Specyfika posługi kapłana – spowiednika i kierownika duchowego sióstr zakonnych* – s. M. Celina Czechowska, sł. BDNP

Ojciec Święty Jan Paweł II w liście apostolskim „Misericordia Dei” podkreślał wielką potrzebę sprawowania Sakramentu Pokuty i Pojednania. Jego znaczenie w życiu duchowym i w apostolstwie trudno przecenić. Matka M. Celina Czechowska – niegdyś referentka diecezjalna, podała kilka uwag praktycznych pomocnych w spowiadaniu i kierownictwie duchowym sióstr zakonnych, wskazując na to, czego oczekują siostry od spowiedników i kierowników duchowych. Podjęła również temat wzajemnych relacji.

 

Wprowadzenie

Tajemnica ludzkiego wnętrza to odwieczny dramat, zmaganie się mroków ze światłością, dobra ze złem. Cokolwiek się na ten temat powie, nigdy nie jest adekwatne, nie wyczerpuje bogactwa treści. Właśnie grzech jest tym misterium nieprawości, zburzeniem właściwej relacji pomiędzy człowiekiem a Bogiem, między ludźmi nawzajem. Jest rozdarciem wewnętrznym, dezintegracją.

Na płaszczyźnie tych trzech punktów odniesienia – do Boga, drugiego człowieka i siebie – można rozpatrywać tajemnicę pojednania, osobowego zetknięcia się z Bogiem w blaskach niezmierzonego Jego miłosierdzia. Narzędziem i świadkiem tego personalnego spotkania, które kryje w sobie moc przemiany, jest kapłan – spowiednik czy kierownik duchowy. Nie ulega wątpliwości, że szafarstwo sakramentu pojednania to męcząca, trudna i odpowiedzialna praca kapłańska. Wymaga ona wiele wysiłku, cierpliwości i poświęcenia, ale z drugiej strony spowiednik w konfesjonale może liczyć na asystencję Ducha Świętego, dysponuje mandatem Bożej łaski i dlatego tak wiele się od niego oczekuje. Ojciec Święty do Penitencjarzy rzymskich 30 stycznia 1981 r. mówił: „Apostolat konfesjonału, który już sam w sobie jest nagrodą, jest świadomością, że przywróciło się jakiejś duszy łaskę Bożą i nie może tej radości zastąpić jakakolwiek inna radość u kapłana”.

1. Psychika kobiety – zakonnicy, penitentki.

Nie można pominąć tego tematu, jest on potrzebny do uświadomienia sobie kim jest kobieta w habicie, która klęka przy konfesjonale, która podchodzi do kapłana prosząc o pomoc. Od początku chrześcijaństwa kobiety szły za Chrystusem, służyły Mu i Jego uczniom. Siostry zakonne stanowią jednak – ze względu na swoją konsekrację zakonną – specyficzną grupę wśród kobiet.

W książce „Sprawowanie sakramentu pokuty i pojednania” o. Józef Płatek (Jasna Góra 1996) tak charakteryzuje psychikę kobiety: „Kobieta z natury odczuwa potrzebę zwierzania się i oparcia się o kogoś, oraz pragnie by ktoś zainteresował się jej życiem, sprawami i problemami. Dla zakonnicy spowiednik jest często jedyną osobą, którą dopuszcza do swego wnętrza i zwierza się mu ze wszystkiego. Nie zawsze jednak potrafi się od razu otworzyć i okazać pewne zaufanie. W swych relacjach może być ono początkowo zdawkowe, jednostronne i subiektywne, zwłaszcza w trudnościach związanych z życiem wspólnotowym (…) Siostra zakonna odczuwa takie potrzeby psychiczne jak już wspomniana potrzeba bezpieczeństwa i oparcia się oraz przynależności osobowej i miłości. Dlatego tak ważne jest dla niej osobowe związanie z Chrystusem poprzez miłość oblubieńczą. Nie zaspokojenie tej potrzeby może prowadzić ją do szukania namiastek, emocjonalnych przywiązań, co powoduje uwikłanie się w niepotrzebne i zgubne kontakty, które w efekcie mogą przysłonić Osobę Chrystusa”.

Siostrę zakonną cechuje ogromna wrażliwość, która pogłębiana jest jeszcze stałą pracą nad sobą, dążeniem do własnej doskonałości. Tu może dochodzić do przerostu, powodować niepotrzebne problemy i zbyt koncentrować na sobie. Cechy typowe dla psychiki kobiecej to także, silna emocjonalność, drobiazgowość, delikatność, zmysł macierzyństwa duchowego. W dokumencie „Vita consecrata” Ojciec Święty dotyka godności i roli kobiety konsekrowanej i stwierdza bardzo odważnie, ale przez to i bardzo wymagająco, że kobiety „w bardzo szczególny sposób są powołane, aby być znakiem czułej dobroci Boga dla ludzkości oraz szczególnym świadectwem tajemnicy Kościoła, który jest dziewicą, oblubienicą i matką” (VC 57). Temu powołaniu odpowiadają siostry na miarę osobistych zdolności i zgodnie z otrzymanymi charyzmatami.

Inną cechą jest kobieca predyspozycja do poświęcenia się ludziom cierpiącym, chorym, opuszczonym. Ona zauważa ból i cierpienie i stara się mu zaradzić. Intuicja pozwala kobiecie bez dedukcyjnego rozumowania dostrzec sedno sprawy. Instynktownie wyczuwa i rozpoznaje sytuacje odczytuje je nawet na podstawie odcienia głosu, gestykulacji i mimiki twarzy. Intuicja wiąże się z kobiecą inteligencją. Kobieta nie może odnaleźć siebie inaczej, jak tylko obdarowując miłością innych – czytamy w dokumencie „Mulieris dignitatem”, która to miłość wyraża się poprzez wielorakie powołania. „Moralna siła kobiety, jej duchowa moc wiąże się ze świadomością, że Bóg w jakiś szczególny sposób zawierza jej człowieka, oczywiście każdego człowieka” (MD 30). Poznanie psychiki kobiety jest to jedna strona medalu.

