Sakrament pojednania sakramentem miłosierdzia – ks. Adam Kokoszka

Wprowadzenie

Ojciec Tomasz Roztworowski SJ (1904-1974), wspominając wakacje z Karolem Wojtyłą, pisze: „Uderzył mnie (…) następujący fakt – po porannej Mszy św. jedna z uczestniczek kajaków, poprosiła o spowiedź. Patrzyłem z daleka na sprawowany przez Wujka sakrament pojednania. Po skończonej spowiedzi pocałował ją w czoło, tak jak to czyni ojciec chcąc okazać dziecku czułość i szacunek”. To wydarzenie, w którym przyszły papież pokazuje i uczy swoim przykładem, jak sakrament pojednania łączyć z tajemnicą Bożego miłosierdzia, niech stanowi ilustrację do naszych rozważań zatytułowanych: „Sakrament pojednania sakramentem miłosierdzia.”

W encyklice „Dives in Misericordia” Jan Paweł II napisze: „Kościół żyje swoim autentycznym życiem, kiedy wyznaje i głosi miłosierdzie – najwspanialszy przymiot Stwórcy i Odkupiciela – i kiedy ludzi przybliża do Zbawicielowych zdrojów miłosierdzia, których jest depozytariuszem i szafarzem”. Dlatego, jego następca,  Benedykt XVI, nalegał: „Trzeba powrócić do konfesjonału jako miejsca sprawowania sa­kramentu pojednania, ale także jako miejsca, w którym należy «przebywać» częściej, aby wierny mógł znaleźć miłosierdzie, radę i umocnienie, mógł poczuć się kochany i zrozumiany przez Boga oraz doświadczać obecności miłosierdzia Bożego obok rzeczywistej Obecności w Eucharystii”. W bulli „Misericordiae Vultus”, ustanawiającej nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia, przebiegający pod hasłem: „Miłosierni jak Ojciec”, papież Franciszek, myśląc o szafarzach sakramentu pojednania, zamieścił następującą refleksję: „Nie zmęczy mnie nigdy powtarzanie, żeby spowiednicy stali się prawdziwym znakiem miłosierdzia Ojca. Bycie spowiednikiem to nie improwizacja. Spowiednicy są wezwani, aby byli zawsze i wszędzie, w każdej sytuacji i pomimo wszystko, znakiem prymatu miłosierdzia”, wobec penitentów.

  1. Przystępujący do konfesjonału – kim oni dziś są?

Nie jest prawdą, że współczesny człowiek nie uznaje zła i nie mówi na jego temat. Skończyły się czasy Angelo Hesnarda francuskiego psychiatry, który na przełomie lat 50. i 60. XX wieku zdobył dużą popularność dzięki swojej książce „Moralność bez grzechu”, w  której rozpowszechniał tezę, że należy koniecznie stworzyć społeczeństwo, w którym „nie będzie już ani świętych, ani grzeszników”.

Współczesny człowiek generalnie nie lubi moralizatorstwa i samego słowa „grzech”. W związku z tym we współczesnej kulturze językowej spotykamy wiele określeń zastępczych, świadczących o tym, że ludzie nie akceptują zła, chociaż nie posługują się terminem teologicznym – grzech! Dla przykładu można wymienić ta­kie określenia jak: korupcja (zamiast kradzież, krzywda, wyzysk), „brak tolerancji” (zamiast nienawiść), molestowanie (zamiast gwałt, zgorszenie nieletnich, cudzołóstwo) jazda kierowcy po pijanemu (zamiast narażanie życia na zranienie i śmierć), aborcja (zamiast zabójstwo nienarodzonych), związek partnerski (zamiast małżeństwo niesakramentalne), niedzielne marketowanie (zamiast brak uszanowania dla dnia świętego), „mówienie o ludziach” (zamiast plotkowanie czy oczernianie) itp.

Jeszcze wyraźniej widać tego rodzaju wartościowanie etyczne w tzw. „nowomowie” młodzieżowej. Młodzi ludzie nie mówią już o grzechach dawnym językiem. Używają jednak ostrych i drastycznych słów dla określenia zła, takich jak: „paranoja”, „barowanie”, „dno”, „świrowanie” (zamiast działań nie­odpowiedzialnych), „ćpanie”, „branie”, „spanie razem”, „życie z chłopakiem”, „życie z dziewczyną” (zamiast uprawianie seksu przedmałżeńskiego), „kochanie się” (zamiast współżycia seksualne­go), „szabasowanie” (na oznaczenie orgii dyskotekowych), „nie jestem fanką czarnych” (zamiast – jestem niewierząca), „ochrona” (zamiast – wy­muszanie haraczu od słabszych) itp. U takich penitentów istnieje zeświecczona świadomość zła moralnego. Brak w niej uznania tego zła za grzech i poddania go rozgrzeszeniu w sakramencie pojednana z Bogiem  i Kościołem.

Dotykamy tu problemu, na który uwrażliwiał papież Franciszek podczas spotkania z polskimi biskupami na Wawelu. Odpowiadając na pytanie abp. Marka Jędraszewskiego, w jaki sposób wyjść dzisiaj naprzeciw sekularyzacji, która niszczy duchowość, religijność i wiarę, papież, zwrócił uwagę na dwa zjawiska –  gnostycyzm, czyli życie bez Chrystusa, gdzie liczą się tylko emocje i indywidualistyczne spojrzenie na rzeczywistość, oraz na pelagianizm – gdzie Bóg i Kościół nie są potrzebne człowiekowi do zbawienia.

