Jak sprawić, by wierni słuchali kazań, zmieniali swoje życie dzięki spowiedziom i angażowali się w życie parafii – Bartosz Boniecki

Tytułem wstępu uwaga generalna: każdy, świecki i duchowny, ma swoją rolę w dziele zbawienia i wszelką zmianę powinien zaczynać od wyjęcia belki ze swojego oka”. Celem tego artykułu jest jednak pokazanie roli kapłana z perspektywy świeckich, w tym z perspektywy małżonków, dlatego więcej będzie o drzazdze w oku kapłana, niż o belce oku autora.

 

Spora część, jeżeli nie większość, katolików nie jest zaangażowana w żadną wspólnotę. Dla nich, kontakt z księdzem ogranicza się przede wszystkim do wysłuchania kazania i do spowiedzi – wtedy to skupiają uwagę na księdzu i tym, co ma on do powiedzenia. Poza sprawowaniem liturgii i modlitwą za wiernych, to właśnie w tych dwóch obszarach może poruszać się kapłan, by przyprowadzać wiernych do Boga, jednocześnie budując z nimi dobre relacje.

Masz kazanie? Zacznij od… piekła

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy świadkami wypadku. Samochód do kasacji, kierowca i pasażerowie zginęli, przeżyło tylko dziecko, ale jest ono  w zakleszczonym samochodzie, nie może z niego wyjść. Samochód zaczyna płonąć. Widzimy, jak dziecko płonie w ogniu, widzimy jego ogromny ból i twarz zniekształcaną przez ogień… Po co to brutalne i, wydawałoby się, niepotrzebne porównanie? Po to, aby uzmysłowić cierpienie człowieka potępionego, potępionego dziecka Bożego, które jest tysiąckrotnie, niewyobrażalnie gorsze niż cierpienie z przywołanej sceny. Wróćmy jeszcze raz do wspomnianej sytuacji. Dziecko, ogień, tylko tym razem drzwi do samochodu są otwarte, jest szansa na ratunek. Ale niestety, w tej scenie nikt się nie fatyguje, by pokazać dziecku, jak wyjść z samochodu. Jak byśmy się czuli – ja i ty – jeżeli to właśnie my bylibyśmy świadkami takiej sytuacji i nie pomogli temu dziecku?

Musimy uświadomić sobie jedno: być może niektóre z tych osób, które widujemy co tydzień na Mszy św., które siedzą obok w ławce, nie będą zbawione! Być może ci, którzy dziś przyjmują Komunię św., będą cierpieć męki piekielne na wieki! Dlatego musimy mieć świadomość, że nasze działanie (i świeckiego i kapłana) może uratować człowieka przed potępieniem, pokazać mu jak wyjść z dramatycznej sytuacji, w której się znalazł. Możemy mu pokazać jak wydostać się z płonącego samochodu. Stąd to właśnie od tej myśli – de facto o piekle – warto wyjść przygotowując kazania. To pomoże zrozumieć jego wagę.

Co trzeba zrobić, by wierni skupili się na tym, co mówi kapłan, a nawet więcej, by wzięli sobie jego słowa do serca i zmienili, czy skorygowali choćby jedną rzecz w swoim życiu? Odpowiedź podaje oczywiście Pismo Św., wskazując na trzy trudności, które musi pokonać Słowo Boże oraz każdy, kto je głosi.

Trzy sposoby jak sprawić, by wierni zapamiętali i przyjęli Słowo Boże

Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał:

– niektóre [ziarna] padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je – do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu. Takiego człowieka oznacza ziarno posiane na drodze.

– inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia –  [ziarno] posiane na miejsce skaliste oznacza tego, kto słucha słowa i natychmiast z radością je przyjmuje; ale nie ma w sobie korzenia, lecz jest niestały. Gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamuje.

– inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je – [ziarno] posiane między ciernie oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne (Mt 13, 1-9.18-23).

