Sport dla rozumnych – kl. Krzysztof Pach

Artykuł ten, w swoim założeniu, ma być na wskroś praktyczny. Ma stanowić zachętę, ukazać wartość uprawiania sportu w życiu kapłańskim. Jednak chcąc rzetelnie przedstawić ten temat nie można ograniczyć się jedynie do instruktażu ćwiczeń czy szeregu motywujących imperatywów. Głębszy namysł nad sensownością i wartością sportu, zarówno in genere, jak i w życiu osoby powołanej, jest konieczny.

Współcześnie trudno sobie wyobrazić życie społeczne, z którego kompletnie wykreślono ideę sportu. Usunięcie tej formy aktywności człowieka wydaje się być niemożliwe. Temat sportu, w jakiejkolwiek jego odsłonie, potrafi niekiedy całkowicie zdominować nie tylko serwisy informacyjne największych stacji medialnych,  lecz także prywatne rozmowy zwykłych ludzi. Czy to źle? Z kategorycznym osądem warto się, póki co, wstrzymać. Skoro taki fenomen stwierdzono, należy najpierw zapytać o jego sens.

Zdecydowana większość społeczeństwa korzysta ze sportu będąc beneficjentem wysiłku zawodników prezentujących swoje umiejętności. Organizowane są turnieje, mecze, rozgrywki i walki, które gromadzą potężną publiczność mającą nadzieję na jakieś doświadczenie emocjonalne. Społeczny charakter sportu jest faktem niepodważalnym. Wobec takiej popularności, którą niewątpliwie sport się cieszy, spełnia on w społeczeństwie najróżniejsze funkcje: społeczną, integracyjną, pedagogiczną, resocjalizacyjną, rehabilitacyjną czy po prostu rozrywkową. Sport, w sensie biernym, zaspokaja więc znaczną część potrzeb człowieka związanych z doznawaniem emocji, postawa zawodników może budzić podziw, napawać lękiem, stanowić motywację do działania („on potrafi, to i ja sobie poradzę”). Imprezy sportowe są również doskonałą okazją, konkretnym impulsem do spotkania się w większym, bądź mniejszym gronie przyjaciół, kolegów, znajomych. Sport prowadzi więc do szeregu zachowań, uznawanych powszechnie za dobre i pożądane. Czy to oznacza, że jest wartością samą w sobie? Niekoniecznie. Być może jest jedynie czymś, co stanowi pretekst do spotkania, cyrkiem, od którego człowiek nie wymaga bycia wartością per se, lecz jedynie per accidens, tzn. przez skutki, które wywołuje: radość, śmiech, duma ze zwycięstwa, zjednoczenie ludzi wokół danego klubu czy zawodnika.

Pytanie podstawowe brzmi: jak należy oceniać same zmagania sportowców? Czy są one jedynie czymś na kształt igrzysk starożytnego Rzymu, gdzie publiczność również mogła korzystać z wymienionych powyżej dobrodziejstw płynących ze wspólnego spotkania i przeżycia pewnych emocji, lecz na samych zawodników patrzyła jak na niewolników mających dostarczyć rozrywki, sama jednocześnie nie chcąc ich naśladować, nie widząc również wartości w tym, co wykonują? Wartość i miarę sukcesu stanowiła umiejętność wywoływania silnych doznań u widza i to było zasadniczym celem organizowania pojedynków gladiatorów, wyścigów rydwanów etc. Sport więc, w przeciwieństwie do całej swej „otoczki”, za wartość uznawany nie był.

A może jednak jest on czymś więcej? Jego popularność, fakt, iż gromadzi niezliczone rzesze ludzi, to że wybitni sportowcy stają się równocześnie osobami publicznymi, a często autorytetami danej grupy społecznej, może nie jest wynikiem jedynie zewnętrznej atrakcyjności tej czy innej dyscypliny sportowej, jej potencjałem budowania i rozładowywania napięcia, lecz faktycznym zakorzenieniem w obiektywnej wartości? Być może sport jest dobry sam w sobie, a ci, którzy aktywnie korzystają z jego uroków są właśnie tymi, którzy czerpią z niego najwięcej dobra, najwięcej korzyści i ostatecznie z tego powodu stają się bohaterami narodowymi, osobami obdarzonymi jakimś autorytetem, postaciami, na których pragnie wzorować się młode pokolenie?

