tego czasu mieszka i pracuje w Rzymie.

Udostępnij Tweet