Wykorzystanie rekwizytów w przepowiadaniu – ks. Henryk Sławiński

Współcześni głosiciele słowa Bożego spotykają się z wyzwaniem rzuconym im przez twórców kultury masowej, którzy roszczą sobie pretensje do „rządu dusz”. W związku z tym głosiciele słowa Bożego, konkurując z kulturą masową, oddziałującą wszechstronnie na odbiorców, próbują wykorzystywać w posłudze słowa również rekwizyty, multimedia, inscenizacje, tańce – słowem różnorodne metody aktywizujące dobrze znane kaznodziejom, którzy są jednocześnie katechetami. Jednakże metody aktywizujące i rekwizyty znane z dydaktyki szkolnej nie cieszą się takim samym uznaniem w dydaktyce homiletyki, która kładzie emfazę na moc słowa Bożego i jego przekaz w ludzkim słowie. Toteż ani w znanej amerykańskiej encyklopedii „Concise Encyclopedia of Preaching”[1], ani we włoskim słowniku „Dizionario di Omiletica”[2] nie znajdziemy haseł na temat wykorzystywania rekwizytów w przepowiadaniu słowa Bożego.

 

Wybitny przedstawiciel polskiej homiletyki posoborowej Gerard Siwek zauważa, że „zagrażająca zawsze głosicielom słowa Bożego pułapka koncentracji na sobie dziś zdaje się przyjmować postać zasady usprawiedliwianej przez kulturę masową, której duszą niejako jest poszukiwanie coraz to bardziej szokujących środków oddziaływania. Popularność tego rodzaju kultury masowej rodzi pragnienie dotrzymania jej kroku także na ambonie”[3]. Wspomniany homileta wyraża nawet zrozumienie dla tego pragnienia i uważa, że współzawodnictwo jest uzasadnione[4]. G. Siwek uważa jednak, że uczenie się od środków społecznego przekazu i kultury masowej ma granice wyznaczone przez specyfikę kościelnego przepowiadania. Przekroczenie tej granicy – granicy między atrakcyjnością niestosowną a atrakcyjnością pożądaną – następuje wówczas, gdy wykorzystywane atrakcje przesłaniają osobę głoszonego Chrystusa, zamiast ją uwydatniać[5]. W związku z tym Gerard Siwek konkluduje, że „należy demaskować wszelkie postmodernistyczne nurty w głoszeniu Ewangelii i zdecydowanie im się przeciwstawiać”[6].

Wykorzystywanie rekwizytów w przepowiadaniu ma, obok swoich przeciwników, także zdecydowanych zwolenników. Ci ostatni popierają wykorzystanie rekwizytów szczególnie w przepowiadaniu słowa Bożego do dzieci, wychodząc z założenia, że „w spotkaniu z dziećmi poprzez homilie i kazania konieczne jest wielopłaszczyznowe oddziaływanie, angażujące u odbiorców zmysł wzroku, słuchu, powonienia, dotyku, a nawet smaku”[7]. Zwolennicy wykorzystywania rekwizytów dążą do tego, by kazanie czy homilia stawały się doświadczeniem spotkania ze słowem Bożym w wielu wymiarach i przez rozmaite zmysły. Chcą, żeby słuchacze nie tylko usłyszeli słowo Boże, ale także zobaczyli je w symbolach.

W książce na temat praktyki przepowiadania słowa Bożego niemieccy homileci, Achim Härtner i Holger Eschmann, poświęcili kilka stron kwestii „przepowiadania wizualnego”, to jest głoszeniu słowa Bożego z wykorzystaniem różnorodnych symboli[8]. Podobnie, jak codzienne rozmowy międzyludzkie, również głoszenie słowa Bożego, począwszy od starotestamentalnych proroków, odwołuje się zarówno do słowa wypowiadanego prozą, jak i do symbolicznego języka oraz symbolicznych rekwizytów.

W poniższej refleksji podejmiemy próbę odpowiedzi na pytanie o możliwość, znaczenie i kontekst wykorzystywania rekwizytów w przepowiadaniu słowa Bożego. Najpierw wykażemy, że stosowanie rekwizytów nie jest czymś całkiem nowym, ponieważ prekursorami pod tym względem byli prorocy Izraela. Następnie przytoczymy kilka przykładów z historii, wykorzystywania rekwizytów w posłudze słowa, a po tym omówimy współczesny boom na przepowiadanie z rekwizytami. W dalszej części zaś omówimy walory i mankamenty stosowania rekwizytów w przepowiadaniu z uwzględnieniem kontekstu. Całość zakończymy wnioskami pastoralnymi.

  1. Znaczenie terminu „rekwizyt”

Rekwizyty to użyte przez kaznodzieję martwe przedmioty, wykorzystywane po to, by za pomocą analogii zilustrować i przybliżyć wiernym jakąś prawdę zbawczą bądź też wskazać na pożądane postawy moralne: wady, które należy poprawić, i zalety, które należy pielęgnować. Jako rekwizyty wykorzystywane są różnorodne przedmioty, na przykład takie, jak szata, sznurek, klej, karton, lalka, maskotka, manekin, drabina, a nawet rower. Do rekwizytów nie można zaliczyć innych osób asystujących kaznodziei w milczeniu ani animowanych przedmiotów, które wówczas spełniają rolę teatralnych pacynek, różniących się od lalek tym, że są ożywiane przez człowieka. Kaznodzieja wciela się wówczas w rolę aktora, który wykorzystuje animację – nadawanie lalkom właściwości istot żywych albo wprowadza personifikację – nadawanie lalkom cech osób ludzkich, z którymi można prowadzić dialog.

Pojęcie „rekwizyt” nie jest zaczerpnięte z nomenklatury liturgicznej. Nie znajdziemy go w „Leksykonie liturgii” Bogusława Nadolskiego[9] ani w wydawanej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim „Encyklopedii Katolickiej”[10]. Nie występuje ono nawet w Dyrektorium o Mszach św. z udziałem dzieci Pueros baptizatos. Jest tam mowa jedynie o elementach wizualnych, do których zaliczono paramenty liturgiczne związane z obrzędami oraz inne niesprecyzowane elementy, a także obrazy przygotowane przez same dzieci w celu zilustrowania homilii bądź inspirowania modlitwy[11]. Niemieccy homileci, Achim Härtner i Holger Eschmann wyliczają rekwizyty jako jedną z czterech klas symboli – „nosicieli znaczeń” (niem. Bedeutungsträgern) – które są spotykane w Biblii i w codziennej rzeczywistości i dadzą się wykorzystać w przepowiadaniu słowa Bożego. Są to:

– symbole słowne: teksty, opowiadania, modlitwy, fragmenty literatury światowej;
– symbole obrazowe: przeźrocza i filmy wyświetlane na ekranie;
– przenośne rekwizyty: waga, bochen chleba, płyta CD, drabina i tym podobne;
– działania i czynności: procesje, tańce, namaszczenia, kreślenie znaku krzyża[12].

Tak więc wśród różnych symboli wykorzystywanych w posłudze słowa Bożego wymienione zostały rekwizyty. Ich zwolennikiem i znanym w Polsce propagatorem po II Soborze Watykańskim był urodzony w Głubczycach niemiecki pastoralista, prof. dr Wolfgang Nastainczyk (1932-)[13]. Głosił on i promował homilie z wykorzystaniem znaków i symboli (niem. Zeichenpredigten), notek z gazet (niem. Nachrichtenpredigten), a także obrazów do zilustrowania treści homilii (niem. Bildpredigten)[14].

  1. Tradycja przepowiadania z wykorzystaniem rekwizytów

Zwolennicy wykorzystywania rekwizytów w posłudze słowa mają się do czego odwołać, albowiem starotestamentalni prorocy przekazywali słowo Boże nie tylko przy pomocy słów, ale także przy pomocy symbolicznych zachowań i rekwizytów. Wyrazistym przykładem jest zachowanie proroka Jeremiasza, który otrzymał od Boga polecenie, by nałożył sobie na szyję więzy i jarzmo, aby w ten sposób przekazać królowi judzkiemu, Sedecjaszowi, wolę Bożą, według której naród wybrany miał być wyprowadzony do Babilonu[15]. Rekwizytem i symbolicznym działaniem posłużył się także prorok Ezechiel, aby zobrazować los Izraela skazanego na deportację do Babilonu[16]. Bardzo wymowny był los proroka Ozeasza. Nie posługiwał się on żadnym rekwizytem, ale jego życie stało się symbolem – posłużyło do wyrażenia Bożego orędzia[17]. Używane przez proroków rekwizyty i symboliczne zachowanie służyły dobitniejszemu wyrażeniu Bożej woli, Bożego słowa.