Tak. Sport jest właśnie aktywnością tego typu i w zasadzie tylko takie jego ujęcie pozwala stwierdzić, iż jest on godny zarówno biernego podziwiania, jak i aktywnego uprawiania. Żadna inna racja, również te wymienione powyżej, nie stanowi racji dostatecznej dla uprawiania jakiejkolwiek dyscypliny sportowej. Bez uznania wartości sportu jako takiego, staje się on jedynie idolem, który służy społeczeństwu, jest dla niego korzystny, cementuje je, ale sam w sobie pozostaje jałowy, pusty. Pragmatyzm w tym ujęciu stałby się naczelną zasadą wartościującą działanie człowieka.

Jeśliby rozumieć sport w ten sposób – nie ma sensu zabierać się za jego uprawianie. Na szczęście jest inaczej. Wartość sportu zakorzeniona jest w realnym dobru, które człowiek osiąga praktykując go, a także obserwując, podziwiając, przeżywając jako kibic. Dlatego też w życiu kapłana sport może i nawet powinien znaleźć swoje miejsce. Sensownym jest przede wszystkim jego uprawianie, bo to nadaje również wartość oglądaniu sportowych zmagań innych.

Sam termin „sport” ma znaczenie dość szerokie. Można rozumieć przezeń wszelką aktywność fizyczną człowieka, która nie musi być ani uprawiana profesjonalnie, ani w celach zarobkowych, lecz równie dobrze, mianem praktykowania sportu można określać zajęcie zawodowych sportowców, dla których uprawianie go jest stylem życia i formą zdobywania pieniędzy, co oczywiście nie wyklucza z drugiej strony traktowania go, jako życiowej pasji.

Jak zaznaczono na samym początku, artykuł ma stanowić zachętę do podjęcia aktywności fizycznej. Dlatego szersze znaczenie tego terminu będzie od tej pory bliższe temu tekstowi, natomiast rozumienie sportu, jak zawodu, wykonywanego profesjonalnie zostanie nieco odsunięte na boczny tor. Rozumowaniem wysoce nieroztropnym byłoby twierdzenie, iż sport wyczynowy, momentami również ekstremalny, jest nieodzowny w życiu każdego księdza. Aby nie zostać jedynie na poziomie rozbudzania entuzjazmu i motywowania trzeba przejść powoli do kwestii bardziej praktycznych, a na pewno bliższych kapłańskiemu sercu.

Sport kształtuje człowieka – rozumianego jako istota cielesno-duchowa – całościowo tzn. błędnym byłoby stwierdzenie, że aktywność fizyczna prowadzi tylko do rozwoju ciała: nadawania mu pożądanych kształtów, zwiększania wydolności i odporności na zmęczenie, stres i choroby. Jednak równie poważnym zaniedbaniem jest sprowadzanie wysiłku fizycznego do roli kolejnego środka doskonalenia „człowieka wewnętrznego”. Owszem, asceza w wielu wypadkach traktuje umartwianie ciała jako narzędzie uwznioślające przyziemne dążenia człowieka tak, by jego pragnienia ostatecznie kierowały się wyłącznie ku Bogu, i by to w Nim człowiek widział cel wszelkich swoich działań. Teologia duchowości nigdy jednak, proponując taką drogę życia chrześcijańskiego, nie deprecjonowała ciała samego w sobie. Zalecając karcenie go dla pożytku ducha, bardziej miała na myśli poskromienie tego, co św. Paweł w Liście do Galatów nazwie spełnianiem ἐπιθυμίαν σαρκὸς (Ga 5,16) – pożądaniami ciała. Św. Paweł nie odbiera tutaj wartości ciału, lecz mówi raczej o skażeniu grzechem całej natury ludzkiej. Pisząc we wcześniejszych wersach o konflikcie między dążeniami ducha i ciała, wskazuje na fundamentalną ranę, którą zadał człowiekowi grzech, nie zaś na to, jakoby cielesność człowieka od momentu grzechu pierworodnego została zdegradowana i uznawana za złą. Ciało jest ontologicznie dobre. Jako takie zostało przez Boga stworzone i takim pozostało, mimo obecnej słabości, którą nadał mu grzech. Drugim argumentem jednoznacznie potwierdzającym dobro ludzkiego ciała jest tajemnica Wcielenia. Chrystus przyjął prawdziwe ciało z tym wszystkim, co dla niego właściwe. Nie jest ono pozorne, ani tymczasowe czy rozmyte w bóstwie, lecz realne i przyjęte w całości. Chrystus przez wcielenie wręcz dowartościował ludzką cielesność w jej indywidualizmie. W tym miejscu warto również powołać się na myśl papieża Damazego, którą wyraził w liście do biskupów Wschodu potępiając apolinaryzm – quod non est assumptum, non est sanatum. Chrystus przyjął ciało, by móc je uzdrowić z grzechu, zatem nie mogło być ono złe w swej naturze.

