Ewagriusz z Pontu o acedii czyli jak radzić sobie z duchowym znużeniem? – ks. Mateusz Świstak

Często słyszymy dziś o depresji. Można powiedzieć, że jest ona jedną z głównych chorób cywilizacyjnych naszych czasów. Warto jednak zauważyć, że pojęcie depresji można rozpatrywać nie tylko na płaszczyźnie medycznej. Stany depresyjne najczęściej przejawiające się w znudzeniu praktykami religijnymi znane są także w życiu duchowym. Taka sytuacja, co ciekawe, nie jest odkryciem ostatnich lat, ale znana jest w tradycji chrześcijańskiej właściwie od samego początku pod nazwą acedii (gr. akedeía – obojętność, brak zaangażowania). Acedia objawia się przygnębieniem, brakiem motywacji do działania, zniechęceniem, wyczerpaniem, zobojętnieniem i wrażeniem duchowej pustki. Ten rodzaj duchowej choroby bardzo dobrze zilustrował Ewagriusz z Pontu. W dziele „O ośmiu duchach zła” przedstawia charakterystykę mnicha opanowanego przez „demona” acedii.

 

Wzrok [mnicha] uległego acedii tkwi ciągle w oknie, a jego umysł wyobraża sobie odwiedzających. Zaskrzypiały drzwi – ów wyskoczył, usłyszał głos – wychylił się przez okno i nie odejdzie stąd, aż siedząc, zdrętwieje. Opanowany przez acedię przy czytaniu wciąż ziewa i łatwo wpada w senność. Pociera oczy i przeciąga się, to znów odwracając oczy od księgi, spogląda na ścianę, znowu obraca się i czyta nieco, i kartkując – bada dokładnie końcówki wypowiedzi. Liczy kartki i ustala liczbę rozdziałów, gani pismo i zdobienie. Wreszcie zamyka księgę, kładzie pod głowę i wpada w sen niezbyt głęboki, ponieważ głód w końcu budzi jego duszę i ulega ona swoim własnym troskom.

Demon acedii, nazywany także demonem południa, jest najuciążliwszy spośród wszystkich demonów Nachodzi mnicha koło godziny czwartej i osacza jego duszę aż do godziny ósmej. (…) [Podsuwa myśl], że zanikła miłość wśród braci, a nie ma nikogo, kto by go pocieszył. A jeśli jest ktoś, kto w owych dniach zasmucił mnicha, to tym także posługuje się demon, by zwiększyć jego nienawiść. Sprawia, że opanowuje go tęsknota za innymi miejscami, w których łatwiej znaleźć to, co konieczne [do życia], i rzemiosło, które wymaga mniej wysiłku, a przynosi więcej korzyści. I dodaje, że podobanie się Panu nie jest zależne od miejsca.

Charakterystyczną cechą acedii jest tzw. horror loci (to stwierdzenie pochodzi od Jana Kasjana), czyli niechęć do miejsca, w którym ktoś się obecnie znajduje i czynności, jaką wykonuje. Kiedy się pracuje, najchętniej nic by się nie robiło. Natomiast kiedy się nie pracuje, odczuwa się nudę i ogólne zniechęcenie. Często takiej postawie towarzyszy złość na samego siebie oraz żal, że praca nie przynosi natychmiastowych efektów. To z kolei prowadzi do poczucia bezsensu podejmowanego trudu i wypalenia. Acedia bardzo łatwo przenosi się na sferę życia duchowego. Modlitwa nie daje radości, praktyki pobożnościowe stają się swoistą męczarnią a z drugiej strony pojawia się pokusa poszukiwania jakichś niezwykłych doznań, nowych form modlitwy, których i tak nie osiągnie się z powodu ogólnego lenistwa i braku zaangażowania. W ten sposób człowiek zamyka się w pętli właściwie bez wyjścia: modlitwa go nuży, więc szuka czegoś nowego, ale nie może tego osiągnąć, więc wpada w przygnębienie, złości się na siebie samego, że nic nie może osiągnąć, ale nie chce włożyć wysiłku, żeby coś zmienić.

Acedia przejawia się szczególnie dotkliwie wówczas, gdy hodujemy w sobie ukryte pragnienie uznania, ambicji bycia lepszym czy osiągnięcia wygórowanych duchowych celów. Zwykle u podstaw takich pragnień leży jakiś ideał stworzony w naszej wyobraźni, z którym się konfrontujemy. Gdy jednak nie uzyskujemy spodziewanego uznania, gdy nie osiągamy zamierzonego celu a jednocześnie nie możemy zmienić zaistniałej sytuacji, zamykamy się pełni złości na samego siebie. Autoagresja jednak od razu przenosi się na innych i otaczający nas świat.

W doświadczeniu mniszego życia acedia według Ewagriusza wyraża się przez ucieczkę – opuszczenie celi. W naszych realiach ucieczka ta może przybierać najróżniejsze formy w konfrontacji z trudnościami codzienności, np.: potrzeba ciągłych zmian, przesadna troska o własne zdrowie, oskarżanie innych ludzi o swoje nieszczęścia lub niepowodzenia, nieopanowana potrzeba ludzkiego towarzystwa, pracoholizm, rozrzutność, spełnianie swoich nieraz dziwacznych zachcianek, bezcelowe przesiadywanie przed telewizorem czy komputerem, itd. Człowiek będzie robił wszystko, byle tylko nie zająć się tym, co właściwe. Stwierdzenie, że acedia wypędza mnicha z celi, to nic innego jak streszczenie ogólnej prawdy o braku akceptacji siebie i okoliczności własnego życia.

Jakie lekarstwo podaje Ewagriusz na acedię?

