Źródła autorytetu kaznodziei – ks. Henryk Sławiński

 

Wszyscy mamy głęboko zakorzenione poczucie obowiązku ulegania autorytetom. Jest to zresztą społecznie korzystne. W ciągu swego życia człowiek ma do czynienia z wieloma autorytetami. Zazwyczaj w takiej roli występują rodzice i nauczyciele, a nierzadko również przywódcy duchowi – kaznodzieje. W swoich rozważaniach o autorytecie Hannah Arendt (1906–1975) przypomniała stwierdzenie niemieckiego historyka Theodora Mommsena (1817–1903), że autorytet jest czymś więcej niż tylko poradą, ale mniej niż rozkazem; jest on poradą, której nie wolno ignorować. W podobny sposób można scharakteryzować wypowiedź kaznodziei: jest ona czymś więcej niż poradą, a mniej niż rozkazem; jest poradą, której bez poważnej straty nie można ignorować.

Celem niniejszego opracowania jest ukazanie źródeł autorytetu kaznodziei, a więc tego, co sprawia, iż jest on autorytetem dla słuchających go wiernych. Najpierw więc podamy etymologię terminu „autorytet” i wyjaśnimy jego znaczenie, a następnie omówimy poszczególne źródła autorytetu kaznodziei. W końcu dokonamy podsumowania przeprowadzonych rozważań, podkreślając potrzebę troski o osobisty autorytet kaznodziei.

  1. Etymologia i znaczenie terminu „autorytet”

Nazwa „autorytet” pochodzi od łacińskiego terminu auctoritas, oznaczającego powagę, władzę, dostojeństwo, prawa ojca wobec dzieci, a także moc prawa. Do języka polskiego termin ten dostał się za pośrednictwem niemieckiej formy Autorität. Obecnie terminu „autorytet” używa się na oznaczenie czyjegoś znaczenia w doniosłej dziedzinie życia, połączonego z wpływem na myślenie i – niekiedy – na postępowanie innych. Autorytet jest więc zjawiskiem społecznym: określony człowiek jest autorytetem dla innych, o ile znajdują się oni pod jego wpływem, przynajmniej w jakimś zakresie.
Według W. Stróżewskiego, autorytet człowieka konstytuowany jest przede wszystkim przez odniesienie do wartości moralnych, takich jak prawda i odpowiedzialność.
Autorytet może przysługiwać poszczególnym osobom. Wtedy mówimy o autorytecie osobistym. Może on także – w szerszym sensie – przysługiwać instytucji. Mówimy wówczas o autorytecie instytucjonalnym. Jest on należny osobom, które reprezentują daną instytucję. Kaznodziei przysługuje autorytet instytucjonalny, jako że jest on reprezentantem instytucji, jaką jest Kościół. Kaznodzieja może i powinien zdobyć sobie także autorytet osobisty. Jednak fundamentalnym źródłem autorytetu kaznodziei jest Bóg, w którego imieniu kaznodzieja przemawia. Kolejno więc omówimy źródła autorytetu kaznodziei, jakimi są: autorytet Boga, posłannictwo Kościoła oraz dojrzałość osobista.