Kierownik duchowy oprócz poznania psychiki penitentki zakonnej musi znać również swoją własną, z jej potrzebami, postawami i konfliktami. Niedojrzałość kapłana, który szuka uwagi i podziwu może prowadzić do selekcjonowania sióstr i niewłaściwego kierowania nimi.

Kierownik duchowy to też człowiek ze swoją historią życia, doświadczeniami relacji w rodzinie, a więc ze swoimi interpesonalnymi schematami, sposobem postrzegania uczuciowego, reagowania i interpretowania. Ważnym dla kapłana podejmującego się kierownictwa duchowego sióstr jest jego własny wzrost duchowy i coraz bardziej dojrzałe przeżywanie relacji z innymi, zwłaszcza kobietami.

2. Kierownictwo duchowe sióstr zakonnych.

W dokumencie Kongregacji ds. Duchowieństwa („Kapłan głosiciel słowa, szafarz sakramentów i przewodnik wspólnoty w drodze do trzeciego tysiąclecia chrześcijaństwa” z 19.03.1999) czytamy: „Prezbiterzy nie powinni mylić ze sobą celebracji sakramentu pokuty z kierownictwem duchowym. Celebracja sakramentu może jednak stwarzać sposobność do zainicjowania posługi duchowego kierownika. Ponowne odkrycie i rozpowszechnienie tej praktyki, także poza czasem sprawowania Pokuty, jest wielkim dobrodziejstwem dla Kościoła w naszych czasach”.

Kierownictwo duchowe to indywidualna pomoc udzielana człowiekowi w jego wewnętrznym wzroście, pomoc jaką ofiaruje się osobie po to, by jej ułatwić odkrycie Boga i pójście za Nim. Może być określane jako towarzyszenie duchowe, ojcostwo duchowe. Jest jedną z delikatnych chociaż niezwykle wartościowych praktyk życia wewnętrznego. Nakłada wielką odpowiedzialność na tego, kto się tego zadania podejmuje, a od tego kto się mu poddaje wymaga pokory i ufności. (por. Pastores dabo vobis 81).

Można łączyć spowiedź z kierownictwem duchowym; ale byłoby przesadą twierdzenie, że każda spowiedź jest jednocześnie kierownictwem duchowym w dosłownym znaczeniu. Aby kapłan mógł kierować – w naszym przypadku siostrą zakonną, musi ona wcześniej o to poprosić. Wiele osób przychodzi do konfesjonału po prostu, aby wyznać grzechy i otrzymać rozgrzeszenie, nie oczekuje natomiast kierownictwa duchowego. Można łączyć spowiedź z kierownictwem jeżeli penitentka bardzo tego pragnie i jest otwarta. Jest potrzeba konfrontowania swoich przeżyć, doświadczeń czy prób wewnętrznych, by nie ulec niebezpieczeństwu prowadzenia życia duchowego według własnego wyobrażenia i na własne podobieństwo.

Święta Teresa Wielka w swojej Autobiografii mówi o dużych szkodach w życiu wewnętrznym, jakie wyrządził jej brak kierownictwa duchowego. „Nie miałam bowiem innego nauczyciela poza lekturą, który by mnie rozumiał, choć go szukałam przez całe dwadzieścia lat, co mi wielką szkodę wyrządziło, tak iż po wiele razy cofałam się wstecz i o mało że całkiem nie zginęłam”.

Na postawione w ankiecie pytanie jak długo korzystały z kierownictwa duchowego, siostry odpowiadały:
– „nie korzystam, dotychczas nie miałam takiej możliwości, ale uważam, że kierownictwo jest wskazane i wręcz konieczne dla sióstr” (lat 38)
– „czasem chciałabym porozmawiać o różnych trudnościach czy przeżyciach wewnętrznych, ale nie mam odwagi poprosić kapłana o poświęcenie mi czasu, on taki zapracowany” (l. 35)
– „poza spowiednikiem nie mam specjalnego kierownika duchowego. Podczas 20. letniego pobytu na obecnej placówce, spowiednicy zmieniali się czterokrotnie” (l. 73)
– „nie mam takiej potrzeby” (l. 50)
– „z kierownictwa korzystałam okresowo”

Oprócz czynników uniemożliwiających korzystanie z kierownictwa duchowego, w wielu siostrach jest lęk wejścia w siebie, by zobaczyć przy pomocy kompetentnego kierownika zarówno swoje bogactwo duchowe, jak i nędzę, by zobaczyć siebie w prawdzie, dotknąć miejsc gdzie jest się najbardziej sobą.

Posłuchajmy wypowiedzi innych respondentek:
– „z kierownictwa korzystam 16 lat. Zwykle łączę ze spowiedzią, a to mi wystarcza. Nie wyobrażam sobie głębszego życia zakonnego bez kierownictwa duchowego” (l. 35)
– „korzystałam 52 lata, a teraz sam mi Bóg wystarcza” (l. 72)
– „przez 4 lata korzystałam z kierownictwa poza konfesjonałem, obecnie korzystam przy konfesjonale. Ważne dla mnie żeby kapłan miał czas” (l. 62)
– „podczas miesięcznych dni skupienia korzystam z porady kapłana, bo w parafii jest tylko ksiądz proboszcz, a do miasta mam daleko” (l. 42)

Przemiany, jakim podlegają warunki życia zakonnego stawiają spowiednikom zakonnic nowe wymagania, rośnie liczba małych, kilkuosobowych domów zakonnych. Nie zawsze mogą one mieć odpowiedniego spowiednika. Często tę funkcje pełni miejscowy proboszcz, który równocześnie jest pracodawcą, co nie stwarza dobrych relacji wzajemnego zaufania.