Ludzie, którym trudno jest żyć z ciężarem własnej słabości, próbują – w zsekularyzowanym świecie – sami rozgrze­szać się „bezbożnie” (bez Boga). Świadczą o tym choćby następujące wyrażenia z języka potocznego: „Pan Bóg mnie rozumie!”, „ksiądz taki sam czło­wiek, jak i ja”, „poradzę sobie sam”, „pomoże mi psycholog”, „wszy­scy tak robią – więc to nie jest złe”, „nikomu to nie szkodzi”, „dla szmalu można zrobić wszystko”, „kto to wie, jak to naprawdę jest” itp. Takie próby rozwiązania problemu poczucia winy jednak nie zawsze wystarczają. I tak, jak u niedawno zmarłego (2015) reżysera i scenarzysty filmowego Tadeusza Konwickiego, prowadzą do wyznania: „A jednak mam poczucie grzeszności i jestem grzeszny”. Gdy taki człowiek trafi do konfesjonału liczy na kompetencje teologiczne spowiednika, na rzeczywiste odpuszczenie grzechów i doświadczenie Bożego miłosierdzia.

 2. Miłosierdzie Boże – czym ono jest?

Jak tłumaczy św. Jan Paweł II w encyklice „Dives in Misericordia”, we właściwym i pełnym znaczeniu, miłosierdzie nie jest – choćby naj­bardziej wnikliwym i najbardziej współczującym – spojrzeniem na zło moralne, fizyczne czy materialne. W swoim właściwym i pełnym kształcie miłosierdzie objawia się jako dowartościowywanie, podno­szenie w górę, jako wydobywanie dobra spod wszelkich nawarstwień zła, obecnego w świecie i w człowieku. Szczególnie w kon­fesjonale „dobro i zło powinno zostać nazwane po imieniu”, aby człowieczeństwo ocalało. Mówi o tym cała struktura absolucji kapłańskiej. Pierwsze słowa sakramen­talnej modlitwy rozgrzeszenia przywołują Ojca miłosierdzia. Przypominają nam, że grzech nie stanowi centrum kapłańskiej posługi i przepowiadania. Rdzeniem Dobrej Nowiny głoszonej przez Jezusa Chrystusa i uobecnianej w konfesjonale jest Misterium Paschal­ne.

Kościół od początku swego istnienia, odwołując się do tajemnicy krzyża i zmartwychwstania, naucza o Bożym miłosierdziu. Nie może i dziś zaniechać tej misji, skoro wzywa go do tego sam Bóg przez pośrednictwo Siostry Faustyny. A wybrał do tego nasze czasy. Może dlatego, że wiek dwudziesty, mimo wielu niewątpliwie dużych osiągnięć w wielu dziedzinach, naznaczony był w szczególny sposób «misterium nieprawości».

 3. Spowiednik – znakiem i narzędziem Miłosierdzia Bożego

„Udzielając sakramentu pokuty, kapłan wypełnia posługę Dobrego Pasterza, który szuka zagubionej owcy; posługę dobrego Samarytanina, który opatruje rany; Ojca, który czeka na syna marnotrawnego i przyjmuje go, gdy powraca; sprawiedliwego Sędziego, który nie ma względu na osobę i którego sąd jest sprawiedliwy, a równocześnie miłosierny. Krótko mówiąc kapłan jest znakiem i narzędziem miłosiernej miłości Boga względem grzesznika”.

Co to znaczy być znakiem i narzędziem Miłosierdzia Bożego?  Odpowiedzi na tak postawione pytanie udzielił Ojciec Święty Franciszek podczas jednej z nauk rekolekcyjnych dla kapłanów z całego świata, którą wygłosił 2 czerwca 2016 r. podczas Jubileuszu Kapłanów i Seminarzystów, odbywającego się w Rzymie w ramach Roku Miłosierdzia. To spotkanie przebiegało pod hasłem „Kapłan, na wzór Dobrego Pasterza, jest człowiekiem miłosierdzia i współczucia, bliskim swemu ludowi i sługą wszystkich”.

Pełnienie funkcji znaku oznacza przyciąganie, tak jak wtedy, gdy ktoś czyni znaki (np. rękami), aby przyciągnąć czyjąś uwagę. Znak musi być spójny, jasny, zrozumiały (nie tylko dla specjalistów) i skuteczny. Jesteśmy znakiem i narzędziem, jeśli ludzie dzięki nam, spotykają się twarzą w twarz z miłosiernym Bogiem.

Inną właściwością znaku i narzędzia jest jego przejściowość, to znaczy, że nie odnosi się on do samego siebie. Nikt nie zatrzymuje się przed znakiem, kiedy już zrozumiał, co on oznacza; nikt nie zatrzymuje się, by spojrzeć na śrubokręt lub młotek, ale patrzy na obraz, który został dobrze przytwierdzony.