Dla narodu wybranego ważne było przede wszystkim słuchanie. „Najistotniejsze jest to, co słyszysz. Bóg jest Bogiem niewidzialnym, nie możesz Go zobaczyć. Boga nikt nigdy nie widział. Jeśli się objawia, czyni to przez słowo, które przekazuje”[18]. Antropologia Izraela nie odrzucała jednak „aspektu widzenia w procesie słyszenia”[19]. Widzenie nabierało na znaczeniu szczególnie po zetknięciu kultury hebrajskiej z kulturą helleńską, w której wyeksponowano zmysł wzroku: dzięki niemu można było zobaczyć piękną architekturę, rzeźby, malarstwo oraz sztuki teatralne. „W teatrze nie jest najistotniejsze tylko to, co słyszysz. Podstawowe jest to, co widzisz: ruch, gest, mimika, maska […]. To właśnie fascynacja zmysłem wzroku, uznanie go za najistotniejszy po śród zmysłów sprawiło, że w Grecji zaistniała taka wspaniała architektura, rzeźba, malarstwo i tak rozwinął się teatr […]. W helleńskim nurcie mentalnościowym zrodziło się także pragnienie oglądania Boga – pragnienie w swym ostatecznym wymiarze jednoznacznie mistyczne”[20]. Żydowski filozof, Filon Aleksandryjski (ok. 10 przed Chr. – ok. 40 po Chr.), łącząc elementy semickie z hellenistycznymi, uzasadniał w swych filozoficznych interpretacjach Biblii, że słuchanie jest ściśle związane z widzeniem (oglądaniem). Rabinistyczna teologia faryzeuszów eksponowała bardziej motyw słuchania Prawa, a biblijna apokaliptyka – bardziej motyw widzenia. W procesie słuchania słowa Bożego wyłonił się więc „model audiowizualny”[21]. Jego szczytem, apogeum było pojawienie się Słowa Bożego w widzialnym ciele, gdy „Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami” (J 1,14).

Pan Jezus głosił słowo, a było to słowo z mocą: „A wszyscy się zdumieli, tak że jeden drugiego pytał: Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą. Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są Mu posłuszne” (Mk 1,27; por. Mt 12,28). Bywało jednak i tak, że Pan Jezus posłużył się w swoim przepowiadaniu monetą podatkową – denarem (por. Mt 22,19); śliną (por. Mk 7,33; 8,23), stągwiami kamiennymi (J 2,6), śliną i błotem (J 9, 6), nie wspominając już o chlebie i winie, które stanowiły centralne symbole Jego nauczania. Obok specyficznych rekwizytów Pan Jezus wykorzystywał również symboliczne gesty, jak umywanie nóg uczniom[22]. Godne uwagi jest jednak to, że do synagogi nie udawał się z żadnymi rekwizytami. Nie mamy też żadnych przekazów o tym, by św. Paweł czy inni apostołowie używali jakichkolwiek rekwizytów w swoim przepowiadaniu słowa Bożego.

Wiernymi kontynuatorami głosicieli słowa Bożego – starotestamentalnych proroków, Pana Jezusa i posłanych przez Niego apostołów – byli średniowieczni kaznodzieje wędrowni i ich spadkobiercy – renesansowi i barokowi misjonarze[23]. Stosowali oni zasadę prostoty przemawiania, w której chodziło o wspieranie słów obrazem, o uplastycznienie słów w taki sposób, by mogli je zrozumieć nawet analfabeci[24]. Gerard Siwek zauważa, że „pomysłowość misjonarzy w tym względzie jest zadziwiająca, a ogrom inicjatyw – trudny do ogarnięcia”. Wystarczy przytoczyć, jedynie dla egzemplifikacji, niektóre przejawy pomysłowości kaznodziejów. Budzącym sensację rekwizytem, którym posługiwał się na przykład francuski zakonnik, misjonarz i męczennik św. Franciszek Regis Klet (1748–1820) były listy zza grobu napisane przez osobę potępioną i przez osobę zbawioną. Kaznodzieja odczytywał je podczas niektórych swoich kazań, przeplatając lekturę dialogiem ze słuchaczami i śpiewem dobranych pieśni[25].

Innym ulubionym rekwizytem wielu kaznodziejów, m.in. św. Jana Kapistrana (1386–1456), była trzymana w ręku trupia czaszka. Rekwizytem tym posługiwał się chętnie także Honorat z Cannes, z tym, że przemawiając do prostego ludu, przynosił on na ambonę paczkę, w której ukryta była owa trupia czaszka. W odpowiednim momencie kazania odsłaniał ją i przyozdabiał stosownym nakryciem głowy charakteryzującym bądź to urzędnika, bądź to próżne damy, albo też prawnika, doktora czy nawet biskupa. W tym ostatnim przypadku rekwizytem, obok czaszki, była mitra. Kaznodzieja przypominał, że śmierć i sąd nie omija nikogo. Posługiwanie się trupią czaszką jako rekwizytem przetrwało w niektórych krajach europejskich aż do połowy XIX wieku[26]. Niekiedy trupia czaszka przestawała być jedynie martwym rekwizytem w ręku kaznodziei, a zyskiwała charakter lalki. Działo się to wówczas, gdy mówca ożywiał czaszkę, czyniąc ją jakby teatralną lalką, z którą prowadził dramatyczny dialog na temat rzeczy ostatecznych[27].

Trzeba pamiętać, że kazania w owym czasie nie były integralną częścią Mszy Świętej. Ponadto były one głoszone często poza kościołami. W takim kontekście głosił kazania najsławniejszy, obok św. Bernardyna ze Sieny i Girolamo Savonaroli, misjonarz Włoch, jezuita, Paweł Segneri (1624–1694). Głosząc kazania poza kościołem, używał on takich rekwizytów jak trupia czaszka, sznur, łańcuch zawieszony na szyi, lustro, cierniowa korona. Podobnymi rekwizytami posługiwał się franciszkanin, patron misji ludowych, św. Leonard z Porto Maurizio (1676–1751). Z kolei założyciel redemptorystów, św. Alfons Maria Liguori (1696–1787), choć sam dystansował się wobec głoszenia słowa Bożego z pomocą teatralnych rekwizytów, posługiwał się namalowanym przez siebie obrazem w celu uplastycznienia kazania o piekle[28].

Warto zauważyć, że owo kaznodziejstwo teatralne nie było entuzjastycznie przyjmowane przez wszystkich. Przyjmowało się ono łatwiej na południu niż na północy Europy. Sami jezuici krytykowali teatralne misje segneriańskie, uważając je za odstępstwo od tradycyjnego sposobu przepowiadania praktykowanego przez członków Towarzystwa Jezusowego[29]. Niemniej wykorzystywanie rekwizytów w przepowiadaniu albo jako trik służący do przyciągnięcia ludzi nie zaniknęło, a we współczesnych czasach, naznaczonych dynamicznym rozwojem multimediów i technologii cyfrowej, upowszechniło się nie tylko w kaznodziejstwie pozaliturgicznym, ale również podczas liturgii eucharystycznej. Gerard Siwek zauważa wręcz, że „sytuacja do tego stopnia przybiera na sile, że zaczyna się wprost mówić o «performatywnym zwrocie w homiletyce», która stara się opisywać przepowiadanie jako zjawisko sceniczne, mające teatralny charakter”[30]. Kwestii tej – „SchriftInszenierungen. Die Heilige Schrift in der Predigt“ – było poświęcone spotkanie homiletów języka niemieckiego zrzeszonych w „Arbeitsgemeinschaft für Homiletik” w bawarskim Passau w dniach 29 września – 2 października 2014 roku.

  1. Współczesny rozkwit przepowiadania z wykorzystaniem rekwizytu

W tradycji katolickiej wykorzystywanie rekwizytów w posłudze słowa było i jest stosowane w praktyce przepowiadania i omawiane w teorii, czyli w homiletyce. Natomiast homiletyka protestancka – skoncentrowana na mocy słowa – była przez długi czas „homiletyką bez symboli” (niem. Homiletik ohne Symbole). Jednakże w ostatnim kwartale XX w. również w kręgach protestanckich zwrócono uwagę na rolę symboli i rekwizytów w nauczaniu homiletyki i praktyce na ambonie. Impulsu do zainteresowania rekwizytami dostarczał Hubertus Halbfas po stronie katolickiej, a Peter Biehl po stronie ewangelickiej. Ważnego bodźca do zainteresowania omawianą problematyką dostarczyła także ważna publikacja W. Jetterapt. „Symbol und Ritual” (Göttingen 1978)[31]. Zdaniem Achima Härtnera i Holgera Eschmanna[32], za wykorzystywaniem rekwizytów w posłudze słowa, obok względów pedagogicznych, które wyłoniły się wskutek przeobrażeń społecznych, znaleziono również argumenty teologiczne[33]. Homileci uwzględnili bowiem fakt, że przekaz Ewangelii może przybierać różne formy. Mówienie o Bogu jest zawsze wypowiadaniem Niewypowiedzianego, przedstawianiem Niewyrażalnego. Nie można tego dokonać inaczej niż za pomocą języka obrazowego i symboli. Jeśli w ogóle chcemy wypowiadać się na temat Boga, nie obejdziemy się bez symboli. Język symboli jest ponadto językiem ojczystym wiary (niem. Muttersprache des Glaubens)[34]. Paul Tillich wyjaśniał, że symbole religijne nie potrzebują uzasadnienia, gdy chodzi o ich sens. Ich sens leży dokładnie w tym, że są językiem religii, jedynym językiem, za pomocą którego religie mogą znaleźć swój bezpośredni wyraz. O religiach można mówić przy pomocy sformułowań filozoficznych i teologicznych. Można też poszukiwać wyrazu treści religijnych przy pomocy sztuki. Ale religijność może być wyrażona tylko za pomocą symboli albo mitów, które są kompleksowym zbiorem symboli[35].

