Proboszcz interesariuszem projektu – Marcin Rzegocki

W Polsce tradycją jest, że inauguracja dużych i małych inwestycji związana jest z błogosławieństwem przez kapłana. Najczęściej, w naszym społeczeństwie, prośba skierowana do kapłana o pobłogosławienie miejsca pracy czy budynku użyteczności publicznej, jest wyrazem pobożności. Istnieją jednak sytuacje, w których jest ona raczej efektem ekonomicznej kalkulacji i biznesowej analizy, o czym księża często zapominają, stając się nieświadomie narzędziem realizacji czyichś celów.

 

Czym jest projekt?

Projekt można zdefiniować jako zorganizowane i ujęte w ramy czasowe i budżetowe przedsięwzięcie o pewnym stopniu niepowtarzalności zmierzające do osiągnięcia określonego, mierzalnego celu. Realizator projektu dysponuje znacznymi, ale ograniczonymi zasobami. Według takiej definicji projektem jest m. in. budowa kościoła, sklepu czy drogi szybkiego ruchu. Każde z tych przedsięwzięć jest w pewnym stopniu oryginalne i niepowtarzalne, każde wymaga wykorzystania znacznych zasobów i każde realizuje określony cel. Każdy projekt musi być adresowany do określonej grupy odbiorców (beneficjentów) – w przypadku kościoła parafialnego są nimi członkowie wspólnoty parafialnej, w przypadku sklepu: klienci itp.

Kim jest interesariusz projektu?

Nie istnieją czyny bez konsekwencji i akcje bez reakcji. Wszystkie nasze działania przynoszą skutki: dla jednych mogą być one pozytywne, dla innych negatywne. Osoby (fizyczne, ale też organizacje i instytucje), na które realizowany projekt może mieć bezpośredni albo chociaż pośredni wpływ nazywa się interesariuszami. Zgodnie z tym, co już zostało powiedziane, wpływ ten może być zarówno pozytywny, jak i negatywny: dane osoby mogą być zainteresowane jego powodzeniem albo porażką i czynnie lub biernie mu sprzyjać, bądź przeszkadzać w jego realizacji.

„Zarządzanie” interesariuszami projektu

Każdy, kto realizuje projekt musi poważnie zastanowić się nad wpływem działań lub zaniechań interesariuszy pozytywnych i negatywnych. Najprostszym przykładem „zarządzania” interesariuszami jest utrzymywanie poprawnych stosunków z nielubianym sąsiadem, gdy planuje się budowę domu, w czym w pewnych okolicznościach zgoda sąsiada może być pomocna, albo nawet konieczna.  Każdy poważny inwestor wie, że w takich okolicznościach lepiej mieć „Kargula” po swojej stronie, a inicjowanie niepotrzebnych sporów może być strzałem we własne kolano. Podobnie zachowują się managerowie projektów. Specjaliści ci doskonale zdają sobie sprawę z tego, jaki wpływ na terminową i mieszczącą się w określonych kryteriach jakościowych i budżetowych realizację ich przedsięwzięcia mogą mieć interesariusze. Specjaliści ci są profesjonalnie przeszkoleni, w jaki sposób wzmacniać wpływ interesariuszy pozytywnych i minimalizować oddziaływanie tych mniej entuzjastycznie nastawionych. Jak to działa? W fazie przygotowywania projektu osoby za niego odpowiedzialne przystępują do badania środowiska realizacji projektu. W ramach tych działań przeprowadza się analizę interesariuszy, której celem jest identyfikacja osób wchodzących w skład realnego (a niekoniecznie formalnego) układu wpływów związanego z danym projektem oraz przewidzenie ich potencjalnych reakcji wobec podejmowanych działań. Jeśli przewidziane są reakcje negatywne, należy zaplanować działania osłabiające je lub niwelujące. Reakcje pozytywne należy zaś utrzymywać bądź wzmacniać.