Siej ziarno w taki sposób, aby miało szansę zakiełkować

Niektóre [ziarna] padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je

Pierwszym problemem, na który Pan Jezus wskazuje w przypowieści o siewcy, jest niezrozumienie Słowa Bożego. Może ono być spowodowane tym, że słuchacz nie jest dostatecznie skoncentrowany lub nie rozumie wypowiedzi. Obie te rzeczy mogą występować jednocześnie.

Niezrozumienie może wynikać z trzech kwestii:

  • używania trudnych słów,
  • budowania zdań wielokrotnie złożonych, o co łatwo w języku mówionym, kiedy wypowiedź (kazanie) jest pełną dygresji luźną refleksją,
  • Nieuporządkowanej struktury wypowiedzi. Podobnie jak wszystkie części Mszy św. mają swój ład i kolejność, a liturgia eucharystyczna nie bez przyczyny jest po liturgii słowa, tak też wypowiedź powinna mieć swój ład i strukturę, przy czym wstęprozwinięciezakończenie to jeden, ale nie jedyny rodzaj struktury, według której należy porządkować wypowiedź.

Wypowiedź, w której nie ma porządku jest jak puzzle, które nie są ułożone w jeden obraz. Chociaż każdy z nich pojedynczo może być interesujący, to dopóki nie są poukładane, nie wiadomo, co przedstawiają. Podobnie jest z wypowiedziami, które nie są ustrukturyzowane. Więcej o strukturyzowaniu wypowiedzi można znaleźć np. tutaj.

Skąd się bierze u słuchacza brak koncentracji? Mówi się, że złota rybka ma tzw. attention span na poziomie 9 sekund. Oznacza to, że jest w stanie skupić uwagę przez 9 sekund. Dzisiejszy człowiek, jak wskazują badania, przez 8 sekund. Pierwsze zdania podczas kazania, czyli pierwsze wrażenie, mają duże znaczenie dla dalszej koncentracji wiernych na słowach księdza. Jak więc zacząć kazanie? Jednym ze sposobów skupienia uwagi wiernych może być… cisza. Ksiądz miał coś teraz mówić, a nic nie słychać. Rozpoczęcie od ciszy zwraca uwagę, bo jest nieoczekiwane.

Chciałbym jednoznacznie podkreślić, że od osoby dorosłej trzeba wymagać, by skupiła się przez kilka, kilkanaście minut. Tym niemniej, nudne, niezrozumiałe, niekonkretne, teoretyzujące kazania nie ułatwiają tego zadania. Dlatego poniżej zamieszczam kilka inspiracji zaczerpniętych ze świata biznesu, które służą do zainteresowania drugiej strony swoją „propozycją”. Dla nas propozycją będzie przyjęcie Słowa Bożego. Nie każdy z tych sposobów będzie odpowiedni w przypadku kazania, ale warto się z nimi przynajmniej zapoznać.

  • Odwołanie do osobistych doświadczeń. Myślę, że każdy chciałby poznać bliżej księdza ze swojej parafii. To w końcu „nasz ksiądz”. Podzielenie się przez księdza swoimi osobistymi doświadczeniami na pewno zainteresuje wiernych. To zainteresowanie można od razu przekierować na sprawy wieczne, na Słowo.
  • Kolejną kwestią jest osobiste zaangażowanie. Jeżeli widzę, że komuś na mnie (i na moim zbawieniu) autentycznie zależy, zdecydowanie chętniej go posłucham. Warto przystępować do kazania ze świadomością jego wagi: kazanie może zawrócić kogoś z twoich parafian ze złej drogi. Świadomość faktycznego znaczenia tego celu pozwoli wzbudzić zaangażowanie.
  • Opowiedzenie historii. Jest to jeden z najlepszych sposobów angażowania uwagi odbiorcy. Nie bez powodu w dzieciństwie tak chętnie słuchaliśmy bajek, a teraz tak lubimy (i bywa, że pochłaniają nas bez reszty) filmy czy książki. One opowiadają konkretne historie [1].