Trzecią cechą znaku i narzędzia jest dyspozycyjność. Chodzi o to, aby narzędzie było zawsze gotowe do użycia, aby znak był zawsze czytelny. Istotą znaku i narzędzia jest funkcja pośrednika. Być może tu leży klucz naszej misji w sakramentalnym spotkaniu miłosiernego Boga z człowiekiem. Święty Ignacy mówił, by „nie być przeszkodą”. Dobry pośrednik to osoba, która ułatwia, a nie utrudnia rozwiązywanie problemów.

W mojej ojczyźnie, wspomina papież Franciszek, był wspaniały spowiednik, ks. Cullen, który gdy siadał w konfesjonale robił dwie rzeczy: naprawiał skórzane piłki dla chłopców grających w piłkę nożną, i czytał wielki słownik chiński. Był długo w Chinach i chciał podtrzymać znajomość tego języka. Mówił, że kiedy ludzie widzieli, iż robił rzeczy tak niepotrzebne, jak naprawianie starych piłek i tak odległe, jak czytanie słownika chińskiego, myśleli: „Mogę podejść i porozmawiać z tym księdzem, bo widać, że nie ma nic do roboty”. Miał wyznaczone godziny w konfesjonale i ich przestrzegał. Był przekonany, że gdy ludzie widzą duszpasterza ciągle zabieganego – nie mają odwagi do niego podejść!

  1. Praktyczne rady spowiednicze papieża Franciszka

Aby kapłan mógł być skutecznym znakiem i narzędziem Bożego Miłosierdzia w konfesjonale, czyli, aby przyciągał, nie zatrzymywał na sobie, był dyspozycyjny, papież Franciszek podaje szereg praktycznych rad spowiedniczych. Można je znaleźć zarówno w posynodalnej Adhortacji apostolskiej „Amoris laetitia”, w naukach wygłoszonych podczas Jubileuszu Kapłanów w Rzymie 2 czerwca 2016 r., jak również w wywiadzie – rozmowie z watykanistą Andreą Torniellim. Wymowny jest wybór problemów, jakie papież  uważa za ważne we współczesnej posłudze konfesjonału. Interesujące  są  też proponowane przez niego rozwiązania nie tylko na Rok Miłosierdzia.

 4.1. Jak być dobrym spowiednikiem

Przede wszystkim wymagane jest poczucie własnej grzeszności. Papież Franciszek podczas audiencji generalnej 20 listopada 2013 roku przyznał, że on sam spowiada się co dwa tygodnie. Bo również kapłani i biskupi potrzebują przebaczenia i miłosierdzia, aby mogli się stać na­rzędziem Bożego miłosierdzia. „Posługa, którą kapłan sprawuje jako szafarz, ze strony Boga, dotycząca odpuszczania grzechów, jest bardzo de­likatna i wymaga, by w jego sercu był pokój […]; by nie dręczył wiernych, lecz był łagodny, życzliwy i miłosierny; by potrafił zasiewać nadzieję w sercach, a przede wszystkim by był świadomy, że brat czy siostra, którzy przystępują do sakramentu pojednania, szukają przebaczenia, podobnie jak liczne osoby, które podchodziły do Jezusa, by je uzdrawiał. Lepiej jest, by kapłan, który nie ma takiego duchowego nastawienia, nie udzielał tego sakramentu, dopóki się nie poprawi”- stwierdza papież Franciszek.

Nie tak dawno temu niemal cały świat obiegła wiadomość z dołączonym zdjęciem papieża Franciszka, który po celebracji pokutnej w Bazylice św. Piotra, idąc do konfesjonału, aby spowiadać, najpierw podszedł do innego kapłana, klęknął z przodu konfesjonału, jak to jest w zwyczaju w Ameryce Łacińskiej, i sam przeżył spowiedź, dając świadectwo, zachętę oraz przypomnienie, że jest ona konieczna wszystkim szafarzom, zanim sami zaczną spowiadać. Najlepszym spowiednikiem, zdaniem papieża Franciszka, jest zwykle ten, kto się lepiej spowiada. Możemy postawić sobie pytanie: jak się spowiadam? Niemal wszyscy wielcy święci – dodaje – byli wielkimi grzesznikami lub, jak św. Teresa od Dzieciątka Jezus, zdawali sobie sprawę, że jedynie dzięki łasce Bożej nimi nie byli.

Wiele razy Ojciec Święty Franciszek publicznie nazywał siebie „grzesz­nikiem”. Odwiedzając więźniów w Palmasola w Boliwii, podczas podróży odbytej w lipcu 2015 roku do Ameryki Łacińskiej, powiedział: „Stoi przed wami człowiek, któremu wy­baczono wiele grzechów. Papież też potrzebuje miłosierdzia Bożego. Powiedziałem to szczerze. Zawsze byłem blisko z tymi, którzy żyją w więzieniu pozbawieni wolności, właśnie z powodu świadomości własnej grzeszności. Za każdym razem, kiedy przekraczam bramy więzienia z powodu jakichś obchodów albo odwiedzin, nachodzi mnie myśl: dlaczego oni, a nie ja? To ja powinienem tu być, zasługiwał­bym na to, by tu być. Ich upadki mogłyby być moimi, nie czuję się lepszy od osób, przed któ­rymi stoję”.