Kierownictwo duchowe jest potrzebne. Daje bowiem możliwość wypowiedzenia się, przez co siostra zaczyna określać, lepiej rozumieć i rozeznawać to wszystko czym żyje. Przez wypowiadanie, werbalizację przeżyć wzrasta wolność wobec przeżycia, co może przynieść ulgę i wewnętrzny pokój. Bez pomocy drugiego człowieka nie można zobaczyć prawdziwego swojego duchowego oblicza. (My siebie zawsze oceniamy lepiej, a inni oceniają nas gorzej). Przy wypowiadaniu się penitentki kierownik powinien być czujny, by swoimi radami, uwagami, zachętami nie wyręczał penitentki od samodzielnej pracy, ma podprowadzić do zrozumienia i podjęcia decyzji. W kryzysowych wypadkach ważne jest, by wysłuchał, bo to pozwoli dostrzec podłoże trudności często nieznane jej samej. Św. Ignacy Loyola przestrzega przed zbytnim sugerowaniem rozwiązań i decyzji, by otworzyć całą wolność penitentki na działanie Boże.

Zdarza się, że ludzkie problemy, słabości, błędy nie wypowiedziane przed kierownikiem czy osobą zaufaną czasem urastają do rangi wielkich problemów życiowych, które blokują, utrudniają przejrzyste więzi osobowe, także więzi z Bogiem. Dobrze ustawione kierownictwo duchowe doprowadza do oddramatyzowania wielu spraw, uczy większej wrażliwości na działanie Boga w życiu osobistym i wspólnotowym. Okazane zainteresowanie i życzliwość ze strony kierownika może siostrę zakonną doprowadzić do równowagi i umocnić w powołaniu. Siostrom jako kobietom potrzebne jest zdecydowane kierownictwo, zwłaszcza przy różnych wahaniach na drodze życia zakonnego. Odejście ze Zgromadzenia nie rozwiązuje problemów. I chociaż samo wypowiedzenie się przed kierownikiem, które osłonięte jest dyskrecją przynosi pierwsze uspokojenie, to jednak wprowadzenie pełnego pokoju możliwe jest przez spotkanie się z Bożym miłosierdziem, dotknięcie łaską sakramentu pojednania.

O. Jerzy Gogola w książce „Teologia komunii z Bogiem” (s. 368) zwraca uwagę, że „Kierownictwo duchowe musi uwzględniać całościowy rozwój osoby. Najpierw należy wziąść podstawową dojrzałość religijną. Osiąga się ja przez całkowite oddanie się Bogu, podporządkowanie Mu całego swojego życia. Każdy chrześcijanin osiąga świętość na drodze osobistego powołania. Każdego Bóg prowadzi inną drogą. W kierownictwie należy liczyć się też ze sferą psychiczną kierowanego”. Nie może dobrze prowadzić innych kapłan, który sam najpierw nie pozwolił się prowadzić Bogu i ludziom.

Kierownictwo duchowe sióstr może być pomocne samym kapłanom, może być dla nich darem. Niekiedy sami kierownicy duchowi o tym mówią. Prowadząc innych do Boga, prostując niekiedy poplątane ścieżki, sami mogą zobaczyć prawdę o sobie, a dostrzegając działanie Boga w duszy drugiej osoby, odczuć potrzebę pogłębionej więzi z Bogiem. Prowadzenie innych uczy kierownika szacunku wobec każdego człowieka i jego wolności, słuchanie ich może uczyć coraz większej pokory wobec działania Boga w nich. Kierownictwo duchowe w swej istocie jest dzieleniem się doświadczeniem wiary. Zapewne kierownik sam doświadczył, że Bóg uzdrawia, miłuje, daje pokój wewnętrzny, przebacza grzechy, dlatego też pragnie dzielić się swoim osobistym doświadczeniem duchowym z tymi którzy go o to proszą. Wiara kierownika winna przejawiać się w modlitwie za kierowanego. Praktyka pokazuje że odpowiedzialność za innych jest niekiedy dużym ciężarem, łączy się z przyjęciem na siebie niedoli drugiej osoby, jej niepowodzeń, słabości. Dlatego kierownik nie tylko prowadzi i kieruje, ale także dźwiga i leczy. Naśladuje w ten sposób Chrystusa, który „obarczył się naszym cierpieniem i dźwigał nasze boleści” (Iz 53,4).

Mówiąc o potrzebie kierownictwa duchowego nie sposób nie odwołać się do słów Ojca Świętego zawartych w dokumencie „Pastores dabo vobis” (39): „Trzeba koniecznie odkryć na nowo wielką tradycję osobistego kierownictwa duchowego, które zawsze przynosiło liczne i cenne owoce w życiu Kościoła”.

3. Czego oczekują siostry od spowiednika i kierownika duchowego?

Siostry zakonne, jako bardziej wrażliwe na Boga, na wartości duchowe i na konkretnego człowieka mają wyjątkowe oczekiwanie pod adresem spowiednika i kierownika duchowego.

Przed kilkunastu laty (1984) Komisja Duszpasterstwa Specjalistycznego Konferencji Wyższych Przełożonych Zgromadzeń Męskich poprosiła mnie o przygotowanie referatu na sympozjum dla spowiedników sióstr na temat: „Czego oczekują siostry zakonne od spowiedników?” Wówczas opierałam się wyłącznie na materiale zebranym na podstawie ankiet, których było bardzo dużo z całej Polski. Powołam się na niektóre wypowiedzi także dzisiaj (referat ukazał się w „Homo Dei” w numerach 2/1984 i 3/1984 r.). Niezależnie od tego w listopadzie 2001 roku przeprowadziłam ankietę wśród sióstr z diecezji i spoza diecezji na ten sam temat. To poszerzyło materiał o nowe zapotrzebowania i oczekiwania.