  1. Autorytet Boga fundamentalnym źródłem autorytetu kaznodziei

Nadprzyrodzonym i dlatego pierwszorzędnym źródłem autorytetu kaznodziei jest Bóg. Kaznodzieja jest bowiem jakby ustami Pana Boga. Przyjmuje Jego słowo z wiarą po to, by następnie przekazywać je Ludowi Bożemu. Kaznodzieja pozwala, by Bóg postąpił z nim tak, jak z prorokiem Jeremiaszem. Prorok tak opisał swoje doświadczenie: „I wyciągnąwszy rękę, dotknął Pan moich ust i rzekł mi: Oto kładę moje słowa w twoje usta” (Jr 1, 9). Kaznodzieja, podobnie jak prorocy Izraela, jest głosicielem słowa Bożego. Według św. Augustyna „nikt inny nie jest prorokiem Boga, jak tylko ten, kto ogłasza słowa Boże ludziom, którzy nie mogą lub nie są godni usłyszeć Go osobiście”. Zadaniem kaznodziei, podobnie jak proroka, jest oznajmianie w imieniu Boga i z Jego autorytetem tego, co Bóg uczynił dla swojego ludu i czego od niego oczekuje.
Mówiąc o podobieństwie kaznodziei do biblijnego proroka, należy koniecznie wskazać istotną różnicę. Prorocy biblijni byli pośrednikami Bożego objawienia. Jednakże publiczne objawienie skończyło się z chwilą śmierci ostatniego z Apostołów. Nie ma więc w Kościele proroków, o jakich mówi Biblia. Kaznodzieja chrześcijański nie jest prorokiem w sensie biblijnym, bo nie otrzymuje bezpośredniego objawienia od Boga. Bóg nie kieruje już do ludzi słowa w taki sposób, jak mówił do proroków, bo wszystko, co miał do powiedzenia wypowiedział najdoskonalej w swoim Wcielonym Słowie, Jezusie Chrystuse. Nawet jeśli kaznodzieja otrzymałby prywatne objawie-nie od Boga, nie wniosłoby ono niczego nowego do Objawienia zawartego w Piśmie Świętym i interpretowanego przez Urząd Nauczycielski Kościoła. Dlatego też prywatne objawienia nie podnoszą autorytetu mówcy. On nie płynie z prywatnych objawień, ale z udziału w zbawczym posłannictwie Chrystusa.
Chrystus zechciał bowiem, aby do końca świata Apostołowie i ich następcy w Jego imieniu szli i nauczali wszystkie narody, ucząc je zachowywać wszystko, co On im polecił (por. Mt 28, 20; KK, n. 20). Chrystus zapewnił też uczniów o swojej asystencji, mówiąc: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 20). Wcześniej zaś, gdy wyznaczył siedemdziesięciu dwóch uczniów „i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział… do nich: …Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz kto Mną gardzi, gardzi Tym, który Mnie posłał” (Łk 10, 1–2.16). Również św. Jan zapisał w Ewangelii analogiczny mandat Chrystusa: „Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam” (J 20,21). Tymi słowami Chrystus obdarzył głosicieli Ewangelii swoim autorytetem.
Świadomość otrzymanego od Boga autorytetu towarzyszyła św. Pawłowi podczas jego przepowiadania. Świadczą o tym jego słowa skierowane chociażby do Tesaloniczan: „Dlatego nieustannie dziękujemy Bogu, bo gdy przyjęliście słowo Boże, usłyszane od nas, przyjęliście je nie jako słowo ludzkie, ale – jak jest naprawdę – jako słowo Boga, który działa w was wierzących” (1 Tes 2, 13). Do autorytetu Boga Paweł odwołał się również w Drugim Liście do Koryntian, pisząc: „Tak więc w imieniu Chrystusa spełniamy posłannictwo