Kościół jako interesariusz projektu

Nie jest dla nikogo, a szczególnie dla praktyków zarządzania projektami, tajemnicą, że w przypadku wielu projektów w Polsce, istotnym interesariuszem jest Kościół. Jest to faktem na każdym poziomie; od projektów ogólnokrajowych do lokalnych. Na szczeblu lokalnym, interesariusza związanego z Kościołem utożsamia się z osobą proboszcza. Weźmy za przykład projekt otwarcia supermarketu pracującego 7 dni w tygodniu. Kierownicy projektu wiedzą, że takie rzeczy, jak handel w niedzielę czy sprzedaż mocnego alkoholu mogą budzić w najlepszym wypadku umiarkowany entuzjazm księdza, znają też potencjalną gamę działań, jakie może podjąć kapłan w celu niedopuszczenia do nich: wpłynięcie na parafian zasiadających w radzie osiedla/sołectwa w celu uniemożliwienia uzyskania pozwolenia na sprzedaż alkoholu, zachęcanie do bojkotu sklepu w niedziele i uroczystości itp. Po identyfikacji interesariusza i jego interesów oraz możliwych działań, jakie może on podejmować, przystępują się do określenia jego silnych i słabych stron. Dotyczą one dostępnych zasobów i środków, wiedzy i doświadczenia czy potencjału, jaki może on wnieść do projektu. Nie ignoruje się także jego prywatnych słabych i mocnych stron.  W następnej fazie rozpoznaje się, jakie działania powinny być podjęte w celu minimalizacji negatywnego wpływu interesariusza na projekt. W przypadku naszego supermarketu, należy się zastanowić, jak zmniejszyć potencjalną nieprzychylność księdza wobec handlu w niedzielę i sprzedaży „niepożądanych” artykułów. Można w takiej sytuacji zaoferować pomoc finansową czy rzeczową dla parafii, choć istnieje ryzyko, że wielu księży może na taką propozycję patrzeć jak na judaszowe srebrniki. Skuteczniejszym jest wówczas inne rozwiązanie, które gwarantuje jeszcze lepsze rezultaty: jest nim włączenie interesariusza do projektu. W przypadku instytucji świeckich zazwyczaj prosi się o objęcie projektu patronatem, w przypadku parafii prosi się o uroczyste błogosławieństwo, za którym najczęściej idzie ofiara, i które jest dokumentowane fotograficznie w celu dania społeczności jasnego sygnału, że parafia udziela wsparcia przedsięwzięciu, co uspokaja sumienia wielu. Z punktu widzenia firmy, za relatywnie niską kwotę można sobie zagwarantować przychylność bądź przynajmniej brak nieprzychylności jednego z ważnych interesariuszy: „przecież ksiądz, który uczestniczył w poświęceniu naszego sklepu, o czym pisały lokalne media, nie będzie z ambony krytykował naszej praktyki biznesowej.” To w zasadzie jest odpowiedź na pytanie, dlaczego zarządzający międzynarodowymi sieciami supermarketów, niemający prywatnie wiele wspólnego z religijnością, proszą o sakramentalia.

Jaką postawę przyjąć?

Kluczowa jest świadomość, jak działa partner w negocjacjach i jaka jest nasz pozycja negocjacyjna. Wiedząc już o tym, że jest analizowany jako osobna potencjalnie zainteresowana powodzeniem lub porażką projektu powinien rozważyć, jaki jest jego stosunek do projektu: czy jest całkowicie przeciw, czy też jest skłony negocjować warunki.  W kolejnym kroku, powinien on zastanowić się, jaka jest jego realna możliwość oddziaływania. Jeśli nie popiera projektu, czy jest on w stanie całkowicie zablokować projekt, czy może jest w stanie utrudnić albo przedłużyć termin realizacji projektu? Powinien także zastanowić się, czy jest skłonny do negocjacji i z czego jest ewentualnie w stanie ustąpić. Musi mieć na uwadze, że osoby, z którymi rozmawia nie pojawiają się przypadkowo i zazwyczaj są doskonale wyszkolone do prowadzenia negocjacji z podobnymi mu ludźmi i dobierane mogą być tak, żeby wzbudzać zaufanie. Jak w przypadku każdych negocjacji, nie należy, z zasady, zgadzać się na pierwszą zaproponowaną ofertę. Ważna świadomość, że kwestia, którą my rozpatrujemy w kategoriach wartości i wiary, dla kogoś innego może być ekonomiczną kalkulacją. Należy więc znać swoją pozycję negocjacyjną i rolę w projekcie.

Podsumowując można powiedzieć, że najważniejszym jest uświadomienie sobie, jak istotną osobą dla realizacji wielu projektów jest przedstawiciel Kościoła, i że osoby odpowiedzialne za projekt również są tego świadome. Podobnie jak proboszcz odpowiedzialny jest za jak najlepsze reprezentowanie interesu swojej parafii, tak negocjatorzy ze strony przedsiębiorstw mają obowiązek reprezentować ich interesy. Trzeba o tym pamiętać, po to by nie dać się ponieść naiwności i sentymentalizmowi w sytuacji wymagającej stanowczej postawy, a nierzadko obrony wartości, którym służy Kościół.

Marcin Rzegocki – doktorant w Szkole Głównej Handlowej (Warszawa), absolwent MISH UW, stypendysta Acton University. Zainteresowania: zarządzanie, historia, kultura, lingwistyka,
email: marcin.rzegocki@gmail.com

Udostępnij Tweet