Siostry różnych grup wiekowych mają rozmaite potrzeby, które można zidentyfikować z poszczególnymi etapami życia. Dlatego dla lepszej ilustracji przy wypowiedziach podam wiek sióstr. „Człowiek, który klęka przy konfesjonale, aby wyznać swoje winy – jak mówi kard. Wojtyła – ukazuje się jakby w szczególnym momencie swego człowieczeństwa, swojej zranionej godności”.

Pomocą na drodze przemiany owego stawania się, odbudowywania i wzrostu w człowieczeństwie jest spowiednik, który w oczekiwaniach większości respondentek jest utożsamiany z kierownikiem duchowym. Ogromną wagę przywiązują siostry do tego, co usłyszą z ust spowiednika. „Pouczenia, wskazówki udzielone mi w konfesjonale – pisze jedna z sióstr – nabierają szczególnej mocy, bo są skierowane i przeżywane indywidualnie. Jako penitentka uświadamiam sobie wówczas, że jestem zobowiązana potraktować je na serio” (l. 48) – to jest łaska chwili.

Przy takim nastawieniu na moc oddziaływania Bożego słowa, jako nieuzasadniona wydaje się motywacja podana przez jednego ze spowiedników, a przekazana w ankiecie: „tyle mają nauk, konferencji – po co jeszcze przy konfesjonale” (l. 42) Stąd nierzadkie są przypadki do ograniczania się tylko do rozgrzeszenia i „odpukania”, na co uskarżają się siostry szczególnie pracujące na wioskach, w małych wspólnotach. Tymczasem nie tylko siostry, ale także coraz więcej osób świeckich ma zapotrzebowanie na pouczenie, ukierunkowanie swojego życia przy konfesjonale. Tę wzrastającą potrzebę należy potraktować jako wyzwanie dla Kościoła. Często słyszy się zdanie nie mamy dobrych spowiedników. Może zapomina się o tym, że nie tyle seminarium czy inne uczelnie kształtują dobrych spowiedników, co po prostu pogłębione życie wiary i pogłębione życie modlitwy.

Bodziec i nadzieje do poprawy oprócz łaski sakramentalnej wiele sióstr upatruje w treści pouczenia, na które – o czym już była mowa – oczekują. Tu jednak ubolewają, że jest ono zawsze takie samo, mało życiowe, nie dotyczące oskarżenia. „Często jest tak, że kapłan wszystkim siostrom jednego domu daje to samo pouczenie. Stan duszy każdej jest przecież inny” – zauważa jedna respondentka (lat 31). „Trudnością dla mnie jest – pisze inna – wygłaszanie mów, a nie zajęcie się konkretnymi moimi biedami. Słyszę wykład o słabości ludzkiej, a ja tej słabości doświadczam aż nadto. Czekam, by pomógł mi się z niej wygrzebać” (l. 40).

Zanim kapłan zgodzi się na pełnienie funkcji stałego spowiednika czy kierownika duchowego sióstr, winien zapoznać się z konstytucjami danego Zgromadzenia, by pomagać siostrom postępować w ich duchu. Nie zawsze sytuacja przedstawiona przez penitentkę jest obiektywna, dlatego spowiednik powinien respektować rozporządzenia przełożonej, nie podważać ich, by po spowiedzi siostra nie nabrała przekonania, że jest zwolniona od słuchania przełożonej, bo ze spowiednikiem załatwiła sobie tę sprawę na własną korzyść. Spowiednik nie może wchodzić w życie danej wspólnoty, nie zna bowiem całokształtu tego życia. Dosyć dużo problemu wiąże się tu ze ślubem ubóstwa. Trzeba znać jego wymagania, by nie skrzywić penitentki, by nie udzielać pozwoleń niezgodnych z tym ślubem. Wiele spraw związanych z wykroczeniami w tej materii musi siostra załatwić ze swoją przełożoną. Gdy chodzi o kwoty pieniężne powinien domagać się restytucji. Spowiednik ma ukierunkować, co siostra ma zrobić i zostawić to jej sumieniu.

W związku z oczekiwaniami sióstr pojawia się problem poważnego podchodzenia do materii grzechu wyrażony w określeniach:
„by spowiednik nie bagatelizował drobnych spraw” (l. 38)
„by nie powtarzał mi często ‚to nie grzech’, mów grzechy. To powoduje u mnie utratę wrażliwości na wszelkie zło, a w dniu spowiedzi namęczę się pytaniem czy moje wyznanie będzie miało ciężar gatunkowy (l. 32). Pomniejszanie i bagatelizowanie grzechu ze strony spowiednika na pewno nie pomaga osobie zakonnej do poznania prawdy o sobie i o rzeczywistości, w której żyje.

O. Joachim Bar w „Przewodniku dla spowiedników zakonnic – wskazania prawne i duszpasterskie” (1986), porusza sprawę pozwoleń dawanym penitentkom. Może się zdarzyć – pisze – że siostra prosi spowiednika o pozwolenie na praktykowanie dodatkowych zewnętrznych umartwień. A przecież ma wiele okazji do umartwień w życiu codziennym. Spełnienie dobrze obowiązku też kosztuje. Może się zdarzyć, że siostra będzie prosić spowiednika o pozwolenie na ofiarę z własnego życia. Siostra oprócz spowiednika powinna prosić także swoich wyższych przełożonych. Trzeba jednak wyjaśniać siostrom, że będąc wierną swoim ślubom zakonnym składa Bogu ofiarę. Bł. S. Celestyna Faron oddała swoje życie za kapłana. W czasie zamachu na Ojca Świętego Bóg przyjął ofiarę życia 39. letniej siostry.