jakby Boga samego, który przez nas udziela napomnień. W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem” (2 Kor 5, 20). W komentarzu do tych słów, św. Augustyn zaznaczył, że: „Chrystus jest tym, który uczy. Jego szkoła znajduje się na ziemi, a szkołą jest Ciało Chrystusowe. Tak oto Głowa uczy, a członki słuchają”. Wypowiedź św. Augustyna wyraźnie potwierdza, że kaznodzieja jest głosem Chrystusa albo inaczej ujmując, Chrystus jest Tym, który przemawia przez usta kaznodziei; w jego usta wkłada swoje zbawcze słowo.
Również we współczesnej homiletyce podkreśla się Boże posłannictwo jako źródło autorytetu kaznodziei. W takim ujęciu, kazanie to wypowiedź człowieka, w której i przez którą przemawia sam Bóg. Kaznodzieja pozostaje do dyspozycji Boga, jak herold jest na służbie swego władcy. Z definicji kazania jako słowa Bożego wynika, że jest ono nie tylko wypowiedzią na temat Boga, ale przemówieniem samego Boga za pośrednictwem ludzkiej wypowiedzi kaznodziei.
Przekonanie o pochodzącym od Boga autorytecie kaznodziei zostało wyrażone przez ojców II Soboru Watykańskiego. W konstytucji Lumen gentium przypomnieli oni, że „Jezus Chrystus… założył Kościół, posławszy Apostołów, tak jak sam został posłany przez Ojca (por. J 20, 21), chciał też, aby ich następcy, mianowicie biskupi, byli w Kościele Jego pasterza-mi aż do skończenia świata… kto ich słucha, słucha Chrystusa, a kto nimi gardzi, Chrystusem gardzi i Tym, który posłał Chrystusa” (KK n. 18; 20; por. Łk 10, 16).
Analogiczne myśli znalazły swój wyraz w posoborowym nauczaniu Stolicy Apostolskiej. W encyklice Mysterium fidei wydanej pod koniec II Soboru Watykańskiego (3 września 1965 r.) papież Paweł VI, mówiąc o wielorakiej obecności Chrystusa w liturgii, zaznaczył, że Chrystus jest obecny w przepowiadaniu swojego Kościoła. Z kolei Jan Paweł II z okazji dwudziestej piątej rocznicy soborowej konstytucji Sacrosanctum concilium w liście apostolskim Vicesimus quintus podkreślił, że kapłan jako kaznodzieja działa in persona Christi. Z tego powodu słowo Boże proklamowane przez niego, zwłaszcza w homilii, powinno być słuchane z wiarą i przyjęte na modlitwie.
Dawniej, gdy homiletyka była rozumiana jako retoryka kościelna, nie eksponowano nadprzyrodzonego źródła autorytetu kaznodziei, a kazanie rozpatrywano w wymiarze horyzontalnym jako wydarzenie między kaznodzieją i słuchaczem. Obecnie, przy istotnej roli teologii przepowiadania w homiletyce, kazanie rozpatrywane jest przede wszystkim w wymiarze wertykalnym jako wydarzenie między człowiekiem a Bogiem, a więc akt bosko-ludzki. Współcześni teologowie podkreślając zaangażowanie wszystkich Osób Bożych w akt przepowiadania uznają, że słowa kaznodziei są przemówieniem Boga przez Chrystusa w mocy Ducha Świętego.
Tak zaś rozumiane słowo ma nie tylko funkcję noetyczną, poznawczą, ale przede wszystkim obfituje w moc, mogącą kształtować ludzkie życie. Trzeba tu jednak doprecyzować, że ze względu na swój bosko-ludzki charakter nie każde kazanie może być uznane za słowo Boga, ale tylko to, którego treść zgodna jest z Objawieniem Bożym tłumaczonym tak, jak rozumie je Kościół.