Sianie na skale to nie to samo, co budowanie na skale

Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi…

Tak, Kościół został zbudowany na skale, tym niemniej jednak uprawa na skale niekoniecznie będzie dobrym pomysłem. Jak uczy Pan Jezus, na glebie skalistej nie ma miejsca na dobre zakorzenienie się ziarna.

Nie ulega wątpliwości, że za wzrastanie Słowa w pierwszej kolejności odpowiedzialny jest człowiek, do którego Ono trafia. Jednakże można go do tego zachęcić lub zniechęcić.

Z pomocą w tym temacie spieszy ekonomia, wedle której nie zrealizujemy swoich celów i marzeń, jeżeli nie nauczymy się oszczędzać. Oszczędzanie to odroczenie konsumpcji, a więc odroczenie momentu, w którym zażyjemy przyjemności. Zgadzam się, by dzisiaj trochę pocierpieć i nie zrobić tego, co sprawia mi przyjemność po to, by w przyszłości zrealizować swoje marzenie. Kluczowy jest więc cel, dla którego oszczędzamy. On zmotywuje nas do odroczenia konsumpcji, do zgody na tymczasowy brak przyjemności, a nawet na cierpienie.

Jeżeli nie zrozumiemy, czym jest nadzieja naszego powołania (por. Ef 1,18), nie zrozumiemy, jak wspaniałe i po prostu super jest miejsce, gdzie króluje Bóg, to nie znajdziemy w sobie motywacji do cierpienia i tracenia życia ze względu na Chrystusa. Bez uświadomienia sobie naszego głównego celu, przyjęcie cierpienia staje się czystym masochizmem. Stąd przypominanie dlaczego i po co to wszystko, co nas spotyka – jest szalenie istotne. W tym celu warto rozważyć przytoczenie w kazaniu np.:

  • opisów Nieba podawanych przez świętych oraz oczywiście odniesień do Pisma Św.;
  • swoich doświadczeń, dlaczego dla mnie, głoszącego Słowo, tak wspaniała jest nadzieja mojego powołania.

Kiedy pomyślę, ile razy przez wszystkie lata obecności na Mszy św. w każdą niedzielę, słyszałem o tym, dlaczego Królestwo Boże to fajne miejsce, to przypominają mi się może… dwa razy. Niesamowicie ważne jest więc pokazanie, dlaczego relacja z Chrystusem to wspaniały skarb, za który warto sprzedać wszystko co mamy. Bez używania wyświechtanych, nic nie mówiących stwierdzeń.

Nie nazywaj mojej rodziny cierniem!

Inne znowu padły między ciernie…

Trzecim głównym problemem, z powodu którego Słowo nie wzrasta w nas, są troski bieżące. Dla wielu, sobota to czas nadrabiania zaległości w obowiązkach domowych po tygodniu ciężkiej pracy, lub… kolejny dzień w pracy. Wyjątkiem jest więc niedziela. W tym dniu nie mamy (nie powinniśmy mieć) nic pilnego do zrobienia, jednak umysł wraca do wszystkich problemów i bolączek z całego tygodnia. Do troski o rodzinę, być może groźby zwolnienia z pracy, spłaty kredytu, problemów dziecka w szkole, trudnych relacji z teściami, kryzysu w małżeństwie, problemów osobistych itd.… I z tymi wszystkimi sprawami Słowo musi „wygrać walkę” o naszą uwagę! Tym sprawom poświęcamy swoje siły i gdy słyszymy, że są one „zagłuszającymi cierniami”, reagujemy złością. Dlatego że nie wiemy, czym jest nadzieja naszego powołania. To właśnie kazanie jest jedną z niewielu możliwości kapłana by pokazać, czym (Kim) jest ta nadzieja i dlaczego naprawdę warto postawić Słowo nad wszystko, co mamy. Przypomnę, że słowa klucze, takie jak: „zbawienie”, „życie wieczne”, „niebo” są słowami abstrakcyjnymi, podobnie jak „sprawiedliwość” czy „pokój”, trzeba je przybliżyć w „ludzki”, wręcz namacalny, sposób. Opisy nieba czy dzielenie się swoimi doświadczeniami są tu istotne.