Każdy człowiek jest istotą niepowtarzalną, mimo fundamentalnych podobieństw, dlatego musi być traktowany indywidualnie. Innymi słowy dobry spowiednik odczytuje i angażuje się w sytuację życiową penitentki. Potrafi stawiać dobrą diagnozę, wskazywać na roztropną profilaktykę. Od niego oczekują siostry pomocy w formach które ukazują wypowiedzi sióstr:
– „by pomógł mi ustawić się w różnych sytuacjach”
– „by wpływał na zmniejszanie się ilości moich upadków”
– „by mówił prawdę, nawet trudną, stawiał radykalne wymagania i je egzekwował”
– „oczekuje nieraz duchowego wsparcia w niesieniu codziennego krzyża, podniesienia na duchu i dobrej rady, a także utwierdzenia mnie w przekonaniu, że Bóg mnie kocha”
– „podprowadzenia do wyjścia z trudnej sytuacji i do zgodzenia się z wolą Bożą”.

Stosunkowo dużo sióstr domaga się, by spowiednik był wymagający, by czasem dokonywał mocnych cięć a nie aplikował słabiutkie kropelki. Kapłan spowiednik powinien być – jak powie Bernanos – „solą ziemi a nie jej cukrem”. W tym tonie są utrzymane wypowiedzi sióstr, a wśród nich niżej cytowane:

– „Pragnę, by był to ktoś, kto potrafi stanowczo ukazać mi moje błędy i dać wskazówki na przyszłość. Cenię ludzi wymagających i takiego chciałabym mieć spowiednika” (l. 22)
– „Oczekuję mobilizacji do ciągłego zaczynania od nowa” (l. 29)
Takie stanowisko, z większą częstotliwością występuje u sióstr reprezentujących młodsze pokolenie, choć i starsze też o tym mówią:
– „Chcę by wymagał i pomagał” (l. 61)
– „Wymagania mobilizują, a stawiane na spowiedzi, stają się łatwiejsze do wykonania” (l. 50).

Nieliczne siostry mają inne zdanie, jednak znając słabość natury ludzkiej, należałoby poprzeć postulat większości sióstr, by spowiednik stawiał wysokie wymagania, żądał zerwania z minimalizmem i zobowiązywał realizować program maksymalny.

„Z uczynków to zbyt mało. Z ran mnie wyspowiadaj”. Zamieszczając ten werset z poezji ks. Twardowskiego, przejdźmy do kwestii pokuty sakramentalnej, połączonej z zadośćuczynieniem, które można pojmować jako leczenie owych ran. Nałożenie pokuty przez kapłana nie powinno się ograniczać tylko do odmówienia modlitwy. Zdaniem sióstr pokuta powinna być: „cięższa”, „większa”, „praktyczna” – to ogólne określenia. Powinna być środkiem mobilizującym. Dodajmy, że siostrom opowiadającym się za „wzmocnioną dawką pokuty”, chodzi zapewne o to, aby skierowana była ku powstawaniu i zmierzała do wiernego, czasem boleśnie trudnego wypełniania obowiązków.

Kierownictwo duchowe urealnia proces nawrócenia, uzdrowienia, daje światło, ukonkretnia postanowienie poprawy. Domaga się tego także dialogiczna struktura samego sakramentu. Na moment zatrzymajmy się nad sprawą dialogu przy konfesjonale. Szczególnie młodsza generacja sióstr wzrastająca w epoce dialogu, wychowana w tym właśnie duchu, poszukuje rozwiązania problemu na tej drodze. Dialog pomaga zobaczyć problemy w ich realnych proporcjach i pozwala je podejmować z możliwie największą nadzieją na sukces (VC 74). Dlatego siostry krótko wyznają, że oczekują:
– „pomocy w otwarciu się” (l. 26)
– „wejścia w człowieka i jego sprawy” (l. 28)
– „ustawienia mojego stosunku do Boga” (l. 27).

Ankietowana 23-letnia siostra pisze: „W moim przypadku spowiedź jest monologiem. Trudność jest w tym, że nie potrafię nawiązać dialogu ze spowiednikiem, a to dlatego, że kapłan sam mówi, nie zapyta się dlaczego tak postępuję”. Natomiast starsze siostry argumentują tę potrzebę podkreślając, by spowiednik przez odpowiednie pytania dopomógł im przezwyciężyć skrępowanie towarzyszące wyznaniu win.

Można szukać uzasadnień takiej postawy odwołując się do psychologii kontaktu, ale dla nas ten problem jest rozpatrywany na płaszczyźnie zapotrzebowania w tej dziedzinie. Wydaje się oczywiste stwierdzenie, że pytania stawiane przez kapłana spowiednika dopomagają do otwarcia się penitentki i rzucają większe światło na drogę poznania stanu życia wewnętrznego. Trzeba jednak zaznaczyć, by były one dyskretne i nacechowane szacunkiem, a także niezbędne, by nie ingerowały w sprawy wewnętrzne Zgromadzenia, domu. Można podzielić to stanowisko zaznaczając, że dodatkowe pytania spowiednika powinny oscylować wokół materii grzechu, a nie wkraczać w atmosferę danej wspólnoty zakonnej, chyba, że oskarżająca wyraźnie do tego nawiązuje.

Wszystko, co zostało powiedziane dotyczyło posługi sakramentalnej kapłana jako spowiednika. W ścisłym związku z tym problemem występuje sygnalizowana przez siostry sprawa osobowości spowiednika. Na jakie cechy szczególnie zwracają uwagę?