Podobnie mówili o sobie poprzednicy papieża Franciszka. W dokumentacji procesu beatyfikacyjnego Pawła VI znajduje się świadec­two jednego z jego sekretarzy, przywołującego następujące wyznanie: „Dla mnie zawsze było wielką Bożą tajemnicą, że staję w swojej nędzy wobec miłosierdzia Bożego. Je­stem niczym, jestem nędznikiem. Bóg Ojciec bardzo mnie kocha, chce mnie zbawić, chce, bym wyszedł z tej nędzy, w której trwam, ale ja sam nie jestem w stanie tego zrobić. Posyła więc swojego Syna, Syna, który przynosi Boże miło­sierdzie, przemienione w akt miłości do mnie… „.

W homilii, którą wygłosił Albino Luciani jako nowy biskup Vittorio Veneto, powiedział, że wybór padł na niego, ponieważ niektóre rzeczy woli Pan pisać na pyle niż w brązie czy mar­murze: w ten sposób, jeśli napis przetrwa, bę­dzie jasne, że zasługa ta należy tylko i jedynie do Boga. On, biskup, przyszły papież Jan Pa­weł I, nazywał siebie „pyłem”.

 4.2. Odróżniać współczucie od miłosierdzia

Miłosierdzie jest boskie, jest bardziej związane z sądem nad naszym grzechem. Współczucie ma bardziej ludzkie oblicze. Oznacza współ – odczuwanie, niepozostawanie obojętnym na ból i cierpienie innych. To właśnie czuł Jezus, kiedy widział tłumy, które za Nim szły. Jezus wyszedł z łodzi i „ujrzał wiel­ki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce nie mające pasterza” (Mk 6, 34). Innym razem Jezus, przybywając do wioski w Galilei, wzrusza się łzami kobiety, wdowy, załamanej po stra­cie swojego jedynego chłopca. Mówi jej: „Nie płacz”. Łukasz pisze: „Na jej widok Pan zlito­wał się nad nią” (Łk 7, 13). Bóg będący człowiekiem pozwalał, by wzruszała Go ludzka nędza, nasza potrzeba, nasze cierpienie. Takie współczucie podobne jest do miłości ojca i mat­ki, którzy są głęboko poruszeni swoim dziec­kiem. Bóg kocha nas w ten sposób, ze współczuciem i z miłosierdziem.

Takiego współczucia potrze­ba dzisiaj, by przezwyciężyć globalizację obojęt­ności. Takiego spojrzenia potrzebujemy dzisiaj, kiedy stajemy przed ubogim, kimś z marginesu, grzesznikiem. To współczucie, które karmi się świadomością, że to przede wszystkim my jeste­śmy grzesznikami.

4.3. Rozumieć język gestów

Nie pytać o to, co jest oczywiste. Jeśli ktoś przychodzi do konfesjonału to dlatego, że jest skruszony. A jeśli przychodzi, to dlatego, że chce się zmienić. Albo przynajmniej chce pragnąć się zmienić, jeśli sytuacja wydaje mu się w tej chwili niemożliwa, by ją zmienić (ad impossibilia nemo tenetur, tak mówi maksyma moralna, „nikt nie jest zobowiązany, by czynić to, co jest niemożliwe”).

Czytałem życiorys, wspomina papież, jednego z niedawno ogłoszonych świętych, czasów współczesnych. Podczas wojny musiał on wyspowiadać młodego żołnierza, którego partyzanci skazali na śmieć. Żołnierz wyznaje swoją słabość do kobiet i liczne przygody miłosne, jakie przeżył. Ksiądz wyjaśnia mu, że aby mógł uzyskać przebaczenie i odpuszczenie grzechów, musi za nie żałować. Żołnierz odpowiada: „Jak mam żałować? To było coś, co mi się podoba­ło, gdybym miał możliwość, teraz zrobiłbym to samo. Jak miałbym żałować?” Wówczas ów ksiądz, który chce dać rozgrzeszenie temu pe­nitentowi naznaczonemu przez los, stojącemu już niemal w obliczu śmierci, wpada na genialny pomysł i pyta: „Ale czy żałujesz, że nie żałujesz?”, a młodzieniec spontanicznie odpowiada: „Tak, żałuję, że nie żałuję”. Czyli: przykro mi, że nie umiem okazać żalu. To staje się maleńką szczeli­ną, która pozwala miłosiernemu księdzu udzie­lić rozgrzeszenia. Być miłosiernym to nie tylko jeden ze sposobów bycia, ale jedyny sposób bycia. Nie ma innej możliwości bycia księdzem. „Proboszcz Brochero”, który będzie w tym roku kanonizowany, powiedział: „Kapłan, który nie ma wielkiego współczucia dla grzeszników jest księdzem w połowie. Te błogosławione łachy, które noszę na sobie nie czynią mnie kapłanem; jeśli nie mam w sercu miłosierdzia, nie jestem nawet chrześcijaninem”.