Niektórzy homileci, biorąc pod uwagę rozwój środków audiowizualnych i prezentacji multimedialnych, twierdzą wręcz, że należy zrewidować tradycyjne podejście do wizualnych aspektów przepowiadania i ubogacić homiletykę o refleksję nad multimedialnym wzmocnieniem przepowiadania[36]. W trakcie dorocznego spotkania homiletów amerykańskich (The Academy of Homiletics) w Williamsburgu w Virginii w 2005 r. redaktor czasopisma Preaching, dr Michael Duduit, poświęcił swoje wystąpienie wizualnym ilustracjom w przepowiadaniu[37]. Biorąc pod uwagę ogromną ilość czasu, jaką współcześni słuchacze słowa Bożego spędzają przed ekranami telewizorów i komputerów, stwierdził, że minuty w kościele spędzone na słuchaniu homilii lub kazania należą do chwil wytwarzających najmniejszą ilość adrenaliny, czyli – bez eufemizmu – do chwil najbardziej nudnych[38]. W związku z tym proponuje, by do współczesnego pokolenia, rozbudzonego przez bodźce wizualne, docierać przy zastosowaniu różnych metod. Podkreśla przy tym rolę przykładu, który może być opowiedziany, ale też – jego zdaniem – może być zaprezentowany z pomocą zewnętrznych obrazów i rekwizytów. Ich wykorzystanie miałoby służyć lepszemu komunikowaniu ze słuchaczami, utrwaleniu przesłania w pamięci odbiorców oraz poruszeniu ich zmysłów[39].

Zdaniem protestanckiego kaznodziei, Eda Younga, wykorzystywanie rozmaitych, zróżnicowanych rekwizytów ma służyć utrzymaniu zainteresowaniu odbiorców i wytrąceniu ich z utartych schematów. Jego zdaniem potrzebna jest ciągła zmiana i nieustanne urozmaicenia – kreatywność w czasie nabożeństw i kazań: Im większa przewidywalność, tym słabsza komunikacja kaznodziei ze zgromadzeniem[40].

Założona przez Eda Younga w 1990 roku wspólnota licząca 150 członków rozrosła się w ciągu piętnastu lat wielokrotnie tak, że zrzesza 18 tysięcy członków. Ów mistrz rekwizytów, mówiąc o rozwoju życia rodzinnego, przyniósł na scenę kołyskę, a później wózek dziecięcy. Innym razem, mówiąc na temat komunikacji międzyludzkiej, wyposażył przestrzeń nabożeństwa w stół otoczony krzesłami. Najczęściej stosowane przez niego rekwizyty są bardzo proste. Zdarzają się jednak bardzo ekstrawaganckie, jak na przykład autentyczny czołg, sprowadzony na kazanie dotyczące walki duchowej[41]. Inny kaznodzieja, podejmując temat pustyni, przywiózł do kościoła tony piasku i ustawił kaktusy. Innym razem podejmując temat głodu duchowego, porozkładał wokół pomieszczenia świeżo upieczone chleby, ciastka i pizze. Podobne megarekwizyty w postaci piasku pustyni, palm, rusztowań budowlanych stosowane były podczas nabożeństw dla młodzieży w katolickiej diecezji Essen w Niemczech, „Die Oberhausener Jugendkirche «Tabgha»”[42].

Według Michaela Duduita wykorzystanie rekwizytów przykuwa wzrok i służy wzmocnieniu słów i twierdzeń wypowiadanych w kazaniu. W celu wzmocnienia oddziaływania wykorzystywany rekwizyt nie musi pozostawać jedynie w dyspozycji kaznodziei, ale może być rozdany adresatom homilii. Na przykład: jeden z kaznodziejów dał tysiące kawałków plasteliny uczestnikom nabożeństwa, aby trzymali je w ręku, kiedy on w czasie kazania mówił o tym, że wszyscy są stworzeniem Bożym[43].

  1. Praktyka w Polsce

Kaznodziejstwo w Polsce nie jest wyjątkiem. Mamy w nim wiele przykładów poszukiwania nowych form przekazu słowa Bożego w homiliach, zwłaszcza gdy ich adresatami są dzieci. Niektórzy autorzy bardzo świadomie sięgają po rekwizyty i uzasadniają rację, dla których to czynią. Wśród znanych w Polsce promotorów przepowiadania słowa Bożego z wykorzystaniem rekwizytów wymienić trzeba najpierw bpa Antoniego Długosza, który wraz z księdzem Romanem Ceglarkiem opublikował kilka tomów homilii dla dzieci opracowanych metodami aktywizującymi z wykorzystaniem rekwizytów[44].

Innym, godnym uwagi promotorem homilii z wykorzystaniem rekwizytów, jest o. Waldemar Polczyk, OFM[45]. We wprowadzeniu do bardzo zwięzłych, opublikowanych homilii do dzieci z wykorzystaniem rekwizytów napisał on, że zamysłem, jaki przyświecał mu przy kompozycji tekstów homilii, było to, aby „umiejscowić Dobra Nowinę w świecie dziecięcych myśli i pojęć”[46]. Na uwagę zasługują również „Scenariusze homilii na Msze Święte z udziałem dzieci z zastosowaniem metod aktywizujących”, przygotowane przez jezuitę, księdza Włodzimierza Mocydlarza. W metodycznym wprowadzeniu do zbioru scenariuszy homilii autor uzasadniał, że „w większości z zaprezentowanych homilii zastosowano metody aktywizujące z użyciem rekwizytów lub metodę dramy, a wyjątkowo tylko metodę podającą. Przy użyciu tej ostatniej chodziło o efekt zaskoczenia, żeby dana homilia odbiegała od tego, do czego dzieci się przyzwyczaiły, tzn. do użycia rekwizytów. W ten sposób spełnia ona swoją rolę, przygotowując dzieci do udziału we Mszy świętej dla dorosłych”[47]. Tak więc homilia bez rekwizytów potraktowana została w celu wywołania efektu zaskoczenia, a za zwyczajny sposób głoszenia do dzieci – przynajmniej w prezentowanym zbiorze – uznane zostały scenariusze homilii z rekwizytami. Nieco dalej autor słusznie dopowiedział, że „tak zwane rekwizyty to jednak nie wszystko. One są tylko pomocą dydaktyczną, należą do środków, stanowią swego rodzaju medium pomiędzy prowadzącym a dziećmi. Nie mogą one nadmiernie skupiać uwagi dziecka, tzn. nie mogą go absorbować do tego stopnia, by przypadkiem zupełnie nie wyłączyły jego czujności, by nie odciągnęły go od głównego tematu słowa Bożego, np. Ewangelii dnia”[48].

Jeszcze inny promotor homilii z rekwizytami, pastoralista, ks. Andrzej Ziółkowski CM, wyjaśnia przyświecający mu intencję tworzenia krótkich homilii z jasno określonym i łatwym do osiągnięcia celem i sugeruje, że rekwizyty zastępują nadmiar niepotrzebnych wyjaśnień[49]. Sam autor proponuje faktycznie bardzo proste rekwizyty, jak na przykład sandały, zabawkowego wielbłąda i dużą igłę, monstrancję, sieci i rybki z papieru.

Analiza metodycznych wypowiedzi promotorów homilii z wykorzystaniem rekwizytów pozwala wymienić następujące cele ich działalności: osadzenie Dobrej Nowiny w świecie dziecięcej mentalności (o. Polczyk); zainteresowanie dzieci oryginalną formą przekazu (bp Długosz, ks. Ceglarek); wykorzystanie medium między prowadzącym a dziećmi dla przybliżenia głównego tematu słowa Bożego (ks. Mocydlarz); zobrazowanie tego, o czym jest mowa w homilii: rekwizyt substytutem słowa (ks. Ziółkowski).

Warto jeszcze wspomnieć, że Wydawnictwo Jedność z Kielc przyczyniło się do przetłumaczenia i ogromnego spopularyzowania homilii Willi Hoffsümmera, znanego popularyzatora przepowiadania z rekwizytami[50]. Wszystkie wspomniane publikowane propozycje inspirują kaznodziejów w poszczególnych parafiach i zachęcają do własnej twórczości[51].

  1. Walory wykorzystywania rekwizytów

Promotorom posługi słowa z wykorzystaniem rekwizytów przyświeca prawda zawarta w soborowej konstytucji Dei Verbum o tym, że Bóg przemawia do ludzi w taki sposób, by być zrozumianym; dostosowuje się do ludzkiej percepcji. Odwieczna Mądrość zniża się „«byśmy uczyli się o niewysłowionej dobroci Boga i o tym, jak bardzo dostosował się On w mowie, okazując przezorność i troskliwość względem naszej natury». Bo słowa Boże, językami ludzkimi wyrażone, upodobniły się do mowy ludzkiej, jak niegdyś Słowo Ojca Przedwiecznego, przyjąwszy słabe ciało ludzkie, upodobniło się do ludzi” (KO 13).