Jednym ze sposobów przekierowania uwagi na Słowo jest nawiązanie do tych wszystkich spraw, które angażują uwagę świeckich: problemów osobistych, trudności w pracy, kredytów itd. Wymaga to orientacji w rzeczywistości, w której żyją parafianie, wymaga empatii ze strony księdza. Jeśli jednak świeccy odczują to zrozumienie, uświadomią sobie, że nie są obojętni temu, kto do nich mówi, będzie to płaszczyzna do budowania kontaktu, relacji z nimi. To pierwszy bardzo ważny krok. Również podczas kazania.

No dobrze, załóżmy więc, że wszystkie te problemy zostały pokonane, wierni kiwają głowami na znak zrozumienia i widać w nich motywację do podjęcia konkretnych działań. Co zwykle dzieje się potem? Upraszczając, dzieją się trzy rzeczy: Amen (po kazaniu), liturgia eucharystyczna i do domu. Trochę jak słynne „zakuj, zdaj, zapomnij”. W ten sposób rozbudzona motywacja może umrzeć śmiercią naturalną, bo nikt jej nie zagospodarował. Dlatego bardzo ważna jest operacjonalizacja wypowiedzi. To znaczy pokazanie tego, co konkretnie ja, wierny świecki, mogę zrobić, by zastosować Słowo Boże w praktyce. Nie wystarczy zakończyć na „bądź panną mądrą i czuwaj”, czy „przyjmij ziarno i uczyń swą glebę żyzną”. Potrzeba wskazania, co konkretnie można zrobić po wyjściu z kościoła. Powiedzieć coś miłego żonie czy mężowi? Uświadomić sobie choć jedną łaskę, którą Bóg mi dziś dał?

Ostatnia sugestia. Warto krótko przypomnieć, co było na poprzednim kazaniu, a może nawet na dwóch poprzednich, i jakie wtedy były konkretne wskazówki. Dosłownie po jednym zdaniu. Dzięki temu powstanie wrażenie ciągłości i tego, że poszczególne Msze św. nie są oderwane od siebie, lecz są jedną całością, są całym życiem.

Spośród sześciu sakramentów, kapłan najwięcej do powiedzenia ma… w sakramencie spowiedzi

Oczywiście sakramentów jest siedem. Jednak celem tego artykułu jest pokazanie roli kapłanów z perspektywy świeckich, dlatego umyślnie nie odnoszę się w tym miejscu do siódmego sakramentu.

Bardzo ważnym, i w zasadzie jedynym, momentem, w którym duszpasterz spotyka się z wiernym sam na sam, jest sakrament pokuty. O ile kazanie jest kierowane do wielu osób jednocześnie, o tyle spowiedź to indywidualna i szalenie intymna rozmowa z Bogiem poprzez kapłana. Rozmowa o tym, czego nie mówi się nawet małżonkowi! To naprawdę dużo!

Nie ma prostszej drogi do zniechęcenia do Kościoła niż kiepskie spowiadanie. Tak, jesteśmy w Kościele dla relacji z Panem Bogiem, ale mówienie, że „przecież nie chodzisz do Kościoła dla księdza” jest równie niewłaściwe, jak mówienie małżonkowi po kłótni, że „taki/taka już jestem” czy „widziały gały, co brały”. Zrzucanie z siebie odpowiedzialności jest po prostu niedopuszczalne. Co więcej, błędy ze strony kapłana podczas spowiedzi są groźniejsze, gdyż dotyczą sfery ducha i nie istnieje bezpośrednia możliwość ich naprawienia. Małżonka można przeprosić, penitenta – bezpośrednio nie, choć oczywiście istnieją inne sposoby zadośćuczynienia.