4.4. Kultura rozmowy z penitentem

Trzeba się uczyć delikatności wobec penitentów, od dobrych spowiedników, którym wystarcza pół słowa, aby wszystko zrozumieć, jak P. Jezus rozumiał kobietę cierpiącą na krwotok, i wychodzić do nich z mocą przebaczenia. Byłem bardzo zbudowany, zwierza się papież Franciszek, jednym kardynałem z Kurii Rzymskiej, o którym a priori, myślałem, że jest bardzo surowy. Kiedy spowiadał penitenta, chcącego wyznać grzech, którego się wstydził wyznać i zaczynał od jednego czy drugiego słowa natychmiast pojmował o co chodzi i mówił: „Śmiało, zrozumiałem”. Powstrzymywał go, bo rozumiał. To jest delikatność. Ten kardynał mnie bardzo podbudował.

Święta Teresa od Dzieciątka Jezus opowiada, że kiedy nowicjuszki zwierzały się jej, bardzo wystrzegała się, by pytać jak sprawy toczyły się dalej. Nie węszyła w ludzkich duszach. Właściwością miłosierdzia jest okrywanie swoim płaszczem grzechu, aby nie zranić godności. Tak jak dwóch synów Noego, którzy przykryli płaszczem nagość swojego ojca, który się upił (por.: Rdz 9,23). Integralność spowiedzi nie jest kwestią matematyczną. Czasami wstyd odnosi się bardziej do liczb, niż do samego grzechu. Konieczne jest wzruszenie wobec sytuacji penitenta, która jest czasem mieszaniną różnych spraw, choroby, grzechu i uwarunkowań niemożliwych do pokonania.

„Z czasów, kiedy byłem rektorem jezuickiego Kolegium Głównego i proboszczem w Argenty­nie, pamiętam pewną matkę, która mając małe dzieci, została porzucona przez męża. Nie mia­ła stałego zatrudnienia, tylko przez kilka mie­sięcy w roku znajdowała prace dorywcze. Kiedy nie miała pracy, by wyżywić swoje dzieci, zara­biała jako prostytutka. Była pokorna, przycho­dziła do parafii, próbowaliśmy jej pomóc po­przez Caritas. Pamiętam, że pewnego dnia – był to okres świąt Bożego Narodzenia – przyszła do kolegium z dziećmi i zapytała o mnie. Zawoła­no mnie i przyszedłem, żeby ją przyjąć. Przy­szła, by mi podziękować. Sądziłem, że dziękuje za paczkę z żywnością z Caritasu, którą jej wy­słaliśmy. „Dostała ją pani?”, zapytałem. A ona: „Tak, tak, dziękuję również za to. Ale przyszłam podziękować przede wszystkim za to, że nigdy nie przestał mnie ojciec nazywać »panią«”. Oto doświadczenie, które uczy, jak ważne jest, by przyjmować z delikatnością tego, kto przed nami stoi, nie ranić jego god­ności. Dla tej kobiety fakt, że proboszcz, nawet wiedząc o życiu, jakie prowadziła w miesiącach, kiedy nie miała pracy, wciąż nazywa ją „panią”, był równie ważny, a może i ważniejszy, od kon­kretnej materialnej pomocy, jaką jej dawaliśmy”.

4.5. Nie być sędzią – funkcjonariuszem

Nigdy nie bądźcie jak funkcjonariusze, którzy widzą tylko „przypadki”, a potem się z nich otrząsają. Miłosierdzia nie da się pogodzić z postawą księdza funkcjonariusza, który osądzając „przypadki”, traci wrażliwość na osoby, na ludzkie twarze.

Pamiętam, że kiedy byłem na II roku teologii, poszedłem z moimi kolegami, aby posłuchać egzaminu „audiendas”, który zdawano na III roku teologii, przed święceniami. Poszliśmy, aby się trochę nauczyć. Zawsze się uczyło czegoś nowego. Pamiętam, że raz jednemu z kolegów zadano pytanie, dotyczące sprawiedliwości „de iure”, ale bardzo zawiłe, sztuczne … I kolega powiedział skromnie: „Ależ ojcze, tego nie ma w życiu” – „Ale jest w książkach!” – usłyszał z ust egzaminatora. Oto moralność książkowa, bez doświadczenia. Reguła Jezusa brzmi: „tak osądzajmy, jak chcielibyśmy być osądzani”.

4.6. Gdy nie można rozgrzeszyć

Jeśli spowiednik nie może roz­grzeszyć, niech wyjaśni przyczynę, i niech chociaż pobłogosławi, nawet bez udzielenia sa­kramentalnego rozgrzeszenia. Boża miłość jest również dla tych, którzy nie mogą przyjąć sa­kramentów: również ten mężczyzna czy ta ko­bieta, ten młodzieniec czy ta dziewczyna są ko­chani przez Boga, są przez Boga poszukiwani i potrzebują błogosławieństwa. Okażcie wrażli­wość wobec tych osób. Nie oddalajcie ich, bo oni cierpią. Spowiednicy niech pamiętają, że mają przed sobą zagubione owieczki, które Bóg bardzo kocha. Jeśli osoby te nie poczują dzięki spowiednikom Bożej miłości i miłosierdzia, oddalą się i może już nigdy nie wrócą. Przytulcie je więc i bądźcie miłosierni, nawet jeśli nie możecie udzielić roz­grzeszenia. Dajcie im tak czy inaczej błogosła­wieństwo.