Otóż niemałe znaczenie w odbyciu dobrej spowiedzi mają, według ich oceny, takie walory osobowości spowiednika jak: dobroć, życzliwość, uprzejmość, cierpliwość, opanowanie. Chcą, by spowiednik był człowiekiem wiary i modlitwy, znakiem kochającego Boga. Z obszerniejszych wypowiedzi powtarza się zapotrzebowanie na mądrego spowiednika z tym, że mądrość rozumiana jest jako coś więcej niż wiedza. Jest ona określana jako mądrość życiowa. Przyjmując nawet znaną prawdę, głoszącą, że owoce sakramentu pojednania nie są uwarunkowane świętością spowiednika, trzeba zgodzić się z tym, że tak ten problem przedstawia się na płaszczyźnie nadprzyrodzonej, ale nasze myślenie nie jest pozbawione kategorii ziemskich. Dlatego też siostry wypowiadają się na temat autentyzmu spowiednika używając takich określeń: „Boży kapłan”, „wierny swemu powołaniu”, „żyje tym, co głosi”, „można mu zaufać”. Spowiednik oddziaływuje na penitentkę całą swoją osobowością, a przede wszystkim głębokim zjednoczeniem z Chrystusem. Ludzkie sumienia mogą więc kształtować ci, którzy są świadkami Chrystusa. Spowiednik nie powinien narzucać penitentce swojego modelu świętości, lecz ma pomagać być wierną wobec Bożych oczekiwań.

Licząc się z obecnością tu przyszłych spowiedników, na zakończenie wspomnę, że wielu księży wyraża niechęć do spowiadania sióstr zakonnych. Niekiedy możemy się domyślać dlaczego. Sięgając głębiej do przyczyn tej niechęci można próbować wyjaśnić ją uwzględniając fakt, że rodzi się ona na gruncie dość powszechnej opinii wśród księży, skwitowanej w określeniu: „nie będę sióstr spowiadał, bo szkoda mi na to czasu”. Być może, że problemy sióstr w percepcji kapłana spowiednika jawią się jako drobne i nic nie znaczące, bo odbierane są w kontekście ciężaru grzechów wyznawanych przez ludzi świeckich.

„Szkoda mi na to czasu” – powiedział ksiądz. Zapytajmy jeszcze dlaczego? Może dlatego, że bardzo często tę formę duszpasterstwa traktują jako nadobowiązkową i przeznaczają dla niej swój wolny czas. Siostry należą do tej grupy ludzi, która zmierza do pełni życia w Chrystusie i w związku z tym wymagają specjalnego duszpasterstwa, które niekiedy nie jest łatwe.

Okres przemian w życiu Kościoła i ciągłego poszukiwania dróg odnowy dotyczy również tej dziedziny. Przecież we współczesnym świecie obserwuje się powolne obniżenie wymagań, a powołanie zakonne to cenny dar, który wymaga ukierunkowanego rozwoju i pogłębienia. Jeżeli w tym zabraknie zrozumienia życia zakonnego i pomocy do jego realizacji ze strony kapłanów, trudno będzie siostrom sprostać zadaniom, do których zostały powołane.

Gdyby rzucone tutaj myśli chociaż trochę przybliżyły Czcigodnym Księżom zapotrzebowanie na ich pomoc w życiu zakonnym za to niech będą Bogu dzięki. Ale Bogu dzięki też za to, że Bóg stawia na drogach naszego życia zakonnego, słabych jako ludzi, ale silnych mocą sakramentalną kapłanów, abyśmy korzystając z ich posługi jako szafarzy sakramentu mogły odnaleźć prawdę o sobie, spotkały się z Chrystusem przebaczającym i zostały napełnione światłem łaski pojednania.

4. Budowanie wzajemnych relacji między kapłanami i siostrami

Korzystając z możliwości tego spotkania chcę poruszyć problem, który w jakiś sposób wiąże się z poprzednim tematem. Spotkać się można, że na życie zakonne niejednokrotnie patrzy się na pryzmat jednej wspólnoty czy jednego domu zakonnego czy też na podstawie przekazywanych opinii. Wiadomo, że nie jest to pełny obraz.

Jako osoby konsekrowane jesteśmy wpisane w Kościół związane ściśle z jego życiem. To powiązanie wypływa z samej istoty życia zakonnego, o czym mówi Sobór Watykański II w Konstytucji dogmatycznej o Kościele. Ojciec Święty Jan Paweł II w licznych dokumentach i przemówieniach o tym przypomina: „Życie zakonne jest darem Boga dla Kościoła. Przejrzystym znakiem Ewangelii dla wszystkich”. Na terenie Diecezji osoby zakonne są współpracownikami biskupa, należą do rodziny diecezjalnej. Chociaż u początków powołania zakonnego stoi wezwanie Boże, to jednak do współpracy, do trwania potrzebuje Bóg ludzi. Bardzo często są nimi kapłani. Siostry utrzymują kontakt z księżmi na różnych płaszczyznach życia parafialnego: w katechizacji w szkole, w kancelarii parafialnej, w kuchni, w zakrystii, na oazie. Na tych odcinkach bardzo dużo sobie nawzajem zawdzięczamy, o czym będzie mowa, ale niekiedy jest nam trudno współpracować. Stąd zatrzymajmy się na chwilę nad tym, jak budować wzajemne relacje między sobą.