  1. Posłannictwo Kościoła źródłem instytucjonalnego autorytetu kaznodziei

Żaden kaznodzieja, chcący pozostać w jedności z Kościołem, nie występuje we własnym imieniu, ale jako urzędowy reprezentant Kościoła. To cały Kościół, a nie pojedynczy kaznodzieja, jest powiernikiem Chry-stusowej misji głoszenia słowa Bożego. Toteż obowiązkiem i prawem całego Kościoła jest przepowiadanie Ewangelii. Prawo to jest według Kodeksu prawa kanonicznego prawem wrodzonym (łac. ius nativum – kan. 747, § 1), a więc takim, które stanowi o tożsamości Kościoła. Jest to też prawo niezbywalne, a więc i niezależne od jakiejkolwiek władzy ludzkiej. W zakresie przepowiadania słowa Bożego Kościołowi przysługuje autonomia. Zachowanie jej służy autorytetowi Kościoła w zakresie posługi słowu Bożemu.
Kościół jako taki nie ma innego sposobu realizacji posługi słowa, jak tylko przez pojedynczych kaznodziejów, którzy są jego przedstawicielami i przemawiają z jego autorytetem, o ile tylko w oparciu o Pismo Święte, Tradycję i Magisterium Kościoła uczą tego, czego uczy Kościół, a więc przede wszystkim: „w co należy wierzyć i co trzeba czynić dla chwały Bożej i zbawienia ludzi” (kan. 768, § 1). Kodeks prawa kanonicznego dopowiada bardziej szczegółowo, że treścią przepowiadania powinno być nauczanie Urzędu Nauczycielskiego Kościoła „o godności i wolności osoby ludzkiej, o jedności i trwałości rodziny oraz o jej zadaniach, o obowiązkach ludzi żyjących w społeczeństwie, jak również o układaniu spraw doczesnych zgodnie z porządkiem ustanowionym przez Boga” (kan. 768, § 2). Tak więc wierność nauczaniu Magisterium Kościoła na temat wymienionych kwestii jest niezbędnym warunkiem partycypowania w autorytecie Kościoła. Toteż kaznodzieja nie może wybierać z depozytu wiary tylko niektórych prawd, a inne pomijać. Nie jest bowiem panem Słowa, ale jego sługą, jak to sformułował Jan Paweł II w adhortacji Pastores dabo vobis: „Nie jest jedynym posiadaczem tego Słowa: jest dłużnikiem Ludu Bożego… Głosi Słowo jako «sługa», uczestnicząc w urzędzie prorockim Chrystusa i Kościoła”16.
Przywilej przepowiadania słowa Bożego w imieniu Kościoła i z jego autorytetem pociąga za sobą określone reperkusje. Nie można w zgromadzeniu eucharystycznym Kościoła katolickiego powierzać przepowiadania słowa Bożego członkom innego Kościoła lub wspólnoty eklezjalnej. Wypowiedziała się na ten temat wprost Papieska Rada ds. Popierania Jedności Chrześcijan w Dyrektorium w sprawie realizacji zasad i norm dotyczących ekumenizmu (1993). W dokumencie tym zaznaczono wyraźnie, iż wykluczone jest powierzanie głoszenia homilii w zgromadzeniu liturgicznym członkom innego Kościoła lub wspólnoty eklezjalnej. Niezbędne jest, aby homilista utożsamiał się z Kościołem katolickim i jego doktryną. „W katolickiej liturgii eucharystycznej homilia, stanowiąca część samej liturgii, zastrzeżona jest kapłanowi lub diakonowi, albowiem jest ona przedstawieniem tajemnic wiary i norm życia chrześcijańskiego zgodnie z nauką tradycji katolickiej”. W wyjątkowych okazjach i dla słusznej przyczyny biskup diecezji może pozwolić, by członek innego Kościoła lub wspólnoty eklezjalnej pełnił funkcję lektora podczas sprawowania Eucharystii Kościoła katolickiego, ale nawet biskup nie może udzielić takiego pozwolenia w odniesieniu do głoszenia homilii, która w liturgii katolickiej jest przepowiadaniem w imieniu Kościoła katolickiego.