Sektą gnostyczną, która odrzucała takie rozumienie ciała był manicheizm. I o ile większość wierzących raczej bez kłopotu wyczuwa i odrzuca ich poglądy w tej kwestii, o tyle to, co można byłoby nazwać manicheizmem ukrytym nie jest już takie intuicyjne i przez to niestety nierzadko także praktykowane wśród duchownych. Problem ukrytego manicheizmu tkwi w tym, że postrzega on ciało jako dobre tylko w analogii do ducha. W praktyce wyraża się to w traktowaniu ciała jako narzędzia, którym posługuje się duch, bądź też jako środka do doskonalenia ducha, sfery psychicznej, charakteru. Stwierdzenie „sport jest wartościowy, bo przez regularne poddawanie ciała ćwiczeniom, człowiek może wzmocnić siłę swej woli, hartuje się w starciu z przeciwnościami, przezwycięża swoją słabość, praktykuje ascezę nie hołdując zachciankom ciała w kwestii odpoczynku czy diety, wyrabia w sobie pracowitość i determinację” zawiera wręcz esencję manicheizmu ukrytego. Nie znaczy to oczywiście, że sport takich korzyści dla ducha nie przynosi. Owszem, przynosi i są one bardzo ważne w argumentowaniu za obiektywną wartością sportu. O tym jednak nieco później. Należy jednak podkreślić, że takie ujęcie wartości ciała jest niekompletne i w rzeczywistości nie uznaje jego ontologicznego dobra. Sport jest dobry, gdyż korzystnie wpływa na ciało, co już jest korzyścią dla całego człowieka. Przyjmując hipotetycznie sytuację, w której aktywność fizyczna nie przynosiłaby żadnego pożytku ujawniającego się w zmianie charakteru, stałości woli i hartu ducha, i tak trzeba byłoby uznać ją za dobrą i wartościową, ze względu na pozytywny wpływ na sam ludzki organizm.

Po takiej apologii ciała można już, z czystym sumieniem, przejść do wskazywania konkretnych korzyści w życiu kapłańskim wynikających z uprawiania sportu. Pierwszym zagadnieniem niech stanie się wpływ tej aktywności na kondycję zdrowotną organizmu.

Ludzkie ciało stworzone zostało w celu poruszania się. Dla setek kości, mięśni, stawów, ścięgien i wiązadeł, które tworzą układ mięśniowo-kostny ludzkiego organizmu, stanem naturalnym jest ruch. Znaczna część tzw. chorób cywilizacyjnych XXI wieku wynika właśnie z niekorzystnego dla człowieka – siedzącego trybu życia. Zdominował on styl bycia znacznej części ludzi, często nie z ich winy. Życie kapłańskie podlega właśnie temu zagrożeniu, stąd aktywność sportowa odpowiednio dobrana do możliwości i ilości czasu, jest idealnym antidotum na liczne schorzenia typowe dla współczesnego społeczeństwa: chorobę wieńcową, choroby płuc, serca, nadciśnienie, hiperglikemię, wysoki poziom „złego” cholesterolu. Aktywność fizyczna zmniejsza również ryzyko zachorowań na nowotwory. Truizmem jest stwierdzenie, że sport również pomaga zwalczać otyłość. Trudno odmawiać jednak temu stwierdzeniu wartości, skoro to właśnie nadwaga jest przyczyną wielu, co dopiero wymienionych chorób. Poza tym, organizm podczas wysiłku otrzymuje znacznie większą niż normalnie dawkę tlenu, co poprawia ogólne dotlenienie ciała. Fakt ten wpływa pozytywnie na zdolności koncentracji – mocniej dokrwiony mózg pracuje sprawniej, zapamiętuje więcej i łatwiej. Zmniejsza się również ryzyko udaru mózgu. Aktywność fizyczna pobudza także system nerwowy, co przeciwdziała rozwojowi np. choroby Alzheimera, a także zapobiega postępowi demencji starczej. Zahartowany organizm ma również znacznie silniejszy system immunologiczny, a także większą zdolność regeneracji. W skrócie można ująć to tak: tkanki ciała ludzkiego nieustannie podlegają katabolizmowi (niszczeniu). Wraz z biegiem lat organizm zatraca równowagę między procesami anabolicznymi (rozbudowującymi), a katabolicznymi, człowiek zgodnie z tym, co wskazuje prawo entropii, starzeje się. Trening pomaga stymulować procesy katabolizmu, a przez co odsuwa nieco w czasie oznaki i dolegliwości związane z wiekiem dojrzałym.