Celem wykorzystywania różnych rekwizytów w przepowiadaniu słowa Bożego jest dążenie do tego, żeby przybliżyć zbawczą prawdę ludziom i unaocznić jej związek z ich życiem. To zaś ma być pierwszym krokiem do nawrócenia, do zmiany życia. Prawidłowe wykorzystywanie rekwizytów w celu zilustrowania biblijnego orędzia nie sprowadza się jedynie do angażującego i rozrywkowego przekazu informacji. Chodzi w nim o coś więcej, a mianowicie o wytworzenie wspólnoty wśród przedstawicieli społeczeństwa, które, głównie za sprawą Internetu, przywykło do interakcji[52].

Niewątpliwie wykorzystywanie rekwizytów jest atrakcyjne i stanowi dowód kreatywności kaznodziei. Domaga się przemyślenia na etapie przygotowania oraz dużej koncentracji w momencie wygłaszania homilii. Sensownie dobrany rekwizyt sprzyja skupienia uwagi głosiciela i słuchaczy na jednym temacie. Dziecko, szczególnie w bardzo młodym wieku, nie jest zdolne do utrzymania skupienia i uwagi przez dłuższy czas, więc dobrze dobrany rekwizyt może być pod tym względem pomocny. Słusznie twierdzi ks. Mocydlarz, że „rekwizyty mają na celu zainteresować, zająć percepcję dziecka, zadziałać na zmysły, pobudzić wyobraźnię, by natychmiast przenieść jego uwagę na główny temat dnia, istotę Słowa Bożego”[53]. Wykorzystywanie rekwizytów ma walor pedagogiczny. Z pewnością przyczynia się do większej aktywizacji uczniów, czemu sprzyja „wszelkie działania zmierzające do realizacji zadań procesu dydaktyczno-wychowawczego, z uwzględnieniem czynnego, świadomego i aktywnego udziału uczniów”[54].

  1. Przestrogi

Obok niewątpliwych walorów wykorzystywanie rekwizytów niesie ze sobą rozmaite zagrożenia. Zdaniem amerykańskiego profesora komunikacji międzyludzkiej z Calvin College w Grand Rapids, Quentina Schultze’a, żyjemy w kulturze, która nie rozumie obrazów. Mamy wprawdzie do czynienia ze społeczeństwem bombardowanym licznymi obrazami, ale jednocześnie nie do końca świadomym, jaki jest sens i sposób ich komunikacji[55]. Zarówno przykłady werbalne, jak i obiekty wizualne, w tym także rekwizyty można wykorzystywać do manipulowania zachowaniami odbiorców. One wywierają silny wpływ na emocje odbiorców. Tam zaś, gdzie jest silne oddziaływanie na emocje odbiorców, tam też ujawniają się aktorzy, showmani, a tam, gdzie są showmani, tam też pojawiają się szarlatani. Przestroga ta nie powinna zniechęcać do wykorzystywania rekwizytów w przepowiadaniu, ale jedynie skłonić do roztropnego korzystania oraz do poczynienia selekcji w doborze materiałów, aby uniknąć szokowania odbiorców i manipulowania ich emocjami[56].

Kolejna przestroga dotyczy okoliczności głoszenia słowa Bożego. Fascynacja rekwizytami nie powinna przesłonić wrażliwości na kontekst głoszenia. Może bowiem tak się zdarzyć, że jakaś sytuacja nie jest najdogodniejszym momentem do wykorzystania takich obiektów. W danej sytuacji mogą one nie być odpowiednie. Przykładem braku estetycznego smaku i wrażliwości na kontekst jest homilia ślubna głoszona podczas Mszy św. przez księdza, trzymającego w dłoni kamień z górskiego potoku i wyjaśniającego jego symbolikę.

Nie można pozwolić, by rekwizyty i wynalazki technologiczne rządziły nabożeństwem. Powinno być dokładnie odwrotnie. To rekwizyty mają być wykorzystywane w taki sposób, aby ułatwiać komunikację ze słuchaczami i wzmacniać liturgiczne przeżycie[57].

Prawdą jest, jak twierdzi ksiądz Mocydlarz, że dziecko, tym bardziej małe, „nie jest w stanie skupić swej uwagi na dłuższy czas tak jak osoba dorosła (chociażby 5–20 min)”[58]. Ale nieporozumieniem byłoby głoszenie do dzieci zbyt długich homilii, dłuższych niż do dorosłych. Sekretarz XII synodu biskupów poświęconego słowu Bożemu, Nikola Eterović, sugerował, by homilia nie przekraczała ośmiu minut[59]. Przy odpowiedniej komunikacji, a zwłaszcza dzięki interesującemu opowiadaniu, również dzieci potrafią zachować skupienie, nawet bez rekwizytów i znanych z katechezy metod aktywizujących.

Nie można lekceważyć inteligencji dzieci ani podsycać w nich jedynie gotowości do ludycznych przeżyć. Rozrywka oferowana podczas Mszy Świętej zawsze przegra z zabawą w szkole czy wśród rówieśników. Dzieci nie muszą być „zabawiane na śmierć”. Są one w stanie zrozumieć wiele i są gotowe do wyrzeczeń i poświęceń, czego przykład dostarczyły błogosławione dzieci z Fatimy, Franciszek i Hiacynta, Laura Vicuna, Dominik Savio czy kandydatka na ołtarze, Antonietta Meo, znana w Rzymie jako Nanolina.

Wnioski pastoralne

a) Pamiętać o odrębnościach charakteryzujących różne typy przepowiadania słowa Bożego

Omawiając kwestię wykorzystywania rekwizytów w posłudze słowa, trzeba pamiętać o zasadniczym rozróżnieniu między typami tej posługi. I tak na przykład wykorzystywanie rekwizytów w pierwszym głoszeniu, czyli w ewangelizacji albo też w głoszeniu, które służy pogłębieniu wiary przez usystematyzowany wykład prawd wiary i zasad postępowania moralnego, czyli w katechezie – nie budzi zastrzeżeń. Co więcej, w dydaktyce katechetycznej zalecane jest stosowanie różnych rekwizytów i metod aktywizujących, takich jak na przykład: burza mózgów, dyskusja panelowa, studium przypadku, drama, pantomima, drzewo decyzyjne – plansza z zaletami i wadami różnych wariantów rozwiązania problemu, portfolio – teczka z zebranym, wyselekcjonowanym i zhierarchizowanym materiałem na wybrany temat. Wszystkie te zabiegi dydaktyczne służą rozbudzaniu w uczniach zainteresowania podejmowanymi zagadnieniami, uczeniu rozwiązywania problemów, a przy tym rozwijają analityczne i krytyczne myślenie. Ponadto charakteryzują się one znaczną siłą stymulowania aktywności tak uczniów, jak i nauczycieli oraz atrakcyjnością. Wyrabiają umiejętność dyskutowania i współdziałania. Można więc je stosować tam, gdzie dominuje element dydaktyczny. Inaczej natomiast należy potraktować głoszenie stanowiące integralną część liturgii, czyli homilię. W niej chodzi nie tylko o dydaktykę, ale o celebrowanie, o uświęcające i kultyczne spotkanie z Chrystusem w Kościele. Homilia jest szczytem przepowiadania, podobnie jak szczytem całej działalności Kościoła jest liturgia, a zwłaszcza celebracja eucharystyczna. Do homilii odnoszą się zasady dotyczące całej liturgii, a więc również i to, że „nikomu innemu, chociażby nawet był kapłanem, nie wolno na własną rękę niczego dodawać, ujmować lub zmieniać w liturgii” (KL 22,3).

Homilia należy do najbardziej kreatywnych momentów liturgii i jest kluczem do nadawania specyfiki każdej celebracji. Jest ona częścią liturgii wypowiadaną przy pomocy słów, które celebrans, może – w odróżnieniu do większości stałych i zmiennych części Mszy Świętej – swobodnie dobierać. Nie jest ograniczony zapisanym tekstem. Warto pamiętać, że właśnie m.in. ze względu na możliwość tak wielkiej kreatywności podczas homilii była ona traktowana do II Soboru Watykańskiego jako element nienależący do liturgii, jako przerywnik w obwarowanych rubrykami obrzędach liturgicznych[60]. To, że ojcowie ostatniego soboru przywrócili homilię jako integralną część liturgii, domaga się poszanowania jej natury przez głosicieli homilii. Powinna więc być ona traktowana jako akt liturgiczny, chrystocentryczny, inkulturowany, pozostający w służbie aktualizacji słowa Bożego. Kreatywność nie może być usprawiedliwieniem dla deprecjonowania jakiejkolwiek z istotnych cech homilii. Dążenie do ciągłego uatrakcyjniania liturgii i modyfikowania obrzędów prowadzi do zaspokajania religijno-estetycznych doznań jej uczestników, a koncentracja na tych doznaniach odrywa liturgię od jej chrystocentrycznego fundamentu i czyni ją pustą[61].