Mam krewną, która wzięła ślub cy­wilny z pewnym mężczyzną, jeszcze zanim zakończył się proces o stwierdzenie nieważności pierw­szego małżeństwa. Chcieli wziąć ślub, kochali się, chcieli mieć dzieci – mają ich trójkę. Sąd cywilny przydzielił temu mężczyźnie również opiekę nad dziećmi z pierwszego małżeństwa. Był on tak religijny, że w każdą niedzielę, idąc na mszę, szedł do konfesjonału i mówił kapłanowi: „Wiem, że nie może mi ksiądz udzielić rozgrze­szenia, zgrzeszyłem w tym i w tym, ale proszę o błogosławieństwo”. Oto człowiek ukształto­wany duchowo.

 4.7. Spowiedź osób homoseksualnych

Prowadzący wywiad z papieżem Franciszkiem – Andrea Tornielli – zapytał: jakie są Ojca doświad­czenia jako spowiednika osób homoseksualnych? Słynne stało się owo zdanie Ojca wypowiedziane na konferencji prasowej podczas lotu powrotnego z Rio de Janeiro: „Kim ja jestem, żeby osądzać?”. Powiedziałem wtedy: jeśli ktoś jest gejem, szuka Pana i ma dobrą wolę, kim ja jestem, by go osądzać? Sparafrazowałem z pamięci Katechizm Kościoła Katolickiego, w którym wyjaśnia się, że osoby te należy traktować delikatnie i nie nale­ży ich wykluczać. Przede wszystkim podoba mi się, że mówi się o „osobach homoseksualnych”: najpierw jest osoba, w swojej integralności i godności. A osoba nie jest definiowana tylko poprzez swoje skłonności seksualne: nie za­pominajmy, że wszyscy jesteśmy stworzeniami kochanymi przez Boga, odbiorcami Jego nie­skończonej miłości. Chciałbym, by osoby ho­moseksualne przychodziły się spowiadać, by po­zostały blisko Pana, by można było razem się modlić. Wówczas możesz polecić im modli­twę, ukazać dobrą wolę, możesz wskazać drogę, towarzyszyć im.

 4.8. Stosować „prawo stopniowości”

Papież Franciszek odwołuje się do nauczania św. Jana Pawła II, dotyczącego tak zwanego „prawa stopniowości”. To prawo bazuje na świadomości, że człowiek „poznaje, miłuje i czyni dobro moralne, odpowiednio do etapów swego rozwoju”. Nie jest to „stopniowość prawa”, jak gdyby w prawie Bożym miały istnieć różne stopnie i formy nakazu dla różnych osób i sytuacji, ale stopniowość w roztropnym podejmowaniu wolnych aktów przez człowieka, który nie jest w stanie zrozumieć, docenić lub w pełni realizować wymogów prawa (istnieje różnica między tym, o czym się tylko wie, co się wie i rozumie a tym co się wie, rozumie i przyjmuje). Prawo jest darem Boga wskazującym drogę, darem dla wszystkich bez wyjątku, ale każdy człowiek rozwija się indywidualnie, powoli przez stopniowe włączanie darów i wymagań Bożych w życie osobiste i spo­łeczne.

Chodzi tu o proces towarzyszenia i rozeznawania, który „prowadzi wiernych do uświadomienia sobie swojej sytuacji przed Bogiem”. Rozmowa z księdzem, na forum wewnętrznym, może przyczynić się do prawidłowej oceny tego, co utrudnia możliwość pełniejszego uczestnictwa w życiu Kościoła oraz do podjęcia kro­ków pomocnych w tym zakresie. Biorąc pod uwagę fakt, że w samym prawie nie ma stopniowości, to rozeznawanie nigdy nie może nie brać pod uwagę wymagań ewangelicznej prawdy i miłości proponowanej przez Kościół. Szczera refleksja może umocnić zaufanie w miłosierdzie Boże, które nikomu nie jest odmawia­ne, ale rozeznanie nie może też prowadzić do niebezpiecznego przekonania, że Kościół popiera podwójną moralność.

 4.9. Uwzględniać okoliczności łagodzące

Penitent, choć dobrze zna normę moralną, może mieć duże trudności w zrozumieniu wartości zawartych w tej normie, lub może znaleźć się w określonych warunkach, które nie pozwalają mu działać inaczej i podjąć innej decyzji bez nowej winy. Jak to słusznie  stwierdzili Ojcowie synodalni, „mogą istnieć czynniki, które ograniczają zdolność podej­mowania decyzji”.

Uwzględniając te uwarunkowania, Katechizm Kościoła Katolickiego wyraża się w sposób stanowczy: „Poczytalność i odpowiedzialność za działanie mogą zostać zmniejszone, a nawet zniesione, na skutek niewiedzy, nieuwagi, przymusu, strachu, przyzwyczajeń, nieopanowanych uczuć oraz innych czynników psy­chicznych lub społecznych”. W innym paragrafie ponownie odnosi się do okoliczności, które zmniej­szają odpowiedzialność moralną, i wspomina bardzo szczegółowo o „niedojrzałości uczuciowej, nabytych nawykach, stanach lękowych lub innych czynnikach psychicznych czy społecznych”. Z tego powodu, „w pewnych okolicz­nościach ludzie napotykają na poważne trudności by działać inaczej. […] Również skutki popełnionych czynów nie muszą być takie same w każdym przypadku”.