O ile nie ma możliwości odwołania dyżuru w konfesjonale w razie gorszej formy, o tyle chciałbym poddać pod rozwagę zwrócenie szczególnej uwagi na odpowiednie przygotowanie się do spowiadania. Z jednej strony, jest to bardzo trudna kwestia nieprzerzucania gorszego nastroju na penitentów, z drugiej zaś – przygotowania merytorycznego. Nie odkryję Ameryki wskazując na to, że jednym z najtrudniejszych obszarów w spowiadaniu jest to, co dotyczy szóstego przykazania. Łatwiej jest unikać pokusy przeciw przykazaniom zabraniającym zabijania, kradzieży czy składania fałszywego świadectwa. Szóste przykazanie jest natomiast bardzo złożone. Jednym z przykładów jest tu powstrzymanie się w małżeństwie od miłości fizycznej w okresach płodnych, zwłaszcza w trudnych okolicznościach (np. trudna sytuacja materialna czy zagrożenie zdrowia w przypadku ciąży). Jest to zwyczajnie, po ludzku, trudne. To chyba jedyne przykazanie, w którym grzech tak bardzo może kojarzyć się z przyjemnością.

Co warto rozważyć, by dobrze spowiadać? Nie wspominam tu o osobistej modlitwie spowiednika, bo to oczywiste, pozwolę sobie jednak zasugerować wykorzystanie modlitwy Sługi Bożego, ks. Dolindo Ruotolo.

Ze strony spowiednika bardzo ważne jest uwzględnienie następujących kwestii:

  • patrząc na liczne wypowiedzi wiernych, kluczowa jest umiejętność wytłumaczenia „ludzkim” językiem zła antykoncepcji czy in vitro;
  • jeżeli zło tych grzechów jest nieoczywiste dla danej osoby, być może warto pomóc spowiadającemu się wzbudzić za nie żal, wskazując, że choć nie rozumiemy ich konsekwencji, to Bóg, który to rozumie wycierpiał straszne męki, aby nas uratować od skutków tych przewinień;
  • naprawdę warto zwrócić uwagę na swój nastrój i nastawienie przed spowiadaniem. Niestety wierny nie wie, że księdza w danym dniu spotkała tragedia, został okradziony, zirytowany do granic możliwości przez trudnych uczniów, przez biurokrację itp. Poirytowanie w głosie, głośne mówienie, przerywanie – nad takimi rzeczami naprawdę bardzo trudno jest wiernym przejść do porządku dziennego;
  • osobiście bardzo dobrze odbieram, nawet te mniej udane, próby odniesienia się do tego, co wyznałem, do moich konkretnych grzechów. Wyuczone formułki wyczuwa się na kilometr;
  • chyba najczęściej zapominanym warunkiem spowiedzi jest ten ostatni, zadośćuczynienie, czyli coś więcej niż odprawienie zadanej pokuty; warto o tym przypomnieć na koniec spowiedzi.

Na koniec poddam pod refleksję uwzględnienie w zakresie zadawanej pokuty, również pokuty  wobec bliźniego. Jeżeli zachowałem się źle wobec żony, dziecka, kolegi w pracy, etc., warto zaproponować jakiś konkretny sposób naprawy tego zła. Niekoniecznie zamiast modlitwy.

Prosty sposób na skokowy wzrost zaangażowania wiernych w życie parafii

Jak już pisałem, poza wspólnotami, księża mają dwa bezpośrednie punkty „styku” z wiernymi: kazanie i spowiedź. Jest jednak jeszcze jeden.