Prawdziwym lekarstwem w takiej sytuacji jest akceptacja siebie w świetle prawdy. Nie chodzi jednak o jakąkolwiek prawdę. Nie wystarczy jedynie powiedzieć sobie, że mam problem i dalej tak żyć. Życie w prawdzie oznacza nieustanne dążenie do poznania siebie, sensu własnego istnienia oraz podejmowanie życia zgodnego ze stopniowym odkrywaniem siebie. Poznanie prawdy o swojej słabości i uświadomienie jej sobie jest pierwszym krokiem to zwalczenia acedii. Tylko jeśli zobaczę siebie w prawdzie, tzn. takim jakim jestem, ze wszystkimi moimi zaletami i wadami, mogę roztropnie i z właściwą miarą podejmować trud przemiany. Taka postawa uwalnia także od niezdrowej ambicji osiągnięcia czegoś dla samego osiągnięcia i pozwala z pokorną uczyć się wybierać to, co prawdziwie służy naszemu rozwojowi. Nieodzowną pomocą w poznawaniu siebie będzie tutaj szczery rachunek sumienia na koniec dnia, regularna spowiedź a przy jej okazji posiadanie stałego spowiednika. Warto praktykować osobiste wyciszenie lub dni skupienia, by dać sobie czas na zaglądnięcie w swoje wnętrze, na poznanie swoich mocnych i słabych stron.

Ewagriusz z Pontu zwraca także uwagę na wytrwałość. „Acedię leczy wytrwałość i czynienie wszystkiego z wielkim staraniem i bojaźnią Bożą. Wyznacz sobie miarę w każdym dziele i wcześniej nie odstępuj, póki jej nie wypełnisz. (…) Nie należy opuszczać celi w godzinie pokus, wymyślając rzekomo rozsądne do tego powody, ale trzeba siedzieć wewnątrz, trwać cierpliwie, przyjmować odważnie wszystkich napastników, a szczególnie demona acedii. (…) Ucieczka bowiem przed tymi zmaganiami czy unikanie walki uczą duszę nieudolności, tchórzostwa i dezercji” Jest to cnota wymierzona bezpośrednio w acedię i najskuteczniejsza broń, zwłaszcza jeżeli jest ona wzmacniana przez ciągłe uświadamianie sobie Bożej obecności i ofiarowania siebie samego Jemu. Bardzo ważne jest, by pamiętać, że tej cnoty nie zdobywa się przez wymyślne praktyki ascetyczne ale przede wszystkim przez wierność codziennym zadaniom i obowiązkom, a szczególnie tym, które wydają się z pozoru mało ważne i niewymagające wielkiego wysiłku.

Mnich z Pontu podkreśla w duchowym zmaganiu wielkie znaczenie modlitwy. „I módl się uważnie i żarliwie, a duch acedii ucieknie od ciebie”. Modlitwa może przybierać różne formy, niekiedy nawet pożądane będzie jej urozmaicenie, zwłaszcza gdy jedną z przyczyn acedii pozostaje monotonia życia. Nie należy jednak zaniedbywać stałych form modlitwy, osobistej czy też wspólnotowej. Wierność praktykom modlitewnym wzmacnia osobistą determinację i pomaga w zdobywaniu cnoty wytrwałości. Modlitwa, nawet czasem prosta lub niechętnie może odmówiona, uczy cierpliwości i pozwala na ciągłe kierowanie swoich myśli ku Temu, który nadaje sens każdej chwili naszego życia i pozwala zrozumieć najtrudniejsze sytuacje.

Nota biograficzna
Ewagriusz z Pontu urodził się w roku 345 w Iborze (obecnie północna Turcja), w zamożnej rodzinie kapłana. Kształcił się w Cezarei Kapadockiej. Bazyli Wielki, z którym jego rodzina utrzymywała żywy kontakt, ustanowił go lektorem tamtejszego Kościoła. Po śmierci ojca udał się do Konstantynopola, gdzie był wiernym towarzyszem Grzegorza z Nazjanzu. Tam został wyświęcony na diakona. Dzięki swej znajomości Pisma oraz bystrości umysłu, Ewagriusz zyskał w Konstantynopolu wielką sławę jako kaznodzieja walczący z arianami. W wyniku dworskich intryg oraz ryzykownej znajomości z pewną kobietą uciekł do Jerozolimy, podejmując życie monastyczne w klasztorze prowadzonym przez Melanię Starszą oraz Rufina z Akwilei. Po długiej chorobie roku 383 udał się na Pustynię Egipską koło Aleksandrii. Zamieszkał najpierw w Nitrii a potem w pustelniczej osadzie Cele (Kellia). Przyjaźnił się z przebywającymi tam Makarym Wielkim (Egipskim) i Makarym Aleksandryjskim oraz z innymi słynnymi anachoretami z Cele, Sketis i Nitrii. Odmówił przyjęcia biskupstwa Thmuis. Umarł tuż po święcie Objawienia Pańskiego w 399 roku. Kościoły wschodnie uznają Ewagriusza za świętego.

Bibliografia
Ewagriusz z Pontu, Pisma ascetyczne, t. 1, Kraków 2007; t. 2, Kraków 2005.
Włodzimierz Zatorski OSB, Acedia dziś, Tyniec 2011

Ks. Mateusz Świstak – wyświęcony w 2012 r., od lipca 2016 na Ukrainie (archidiecezja lwowska, parafia Brody); zainteresowania: liturgika (ostatnio zwłaszcza ryt bizantyjski), muzyka, historia, turystyka; zafascynowany dorobkiem teologicznym Benedykta XVI i nauczaniem abp Fultona Sheena.

Udostępnij Tweet