Dokument Kongregacji „Mutuae relationes” (1987) w numerze 37 zmierza do usprawnienia apostolskiej współpracy między biskupami i zakonnikami czytamy: „Pomiędzy klerem diecezjalnym i wspólnotami zakonnymi należy popierać nowe więzy braterstwa i współpracy. Trzeba więc przywiązywać wielką wagę do wszystkich tych środków, które choć proste i niekoniecznie ściśle formalne, służą jednak pogłębianiu wzajemnego zaufania, apostolskiej solidarności i braterskiej zgodzie”. Dekretem z 25 lutego 2002 ks. bp Wiktor Skworc ustanowił Radę ds. Osób Konsekrowanych, której celem jest lepsze oddziaływanie apostolskie i współpraca pomiędzy wspólnotami zakonnymi a Prezbiterium w dziele ewangelizacji. Rada ma służyć pomocą Biskupowi Tarnowskiemu w rozwiązywaniu spraw związanych z obecnością i posługą osób konsekrowanych. Współpraca i wzajemne relacje osobowe będą się wtedy dobrze układać między kapłanami a osobami konsekrowanymi, gdy obie strony będą widzieć w świetle wiary wielkość swego powołania, obdarowania ich przez Boga, a ich wzajemny szacunek będzie wyrazem czci dla Boga, któremu służą.

W dokumencie II Polskiego Synodu Plenarnego (1991-1999, nr 100) czytamy: „Członkowie instytutów życia konsekrowanego powinni dokładać starań, aby zapoznać się z życiem i potrzebami Kościoła partykularnego, w którym żyją i pracują, zarówno w dziedzinie apostolstwa i dobroczynności, jak też i karności. Ze strony zaś duszpasterzy diecezjalnych potrzeba pogłębionej odpowiedzialności za powołania do życia konsekrowanego. Jedni i drudzy winni utrzymywać przyjazne relacje i dzielić się swoimi inicjatywami”.

Wiele powołań zakonnych budzi się dzięki postawie kapłanów, ich kierownictwu, częstej modlitwie o powołania. Księża mogą współpracować w dziele budzenia powołań przez podawanie dziewczętom odpowiedniej lektury, zapraszanie sióstr do parafii w ramach duszpasterstwa powołań, wysyłanie dziewcząt na rekolekcje, dni skupienia. Parafie, w których księża szanują siostry, doceniają rolę życia zakonnego w Kościele, przeważnie cieszą się powołaniami. Wiele sióstr wdzięcznych jest Bogu, że na swej drodze spotkały księży, którzy pomogli wzrastać ziarnu powołania, które zasiał na glebie ich serca.

Spotykamy się jednak z różnym nastawieniem księży do troski o powołania. Są kapłani doceniający wartość własnego powołania, wartość daru z siebie co w konsekwencji kształtuje ich postawę wobec budzącego się powołania zakonnego. Taki kapłan nie powie młodej dziewczynie, którą Bóg wzywa „zmarnujesz się w zakonie”, „w świecie możesz się też zbawić i wiele dobrego uczynić”, „małżeństwo to też zakon i to najtrudniejszy”. Być może, że są to nieliczni księża o takim nastawieniu. Może nie zawsze spotkali się z autentyzmem naszego życia i to zadecydowało o takim ustosunkowaniu się do życia zakonnego. Choć stan zakonny, który opiera się na profesji rad ewangelicznych nie dotyczy hierarchicznej struktury Kościoła, nie jest stanem pośrednim między stanem duchownym i świeckim lecz z jednego i drugiego Bóg powołuje niektórych chrześcijan, to jednak należy nienaruszalnie do jego życia i świętości (LG 44).

Czy mogłybyśmy wzrastać duchowo bez pomocy kapłanów?

Ile umocnionych na drodze życia zakonnego sióstr, ile uratowanych powołań zakonnych dzięki sakramentalnej, i nie tylko, posłudze kapłanów. Ile zasianego dobra, pokoju, radości, ile zachęty w chwilach trudnych. Współpraca zakłada wzajemną pomoc. Po poświęceniu kaplicy sióstr karmelitanek w Tarnowie 8 grudnia 2001 roku, na zakończenie uroczystości ksiądz biskup ordynariusz Wiktor Skworc powiedział do sióstr: „Kościół tarnowski pragnie się oprzeć na waszej siostry modlitwie, to jest wasza szczególna rola. Modlitwa za kapłanów i towarzyszenie im modlitwą w ich apostolstwie, to wasze zadanie, więcej powinność. Proszę o serce matczyne i macierzyńskie dla moich braci kapłanów, dla wszystkich przygotowujących się do kapłaństwa, dla Pasterzy tego Kościoła”.

Przed kilkunastu laty Matka Teresa z Kalkuty pisała listy do biskupów świata prosząc o przysłanie nazwisk kapłanów, którzy potrzebują modlitwy, którzy są troską księży biskupów. Zebrała kilka tysięcy nazwisk i rozesłała do sióstr na całym świecie, niejako przydzieliła siostrom poszczególnych kapłanów, by się za nich modliły. Pamiętam, że kilka sióstr w Dębicy przyjęło pojedynczych kapłanów, by się za nich modlić, trudzić się i za nich cierpieć.

Nie wiem czy znana jest księżom praktyka rodzin zakonnych. Co kwartał każde Zgromadzenie zakonne w Polsce ma wyznaczony dzień postu i dobę modlitw za kapłanów. W Polsce jest nas ok. 23 tysiące w 94 zgromadzeniach, a więc każdego dnia modli się ok. 300 sióstr. Gdyby zapytać naszych sióstr starszych, na wózkach inwalidzkich, za kogo najczęściej się modlą, odpowiedzą: za Ojca Świętego i za kapłanów. Jedna z naszych sióstr odczytała swoje cierpienie i przykucie do wózka inwalidzkiego jako dar dla kapłanów.

Odwołam się jeszcze do ks. aba Jerzego Ablewicza. Gdy mu powiedziałam, że jedna z naszych młodych sióstr na małej palcówce Zgromadzenia kończy swoje życie niszczona przez raka, pojechał do niej prosząc o dar cierpienia. Nietrudno zauważyć, że potrzebujemy kapłanów, ale również kapłani potrzebują naszej pracy, naszych zgiętych kolan i złożonych do modlitwy rąk.