Innego zdania jest bp A. Nossol. W jednym z wywiadów na początku 2008 r. oświadczył on: „Za każdym razem, gdy na posiedzeniu plenarnym Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan… mówimy o ekumenizmie u nas, wszyscy się dziwią, a nawet nie dowierzają, że tak to się dzieje. Najwięcej zdumienia budzi fakt, że w wyznaczonych kościołach w Polsce w czasie Eucharystii kazania głoszą duchowni innych wyznań. Pamiętam, jak kiedyś kard. Joseph Ratzinger, jeszcze jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary, powiedział zaskoczony. «Przecież przepisy nie zezwalają na to». Wtedy odpowiedzieliśmy, że zatwierdził to jeszcze kard. Stefan Wyszyński, który widział w tej praktyce element scalania wiernych ponad podziałami wyznaniowymi, a w pewnym sensie także politycznymi czy światopoglądowymi. Wtedy kard. Ratzinger odpowiedział: «No skoro tak chciał kardynał Wyszyński, to w drodze wyjątku musimy to zaakceptować»”.
Takiej argumentacji nie da się przyjąć, gdy uwzględni się zarówno wspomnianą wypowiedź Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan, jak też fakt, że w 1983 r., a więc już po śmierci kard. Wyszyńskiego, ukazał się Kodeks prawa kanonicznego, który jednoznacznie zarezerwował głoszenie homilii podczas Mszy św. kapłanowi lub diakonowi (kan. 767, § 1). A przygotowana przez osiem dykasterii watykańskich instrukcja z 1997 r. pt. Ecclesiae de mysterio o zaangażowaniu wiernych świeckich w posługę kapłanów dopowiedziała, że „nawet biskup diecezjalny nie ma prawa dys-pensować od tego przepisu kanonicznego, jako że nie jest to ustawa czysto dyscyplinarna, lecz dotycząca funkcji nauczania i uświęcania, ściśle ze sobą powiązanych”. Instrukcja Ecclesiae de mysterio doprecyzowała ponadto, że „Poza Mszą św. wierni nie wyświęceni mogą głosić homilię w sposób zgodny z prawem lub z przepisami liturgicznymi oraz przy zachowaniu klauzul w nich zawartych”.
Warto dodać, że nie może głosić homilii z autorytetem Kościoła nie tylko ktoś, kto nie akceptuje całkowicie nauczania Magisterium Kościoła katolickiego, ale ponadto kapłan lub diakon, „którzy utracili stan duchowny lub porzucili sprawowanie posługi kapłańskiej”. Stolica Apostolska bardzo radykalnie zaznacza, że wspomnianym osobom nie można powierzać głoszenia homilii w żadnym przypadku. Od osób bowiem, które przepowiadają słowo Boże z autorytetem Kościoła, oczekuje on nie tylko ortodoksji, ale także ortopraktyki, wyrażonej m.in. przez wierność podjętej posłudze.
Udział w przepowiadaniu z autorytetem Kościoła przekazywany jest w dwojaki sposób: przez święcenia i przez misję kanoniczną. Za sprawą sakramentu święceń przywilej przepowiadania z autorytetem Kościoła przysługuje biskupom, prezbiterom i diakonom. Wierni świeccy natomiast „na mocy chrztu i bierzmowania są świadkami ewangelicznego orędzia przez słowo i przykład życia chrześcijańskiego. Mogą być też powoływani na współpracowników biskupa i prezbiterów w wykonywaniu posługi słowa” (KPK, kan. 759).
O ile wszyscy ochrzczeni są powołani do przepowiadania słowa Bożego słowem i przykładem życia, o tyle niektórzy mogą być powołani na kaznodziejów, ale zawsze jako współpracownicy biskupów i kapłanów. Kierowanie bowiem posługą słowa w Kościele zostało powierzone biskupom. W odniesieniu do całego Kościoła zadanie to należy do Biskupa Rzymu i Kolegium Biskupów (KPK, kan. 756, § 1) a „w odniesieniu do powierzonego sobie Kościoła partykularnego zadanie to sprawują poszczególni biskupi” (KPK, kan. 756, § 2). Tak więc biskupom przysługuje nie tylko autorytet kaznodziejów, ale też autorytet stróżów depozytu wiary, który przejawia się w pilnym czuwaniu nad posługą słowa w Kościołach partykularnych.