 b) Pamiętać o istocie liturgii, której integralną częścią jest homilia

Wykorzystywanie rekwizytów wytwarza już w wymiarze horyzontalnym trójkąt relacji, niczym w teatrze: kaznodzieja przyjmuje rolę aktora, posługuje się ożywionym tworem bądź martwym rekwizytem i zwraca się do uczestników liturgii, którym narzucana jest rola widzów. Samo kazanie zaś staje się swego rodzaju spektaklem religijnym. Oczywiście, że może ono zainspirować do wzniosłych przeżyć religijnych. Czy jest to jednak słowo ludzkie w służbie słowa Bożego? Czy można w takim przepowiadaniu rozpoznać właściwości homilii, która jest integralną częścią liturgii, a jako taka jest świętym działaniem, przez które Chrystusa uświęca ludzi i wraz ze swoim mistycznym Ciałem – Kościołem składa Bogu Ojcu w Duchu Świętym najwyższy kult publiczny? Jeśli jakiś rekwizyt nie spełnia służebnej roli wobec celebrowanego misterium i nie sprzyja skupieniu uczestników liturgii, a raczej służy fetowaniu widowiska, to należy z niego zrezygnować. Liturgia jest bowiem przede wszystkim działaniem Bożym, nie ludzkim (por. KL 7). Liturgia sprawowana na ziemi przez znaki i symbole uchwytne zmysłami daje udział w liturgii niebiańskiej; umożliwia pregustację rzeczywistości nadprzyrodzonej[62]. Wierni, uczestnicząc w liturgii, odpowiadają na objawienie Boga i Jego zaproszenie do udziału w Jego wewnętrznym życiu[63].

Próby teatralizacji liturgii i uatrakcyjniania jej ujawniają brak wiary w moc słowa Bożego w słowie ludzkim. Ponadto utrudniają one mistagogię, zamilknięcie wobec doświadczalnej obecności Boga i liturgicznej teofanii. Jeśli na dodatek występ kaznodziei z rekwizytami nagradzany jest oklaskami, wówczas niełatwo jest przeżywać niewidzialny, nadprzyrodzony wymiar liturgii. Profesor liturgii na rzymskim uniwersytecie Regina Apostolorum, Edward McNamara, przypomniał, za „Duchem liturgii” Józefa Ratzingera, że kiedykolwiek w liturgii ludzka przedsiębiorczość i ludzki sukces nagradzane są oklaskami, to wyraźny znak, że istota liturgii została całkowicie zmarginalizowana, ustępując swego rodzaju religijnej rozrywce[64].

c) Unikać „iluministycznej pułapki”

Vittorio Messori przestrzega przed „iluministyczną pułapką”[65]. Osiemnastowieczny oświeceniowy iluminizm narodził się w opozycji do chrześcijaństwa i „tkwi u korzeni rewolucji francuskiej i wszelkich sekularystycznych i ateistycznych ideologii, które z niej wyrosły”[66]. Wśród priorytetów iluminizmu znajduje się upowszechnianie tego, co dla wszystkich zrozumiałe, czemu służyć miała m.in. „Wielka Encyklopedia Francuska” (1751–1789)[67]. Encyklopedyści uważali, że należy „rozproszyć Tajemnicę, bo tylko pod jej ochroną rozkrzewia się sacrum, czyli religia”. Rozproszeniu Tajemnicy służyć miało odrzucenie „ciemnego języka teologów” i wprowadzenie jasnego, zrozumiałego dla wszystkich języka nauk przyrodniczych, zajmujących się tym, co da się zobaczyć i zmierzyć[68]. Zdaniem Messoriego „liturgia kiedyś być może przechylona w stronę misteryjną, teraz z pewnością przechyliła się ku racjonalności. […] nadmiar iluminizmu musiał chyba przyświecać posoborowej reformie liturgii”[69]. Nadmiar iluminizmu, owa „iluministyczna pułapka”, typowa dla nowoczesnego zachodniego intelektualizmu przejawia się w dążeniu do „reifikacji” słowa Bożego, do przedstawienia Bożego orędzia za pomocą rekwizytów tak, jakby człowiek współczesny nie był w stanie doświadczyć potęgi Bożego słowa i nie był zdolny do konfrontacji z obecną w liturgii Tajemnicą.

Obok dążenia do zrozumiałości, musi pozostać miejsce dla mistagogii, wtajemniczenia w słowa oraz znaki i symbole liturgiczne. „Nie wszystko należy profanować językiem powszedniej banalności. Dialektyka wiary wymaga, aby obok tego, co powszednie, trwało to, co wieczne. Obok rozumu musi trwać Enigma, którą wyraża się innymi językami, nie gazetowymi i nie podręcznikowymi”[70].

d) Respektować integralne nauczanie Kościoła o naturze liturgii

Istnieją przepisy liturgiczne, które jedynie pośrednio dotyczą wykorzystywania rekwizytów podczas liturgii. Na znaczną kreatywność w liturgii pozwoliło Dyrektorium o Mszach św. z udziałem dzieci z 1 listopada 1973 r.[71] Zostało w nim zawarte pragnienie, „aby dzieci nie poczuły się jakby lekceważone z tego względu, że nie są jeszcze zdolne do uczestnictwa i zrozumienia tego, co się podczas obrzędów odbywa i głosi”[72]. Jednocześnie jednak stwierdzono w tym dokumencie, że „sprawowanie Eucharystii powinno prowadzić dzieci do Mszy z udziałem dorosłych, zwłaszcza do Mszy niedzielnych, na których gromadzi się obowiązkowo chrześcijańska wspólnota (por. KL 42; 106). Z tego względu, z wyjątkiem adaptacji niezbędnych z racji wieku, nie należy dążyć do obrzędów zupełnie odrębnych, które by zanadto różniły się od obrzędów mszalnych z udziałem ludu”[73]. Gdy Dyrektorium wspomina o ożywieniu uczestnictwa wiernych we Mszy Świętej, sugeruje, by czynić to przez odpowiedni komentarz, na przykład przed prefacją[74]. Zarazem jednak wspomniane dyrektorium przestrzega, że „czynności zewnętrzne pozostaną bezowocne, a nawet szkodliwe, jeżeli nie będą służyć wewnętrznemu przeżywaniu uczestnictwa przez dzieci”[75]. Wewnętrznemu zaś przeżywaniu sprzyja święte milczenie[76]. Tym, kto w pierwszym rzędzie ma zatroszczyć się o to, aby odprawiane obrzędy miały „charakter uroczysty, braterski i refleksyjny”[77], jest przewodniczący liturgii. On jest też odpowiedzialny za głoszenie homilii. Nie ma być showmanem, ale mistagogiem. Powoływanie się na fakt wykorzystywania rekwizytów przez proroków starotestamentalnych nie do końca jest adekwatne. Zachowanie współczesnych kaznodziejów może wprawdzie w swym zewnętrznym przejawie nawiązywać wyraźnie do symbolicznych działań proroków hebrajskich. Ewidentna różnica między tymi prorokami a współczesnymi sługami słowa polega na tym, że ci pierwsi, jak na przykład Jeremiasz czy Ezechiel, otrzymali od Pana Boga wyraźne polecenie, co mają czynić, by dobitnie wyrazić Bożą wolę wobec narodu wybranego, natomiast rekwizyty współczesnych heroldów są najczęściej ich bardziej lub mniej trafionym osobistym wymysłem.

Nie można przy tym zapominać, że prawdziwa owocność uczestnictwa w liturgii zależy od wiary, a nie tylko zewnętrznej aktywności. Instrukcja Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, Redemptionis Sacramentum z 2004 roku, przypomina, „że moc czynności liturgicznych nie zawiera się w często zmienianych obrzędach liturgicznych, lecz w słowie Boga i w sprawowanej tajemnicy, w które należy coraz głębiej wnikać”[78]. Ten sam dokument bardzo stanowczo stwierdza: „aby nie pozbawiać Eucharystii jej autentycznego znaczenia, należy za wszelką cenę unikać celebrowania Mszy Świętej jedynie w celu stworzenia okazałego widowiska, jak też nie nadawać jej stylu podobnego do innych ceremonii, zwłaszcza świeckich”[79].

Biskup Antoni Długosz uważa, że dyrektorium Pueros babtizatos stwarza przestrzeń dla ogromnej kreatywności kaznodziejskiej: „Tekst biblijny mogą odczytać dzieci z podziałem na role […]. Wydaje się, że nie będzie nadużywaniem przesłania Dyrektorium, gdy przygotuje się z dziećmi inscenizację biblijnego wydarzenia. Zaleca się, by homilia była oparta na dialogu […]. Mając na uwadze ważną rolę języka obrazu, można w homilii zaprezentować rekwizyty, obrazy, przeźrocza – jako nośniki przedkładanej treści”[80]. Jest to daleko idąca interpretacja, którą niełatwo pogodzić z innymi wskazaniami Stolicy Apostolskiej, bardziej aktualnymi niż powstałe w okresie posoborowej niepewności dyrektorium Pueros babtizatos. Biskup Antoni Długosz zachęca, by dzieci odczytywały teksty biblijne z podziałem na role, tymczasem Kongregacja Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów w „Nowym Ogólnym wprowadzeniu do Mszału rzymskiego” stwierdza jednoznacznie: „Nie wypada jednak, aby kilka osób dzieliło między siebie jedyny element celebracji, np. by dwóch lektorów wykonywało, jeden po drugim, to samo czytanie. Wyjątkiem jest opis Męki Pańskiej”[81]. Trzeba ponadto pamiętać o kilku innych, cytowanych wyżej, wskazaniach wspomnianej kongregacji.