Przejdźmy jeszcze do realiów życia i powiedzmy szczerze, nie zawsze nasze wzajemne relacje są poprawne. Przy braku wzajemnej wyrozumiałości, lub przesadnych wymaganiach czy uprzedzeniach do sióstr, nasza współpraca pozostawia wiele do życzenia. Podzielę się pewnymi spostrzeżeniami z zakresu wzajemnych relacji. Wielokrotnie wizytując domu Zgromadzenia, a teraz jako referentka diecezjalna rozmawiając z licznymi siostrami spotkałam się z ubolewaniem nad ośmieszaniem życia zakonnego przez księży czasem wobec osób świeckich. Niekiedy w niezdrowych żartach, w różnych docinkach, odczuwały siostry brak szacunku wobec nich, a to w obecnej sytuacji tak nieprzychylnej dla naszego życia, właściwa relacja byłaby korzystna i owocna dla obu stron. Korzystna dla Kościoła, bo dla Bożej sprawy zostaliśmy powołani. Oddajmy jeszcze głos siostrom ankietowanym. Na pytanie „Na jakie trudności napotyka siostra we współpracy z kapłanami” odpowiadały:
– „boli mnie ośmieszanie zwyczajów zakonnych przez księży, upominanie wobec osób świeckich w zakrystii przy ministrantach, lektorach, na oazie. A przecież każda ma prawo do dobrego imienia”
– „utrudnia współpracę brak znajomości istoty życia zakonnego”
– traktowanie sióstr jako ludzi „drugiej kategorii”, jako „taniej siły roboczej”, a przecież w obecnej rzeczywistości pracownik ma prawo do wynagrodzenia według najniższej stawki krajowej (760 PLN)
– „utrudnia mi współpracę traktowanie z góry, lekceważenie, upokarzanie, niewłaściwa postawa księdza”.

A co pomaga do współpracy? – odpowiadają siostry:
– „szacunek, otwartość”, „wspólne poszukiwanie rozwiązań trudnych problemów”,
– „modlitwa za kapłanów i patrzenie na nich z wiarą jako na zastępców Chrystusa, ale i jako na ludzi, którzy są słabi i grzeszni”,”życzliwość, szczerość i gotowość pomocy”,
– „nadprzyrodzone patrzenie na ich powołanie i misję w Kościele”,
– „pomaga mi gdy widzę, że to co głosi, tym żyje”,
– „docenia dostrzeżone w moim życiu czy pracy dobro”.

Aby siostry mogły służyć Kościołowi muszą troszczyć się o ciągłe wzrastanie w przymierzu z Bogiem, o współpracę z Nim uzdalniającą do całkowitego daru z siebie. Stąd potrzeba czasu na modlitwę. Dlatego niewłaściwym jest powiedzenie niektórych z księży, że wystarczy modlić się pracą, medytować cały dzień, a nie wydzielać określonego czasu dla Pana Boga. Takie nastawienie prowadzi do przewartościowywania działania. Znów odwołam się tu do słów Ojca Świętego, który powiedział, że „czas poświęcony na prawdziwą adorację, ma większą skuteczność i znaczenie niż jakikolwiek inny, nawet ten poświęcony intensywnej działalności, gdyby nawet ta działalność miała charakter apostolski” (24.11.1978 do przełożonych zakonów męskich).

Jeszcze wspomnę o jednej bardzo delikatnej sprawie relacji międzyosobowych, kapłan – siostra zakonna. We wszystkich takich kontaktach potrzebna jest nadprzyrodzona roztropność. Trzeba liczyć się ze słabościami, a nie być zadufanym w sobie. Nawet gdyby nie było ryzyka z mojej strony bo jestem silny relacją do Boga, to zawsze trzeba mieć na uwadze drugą stronę. Nie pozwalać sobie na swobodne formy bycia, odnoszenia przez „ty”. Zachować dystans w serdeczności. Wiele jest bolesnych przykładów w tej dziedzinie, często żałuje się tego przez całe życie. Niech to będzie przestrogą. Powiem krótko: pomagajmy sobie wzajemnie w wierności powołaniu w poczuciu wielkiej odpowiedzialności przed Bogiem. Każdy powinien mieć świadomość kim jest.

„Tu es sacerdos inaeternum! Echem rozbrzmiewa w naszej duszy to powołanie, które przypomina, że nasze życie jest nierozłącznie związane z Jego życiem. Na zawsze!”.

*  Jan Paweł II, Homilia w czasie Mszy św. Krzyżma w Wielki Czwartek 2002 r., nr 4.

Matka M. Celina Janina Czechowska (zm. 24.05.2016.) – wieloletnia przełożona generalna Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Dębickich (lata 1977-1995). W okresie jej posługi nastąpił znaczny rozwój liczebny i terytorialny Zgromadzenia. Siostry podjęły działalność misyjną w Boliwii oraz otworzyły placówki w Rzymie, w Niemczech i na Białorusi. W latach 1986-1995 była członkinią Konsulty Konferencji Wyższych Przełożonych Żeńskich Zgromadzeń Zakonnych, z jej ramienia odpowiadała za prace Komisji Formacyjnej. Była inicjatorką i współorganizatorką pierwszej w Polsce Szkoły dla Formatorek Zakonnych, którą prowadzili Księża Jezuici. Po zakończeniu posługi przełożonej generalnej, nadal włączała się w organizowanie spotkań formacyjnych dla mistrzyń różnych stopni, jako członkini Zakonnej Komisji Formacyjnej. Pełniła ponadto funkcję przełożonej wspólnoty domu prowincjalnego w Tarnowie do roku 2002 oraz była referentką diecezjalną aż do momentu choroby w 2006 roku.

Artykuł pierwotnie ukazał się w: Currenda, IV-VI 2002.

Udostępnij Tweet