  1. Dojrzałość osobowa jako źródło autorytetu kaznodziei

Oprócz autorytetu instytucjonalnego otrzymanego od Kościoła ze względu na przepowiadanie słowa Bożego w jego imieniu, kaznodzieja może posiadać jeszcze dodatkowo autorytet osobisty. O ile jednak pierwszy jest dany każdemu kaznodziei z urzędu, o tyle na ten drugi poszczególny kaznodzieja musi długo i rzetelnie zapracowywać. Łączy się on bowiem z kształtowaniem dojrzałej osobowości. Ta zaś obejmuje dojrzałość w warstwie ludzkiej, intelektualnej, duchowej i duszpasterskiej.

  1. Dojrzałość w warstwie ludzkiej wyraża się w dyscyplinie wewnętrznej, która uzewnętrznia się w harmonii gestów i ruchów, powierzchowności skromnej a zarazem pełnej elegancji, która budzi u innych respekt już przy pierwszym zetknięciu z taką osobą. Dojrzałość ludzka wyraża się także w wypracowanym ładzie, wynikającym z troski o higienę i zewnętrzną schludność; w zdolności do opanowania popędów i odruchów. Z pewnością dojrzałość taka nie jest łatwa do osiągnięcia, gdyż jakakolwiek przesada w nadmiernej trosce o ciało i o wygląd zewnętrzny staje się śmieszna jako wyraz próżności. Z kolei postawa zaniedbania troski o wygląd zewnętrzny budzi lekceważenie i prowadzi do odrzucenia albo stwierdzenia braku autorytetu u danej osoby.
    Wyrazem ludzkiej dojrzałości kaznodziei jest prawidłowo ukształtowane sumienie, które skłania do posłuszeństwa zobowiązaniom moralnym i po-zwala „mądrze kierować sumieniami wiernych”: zachęcać ich do słuchania głosu Boga, który przemawia w głębi ludzkiego serca, oraz do wytrwałego posłuszeństwa woli Bożej. Warto tu nawiązać do klasycznego określenia mówcy idealnego, które podał Marcus Fabius Quintilianus (ok. 35–96): vir bonus dicendi peritus – człowiek szlachetny, biegły w mowie. A więc oprócz biegłości w sztuce retoryki, cechą dobrego mówcy jest także autorytet moralny, czyli prawość w życiu i postępowaniu.
    Ludzka dojrzałość kaznodziei sprawia, że staje się on dla swych słuchaczy autorytetem – „pomostem, a nie przeszkodą w ich spotkaniu z Jezusem Chrystusem”. Dzięki tej dojrzałości kaznodzieja nie stawia osobistych więzów uczuciowych ze słuchaczami wyżej niż ich więzi z Chrystusem. Nie przesłania sobą Jezusa Chrystusa. Przypomina raczej Jana Chrzcicie-la, który swoim uczniom, zatroskanym o jego autorytet, mógł powiedzieć o Chrystusie: „Potrzeba, by On wzrastał, a ja się umniejszał” (J 3, 30).
  1. Na dojrzałość w warstwie intelektualnej składa się wysoka kultura intelektualna, czyli erudycja, elokwencja, zdolność do koncentracji uwagi, szerokie horyzonty myślowe, a także wysoka jakość myślenia czyli logiczność argumentacji, umiejętność docierania do istoty zagadnienia i wykorzystania posiadanej wiedzy w praktyce oraz zdolność do przewidywania skutków podejmowanych decyzji. Na tę dojrzałość składa się ponadto zdolność do odczytywania znaków czasu we współczesnej kulturze i pozytywny obraz siebie, czyli zdolność konfrontowania swych możliwości i faktycznych osiągnięć.
    Dojrzały kaznodzieja to przede wszystkim człowiek wierzący, który zastanawia się nad własną wiarą (fides quaerens intellectum). W tej refleksji nad wiarą chce być wierny Bogu i człowiekowi, dlatego jego studium z jednej strony dotyczy słowa Bożego, a z drugiej koncentruje się na człowieku. Dzięki niezbędnej znajomości nauk o człowieku – socjologii, psychologii, pedagogiki, nauk ekonomicznych i politycznych – może mówić do swych adresatów językiem dla nich zrozumiałym, na wzór Chrystusa. „Wierność wobec Niego wymaga utrzymania tej więzi ze współczesnością”. Oprócz niezbędnej wiedzy teologicznej dojrzałość intelektualna kaznodziei obejmuje ponadto kompetencje komunikacyjne, tj. umiejętności w zakresie formy przekazu orędzia chrześcijańskiego.