Ze względu na uwarunkowania i czynniki łagodzące możliwe jest, że w obiektywnej sytuacji grzechu osoba, która nie jest subiektywnie winna albo nie jest w pełni winna, może żyć w łasce Bożej, może kochać, a także może wzrastać w życiu łaski i miłości, otrzymując w tym celu pomoc Kościoła (W pewnych przypadkach mogłaby to być również pomoc sakramentów. Dlatego „kapłanom przypominam, że konfesjonał nie powinien być salą tortur, ale miejscem miłosierdzia Pana”, (Evangelii Gaudium 44: Zaznaczam również, że Eucharystia „nie jest nagrodą dla doskonałych, lecz szlachetnym lekarstwem i pokarmem dla słabych”).

Ze świadomości, jaką wagę mają okoliczności łagodzące – psychologiczne, historyczne, a nawet biologiczne – wynika, że „nie pomniejszając wartości ewangelicznego ideału, należy z miłosier­dziem i cierpliwością towarzyszyć możliwym etapom rozwoju osób formujących się dzień po dniu”, czyniąc miejsce dla „miłosierdzia Pana, zachęcającego nas do czynienia możliwego dobra”.

Rozumiem tych, któ­rzy wolą duszpasterstwo bardziej rygorystyczne, nie pozostawiające miejsca na żadne zamieszanie. Szczerze jednak wierzę, że Jezus Chrystus pragnie Kościo­ła –  zwracającego uwagę na dobro, jakie Duch Święty szerzy pośród słabości. Kościoła – Matki, która wyrażając jed­nocześnie jasno obiektywną naukę „nie rezygnuje z możliwego dobra, lecz podejmuje ryzyko pobrudzenia się ulicznym błotem”.

 5. Spowiednicy kapłanów

 W praktyce spotyka się różne kategorie spowiedników kapłańskich.
1. Istnieje grupa spowiedników zbyt rygorystycznych. Kapłanów pragnących skorzystać z sakramentu pokuty, traktują niechętnie. W aplikacjach są zbyt surowi. W naukach wyrażają swoją niechęć, straszą odmówieniem rozgrzeszenia.
2. Inna kategoria spowiedników kapłańskich to spowiednicy zniechęceni do kapłanów – penitentów. Nie widzą żadnego sensu pracy nad nimi. Uważają, że wszelki wysiłek w kierunku ich ustawiania mija się z celem. Konsekwencją tego jest całkowite odmawianie kierownictwa duchowego kapłanom.
3. Są kapłani – spowiednicy – i tych wydaje się być dużo – którzy czują się skrępowani wobec kapłana penitenta. Uważają się za całkowicie niepowołanych do wyrażania jakiegokolwiek zdania odnośnie wyznania penitenta. Sami czują się winnymi (nie jestem lepszy od ciebie), udzielają po wysłuchaniu spowiedzi rozgrzeszenia, zadając zwykle łatwą pokutę.
4. Podobni do nich są kapłani, którzy wprawdzie dają wskazania duchowe, ale czynią to bardzo ogólnikowo. Zwykle przypominają prawdy liturgiczne czy okolicznościowe, zachęcając do ufności i modlitwy. W szczegóły sumienia kapłańskiego nie mają odwagi wchodzić.
5. Są wreszcie spowiednicy, którzy kapłana – penitenta traktują na serio. Widzą w nim korzącego się przed Bogiem grzesznika i z największą starannością usiłują pochylić się nad jego problemami. Stają się wobec współbrata prawdziwie ojcami duchowymi i braćmi. Wykonują naprawdę wszystkie funkcje spowiednicze, a więc sędziego, lekarza, pasterza, nauczyciela i brata. Niekoniecznie wiąże się to z długimi wywodami. Św. o. Pio dawał krótkie nauki. Nieraz wystarczy trochę zachęty do dobrego, podniesienie na duchu, podzielenie się swoimi doświadczeniami, odwołanie się do wskazówek duchowych podawanych w nowicjatach i seminariach.

Jest jeden język posiadający niesamowitą wprost siłę i moc. To język miłości miłosiernej. Można wiele uczynić dobrego nawet w najbardziej poplątanej moralnie duszy, jeśli podejdzie się do niej z prawdziwą miłością. Gdy kapłan – podobnie jak każdy inny człowiek – będzie mógł mieć świadomość, że jest zaakceptowany przez, spowiednika, że ten chce mu naprawdę pomóc, z pewnością otworzy się na jego zbawcze działanie.

6. Może się niekiedy zdarzyć, że kapłan – spowiednik będzie przynaglany do okazania penitentowi – kapłanowi szczególnej troski i miłosierdzia. Odnosi się to do tych, którzy zaniedbali swą spowiedź latami, ale ich odrętwiałe sumienie pod wpływem łaski Bożej i różnych, niekiedy wstrząsających wydarzeń życiowych, nagle się przebudzi. Trzeba wtedy przypomnieć sobie, że miłosierdzie powinno być tym większe, im większy jest moralny upadek człowieka.