Choć na tym lista korzyści dla organizmu się nie kończy, chwilowo trzeba będzie na tym poprzestać i przejść do krótkiego omówienia dobra, jakie dla psychiki i ducha ludzkiego płyną z aktywności sportowej.

Uprawianie sportu wyraźnie zmniejsza we krwi poziom hormonu stresu (kortyzolu), co ma znaczny wpływ na zdrowie psychiki ludzkiej. Podczas ćwiczeń wydzielane są również endorfiny, potocznie nazywane „hormonami szczęścia”, przez co aktywność fizyczna jest również polecana jako środek wspomagający terapię depresji. Stałość w treningach staje się także podstawą dla wyrobienia w sobie cnoty pracowitości, obowiązkowości i odpowiedzialności. Wspomniany już wcześniej hart ducha lub mocny charakter stają się żyzną glebą dla wzrostu wielu cnót życia chrześcijańskiego.

Przechodząc do bardziej wzniosłych myśli, aktywność fizyczna zawsze wiąże się z doświadczeniem pewnej niemocy, odczuciem ograniczoności ludzkich możliwości, które wprost domagają się postawy pokory wobec niedoskonałości człowieka, a nierzadko także otwierają na Boga. W końcu, wysiłek fizyczny może stanowić pomoc w wypełnianiu zasady postępowania w przypadku doznawania pokus. In fuga salus – w chwilach, gdy konieczna jest ucieczka przed złem moralnym, trzeba mieć do czego uciec. Oczywiście wysiłek fizyczny nie jest tutaj najmocniejszą linią obrony – nią zawsze będzie modlitwa i ufne trwanie przy Bogu – jednak jako środek dodatkowy, może okazać się odpowiedni, zwłaszcza, gdy chodzi o pokusy wykorzystujące naturalne procesy fizjologiczne organizmu ludzkiego.

Warto również wskazać na korzyści płynące z uprawiania sportu przez kapłana. Zaprezentowane zalety dotyczą nie tylko większej skuteczności w duszpasterstwie, lecz dotykają także wiarygodności i spójności księdza, jako osoby dojrzałej w aspekcie ludzkim, chrześcijańskim i kapłańskim.

  1. Ciało: przeszkadza czy pomaga?

Święcenia nie mają ani w mocy, ani na celu uczynić z kandydata do kapłaństwa nadczłowieka. Aktywność fizyczna może zatem dopomóc w znoszeniu trudów wypełniania obowiązków powołanego. Bo kapłan uświęca się przez wykonywanie otrzymanego przez święcenia posłania. Spiritus quidem promptus est, caro autem infirma  (duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe Mt 26,41) – Chrystus w Ogrojcu nie mówił tylko o słabości samego organizmu ludzkiego. Jednak nawet samo stwierdzenie o większej gotowości ducha ograniczanego przez ciało jest nadzwyczaj celne. Duszpasterstwo wymaga wysiłku. Wypada się do niego przygotować również od strony fizycznej. Paradoksalnie, skutkiem wysiłku fizycznego  wymagającego wydatku energii, jest nabranie jej w większej ilości. Silny organizm z większą łatwością zniesie sześć godzin lekcji religii w szkole lub cały dzień głoszenia homilii. Bezproblemowym stanie się również wielokrotne wyjście na trzecie piętro, gdzie znajduje się choćby kapłańskie mieszkanie, biuro, które ksiądz musi odwiedzić czy sala lekcyjna, w której trzeba przeprowadzić lekcję. Wysiłek fizyczny może przygotować również na wiele godzin spędzonych za kratkami konfesjonału: zmęczone treningiem partie mięśni nóg nie będą domagały się ciągłego rozprostowywania i zmieniania pozycji. Ciało w duszpasterstwie bardziej niż wrogiem, powinno być pomocnym sprzymierzeńcem!