Zasadniczy problem z wykorzystaniem rekwizytów w posłudze słowa Bożego sprowadza się nie tyle do rozstrzygnięcia, czy korzystać z nich, czy też nie, ale raczej do stwierdzenia, kiedy i jak z nich korzystać, przy założeniu, że nie są one wcale konieczne do wspierania posługi słowa, ale jeśli już są używane, to zawsze jako środek w przekazie zbawczego orędzia, a nie jako przedmiot skupiający uwagę na samym sobie.

Przypisy

  1. W.H. Willimon, R. Lisher, Louisville, KY 1995.
  2. M. Sodi, A.M. Triacca. Torino-Bergamo 1998.
  3. Siwek: Blaski i cienie współczesnego przepowiadania. Przewodnik dla kaznodziejów i homilistów. Kraków 2007, s. 177.
  4. „Aby móc coś zakomunikować współczesnemu człowiekowi, trzeba wcześniej pokonać coraz to większy szum informacyjny, a szansę taką posiadają jedynie komunikaty o wielkiej sile przebicia. Osiągania czy wzmacniania tejże siły przebicia można i trzeba uczyć się od mass mediów (nie wyłączając reklamy); istotne są takie kwestie, jak chociażby: oryginalność, świeżość stosowanych słów czy obrazów, odejście od banału, budzenie nadziei i radości, odwoływanie się do rzeczywistych ludzkich doświadczeń i potrzeb”. Tamże.
  5. Tamże, s. 177-178.
  6. Tamże, s. 178.
  7. Łysy: Liturgiczne i pozaliturgiczne przepowiadanie do dzieci w Kościele w Polsce po Soborze Watykańskim II. Teoria i praktyka. Opole 2011, s. 59.
  8. Punktem wyjścia do rozważań na ten temat Härtner i Eschmann uczynili fragment poetyckiego utworu Heinricha Heine (1797–1856): „Stała panna nad morzem, wzdychała głęboko z trwogą. Poruszył ją tak bardzo, zwyczajny zachód słońca. Ma panno! Trwaj niewzruszona, To jest pradawna sztuczka; Ono tu z przodu schodzi na dół, by z tyłu znowu powrócić” („Das Fräulein stand am Meere, und seufzte lang und bang, Es rührte sie so sehre, der Sonnenuntergang. Mein Fräulein! Sei’n sie munter, das ist ein altes Stück; Hier vorne geht sie unter, und kehrt von hinten zurück“). H. Heine, Sämtliche Werke: Hg. v. E. Elster. Bd. 1. Leipzig-Wien 1889, S. 229; cyt. za: A. Härtner, H. Eschmann: Predigen lernen. Ein Lehrbuch für die Praxis. Stuttgart 2001, s. 197. Ten fragment poezji został przytoczony celowo, ponieważ wyraźnie ukazuje różnicę między symbolicznym postrzeganiem świata a jego materialistyczną i prozaiczną interpretacją. Oba ujęcia są prawidłowe. Dziś już nawet małe dziecko wie, że planeta Ziemia krąży wokół Słońca, ale przecież ani ono, ani nikt inny nie powie: „Spójrz, jak pięknie obróciła się Ziemia”, ale raczej: „Spójrz, jaki piękny zachód Słońca”. A. Härtner, H. Eschmann: Predigen lernen, op. cit., s. 197.
  9. Poznań 2006.
  10. Encyklopedia Katolicka. T. 16. Red. E. Gigilewicz. Lublin 2012.
  11. „Sama liturgia Mszy zawiera wiele elementów wizualnych, którym trzeba przyznać duże znaczenie dla dzieci. Należy to powiedzieć na pierwszym miejscu o tych szczególnych elementach wizualnych, jakie związane są z rokiem liturgicznym, jak: adoracja krzyża, paschał, gromnice w święto Ofiarowania Pana Jezusa, rozmaitość kolorów i ozdób liturgicznych. Oprócz tych elementów wizualnych, związanych z samymi obrzędami i z miejscem Mszy św., można wprowadzić jeszcze inne, które pozwoliłyby dzieciom uchwycić wzrokiem wielkie dzieła Boże dokonane dzięki stworzeniu i odkupieniu, i które poprzez doznania wizualne wspomagają modlitwę. Liturgia nigdy nie może wyglądać jak rzecz sucha i należąca wyłącznie do sfery myśli. Z tej samej przyczyny może być również pożyteczne posługiwanie się obrazami przygotowanymi przez same dzieci dla zilustrowania homilii, dla obrazowego przedstawienia wezwań Modlitwy powszechnej, dla inspirowania modlitwy myślnej”. Święta Kongregacja Kultu Bożego, Dyrektorium o Mszach św. z udziałem dzieci: Pueros baptizatos (1.11.1973). AAS 66 (1974), s. 30-46; tekst polski: To czyńcie na moją pamiątkę. Eucharystia w dokumentach Kościoła. Opr. J. Miazek. Warszawa 1987, s. 230, nr 35-36 [odtąd skrót DMD].
  12. A. Härtner, H. Eschmann: Predigen lernen, op. cit., s. 204-205.
  13. Przed Soborem Watykańskim II W. Nastainczyk budował swoje homilie na kanwie modelu złożo-nego z trzech punktów: 1. Zgodność (Einstimmung); 2. Przesłanie (Botschaft); 3. Zakończenie (Schluß) – zob. np. W. Nastainczyk: In Freude vor Gott. Ein Jahreszyklus Kinderpredigten zur Eucharistifeier. München 19662. Drugie wydanie przedsoborowych kazań W. Nastainczyka zostało opublikowane już po II Soborze Watykańskim.
  14. Nastainczyk: Msze i kazania do dzieci w Republice Fedralnej Niemiec. CT 47 (1977), f. I, s. 207-208; tenże: Zeichenpredigten für Kinder und andere. München 1969; tenże: Nachrichten von gestern und heute. München 1972; tenże, Bildpredigten für Kinder und andere. München 1974; A. Lewek: Współczesna odnowa kaznodziejstwa. Zarys homiletyki ogólnej. Z. 2, Warszawa 1980, s. 127-131. O wykorzystaniu ikony podczas głoszenia homilii pisał polski homileta, S. Dyk: Współczesne przepowiadanie homilijne misteriów publicznego życia Jezusa. Lublin 2008, s. 403-414.
  15. „To powiedział Pan <do mnie>: Sporządź sobie więzy i jarzmo i nałóż je sobie na szyję! […] Do Sedecjasza, króla judzkiego, powiedziałem, zgodnie z tymi wszystkimi słowami: Poddajcie swe karki pod jarzmo króla babilońskiego, służcie jemu i jego narodowi, a będziecie żyć. Dlaczego chcecie umrzeć, ty wraz ze swym narodem, od miecza, głodu i zarazy, jak to przepowiedział Pan o narodzie, który nie chciałby służyć królowi babilońskiemu? Nie słuchajcie też słów proroków, mówiących do was: Nie będziecie służyć królowi babilońskiemu. Prorokują wam bowiem kłamstwo. […] Nie słuchajcie ich, bądźcie poddani królowi babilońskiemu, a będziecie żyć. Dlaczego to miasto ma się obrócić w gruzy?” (Jr 27, 2.12-14.17).
  16. Ezechiel uczynił to, co rozpoznał jako wyraźne polecenie Boże: „Synu człowieczy, przygotuj sobie rzeczy na drogę zesłania, za dnia i na ich oczach, i na ich oczach wyjdź z miejsca twego pobytu na inne miejsce. Może to zrozumieją, chociaż to lud zbuntowany. Wynieś swoje tobołki, jak tobołki zesłańca, za dnia, na ich oczach, i wyjdź wieczorem – na ich oczach – tak jak wychodzą zesłańcy. Na ich oczach zrób sobie wyłom w murze i wyjdź przez niego! Na ich oczach włóż tobołek na swoje barki i wyjdź, gdy zmierzch zapadnie. Zasłoń twarz, abyś nie widział kraju, albowiem ustanawiam cię znakiem dla pokoleń izraelskich” (Ez 12, 3-6). Pan Bóg polecił Ezechielowi, aby wyjaśnił rodakom to zachowanie, które miało się szczegółowo wypełnić: „Powiedz: Jestem dla was znakiem. Podobnie jak ja uczyniłem, tak się wam stanie: Pójdą na zesłanie, w niewolę” (Ez 12,11).
  17. „Gdy rozpoczął Pan przemawiać przez Ozeasza, rzekł do niego: Idź, a weź za żonę kobietę, co uprawia nierząd, i [bądź ojcem] dzieci nierządu; kraj bowiem uprawiając nierząd – odwraca się od Pana” (Oz 1,2). Jego małżeństwo z nierządnicą Gomer, córką Diblaima, stało się znakiem dla Izraela. Również dzieci zrodzone z tego małżeństwa otrzymały symboliczne imiona, służące za orędzie (por. Oz 1,1-9).
  18. Jacyniak: Rola ikony w modlitwie [w:] Ikona Liturgiczna. Ewangelizacyjne przesłanie ikonografii maryjnej. Red. K. Pek. Warszawa 1999, s. 64.
  19. Chmiel: Słuchanie słowa Bożego w Starym Testamencie [w:] Słuchacz Słowa. Red. W. Przyczyna. Kraków 1998, s. 67.
  20. Jacyniak: Rola ikony w modlitwie, op. cit., s. 64-65.
  21. Chmiel: Słuchanie słowa Bożego w Starym Testamencie, op. cit., s. 67.
  22. A. Härtner, H. Eschmann: Predigen lernen. Ein Lehrbuch für die Praxis, op. cit., s. 198.
  23. G. Siwek: Misje ludowe w teorii i praktyce Kościoła. Studium homiletyczne. Kraków 1999, s. 243.
  24. tamże, s. 242.
  25. tamże, s. 243.
  26. tamże.
  27. Panuś (Historia kaznodziejstwa. Kraków 2007, s. 259-260) przytacza, za Jeanem Delumeau (Grzech i strach. Poczucie winy w kulturze Zachodu XIII–XVIII w. Warszawa 1994, s. 482-483), dialog kaznodziei z animowaną czaszką:

„Kaznodzieja: – Przemów, przemów do obecnych tu ziomków. Co robi się na tamtym świecie? Czaszka: – Och, przyjaciele! Jakże źle jest stanąć przed trybunałem Boga! Szalony, kto nie kocha Boga. Szalony, kto nie stara się być świętym!
Kaznodzieja: – Cóż uczyniłeś ze swoimi oczami, którymi być może patrzyłeś sobie z upodobaniem na mnóstwo pięknych przedmiotów, mrugając przy tym grzesznie, cóż z nimi uczyniłeś?
Czaszka: – Myszy je pożarły. Pożarły je robaki. Szalony, kto nie kocha Boga. Szalony, kto nie stara się być świętym!
Kaznodzieja: – A ten język, którym śpiewałeś może tyle pieśni miłosnych, mówiłeś tyle bluźnierstw, tyle słów, cóż z nim uczyniłeś?
Czaszka: – Zżarły go robaki…! Szalony, kto nie stara się być świętym!
Kaznodzieja: – A ta twarz, którą chciałeś uczynić piękną i dla której tak długo pozostawałeś przed lustrem, cóż z nim uczyniłeś?
Czaszka: – Zżarły go robaki; pochłonęły ją robaki. Szalony, kto nie stara się być świętym! […].
Kaznodzieja: – A teraz?
Czaszka: – A teraz wszystko się dla mnie skończyło! Dla was też rychło świat się skończy. Szczęśliwy ten tylko, kto kocha Boga. Szczęśliwy, kto zbawia swą duszę.
Kaznodzieja: – Gdzież jest twoja dusza, w raju czy w piekle – tego nie wiem. Jeśli twoja dusza jest w raju, módl się do Boga za mnie i za swoich ziomków, by ich serca poruszyły się dzisiejszego wieczoru i by nawrócili się na Jezusa Chrystusa. Lecz jeśli twoja dusza jest w piekle, odejdź, nie chcę na ciebie patrzeć.
Przy tych słowach chował czaszkę, chwytał krucyfiks i pokazywał go ludziom, krzycząc: „Wznieście głosy i powiedzcie: Panie, żałuję za moje grzechy”.