Z doświadczenia biznesowego mogę powiedzieć, że w sytuacji, gdy jest zbyt wiele osób, aby móc z każdym zbudować indywidualną relację, dobrym uzupełnieniem jest obecność w mediach społecznościowych. Chciałbym dowartościować ich możliwości w celu zaangażowania wiernych. To naprawdę bardzo ważny punkt w tym artykule. Nie jest to płaszczyzna komunikacji tylko w relacjach prywatnych, ze znajomymi. To bardzo dobre narzędzie biznesowe. Wiem to z pierwszej ręki, bo pozyskiwałem niemałe zlecenia poprzez media społecznościowe. Co więcej, może być to również dobre miejsce do budowania relacji z parafianami. Wielu z wiernych każdego dnia wchodzi na Facebook, niektórzy nie poprzestają na tym i regularnie odwiedzają Youtube czy Instagram, a może też mniej popularne Linkedin, Twitter, Vine, Reddit. Media społecznościowe, a w tym przypadku zwłaszcza Facebook, dają możliwość kontaktu z parafianami, również tymi spoza wspólnot, a może z nimi przede wszystkim – nawet każdego dnia! O ileż lepiej mogłyby wyglądać relacje z wiernymi, gdyby parafia (niekoniecznie księża indywidualnie) miała swój profil na Facebooku! To może być jedyna szansa dla części wiernych aby:

  • dowiedzieć się, o czym było dzisiejsze czytanie; warto wybrać jedno najważniejsze zdanie i dodatkowo zachęcić do przeczytania całości;
  • dowiedzieć się, co się dzieje w parafii. To naprawdę może być interesujące dla nas, świeckich, zwłaszcza jeśli doda się do tego zdjęcia; to bardzo dobre narzędzie do tego, by wierni po prostu polubili swoją parafię, do tego, by zbudować z nimi relację;
  • dowiedzieć się, na co będzie przeznaczona zbiórka po niedzielnej Mszy św.;
  • dowiedzieć się, jakie wydarzenia szykują się w parafii (rekolekcje, pielgrzymka, koncerty w kościele, spotkania etc.), ale także zorientować się jakie wspólnoty działają przy parafii;
  • dowiedzieć się, że duszpasterz potrzebuje modlitwy i o nią prosi, ale też, aby ksiądz poprosił internautów o modlitwę za parafianina w trudnej sytuacji. To znakomite narzędzie do zbudowania trwałych relacji, pokazania „ludzkiej twarzy” i uświadomienia znaczenia modlitwy za kapłanów, czy wreszcie pokazania, że kapłanom leży na sercu dobro wiernych, skoro proszą publicznie o modlitwę za swojego parafianina, anonimowo ( „za Józefa”) lub wymieniając wiernych z imienia i nazwiska.

Korzyści mogą przekroczyć wszelkie wyobrażenie: zwiększa się odsetek parafian, do których dociera każdego dnia Słowo Boże, wzrasta ich zaangażowanie, zwiększa się frekwencja na rekolekcjach (gdy się o nich przypomni), czy na spotkaniach wspólnot, rośnie liczba modlitw w konkretnych intencjach. Wreszcie, jeżeli dana osoba polubi czy udostępni wpis opublikowany przez parafię, to zobaczą go inni, może również osoby z tej samej parafii, w tym być może ci, którzy nie chodzą na Msze św. Przy czym uczulam, by w prowadzenie profilu na Facebooku zaangażowani byli księża. Niekoniecznie tylko oni, ale by ich udział był istotny. Pamiętajmy, dla niektórych nawet kontakt poprzez, zdawałoby się, tak błahe narzędzie, jak Facebook, może być otwierającymi się już ostatni raz drzwiami płonącego samochodu…

Przypisy

[1] Por. http://mateusz.pl/czytania/2017/20170910.html podtytuł „Nauczyciel odpowiedzialności”
oraz http://mateusz.pl/czytania/2017/20170917.html podtytuł „Ciche dni”.

Bartosz Boniecki – przedsiębiorca i menedżer, pasjonat nowatorskich technologii w dziedzinie chemii, nowych materiałów, medycyny i informatyki. Prywatnie: mąż i ojciec.
E-mail: bartoszkboniecki@gmail.com

Udostępnij Tweet