  1. Ciało: ewangelizuje czy dyskredytuje?

Pewnego stereotypowego sposobu postrzegania nie da się uniknąć. Niemożliwym jest też powstrzymać ludzi od dokonywania jakichkolwiek analiz osoby na podstawie wyglądu zewnętrznego. Pierwszym doświadczeniem, przez które na ogół poznaje się ludzi jest doświadczenie wzrokowe. Dlaczego więc już na samym wstępie, z tego czy innego powodu dotyczącego fizjonomii, kapłan miałby być zdyskredytowany w oczach innego człowieka? Czy nie warto zadbać również o to, by wierny, nawet w tej kwestii, widział w kapłanie odbicie ewangelicznego przesłania?

  1. Ciało: inwestycja w przyszłość.

Najlepszą z metod leczenia jest prewencja. Mając w pamięci ukazany wcześniej pozytywny wpływ praktykowania aktywności fizycznej na organizm, nie można stwierdzić inaczej, jak tylko, iż sport przynosi również korzyści długofalowe. Wysiłek fizyczny zwiększa prawdopodobieństwo zachowania lepszego zdrowia na lata, choć oczywiście brak tutaj ścisłej zależności, nieuzależnionej od szeregu innych, również losowych czynników. Jednak moralna pewność braku zaniedbań w tej sferze, może być dodatkową racją dla dziękczynienia Bogu, bo to On przecież jest ostatecznie dawcą łaski życia i zdrowia. Niech dodatkową motywacją będzie przykład 104-letniego Polaka, który ukończywszy setny rok życia, rozpoczął karierę sportową i po dwóch latach ustanowił rekord Europy seniorów w biegu na 100 metrów.

  1. Środowisko dyscyplin sportowych środowiskiem ewangelizacji.

Dobra Nowina jest przesłaniem nierozerwalnie złączonym z postawą życia. W przypadku kapłana można również dodać, iż nie istnieje „kapłaństwo na etat”. Do wielu grup społecznych dotrzeć można przez dzielenie wspólnej pasji, nieważne czy w przypadku sportu będzie to środowisko piłkarzy ręcznych, siatkarzy, koszykarzy, futbolistów, szermierzy, lekkoatletów, biegaczy czy ciężarowców lub bokserów. Zainteresowanie księdza którąś z dziedzin sportu jest dla niego szansą rozpoczęcia dialogu, a przede wszystkim okazją do dawania świadectwa świętości życia – życia z pasją. Do wielu środowisk sportowych kapłani niestety, póki co, nie docierają i dlatego zainteresowanie którąś z dyscyplin sportowych można rozumieć w perspektywie swoistego charyzmatu, otwierającego nowe horyzonty dla duszpasterstwa ukierunkowanego na konkretne osoby.

  1. Postulat harmonijnego rozwoju.

Skrajności na ogół nie są korzystne. Jedynym extremum, do którego każdy chrześcijanin jest zobowiązany, to radykalne wcielanie w życie Chrystusowej Ewangelii. Poza tym wyjątkiem zasada złotego środka zdaje się być wysoce atrakcyjna. Cielesność i duchowość człowieka domaga się pewnej wyważonej wedle odpowiedniej proporcji, równowagi. Stąd też wypływa imperatyw aktywności fizycznej zwłaszcza wśród osób powołanych, którym w mniejszym stopniu grozi zaniedbanie „ducha” kosztem „ciała”.

Na zakończenie – Salus animarum suprema lex.

Konieczności uprawiania sportu przez kapłanów nie można również absolutyzować. Dbałość o sferę fizyczną nigdy nie powinna przesłonić głównego celu życia każdego człowieka: zjednoczenia z Jezusem w radości nieba. Chodzi tutaj zarówno o zbawienie samego kapłana, jak i wszelkie wysiłki, które wkłada w doprowadzenie do tego stanu wiernych do których został posłany. Salus animarum suprema lex i wobec tego wszystkie tezy i zachęty tego tekstu muszą usunąć się na drugi plan. Usunąć się, ale nie zniknąć, bo sprawa „walki o dusze wiernych” domaga się również rozumnej taktyki, w której ważną rolę odgrywa kondycja duchowa, lecz także fizyczna walczących. Niech ten artykuł stanie się motywacją do podjęcia starań również o ową drugą stronę ludzkiej kondycji.

Bibliografia:
Bean A., Żywienie w sporcie, Poznań 2008
Kowalczyk S., Elementy filozofii i teologii sportu, Lublin 2010

Krzysztof Pach – alumn V roku WSD w Tarnowie; zainteresowania: egzegeza biblijna, filozofia przyrody, sporty siłowo-wytrzymałościowe, sztuki walki, śpiew.

Udostępnij Tweet