„A jeśli spowiadającym się jest kapłan, bardziej upokorzony z powodu swoich win od penitentów świeckich, i być może łatwiej ulegający zniechęceniu w obliczu profanacji własnej godności, pamiętajmy, że «Pan spojrzał na Piotra» (Łk 22, 61) – tego Piotra, który kilka godzin wcześniej otrzymał kapłaństwo i składał tak wielkie obietnice i niedługo potem upadł – i tym miłującym spojrzeniem Chrystus w jednej chwili wydobył go z przepaści „.

Kapłan spotykając się z penitentami – kapłanami w sakramencie pokuty, powinien czerpać natchnienie z przykładu samego Jezusa. Nie należy okazywać zaskoczenia, zdziwienia, lekceważenia czy ironii, słuchając wyznania grzechów penitenta – kapłana, nawet w przypadku, gdyby były one wyjątkowo poważne. Nigdy, spowiednik nie powinien stwarzać wrażenia, że potępia grzesznika, a nie jego grzech. Raczej winien przeżywać radość z nawrócenia i wyrazić za to wdzięczność Bogu. Trzeba też raczej podziwiać moc łaski Bożej, nadzieje i odwagę penitenta, który szuka pojednania, z Bogiem i duchowej pomocy. Spełnia się wówczas to, co mówi Pismo Święte „gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” (Rz 5, 20). Winien uświadomić sobie i penitentowi, że łaska Chrystusowa jest potężniejsza od wszelkiego zła i grzechu, a z każdej sytuacji jest wyjście, jeśli tylko człowiek na serio chce się podnieść. Bóg może dźwignąć człowieka z najgłębszego upadku, byle tylko on chciał się prawdziwie nawrócić i rozpocząć nowe życie. U Boga nigdy nie jest za późno.

Zamiast  zakończenia

Oddajmy na koniec głos Ojcu Świętemu Franciszkowi. „W Buenos Aires znałem pewnego kapucyna, który jeszcze żyje – nieco młodszego ode mnie – wspaniałego spowiednika. Przed jego konfesjonałem zawsze stała kolejka: ludzie prości, zamożni, księża, zakonnice. Szereg ludzi stało przez cały dzień, by się wyspowiadać. A on słynął jako wielki wybaczający. Ale czasami nachodziły go skrupuły, że zbyt wiele wybaczył. Kiedyś, w rozmowie, zwierzył mi się z tych skrupułów.  Zapytałem go: „A co robisz, gdy nachodzą cię te skrupuły?” „Idę do kapliczki, przed tabernakulum i mówię Jezusowi: Panie, przebacz mi, że za dużo wybaczyłem, ale to Ty dałeś mi taki zły przykład!” Miłosierdzie udoskonalało tego spowiednika poprzez nadmiar miłosierdzia! Kiedy kapłan w ten sposób przeżywa miłosierdzie, odczuwa je sam na sobie, może ofiarować je również innym.

Bibliografia

A. Kokoszka, Teoria i praktyka spowiedzi, Sakramentologia moralna cz. IV, Tarnów 2016
A. Drożdż, Kompetencja teologiczna w sakramencie pokuty, w: Sztuka spowiadania, Kraków 2005
Dzieje duszy, Kraków 2009
Franciszek, Amoris laetitia, Rzym 19 marca 2016 r.
Franciszek, Evangelii Gaudium, Adhortacja Apostolska
Franciszek, Miłosierdzie to imię Boga, Rozmowa z Andreą Torniellim, Kraków 2016
J. Płatek, Sprawowanie sakramentu pokuty i pojednania, Częstochowa 2001
Jan Paweł II, Bóg bogaty w miłosierdzie. Przemówienia i homilie
Jan Paweł II, Dives in Misericordia, Encyklika
Jan Paweł II, Familiaris consortio, Adhortacja Apostolska
K. Fryzeł, Spowiednik też się spowiada, Życie duchowe, Jesień, 80 (2014)
Katechizm Kościoła Katolickiego
Przemówienie do uczestników kursu dla spowiedników zorganizowanego przez Penitencjarię Apostolską, Watykan, 11 marca 2010 r.
Rekolekcje dla kapłanów 2016, Katolicka Agencja Informacyjna, ISSN 1426-1413; Data wydania: 02 czerwca 2016, Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
Spotkanie z polskimi biskupami, Kraków, Katedra na Wawelu, 27 lipca 2016 r, w: Franciszek, Błogosławieni miłosierni, Słowa do młodych, Kraków 2016
T. Konwicki, Mała Apokalipsa, Warszawa 1989
L’Osservatore Romano (wyd. pol.), 1 (2014)
Zapis drogi, Wspomnienia o nieznanym duszpasterstwie księdza Karola Wojtyły, Kraków 2005

Wykład wygłoszony podczas spotkania Dekanalnych Ojców Duchownych 19 września 2016 r. w WSD w Tarnowie.

Ks. dr Adam Kokoszka – od wielu lat związany z WSD w Tarnowie (wieloletni prefekt i wicerektor ds. naukowych), wykładowca teologii moralnej, były Wikariusz Biskupi ds. formacji duchowieństwa, należy do familii papieskiej, kanonik gremialny Kapituły Kolegiackiej w Nowym Sączu, protonotariusz apostolski.

Udostępnij Tweet