  1. Z kolei dojrzałość w warstwie duchowej wyraża się w otwartości na wartości najwyższe, sakralne. Łączy się ściśle z dojrzałością religijną. Człowiek dojrzały duchowo odkrywa w Bogu najgłębszy sens i cel swojego życia. Pragnie bez reszty realizować wolę Bożą i ze względu na Boga służyć ludziom. Naśladując Chrystusa, Boga-Człowieka, staje się zdolny do proegzystencji, czyli do życia dla innych, do bezinteresowności, ofiary i poświęcenia aż do heroizmu i męczeństwa – staje się wówczas niekwestionowanym, powszechnym autorytetem, jak na przykład Matka Teresa z Kalkuty czy Jan Paweł II.
    Dojrzałość duchowa pełni naczelną i jednoczącą rolę w dojrzałości osobowej człowieka. Jej podstawę stanowi wewnętrzne zjednoczenie z Jezusem Chrystusem, który powiedział: „Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeśli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. […] Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić” (J 15, 4–5).
    Głosiciel słowa Bożego, podobnie jak prorocy starotestamentalni, może przemawiać z autorytetem, gdy sam najpierw słucha słowa Bożego i podporządkowuje się woli Bożej; sam uważnie rozważa słowo Pana, żyje nim i dopiero potem przekazuje innym. Dobrze oddaje tę myśl średniowieczna maksyma, którą przez wieki mają się kierować kaznodzieje: contemplare et contemplata aliis tradere, czyli – dzielić się z innymi owocami osobistej kontemplacji.
    Tylko głosiciel słowa, który na własnym przykładzie przekonuje się o prawdzie Bożych słów, może z pasją głosić je innym. Tylko przekonany może przekonać innych; tylko ten, kto płonie, może zapalać innych; może opowiedzieć innym o osobistym doświadczeniu poszukiwania Boga i realizacji Jego woli. Wyrazem dojrzałości duchowej jest szczere ukazanie siebie innym jako wzoru postępowania, podobnie jak to uczynił św. Paweł, mówiąc: „Bądźcie naśladowcami moimi, tak jak ja jestem naśladowcą Chrystusa” (1 Kor 11, 1; por. 2 Tes 3, 7).
  1. Dojrzałość w warstwie duszpasterskiej dotyczy relacji społecznych i działalności ludzkiej. Przejawia się ona poczuciem odpowiedzialności, sumiennością i sprawiedliwością w działaniu oraz gotowością do bezinteresownej służby na rzecz społeczeństwa. Dojrzałość w tej warstwie przejawia się ponadto umiejętnością opanowania tremy i lęku przed porażką oraz gotowością narażenia się na zazdrość i jej konsekwencje. Omawiana dojrzałość rozwija się w czasie odpowiedzialnego pełnienia funkcji publicznych.
    Kaznodzieja dojrzały społecznie odznacza się uprzejmością, gościnnością, szczerością w słowach i w intencjach, wyrozumiałością, wielkodusznością i gotowością do służby, przebaczania i pocieszania innych. Umie wyrażać spokojne i zrównoważone sądy. Potrafi utrzymywać więzi z innymi i okazywać szacunek w relacjach z mężczyznami i kobietami. Jest gotowy ponosić odpowiedzialność za wspólnotę i budować w niej jedność. Odżegnuje się od wszelkiego mataczenia i potrafi konsekwentnie działać, pomimo niewybrednych ataków na swą osobę ze strony tych, dla których stanowi wyrzut sumienia. Jednakże to właśnie nonkonformizm w kwestiach zasadniczych weryfikuje autorytet i go umacnia.
    Jeśli kaznodzieja jest dojrzałym duszpasterzem, staje się niekwestionowanym przywódcą duchowym, który organizuje i umacnia wspólnotę wierzących. Ona zaś jest dziś bardzo wymownym świadectwem wiary i jedną z najskuteczniejszych metod przepowiadania.
    Autorytet wynikający z dojrzałości osobowej kaznodziei jest wynikiem jego wytrwałego, wieloletniego rozwoju. Zdobywa się go w stosunkowo długim czasie. Trudno go zdobyć, łatwo można go stracić, a najtrudniej jest ponownie go odzyskać. Historia kaznodziejstwa zna całe mnóstwo kaznodziejów, którzy byli autorytetami. Jednym z nich był św. Augustyn, przedstawiany w ikonografii chrześcijańskiej z płonącym sercem, bo płonął miłością do Boga, do słowa Bożego, do Kościoła, do ludzi. Rozważał słowo Boże, by nim żyć i głosić innym. Wskazywał, że zażyłość kaznodziejów ze słowem Bożym jest koniecznością, by żaden z nich nie stał się „próżnym  głosicielem słowa Bożego na zewnątrz, nie będąc wewnątrz jego słuchaczem”.