  1. G. Siwek: Misje ludowe w teorii i praktyce Kościoła, op. cit., s. 244.
  2. tamże, s. 245.
  3. Tamże, s. 249. Myśl zaczerpnięta od: A. Grötzinger: Homiletik. München 2008, s. 284.
  4. Härtner, H. Eschmann: Predigen lernen, op. cit., s. 198.
  5. Tamże, s. 198-199.
  6. Tamże.
  7. Tamże, s. 199.
  8. tamże, s. 199.
  9. R. DeBrand: The Visual in Preaching, w: Handbook of Contemporary Preaching. Nashville TN 1992, s. 405. Obok promotorów rekwizytów w przepowiadaniu są też autorzy, jak na przykład pro-testancki profesor homiletyki, Michael Meyer-Blanck, którzy, pisząc na temat obrazowania Ewangelii, poprzestają jedynie na sile słowa Bożego i na sile retoryki – por. M. Meyer-Blanck: Evangelium zeigen [in:] Homiletik. Aktuelle Konzepte und ihre Umsetzung. Hrsg. L. Charbonnier, K. Merzyn, P. Meyer, Göttingen 2012, s. 137-152. Również znakomity polski kaznodzieja i patrolog, E. Staniek, w swoim opracowaniu pt. „Z kaznodziejskiego warsztatu“ (Kraków 1997, s. 55-63), pisząc o narzędziach kaznodziejskiego przekazu, nie wspomina rekwizytów, a jedynie bogactwo słowa.
  10. M. Duduit: Seeing the Truth: The Use of Visual Illustration in Preaching [w:] The Academy of Homiletics, Papers of the Annual Meeting. “Preaching and Spirituality”. Williamsburg VA 2005, s. 338.
  11. Według badania z 1996 r. Amerykanie spędzają średnio 26 godzin tygodniowo przed telewizorem – por. M. Duduit: Seeing the Truth, op. cit., s. 337-338.
  12. M. Duduit: Seeing the Truth: The Use of Visual Illustration in Preaching, op. cit., s. 339.
  13. M. Duduit: Preaching Creatively: An Interview with Ed Young, Jr., “Preaching magazine” 20 (2005), nr 4, s. 9; tenże: Seeing the Truth: The Use of Visual Illustration in Preaching, op. cit., s. 340.
  14. M. Duduit: Seeing the Truth: The Use of Visual Illustration in Preaching, op. cit., s. 342.
  15. D. Stone: Refining Your Style. Loveland, CO 2004, s. 210; H. Sławiński: Arbeitsgemeinschaft für Homiletik. Sprawozdanie ze spotkania stowarzyszenia homiletów (25–29 września 2006 Essen – Niemcy), „Przegląd Homiletyczny” 11 (2007), s. 174-176; http://www.kath.net/detail.php?id=14006, (22.06.2006).
  16. M. Duduit: Seeing the Truth: The Use of Visual Illustration in Preaching, op. cit., s. 341.
  17. Długosz, R. Ceglarek: Słowa Jezusa prowadzą do nieba. Rok A. Łódź 2004; A. Długosz, R. Ceglarek: Słowa Jezusa prowadzą do nieba. Rok B. Łódź 2005; A. Długosz, R. Ceglarek: Słowa Jezusa prowadzą do nieba. Rok C. Łódź 2006. We wprowadzeniu do jednego z tomów autorzy sformułowali cel publikacji: „Mamy nadzieję, że forma przygotowanych przez nas kazań zainteresuje dzieci i utrwali w nich treści zawarte w Piśmie Świętym. Treści te staraliśmy się przekazać przy zastosowaniu wielu pomocy dydaktycznych i różnorodnych metod aktywizujących w taki sposób, aby dziecko nie było wyłącznie słuchaczem, ale również współtwórcą kazania. Wierzymy, że nasze propozycje zachęcą wszystkich do dalszej kreatywności, że nie będą wyłącznie gotowym zbiorem modeli, ale «paczką plasteliny», z której w dowolny sposób będzie można tworzyć rzeczy piękne i mądre, prowadząc dzieci do spotkania z Bogiem w Jego Słowie i w Jego działaniu”. A. Długosz, R. Ceglarek: Słowa Jezusa prowadzą do nieba. Rok A, op. cit., s. 5.
  18. Polczyk: Mam Przyjaciela. Kazania dla dzieci. Rok B. Wrocław 2008; tenże: Mam Przyjaciela. Kazania dla dzieci. Rok C. Wrocław 2009; tenże: Mam Przyjaciela. Kazania dla dzieci. Rok A. Wrocław 2010.
  19. Polczyk: Mam Przyjaciela. Kazania dla dzieci, rok B, op. cit., s. 5.
  20. Mocydlarz: Scenariusze homilii na Msze święte z udziałem dzieci z zastosowaniem metod akty-wizujących. Kraków 2010, s. 10.
  21. Tamże, s. 12.
  22. Zdaniem autora proponowane rekwizyty pomagają „zobrazować to, o czym będziemy mówić. Niejednokrotnie te pomoce, takie zwyczajne, więcej nam pomogą, niż nasze tłumaczenia, które tylko niepotrzebnie przedłużają homilię. One mają dopowiadać to, czego nie potrafimy wytłumaczyć. Nadto koloryzują homilię”. A. Ziółkowski: Za pięć dwunasta. Homilie do dzieci na niedziele i święta (rok B). Poznań 2005, s. 8.
  23. Hoffsümmer: 86 kazań opartych na symbolach na cały rok kościelny dla dorosłych, młodzieży i dzieci. Kielce 2001; tenże: 129 kazań dla dzieci na rok kościelny z użyciem przedmiotów z codziennego życia. Kielce 2001; tenże: W znakach i symbolach. 60 kazań na śluby i jubileusze małżeńskie. Kielce 2006; tenże: 70 kazań opartych na symbolach na Msze św. dla rodzin w układzie roku kościelnego. Kielce 2007; tenże: 50 kazań z wykorzystaniem symboli na Msze żałobne. Kielce 2008.
  24. Przykłady takiej twórczości można znaleźć w biuletynach parafialnych, jak chociażby w tygodniku parafii św. Stanisława MB w Andrychowie, pt. „Okruch chleba”. Zamieszczano w nim krótkie homilie gło-szone do dzieci. Oto cały tekst homilii na XXX niedzielę zwykłą w ciągu roku C do ewangelii o modlitwie faryzeusza i celnika, w której rekwizytem były ptasie skrzydła (aniołów z jasełek) i pióro pawia: „Ewangelia pokazuje dziś dwóch ludzi, jak przychodzą do świątyni. Jeden Faryzeusz, który idzie do samego przodu świątyni i tam, modląc się, mówi jaki to jest wspaniały i cieszy się z tego, że nie jest takim grzesznikiem jak wiele osób dookoła. Drugi z bohaterów ewangelii to Celnik, który staje z tyłu świątyni, blisko drzwi i modli się do Boga, prosząc o przebaczenie. Wspaniałe są słowa jego modlitwy: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika.
  25. Młodzi przyjaciele Jezusa – mam do was takie proste pytanie: Jeżeli rysujemy obrazek i chcemy narysować dobrego człowieka, to co można dorysować, żeby było wiadomo od razu, że to ktoś dobry święty?
    – Serce, anielskie skrzydła.
    – Wspaniale – takie dorysowane skrzydła mogą oznaczać, że ktoś jest dobry, grzeczny jak anioł. A jeśli ktoś nie jest grzeczny, to co można dorysować?
    – Rogi.
    – Zgadza się. Ale dzisiejsza ewangelia mówi nam wielką prawdę, że zamiast rogów można dorysować pawie pióra. Paw to taki ptak, który ma bardzo piękny ogon z pięknymi piórami i na tych piórach są pawie oka. I paw chodzi taki dumny. Jest nawet takie przysłowie, że ktoś jest dumny jak paw. Dzisiaj w ewangelii takim dumnym jak paw człowiekiem był ten faryzeusz i na koniec Jezus powiedział, że jego modlitwa nie była miła Panu Bogu. Nie jest to ładna postawa, kiedy sami siebie chwalimy, a wytykamy błędy innym.
    Wnioski: na modlitwie skupiaj się na Bogu, a nie na grzechach innych ludzi. Nie trzeba wielkich grzechów żeby zepsuć modlitwę, żeby przestać podobać się Bogu, czasem wystarczy tylko przesadna duma”.
  1. Góra: Kazanie z dziećmi. W jakie skrzydła się stroisz?. „Okruch chleba. Tygodnik parafii św. Stanisława MB w Andrychowie” 6 (2010), s. 6-7. Wprawdzie tekst jest oryginalny i zawiera interesującą konkluzję, ale trudno dopatrzyć się w nim chrystocentryzmu. Widoczne jest natomiast moralizatorstwo. Występuje też niełatwa do uniknięcia pułapka skrótów myślowych widoczna w stwierdzeniu, jakoby ewangelia miała mówić „wielką prawdę, że zamiast rogów można dorysować pawie pióra”. Sam kontekst jest sensowny, ale niewłaściwe jest uzasadnianie własnych słów – i to w fikcyjny sposób – prawdą Ewangelii.
  2. M. Duduit: Seeing the Truth: The Use of Visual Illustration in Preaching, op. cit., s. 343.
  3. Mocydlarz: Scenariusze homilii na Msze święte z udziałem dzieci z zastosowaniem metod aktywizujących, op. cit., s. 12.
  4. Pedagogika i psychologia. Zagadnienia, pojęcia, terminy. Oprac. K. Janus. Warszawa 2006, s. 8.
  5. M. Duduit: Seeing the Truth: The Use of Visual Illustration in Preaching, op. cit., s. 343.
  6. tamże, s. 344.
  7. tamże.
  8. Mocydlarz: Scenariusze homilii na Msze święte z udziałem dzieci z zastosowaniem metod aktywizujących, op. cit., s. 12.
  9. Eterović: La parola di Dio. Riflessioni sulla XII Assemblea Generale Ordinaria del Sinodo dei Vescovi. Città del Vaticano 2010, s. 59.
  10. H. Sławiński: Między ciągłością a zmianą. Teoria homilii w Stanach Zjednoczonych po II Soborze Watykańskim. Kraków 2008, s. 64; M. Kunzler: Leben in Christus. Eine Laienliturgik zur Einführung in die Mysterien des Gottesdienstes. Paderborn 1999, s. 348.
  11. J. Ratzinger: Nowa pieśń dla Pana. Wiara w Chrystusa a liturgia dzisiaj. Kraków 1999, s. 184.
  12. J. Ratzinger: Nowa pieśń dla Pana, op. cit., s. 203.
  13. tamże, s. 187.
  14. McNamara: Applause at Homilies. And More on Substituting the Sunday Liturgy. Rome, Jan. 20, 2009, www.zenit.org (13.05.2013).
  15. Messori: Problem homilii. Kilka pokornych rad niedzielnego „słuchacza” [w:] N. Bux: Jak chodzić na Mszę i nie stracić wiary. Kraków 2011, s. 213.
  16. Tamże, s. 214.
  17. Tamże.
  18. „Ludzie bowiem właśnie w ten sposób, przez język, którym mówią nauki przyrodnicze, mogą stać się świadomymi obywatelami, już nie dewotami – więźniami ciemnego języka teologów i w ogóle księży, którzy pod osłoną łaciny trzymają lud w zewnętrznej i wewnętrznej niewoli” – tamże, s. 214.
  19. Tamże, s. 216.
  20. Tamże.
  21. DMD, s. 30-46.
  22. Tamże, nr 17.
  23. Tamże, nr 21; por. O liturgii na pierwszym Synodzie Biskupów. „Notitiae” 3 (1967), s. 56.
  24. DMD 22.
  25. Tamże.
  26. Nicola Bux skontrastował je i całe wewnętrzne przeżywanie liturgicznego misterium z zewnętrznymi czynnościami zmierzającymi do stworzenia rozrywki i wciąż zmiennej, przelotnej sensacji: „Jakże to wszystko odległe od hałasu i oklasków, których teraz pełno w kościołach, przy chrzcie i na pogrzebie. Wychowanie do ciszy w kościele jest potrzebne bardziej niż kiedykolwiek, aby uratować spostrzeganie obecności Pańskiej. W przeciwnym razie przeważy człowiek i wspólnota, którzy w pełnym nadużyć kulcie własnego obrazu wchodzą na miejsce Boga. Święto liturgii odróżnia się od światowego święta. Nie emocjonuje się gorszącymi nowinami, nie jest rozrywką, która musi się udać, nie gra na uczuciach, nie musi wyrażać przelotnej sensacji. Jest misterium nieustającym. Akcją, w której bierzemy udział, jest dar złożony przez Chrystusa na krzyżu”. N. Bux: Jak chodzić na Mszę, op. cit., s. 205.
  27. DMD 23.
  28. Kongregacja Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, Instrukcja o tym, co należy zachowywać, a czego unikać w związku z najświętszą Eucharystią: Redemptionis sacramentum (25.03.2004), tekst polski: Poznań 2004, nr 39.
  29. Tamże, nr 78.
  30. Długosz: Dyrektorium Mszy św. dla dzieci wielką szansą duszpasterską. „Katecheta” 1 (2001), s. 7.
  31. Kongregacja Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów: Nowe Ogólne wprowadzenie do Mszału rzymskiego. Z trzeciego wydania Mszału rzymskiego. Poznań 2004, nr 109 (Institutio generalis Missalis Romani (18.03.2002). Città del Vaticano 2002).

Ks. dr hab. Henryk Sławiński – homileta i pedagog, profesor Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie i wykładowca homiletyki w Wyższym Seminarium Duchownym Księży Misjonarzy św. Rodziny. Redaktora naczelny czasopisma teologicznego „Polonia sacra”; sekretarz Sekcji Homiletów Polskich, członek stowarzyszenia „Arbeitsgemeinschaft für Homiletik”, członek Komisji Języka Religijnego PAN, członek Polskiego Towarzystwa Teologicznego, członek Senackiej Komisji ds. Kontaktów z Zagranicą. Autor kilku książek, wielu artykułów naukowych i publicystycznych, recenzji oraz homilii i kazań.

Powyższy artykuł pierwotnie ukazał się w „Przeglądzie Homiletycznym” 17 (2013), s. 97-115. Publikacja na stronie formacja.diecezja.tarnow.pl za zgodą Autora.

Udostępnij Tweet