 5. Podsumowanie

  1.  Rzadko się mówi o autorytecie kaznodziei, jakkolwiek jest on przez wiernych intuicyjnie wyczuwany i uznawany. Człowiek bowiem odczuwa głód Boga. Ma potrzebę słuchania słowa Bożego. Potrzebuje jego głosicieli (por. Rz 10, 14). Jednocześnie sensus fidelium – wyczucie wierzących skłania ich do przyjmowania przepowiadanego słowa Bożego w postawie posłuszeństwa wiary na wzór Tesaloniczan, których chwalił św. Paweł, bo to, co głosił przyjmowali nie jako słowo ludzkie, ale jako słowo samego Boga (por. 1 Tes 2, 13).
  2. Pragnienie słuchania słowa Bożego i uznawanie autorytetu kaznodziei nie utożsamia się z gotowością słuchaczy do zastosowania w życiu usłyszanych słów. Nawet sam Pan Jezus nie odniósł sukcesu komunikacyjnego w takim stopniu, by wszyscy Jego słuchacze uczynili to, do czego tak przekonująco zachęcał. Brak całkowitej zgody z nauczaniem autorytetu wcale go nie pomniejsza. Ludzie bowiem zawsze potrzebują i będą potrzebowali autorytetów, które słowem i przykładem stawiają wymagania sobie i innym.
  3. Kaznodzieja, chcąc pozostać sobą, nie może szukać taniej popularności za cenę rezygnacji z wierności słowu Bożemu i misji otrzymanej od Kościoła. Każdy głosiciel słowa Bożego występuje nie jako właściciel słowa, którym mógłby swobodnie dysponować, ale jako jego sługa. Jednak występowanie właśnie w takiej roli staje się dla głosiciela źródłem autorytetu. Jest on bowiem niejako ustami Boga; występuje w Jego imieniu, a więc i partycypuje w autorytecie Boga jako Jego przedstawiciel.
  4. Źródłem autorytetu kaznodziei jest też Kościół. To całemu Kościołowi, a nie poszczególnemu kaznodziei zostało przekazane przez Chrystusa posłannictwo zbawcze. Poszczególny kaznodzieja jest posyłany przez Kościół, aby głosił to i tylko to, czego oczekuje od niego Kościół. Kaznodzieja nie jest więc całkowicie autonomiczny w zakresie prawd, które głosi. Zarówno papież, jak też pozostali biskupi, kapłani, diakoni i świeccy – wszyscy głosiciele słowa mają głosić misterium Chrystusa, które jest w nas obecne i działa (por. KL, n. 35), albo inaczej ujmując – to, w co należy wierzyć i co należy czynić, aby osiągnąć zbawienie. Wierność posłannictwu Kościoła daje każdemu kaznodziei uczestnictwo w jego instytucjonalnym autorytecie.
  5. I wreszcie trzecim źródłem autorytetu jest osobowa dojrzałość kaznodziei. Nie jest ona osiągana w jednym akcie, ale jest długotrwałym procesem, który obejmuje dojrzewanie w warstwie ludzkiej, intelektualnej, duchowej i duszpasterskiej. Autorytet osobisty, który nie jest łatwo zdobyć, domaga się ciągłej pielęgnacji. Kaznodzieja aspirujący do bycia autorytetem, musi uczestniczyć w pokojowym zmaganiu z innymi aspirantami do tego tytułu. Musi wciąż potwierdzać, że zasługuje na zaufanie ze strony słuchaczy. Nie może więc lekceważyć małych ról, ale z największą powagą traktować każde wystąpienie i każde audytorium, do którego przemawia. Nigdy do końca nie wie, jaki wpływ i na kogo wywrze swoim przepowiadaniem.

Ks. Henryk Sławiński – dr hab., homileta i pedagog, adiunkt w Katedrze Komunikacji Religijnej Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie; wykładowca homiletyki w Instytucie Filozoficzno-Teologicznym Dominikanów oraz Wyższym Seminarium Duchownym Księży Misjonarzy św. Rodziny. Sekretarz Sekcji Homiletów Polskich, członek Koła Współpracowników Komisji Języka Religijnego PAN. Autor kilku książek, wielu artykułów naukowych i publicystycznych, recenzji oraz homilii i kazań.

Powyższy artykuł pierwotnie ukazał się w „Ateneum Kapłańskim” 606 (2010), z. 2, t. 154, s. 313-324. Publikacja na stronie formacja.diecezja.tarnow.pl za zgodą Autora.

Udostępnij Tweet